Grecja czy Irlandia

IP: *.dialup.warszawa.pl 27.12.02, 10:53

Zarówno zwolennikom jak i przeciwnikom UE polecam artykuł Matthew Kaminskiego
z ostaniego nesweeka "Najbardziej udana Unia świata". Autor jest generalnie
za przystąpieniem Polski do UE, jednakże wskazuje możliwe scenariusze rozwoju
wydarzeń w oparciu o doświadczenia krajów, ktore w UE już są. Zacytuję tylko
niewielki fragment (całość dostępn m.in, na stronach internetowych
Newsweeka):
"...Aby zrozumieć, dlaczego samo członkostwo w UE niczego nie gwarantuje,
wystarczy przyjrzeć się Grecji. Przystąpiła do Wspólnoty w styczniu 1981
roku; kolejne 10 lat to w historii tego kraju "zmarnowana dekada". Parę
miesięcy po akcesji do władzy w Grecji doszli socjaliści, krytykujący
warunki, na jakich ich kraj dołączył do Wspólnoty Europejskiej. Nie tak
trudno wyobrazić sobie dziś coś podobnego w Polsce. Tak więc zamiast wejść na
wyznaczaną właśnie wspólną europejską drogę, Ateny poszły osobno. Grecja
brała od Brukseli pieniądze przeznaczone np. na budowę dróg i wykorzystywała
je do pokrycia swojego wysokiego deficytu budżetowego. Przez całe lata 80. i
wczesne lata 90. inflacja oscylowała między 15-25 proc. Deficyt budżetowy
osiągnął maksymalny poziom - 16 proc. PKB - w 1990 roku, rozdymając
zadłużenie państwa do gigantycznego poziomu 110 proc. PKB. W efekcie Grecja
jest dziś uboższa niż Słowenia, a wielu Greków twierdzi, że ich państwu
powodziłoby się lepiej, gdyby pozostali na zewnątrz Unii, zdani na samych
siebie. De facto bowiem to członkostwo w Unii pozwoliło Grecji odwlec
konieczne reformy."
"...Jako pozytywny model może za to posłużyć Irlandia. Kiedy przystąpiła do
Wspólnoty w 1973 r., była tradycyjnie katolickim, biednym krajem na obrzeżu
Europy, z wysokim odsetkiem zatrudnionych w rolnictwie (ok. 25 proc.). Czyli
wykapana Polska. Dzisiaj Irlandczycy, o dziwo, są bogatsi niż panujący
niegdyś nad nimi Brytyjczycy. Nic dziwnego, skoro średni poziom wzrostu PKB w
latach 90. wynosił 8 proc., podczas gdy w UE - 2 proc.
Bruksela lubi powoływać się na Irlandię jako na dowód dobrodziejstw
członkostwa. Ale to nie sama Unia zmieniła irlandzkiego skrzata w celtyckiego
tygrysa. Kluczowe znaczenie miała polityka wewnętrzna. Przez pierwsze 15 lat
członkostwa w UE dochód na obywatela Irlandii pozostawał na poziomie około 60
proc. dochodu w Wielkiej Brytanii - tak więc Irlandczycy wcale się nie
bogacili. Irlandia opierała się przed otwarciem swojego rynku na towary i
inwestycje zagraniczne, pozostawiła również sektory transportu i
telekomunikacji w rękach państwa.
Jednak pod koniec lat 80. Irlandia zaczęła zmieniać kurs. Przestała ratować
krajowe firmy przed bankructwem i otworzyła się dla zagranicznych inwestorów,
głównie Amerykanów. Aby zachęcić ich jeszcze bardziej, drastycznie obniżyła
opodatkowanie firm. Frank Barry z University College Dublin twierdzi, że ta
przemiana była możliwa tylko dzięki Unii. Napływ środków pomocowych z
Brukseli pozwolił rządowi zmniejszyć deficyt sektora publicznego bez
zaniedbywania inwestycji w infrastrukturę (Polska także pilnie potrzebuje
nowych dróg i obniżenia deficytu budżetowego). Bardziej nieoczekiwana była
decyzja Dublina, aby przeznaczyć więcej funduszy unijnych na wykształcenie
niż na autostrady. Innymi słowy, na inwestycje w ludzi. Inwestycje
zagraniczne, z amerykańskim gigantem technologicznym Intelem na czele,
doprowadziły do powstawania i rozwoju nowych firm. Rząd sprywatyzował
transport lotniczy i telekomunikację. "

"...Wybór Polski wydaje się prosty: Grecja albo Irlandia. I rzeczywiście tak
jest. Członkostwo w UE zapewni miliardy euro na modernizację infrastruktury,
nowe inwestycje, nowe miejsca pracy - ale za cenę większej konkurencji. Aby
zapewnić szybszy wzrost, władze w Warszawie muszą - jak dowodzą doświadczenia
niezliczonych rządów - nadal zapewniać większy niż obecnie porządek w
finansach publicznych, ograniczyć korupcję (przynajmniej do poziomu Francji!)
i zapewnić lepsze warunki do rozwoju przedsiębiorczoś ci. Niektóre z tych
decyzji mogą być trudne z politycznego punktu widzenia. Jednak jeżeli Polacy
chcą zapewnić długoterminowy wzrost gospodarczy, to wybór właściwej polityki
wcale nie jest skomplikowany. Nie należy jednak liczyć na to, że UE dokona
tego wyboru za Polskę."

Zgadzam się z autorem, że Unia jest dla Polski szansą, ale nie mam jego wiary
w pozytywny rozwój wydarzeń. SLD-owski rząd nie jest w stanie dokonać
niezbędnych reform, które popchną nas na ścieżkę wytyczoną przez Irlandię.
Bardziej prawdopodobny jest scenariusz grecki, w znacznie gorszym wydaniu. A
ponieważ ja żyję tu, a autor USA, bardzo prawdopodobne niepowodzenie odczuję
na włsnej skórze. Nie mam ochoty na eksperymenty. Wolę nawet 2-3% wzrost
gospodarczy bez Unii niż ewntualna katastrofę po akcesji.

    • Gość: Mark Re: Grecja czy Irlandia IP: *.proxy.aol.com 27.12.02, 13:06
      Przeciez cala walka o tzw.doplaty bezposrednie ,to w istocie walka o
      przejedzenie pieniedzy a nie inwestowanie w infrastrukture.
      Skorzystaja z tego wielkoobszarowi towarzysze z PSL a reszcie pozostanie
      biadolic.Dziwne ze spoleczenstwu udalo sie wmowic ze oplaty bezposrednie
      to polska Racja Stanu.No ale Polak madry po szkodzie.
      • Gość: robi Re: Grecja czy Irlandia IP: *.dialup.warszawa.pl 27.12.02, 14:46
        Dzięki za komentarz. Nic lepiej nie robi jak przytoczenie faktów. Cztałem już
        wiele opinii zwolenników akcesji na wynegocjowanych warunkach i część z nich
        powoływało się na Grecję jako na pozytywny przykład. Śmiechu warte. Ten artykuł
        powinien byc lekturą obowiązkową. Na pewno nie zmini opinii wielu na temat
        samej akcesji, ale uświadomi zwolennikom,że droga nie bedzie usłana różami, i
        że czeka nas więcej wyrzeczeń niż się im wydaje.
Pełna wersja