Gość: MarekL
IP: *.tele2.pl
06.08.02, 10:10
Do Unii, gotowi, ...
Bęc! Proszę mi wierzyć, wolałbym napisać „start”, ale coraz bardziej obawiam
się, że upadniemy i coś sobie boleśnie potłuczemy. Nie jestem ani
zwolennikiem, ani przeciwnikiem naszego członkostwa, jest ono po prostu,
jeżeli nie historyczną, to zwykłą koniecznością. Polska leży tam gdzie jest i
nigdzie się nie przesunie. Ale od tego, co jest koniecznością do
bezkrytycznego pchania się jeszcze daleko. A dlaczego? Bo nie jesteśmy do
tego członkostwa przygotowani. No może to nie całkiem prawda, bo formalni a
jakże, zamykamy radośnie i posłusznie jeden rozdział po drugim. I to daje nam
poczucie spełnienia. Ale od tego do faktycznego przygotowania też daleko. Bo
nie wystarczy nam przygotowanie czysto formalne, musimy jeszcze być
przygotowani mentalnie jako obywatele i konkurencyjnie jako firmy. A nie
jesteśmy. Z czym się przeciętnemu obywatelowi kojarzy Unia nie będę pisał, bo
można sobie o tym poczytać w licznych artykułach i publikacjach. Chcę napisać
o konkurencyjności naszych firm. Bo przecież właśnie ta konkurencyjność
zadecyduje, jak sobie w Unii poradzimy. Bo nie jest prawdą coraz bardziej
zakotwiczającą się w naszej świadomości, że Unia to między innymi duża kasa,
do której można będzie sięgać wedle uznania.
Jak są polskie firmy przygotowane i jak wyglądają na tle firm z krajów
unijnych? Na temat dużych firm napisano wiele, ich działalność rządzi się
nieco innymi prawami, niż działalność firm małych i średnich. A takich mamy
najwięcej. Doskonale wszyscy wiemy o kryzysie w naszym kraju. Doskonale wiemy
o problemach z wypłacalnością, niesolidnością dłużników. Jestem w
Polsce „znowu” od niedawna. Ostatnie 28 lat spędziłem w Danii. Małym kraju z
marną ziemią, niewielką ilością ludności, marnym przyrostem naturalnym i
najwyższymi w świecie podatkami bezpośrednimi i pośrednimi. Minimalny próg
podatkowy ok. 40%, 25% VAT na wszystkie towary i usługi, podatkiem w
wysokości minimum 180% + VAT za każdy nowy samochód... A mimo to produkujący
i eksportujący w ilościach porównywalnych z Polską. W czym tkwi tajemnica?
Nie w ilości posiadanych pieniędzy, ale w prostej zasadzie, w której jest
wychowywany każdy Duńczyk: ”swoboda pod odpowiedzialnością” . A w praktyce:
od strony (każdego) pracownika w solidności w wykonywaniu pracy, a od strony
pracodawcy w poczuciu odpowiedzialności socjalnej. Nie w każdej firmie,
właściciele też są różni, ale w przytłaczającej większości.
Bo prowadzenie firmy nie polega na tym, w jaki sposób wyprowadzić maksymalną
ilość środków do prywatnej kieszeni właściciela. Nie na tym, jak kalkulować
ceny tak, aby sobie jak najszybciej postawić dom, kupić dobry samochód. Ale
na tym jak firmę rozwijać, jak utrzymywać konkurencyjność, jak obniżać koszty
produkcji, usług i jak podwyższać jakość.
I to nie tylko w firmach średnich, ale praktycznie w każdej firmie rodzinnej.
A jak to wygląda w naszym kraju? Narażę się zapewne wielu ludziom, ale cóż –
Król jest nagi.
Każde dziecko wie, że posiadanie w domu dobrego i świetnie wyposażonego
komputera jest czymś oczywistym. Bo dzieci są naszym oczkiem w głowie i muszą
mieć równy start z innymi w grach komputerowych i pisaniu wypracowań. Dobry
komputer w firmie już nie jest aż tak potrzebny. Według danych CEBOSu 52%
małych przedsiębiorców uważa, że nie jest ich stać na komputer, ani nie widzą
konieczności posiadania go. No, bo po co. Faktury można dalej pisać ręcznie,
budżetu i tak się nie robi, Internet i e-mail to dla dużych. A dlaczego tak
na prawdę? Bo tak naprawdę wstyd się przyznać nie bardzo umiemy go
obsługiwać, zatrudnienie osoby posiadającej takie umiejętności także nie
wchodzi w grę, bo może to się skończyć rewolucją, a tak nam było dobrze i
spokojnie. No i oczywiście należy pamiętać o podstawowej sprawie:
wprowadzenie komputera pociąga za sobą prowadzenie księgowości w sposób
zupełnie jawny, elektroniczne rozliczanie się z ZUSem i wszystkie inne
nowoczesne niedogodności. No i oczywiście ta osoba, która ten komputer
obsługuje będzie wiedziała, co się u nas dzieje. A jeżeli wie ona, to może i
inni. Dużo mamy tych fobii.
Ale nie martwmy się, Unia nas wszystkich z tego wyleczy. I to w sposób
radykalny. Po prostu wymaże z rynku tych, którzy nie potrafią grać w biznes
tak jak reguły tej gry nakazują.