dwamiecze2
08.06.04, 10:25
serwisy.gazeta.pl/df/1,34467,2116473.html?as=1&ias=8
Założę sie o $100,000 ze 90% tych londyńskich "Europejczyków" z Polski
głosowało tak na Unie bo śniły im sie natychmiastowe fortuny na
zachodzie. "Już jade autobusem z Polski po ta prace i mojego złotego
Mercedesa. To wy tam nie znacie Polskiego???? Skandal!!!"
Sukces na zachodzie w kilku paradoksach:
1. Paradoks Kariery Kiblowej
Czasy dorabiania sie fortun na Zachodzie przez mycie kibli sie dawno
skończyły. Taka sytuacja trwała tylko przez pare lat i tylko dzięki wysoce
nienaturalnemu przelicznikowi złotówki na waluty zachodnie podczas upadku
ekonomicznego komuny. To było w czasach kiedy inżynier w Polsce zarabiał $15
na miesiąc. Włączenie do unii paradoksalnie uczyni sytuacje kiblowych fortun
nawet gorsza gdyż unormowanie stosunkow polityczno-prawnych utrudni prace na
czarno (bez płacenia ubezpieczenia i podatkow).
2. Paradok Nauki Jezyka
Aby nawet zacząć marzyć o zyciu lepszym niż parszywa wegetacja na najniższym
szczeblu należy biegle znać język kraju docelowego PRZED wyjazdem. Uczenie
się obcego języka w Polsce jest dziś 100 razy prostsze niż było to w latach
80-tych. Dziś można oglądać telewizje satelitarna i DVDs w każdym języku i z
napisami - dawniej kulo się słówka przez wysłuchiwanie starych płyt az igła
wycięła dziury na wylot.
3. Paradoks Współżycia z Polakami na Wygnaniu
To prawda - wielu Polaków dorobiło się na zachodzie i wielu pracuje w swoim
zawodzie i sa bardzo często o wiele lepsi niż konkurenci wykształceni na
zachodzie. Aby dojść do tego etapu należy (jeszcze raz) biegle znać język i
unikać polskich gett jak ognia. Paradoksalnie, polskie getta marzycieli-
zwyrodnialców sa tutaj największą przeszkoda. Mi (dość dobremu informatykowi
znającemu biegle angielski) Polscy "przyjaciele" wmawiali abym zapomniał o
informatyce i skoncentrował się na "polskich" zawodach (np. - myciu garów).
Kiedy w po kilku tygodniach zacząłem pracować jako informatyk - wtedy
doświadczyłem prawdziwej miłości ziomkow. Z jednej strony zawiść Polaków nie
pozwala zyc nigdzie blisko Polskiego getta, z drugiej pracodawca nie chce
płacić normalnej stawki (no bo słyszał ze biedni polaczkowie pracują za 1/4),
czyli trzeba wywalać mase pieniędzy aby zyc tak jak zachodni konkurenci ale z
mniejsza płacą i ciężko jest cokolwiek odłożyć.
4. Paradoks Współżycia z Tubylcami.
Wtedy zaczynają się przepychanki w pracy z "tubylcami" - jak Polaczek biedny
i głupi to jest największym przyjacielem. Jak "za daleko" się posunie w
karierze to staje się największym wrogiem. Jak to jest ze Polaczek dostał
awans i kierownicze stanowisko a "naturalnie urodzony", "potrzebujacy"
Amerykanin/Anglik/Niemiec nie dostał - skandal. To ze Polaczek sam
zaprojektował najnowszy produkt który wyciągnął firmę z tarapatów i finansuje
wszystkie place już sie nie liczy. Kulminacyjnym punktem w mojej karierze był
dzień w którym (po druzgocącym sukcesie mojego projektu) firma postanowiła
drastycznie rozwinąć działalność. Jedyny problem - potrzeba większej ilości
kompetentnych programistów. Próby zatrudnienia wykwalifikowanych tubylców
kończą się niepowodzeniem (nikt na zachodzie tak na prawdę nie uczy dzieci
matematyki). Nasz wierny Polaczek (czyli ja) w desperacji proponuje
ściągniecie paru kolegów z Polski. Tej obrazy już nasi tubylcy akceptować nie
mogą. W nocy na ścianie firmy pojawia się napis – "Przytułek dla biednych
Polaczkow - musza tylko znać jezyk." Wiec nasz Polaczek dopisuje -
"Szukaliśmy ludzi z mózgiem - z powodu klęski poddajemy się Polaczkom." Cala
firma milczy przez pól dnia az sam szef R&D osobiście wymazuje napis. Ambitne
plany rozwoju sa skasowane.
5. Paradoks Konsultanta/Właściciela firmy
Skoro robienie za tubylców w zamian za polowe zarobku i obwiniane szybko się
znudzą - trzeba otworzyć własną firmę. Tutaj zaczyna się forsa - najpierw
można obskubywać ex-pracodawcow. Skoro nikt w firmie nie jest w stanie pojąć
co Palaczek tam dłubał aby to wszystko działało, tubylcy próbują udawać ze
pracują a za piec dwunasta i tak należy dzwonić po Palaczka i negocjować w
wysoce niesprzyjających warunkach na zasadach arabskiego bazaru ($4000 per
day going once, going twice - sold to the screaming asshole on the other end
of the line). Forsa jest dobra ale wizyty sa dość męczące - trzeba słuchać
skomlenia tubylców jak to Polaczek wykorzystuje i oskubuje biedne "ofiary"
które się niedługo mogą znalesc na ulicy wraz z biednymi dziećmi z jego
powodu. Próby dyskutowania ze Polaczek kiedyś naiwnie chciał to wszystko
robić normalnie ale mu nie pozwolono kończą się niepowodzeniem. Wniosek - na
zawsze zrezygnować z logiki we współdziałaniu z ludźmi. Ale to nic czego litr
żytniej nie naprawi. :D
6. Paradoks Sukcesu Niepokornego Polaczka
Sukces - forsa jest, droga bryka jest (nawet dwie), niezla dupa jest. Może
nawet będą niedługo dzieci. W końcu jest czas na to aby się rozejrzeć po
ciężkiej pracy. Tutaj zaczyna się odkrywanie zachodu. Tutaj zaczyna się walka
z głupimi zachodnimi urzędnikami, gliniarzami którym wydaje się ze sa
władcami zycia i śmierci. Ach - te przyjemności kupowania pozwoleń na wejście
do lasu bądź godziny policyjne na plażach. To Polaczek nie wiedział ze
trzeba się zapytać komitetu mieszkańców jaki kolor firanek jest legalny????
Pies bez zezwolenia i chipu identyfikujacego - skandal. A kim to Polaczek
jest ze mu się nie podoba ze szkoly na Zachodzie glownie ucza teorii Marksa -
nikt inny się nigdy nie skarżył. Ach - zachodnia wolność. Nagle zaczyna sie
marzyć o byciu z innymi niepokornymi Polaczkami a Polskie warcholstwo zaczyna
pachnieć jak najlepszy koniak. Pojawia się to glupie przekonanie ze
warcholscy Polacy być może sa jedynymi, ostatnimi, prawdziwie wolnymi ludźmi
na swiecie. Ale czy to warto się tak meczyc? Może lepiej stac się pokornym i
cieszyc się z dobrobytu? Tutaj odkrywa się sedno przekleństwa paradoksu numer
6 - Bycie niepokornym całkowicie neguje radosc dojścia do punktu 6 – ale
gdyby bycie pokornym w ogole było możliwe, nasz Polaczek nigdy nie doszedłby
do punktu 6.
Tutaj zrobię cos na prawdę bezczelnego - pożyczę wszystkim Polskim
marzycielom spełnienia marzen i zaznania w pelni wszystkich paradoksow Polaka
tułacza a zwłaszcza paradoksu numer 6. Niech was trafi szlak tak jak mnie
trafil - i do zobaczenia w warcholskiej Polsce gdzie każdy chłop jest królem.