Gość: Marek J.
IP: *.cps.pl
31.12.02, 16:08
Myślę,że być przeciw przystąpieniu jest trudno - w sensie psychologicznym -
niejednemu pozytywiście. Bycie "za" musi dawać miłe poczucie współtworzenia
pewnej nowej wartości, przekonanie o własnej kreatywności a nawet radość z
pokonywania wespół z innymi kolejnych przeszkód po drodze do upragnionego
celu. Tych doznań nie doświadczają przeciwnicy: negacja jest na dłuższą metę
destrukcyjna,również dla psychiki eurosceptyka. Stąd też sądzę, że
przeciwnicy powinni spróbować określić swój program pozytywny, poczynając od
zbioru ważnych dla nich wartości, których chcą bronić lub o które zamierzają
walczyć w obliczu zagrożeń integracyjnych według przyjętego modelu.
Przeciwstawienie pozytywne może konsolidować politycznie obóz eurosceptyków,
wyznaczając decydujacą dla przyszłej politycznej sceny, granicę podziału. Ta
polaryzacja i tak nastąpi przed referendum; rzecz w tym, by sceptycy nie byli
postrzegani jedynie jako frustraci i nieudacznicy ale pozytywiści posiadający
własną, łączącą ich wizję przyszłości. Tej wizji w Nowym Roku życzę wszystkim
"naszym"!