Gość: krzysztofsf
IP: 213.155.166.*
03.12.02, 09:35
Uwazam, ze slaby gospodarczo kraj, posiadajacy duzo terenow spornych, nie
powinien wchodzic w zwiazek polityczny w ramach jednego organizmu
politycznego ze swoim najsilniejszym sasiadem.
Panstwa w skald ktorych wchodzily duze narody, raczej nie maja szans na
dluzsze istnienie i rozpadaja sie z powrotem przy roznych okazjach. Przyklady
z historii najnowszej:
Austro-Wegry
ZSRR
Jugoslawia
Czechoslowacja
Jesli popatrzy sie na unie z perspektywy dziesiecioleci, to flirt z nia moze
okazac sie grozny dla istnienia Polski jako panstwa.
W klinicznej postaci chorobe takich sztucznych tworow mozna zaobserwowac w
Afryce, gdzie w panstwach pokolonialnych bedacych zlepkiem roznych plemion, w
sposob akurat charakterystyczny dla tego regionu (czyli krwawy), wladze
zdominowuje plemie najsilniejsze, a plemiona slabsze wykazuja tendencje
odsrodkowe. W Europie naturalnie podobne procesy przebiegalyby na innej
plaszczyznie (obecnie gospodarczej)z dazeniem do usankcjonowania prawnego
zistnialych zmian.
Czy ktos moglby podac poza Szwajcaria (gdzie tak naprawde jest jeden narod,
tyle ze trojjezyczny, ktory swoja swiadomosc narodowa wytworzyl w obliczu
zagrozenia zewnetrznego) przyklad kraju w ktorym przez dluzszy okres
koegzystuja zgodnie i pokojowo ze soba rozne narodowosci.
Pozdrawiam
Krzysztof (fanatyk i nacjonalista gadajacy rozne bzdury bo przeciez wszyscy
nas kochaja i chca dla nas dobrze)