Gość: Gaal
IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl
28.06.04, 13:52
Można rzec, że pragnienie wejścia w krąg oddziaływania kultury
śródziemnomorskiej i czerpania pełnymi garściami ze skarbca cywilizacji
łacińskiej towarzyszyło nam od zarania naszej państwowości. Przez wiele
dziesiątków lat (co nasilało się zwłaszcza w okresach utraty niepodległości)
marzyliśmy także o pełnym prawie do uczestnictwa w społeczno-politycznym
życiu suwerennych narodów Europy oraz o swobodnym partycypowaniu w kulturowo-
gospodarczym dorobku Starego Kontynentu. Słowem, chcieliśmy być zaliczani w
poczet pełnoprawnych członków rodziny narodów europejskich. Jednak dziś coraz
wyraźniej widać, że Unia Europejska nie jest porozumieniem niepodległych
państw ani Europą Ojczyzn. Nie są to też Stany Zjednoczone Europy, jest to
natomiast nowy eksperymentalny twór, który z bezwzględną skutecznością kruszy
tradycyjne atrybuty państwowej suwerenności (stanowienie prawa, sprawowanie
władzy), a także samowystarczalności (wspólna moneta, wspólna ekonomia).
Aspektem słabiej dostrzeganym jest wpływ Unii na rozkład europejskich kultur
narodowych, które stanowiły przecież najcenniejsze dziedzictwo Starego
Kontynentu. Kreowanie nowego wzoru Europejczyka dokonuje się za pomocą
destrukcji świadomości i redukcji potrzeby przynależenia do własnego narodu,
czyli za cenę zniszczenia wypracowanej wysiłkiem wielu pokoleń antenatów
formy życia narodowego, mającej zasadniczy wpływ na kształtowanie narodowej
tożsamości.
www.iyp.org/polish/history/antypolonizmy/ksiazki_58.html