Szklane domy biurokratów

13.11.05, 21:47
Warto od czasu do czasu przeczytać jakiś zdrowy tekst o strukturach UE.
Informacje z pierwszej ręki. Zapraszam.

ROZMOWA Z PROF. MIROSŁAWEM PIOTROWSKIM, LUBELSKIM EURODEPUTOWANYM

* Parlament Europejski funkcjonuje od 26 lat, ale dopiero w ubiegłym roku
zaczęła działać w nim opozycja. Chodzi o frakcję „Niepodległość i Demokracja”,
do której Pan należy. Jak to możliwe, by w demokratyczym parlamencie nie było
opozycji?
Prof. Mirosław Piotrowski: Przez ćwierć wieku panowało mniemanie, że koncepcja
stworzenia federacji pod nazwą „Unia Europejska” jest jedyna i najlepsza na
całym świecie. Mało tego. Koncepcją, która gwarantuje szczęście, pieniądze i
dobrobyt jej obywatelom. W konsekwencji ten, kto byłby jej przeciwny, powinien
być uznany za szczególnie groźnego wariata, którego trzeba izolować. Krytykom
UE od lat urabia się gębę eurosceptyków albo nawet przeciwników Europy. Z tego
powodu tak trudno było powołać frakcję, która dostrzega potrzebę zmian
dotychczasowego modelu UE, a także kontroluje biurokratów.

* Czy to oznacza, że dotychczas nie było żadnego ciała, które patrzy na ręce
rządzącym w unii?
Otóż to. Komisja Europejska, która jest rządem Unii Europejskiej, zawiaduje
rocznie kwotą 1 procent PKB wszystkich 25 krajów członkowskich, czyli
miliardami euro. Każdy samorząd, nawet najmniejszy, musi się co roku rozliczyć
z budżetu. Ta zasada nie dotyczy Komisji Europejskiej. Od 10 lat KE nie
otrzymuje absolutorium z wykonania budżetu od Europejskiego Trybunału
Obrachunkowego. Mimo to dalej działa na takich samych zasadach. Na tym nie
koniec. Dopiero 3 lata temu temu KE zatrudniła profesjonalną księgową Martę
Andreasen. I co się okazało? Po przejrzeniu dokumentów Andreasen stwierdziła,
że nie wiadomo, jak wypływają pieniądze z Komisji Europejskiej i nie zgodziła
się na podpisanie bilansu wydatków UE. Za tę odmowę została dyscyplinarnie
zwolniona z pracy.

* Kto najbardziej korzysta na tym, że UE nie jest transparentna?
Tysiące biurokratów, którzy tworzą wiele nikomu niepotrzebnych dokumentów,
dyrektyw, tylko w jednym celu. Jakim? By uzasadnić potrzebę swojego istnienia
i w ten sposób zarobić tysiące euro.
W samej Brukseli jest około 40 tysięcy urzędników, którzy pracują na potrzeby
unii. Do tego trzeba doliczyć kolejne tysiące osób, które zarabiają krocie
tylko dzięki temu, że istnieje PE i inne struktury unii. Przykład? Parlament
ma trzy siedziby. Generalnie obradujemy w Brukseli. Jednak raz w miesiącu cały
PE wyjeżdza do Strasburga na posiedzenie plenarne. Oprócz posłów wyruszają do
Francji urzędnicy plus wszystkie potrzebne dokumenty. Rocznie to
przemieszczanie kosztuje podatników około 300 mln euro. Przecież to nie ma
żadnego sensu. Jednak Francja nie chce się zgodzić na likwidację siedziby w
Strasburgu. Dlaczego? Bo Strasburg żyje z tych czterech dni w miesiącu, gdy
obraduje PE. Pełne obłożenie hoteli, tłumy w restauracjach. Szacuje się, że w
tych dniach przyjeżdża do Strasburga ok. 4-5 tys. osób, którzy średnio wydają
około 150 euro dziennie. Francja nie dość, że nie zgadza się na likwidację
siedziby na jej terenie, to na dodatek dorabia do tego ideologię. Np.
przekonuje, że dla lepszego funkcjonowania PE dobrze jest, żeby eurodeputowani
obradowali w różnych krajach członkowskich. Poza tym na każdym kroku
podkreśla, że nie może być inaczej. Siedzibę w Strasburgu ma zagwarantowaną w
traktatach.
Równie dojną krową, która zatrudnia tysiące osób, jest Komisja Europejska.
Przy KE funkcjonuje trzysta komisji. Do tego trzeba doliczyć ponad trzy
tysiące podkomisji, które zostały powołane np. ds. etykietowania tekstyliów,
dobrego sampoczucia zwierząt czy też wind. Jeszcze rok temu nie można się było
dowiedzieć, ile takich podkomisji działa. To była informacja tajna.
Przewodniczący komisji Jose Barroso ujawnił ją naszej frakcji dopiero wówczas,
jak zagroziliśmy, że będziemy głosować przeciwko jego kandydaturze.

* Czyli Pana zdaniem Parlament Europejski w obecnej strukturze nie ma racji bytu?
My nie mówimy, że PE ma przestać istnieć. Jest to jedyne ciało w całej
strukturze, której przedstawiciele wybierani są w sposób demokratyczny. Ale
parlament, którego utrzymanie kosztuje podatników ok. 1 mld euro rocznie i
cieszy się ogromnymi przywilejami, przede wszystkim powinnien zacząć pracować
nad realnymi problemami. Musi się także zmienić idea funkcjonowania samego PE.
Z definicji eurodeputowani mają reprezentować całą UE. To znaczy, że Polski
poseł nie może zajmować się sprawami polskimi. To jest zabronione. W
rzeczywistości jednak wszyscy grają narodowo i tylko to się liczy. Każdy
walczy o pieniądze dla kraju, który reprezentuje.

* Co trzeba zrobić?
Porozumienie państw europejskich jest koniecznością. Nie mamy innego wyjścia,
jeśli chcemy być dalej atrakcyjnym rynkiem i konkurować np. z takimi
wzrastającymi potęgami jak Indie czy Chiny. Jednak obecnie realizowana
koncepcja Unii Europejskiej jest utopijna i nie ma szans na powodzenie. Mówiąc
wprost. UE przeżywa bardzo poważny kryzys. Politycy europejscy oderwali się od
życia, od ludzi, od społeczności. Siedzą w swoich gabinetach europejskich i
nie dostrzegają, że świat się zmienia i to błyskawicznie.
Jeśli UE chce wyjść z zapaści, w jakiej tkwi od lat, powinna jak najszybciej
przemodelować obecną strukturę. Poza tym stworzyć strategię działania na
przyszłość, w której zostaną określone cele, jakie wspólnota państw musi
zrealizować. Wreszcie dać mieszkańcom Europy możliwość decydowania o własnym
losie. Bez spełnienia tych warunków Unia Europejska nie ma szans na przetrwanie.

Katarzyna Lewandowska
www.kurier.lublin.pl/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=20547
    • pszemcio Re: Szklane domy biurokratów 20.12.05, 22:12
      TEN EURODEPUTOWANY, W DODATKU PROFESOR NIE WIE O CZYM MOWI

      1. to nie Komisja dysponuje budzetem. Ma ona jedynie 5% na wlasne inicjatywy bo
      reszta tj. rolnictwo i polityka strukturalna wydawana jest w krajach
      czlonkowskich;
      2. Owszem, Komisja nie otrzymuje absolutorium ALE tylko w czesci odnoszacej sie
      do srodkow wydawanych przez panstwa czlonkowskie np. w dyspozycji polskiego
      ministerstwa infrastruktury na drogi. To wladze poszczegolnych panstw decyduja
      na jaki cel i jak wydadza srodki. Komisja jedynie strzeze czy wszelkie
      procedury sa spelnione i czy nie dochodzi do korupcji.
      3. co do siedzib PE zgoda z autorem. Ale znowu decyzja podjeta przez panstwa
      czlonkowskie = polityczna = nieracjonalna. Komitety doradcze czy sterujace to
      tez wynalazek panstw czlonkowskich, ktore chca kontrolowac Komisje. A zasiadaja
      w nich krajowi urzednicy, ktorzy przyjezdzaja do Brukseli na 1-2 dni i nie
      dostaja z budzetu UE ani grosza.

      Jestem zawiedziony poziomem wiedzy o finansach wspolnotowych - badz co badz -
      eurodeputowanego i profesora :(
Pełna wersja