Gość: Bustaw
IP: *.cps.pl
10.06.04, 22:43
Może to nie zasługuje na nowy wątek ale jestem pod wpływem długiej dyskusji w
zróżnicowanym politycznie towarzystwie na temat: iść - nie iść. Sluchałem
ludzi, którzy mówili tak: "nie uznaję żadnego parlamentu europejskiego za
swoje przedstawicielstwo, nie będę dawał poparcia komukolwiek, kto pcha się
tam dla swojej forsy z publicznej kasy". Oponowałem: "Są tacy, który idą po
to by próbować rozpirzyć tę biurokratyczną bandę w Brukseli; jeśli nie damy
im szansy to wydamy nas wszyskich na pastwę tej bezdusznej biurokracji, która
zglajszachtuje nas bez słowa protestu, bo nie będzie miał kto protestować.
Poprzyjmy konserwatywnych liberałów, nie oddawajmy całego pola
socjalistycznym draniom, którzy bez skrupułów zagarną każdą przestrzeń
polityczną byle wyrwać coś dla siebie z publicznej kasy".
Kontra: "I tak nie przejdą; podbijając frekwencję będziemy uwiarygadniać i
utrwalać tylko fasadową instytucję - Parlament Europejski, który o niczym nie
stanowi. Potwierdzimy polityczny ład UE, któremu jesteśmy w istocie
przeciwni. Głosowanie jest dla nas niemoralne". Tokowali dalej w tym duchu.
Nie pozbyłem się wątpliwości, ale ostatecznie zdecydowałem: nie idę.
P.S. Moja żona idzie i głosuje na UPR. Wilk syty i owca cała.