Gość: Gaal
IP: *.bytom.sdi.tpnet.pl
29.06.04, 12:56
"Coraz trudniej będzie naszym unioentuzjastom bronić idei wspólnej Europy i
zbijać argumenty uniosceptyków. Zapewne o ból głowy - obok niekorzystnych dla
Polski zapisów zawartych w konstytucji europejskiej - przyprawia ich coraz
bardziej jawna i jednoznaczna w swojej wymowie polityka Niemiec.
I tak np. ostatnio kanclerz Gerhard Schroeder powiedział, iż uważa - podobnie
jak liderka opozycji Angela Merkel - że byłoby dobrze, gdyby Niemcy jako
największa europejska siła gospodarcza mogły przejąć "wydatną
odpowiedzialność" w dziedzinie polityki gospodarczej w UE. Kanclerz dodał, że
będzie zabiegał o to wśród szefów państw i rządów, natomiast Merkel ma
przekonywać do tego deputowanych z partii konserwatywnych. - Istnieją sprawy,
w których należy wysunąć na pierwszy plan wspólne interesy, a nie kwestie
kontrowersyjne - tłumaczył kanclerz. Dla jasności: ma on na myśli wspólne
niemieckie interesy...
Niemcy są zwolennikiem utworzenia w przyszłej Komisji Europejskiej
stanowiska "superkomisarza" koordynującego działalność resortów gospodarczych
i społecznych. Za jednego z kandydatów na to stanowisko uważa się
niemieckiego polityka Guentera Verheugena, obecnie komisarza ds. rozszerzenia
Unii. Merkel potwierdziła na konferencji w Berlinie, że będzie wspierała
kanclerza w zabiegach o przyznanie Niemcom resortu gospodarczego w Komisji
Europejskiej. Widocznie niezależnie od opcji politycznej wśród niemieckich
polityków panuje zgoda co do chęci osiągnięcia hegemonii na naszym
kontynencie. Nie jest to nowa myśl niemieckich wizjonerów. Sięga ona
korzeniami średniowiecza. Niestety, jak widać z powyższego, na III Rzeszy się
nie kończy..." ("Nasz dziennik")