zbig44
11.04.04, 12:24
A może nawet polskim mesjaszem na wzór Hugo Chaveza, mesjasza na Karaibach
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2003321.html
lub Muktady al Sadra dla narodu irackiego?
Wiele na to wskazuje. Zarówno u nas jak i na Karaibach klasa rządząca
wyrodziła się i funkcjonuje w oderwaniu i nie licząc się z potrzebami i
pragnieniami narodu. Przypominam, że 75% tego narodu było przeciwko naszemu
udziałowi w interwencji w Iraku. Jedynie ugrupowania Samoobrony i LPL
konsekwentnie opowiadały się w tym względzie po stronie opinii publicznej
(PO jest za utrzymaniem naszej obecności w Iraku również z nią się nie
licząc, co w moim odczuciu stanowi bardzo zły prognostyk dla końcowego
poparcia dla tego ugrupowania, jako zamierzającego nadal kontynuowac tradycje
polityki oderwanej od oczekiwań najszerszych grup społecznych).
Czy w tej sytuacji dziwi kogoś fakt, ze elity polityczne sobie, a naród sobie?
Pytam: A po jasna cholere nam takie elity, które dbają jedynie o własny
interes i żłób?
Czy im się zdaje, że naród bez tych Pań i Panów naprawdę nie może się obejść
i rzeczywiście popadnie w anarchię? A może bez nich cały świat się zawali?
Nie - wręcz przeciwnie - naród odetchnie z ulgą i wyprostuje w zdrowym
odruchu samoobrony (niemal tożsamym z instynktem samozachowawczym) kręte
ścieżki wiodące na manowce, na które zaprowadziły nas kolejne ekipy rodem z
partii samo-mieniących się nie-populistycznymi.
W coraz większym stopniu jestem skłonny opowiedzieć się za kompletną odnową
naszego życia politycznego. Inaczej nic się nie zmieni: będziemy z uporem
trwać przy polityce pro-amerykańskiej, a w UE - rozłamowej i skazującej nasz
kraj na rolę pariasa i zaplecza przestrzeni życiowej dla świata zachodniego,
zwalnianej przez wymierający naród, wykorzystywany przez naszych przyszłych
panów co najwyżej w charakterze taniej siły roboczej (z czego będziemy się
jeszcze zapewne cieszyć - wszak nawet tego nie potrafią dla niego uczynić
miłościwie nam panujący właśni panowie obecni) .