dr.wal2
30.03.06, 09:48
Katecheci zacierają ręce
Religia lub etyka mogą bardzo szybko stać się przedmiotami obowiązkowymi w
szkołach publicznych. Dziś są one zajęciami do wyboru i wielu uczniów z nich
rezygnuje. To nie podoba się Kościołowi, który chce, żeby stopień z religii
był wliczany do średniej ocen. Katoliccy hierarchowie wiedzą doskonale, że w
wielu szkołach zajęcia z etyki nie są organizowane, a religii uczy się
wszędzie. Wprowadzenie obowiązku uczęszczania na ten przedmiot zapewni
stuprocentową frekwencję u katechetów.
Zmiana zasad nauczania religii była wczoraj tematem numer jeden na
posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, która spotkała się po raz
pierwszy od półtora roku. Strona kościelna zaproponowała, by uczniowie
musieli wybrać religię lub etykę jako przedmiot, który będzie wliczany do
średniej ocen na świadectwach. Współprzewodniczący komisji, bp Stanisław
Wielgus krytykował obecną sytuację, w której uczniowie mogą wybierać te
przedmioty jako zajęcia dodatkowe lub nie chodzić na nie w ogóle. I takich
uczniów jest, zdaniem bp. Wielgusa, zbyt dużo.
Rząd nie widzi przeciwwskazań. Wicepremier i szef MSWiA Ludwik Dorn przyznał
na konferencji prasowej, że jest to „propozycja do rozważenia". Dodał,
że „szkoła, gdzie nabiera się formacji moralnej, nie powinna pozostawiać
pustego miejsca".
- Mówisz i masz, to jest stary, sprawdzony system współpracy między prawicą a
Kościołem - komentuje dr Paweł Leszczyński, specjalista od prawa
wyznaniowego. Zdaniem Leszczyńskiego, w praktyce wybór pomiędzy obowiązkową
religią i etyką sprowadzi się do wybrania tej pierwszej. - Przecież poza
liceami w dużych miastach, etyki prawie nie ma w szkołach - mówi.
- Propozycja episkopatu budzi wątpliwości z punktu widzenia art. 53
konstytucji, który mówi, że religia Kościoła lub innego związku wyznaniowego
o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole.
Czyli formalnie religia może być nauczana wyłącznie fakultatywnie - wyjaśnia
dr Leszczyński. Jego zdaniem pomysł z religią nie może zostać zaakceptowany
bez szerokich konsultacji społecznych, m.in. z radami rodziców, uczniami,
Związkiem Nauczycielstwa Polskiego i nauczycielską „Solidarnością".
Prawnik przypomina, że religia została wprowadzona do szkół kuchennymi
drzwiami 16 lat temu, kiedy wiceministrem edukacji była Anna Radziwiłł. W
1990 r. media ujawniły, że została wydana instrukcja ministra edukacji
narodowej prof. Henryka Samsonowicza. W tym dokumencie, który nie miał form
ustawy, ustanowiono, że od 1 września ówczesnego roku do szkół wraca religia
jako przedmiot nadobowiązkowy. W 1992 r. na mocy rozporządzenia ministra
edukacji Andrzeja Stelmachowskiego do rad pedagogicznych weszli księża i
katecheci. Obecny rząd chce podobną netodą zrobić kolejny krok: uczynić z
religii przedmiot obowiązkowy.
fotnot:
.. jezeli w tym przypadku "slowo prawem" sie stanie ,-polacy odzyskaja
mozliwosc ubiegania sie o azyl polityczny w innych - liberalnych krajach ,tak
jak za "komuny" , przymus religijny obejmuje konwencja praw czlowieka , zaden
demokratyczny kraj nie bedzie mogl odmowic przyznania azylu,-nawet gdyby
chcial,oczywiscie jezeli dany kraj chce uchodzic za kraj prawa