rolnikpolski
11.01.03, 20:07
Początkowo wspólne wysiłki krajów członkowskich: Belgii, Holandii, Francji,
Luksemburga, RFN i Włoch, koncentrowały się tylko na dwóch sprawach -
wspólnej polityce rolnej oraz redukcji ceł wewnętrznych i innych przeszkód
handlowych.
W zakresie polityki rolnej do dzisiaj nic się nie zmieniło. Po trzech dużych
rozszerzeniach Unii płynie do rolnictwa - co prawda nie tak jak dawniej 80
czy 70 proc. wszystkich środków unijnych - ale było nie było połowa. Jak
dawniej powtarza się tu stara gra - początkowo pompowane są miliardy w
nadprodukcję żywności, aby następnie z miliardowym dofinansowaniem po
dumpingowych cenach pozbyć się jej na rynku światowym, po czym wydawane są
następne miliardy w celu usunięcia powstałej nadprodukcji. Korzyści z tego
systemu, dla którego przez ten czas na Zachodzie zadomowiło się
określenie "brukselski rolniczy dom wariatów", czerpią wielkie zakłady
produkcji rolnej i powiązany z nimi biznes rolniczy (przemysł przetwórczy i
handel produktami żywnościowymi, zaopatrzenie w chemiczno-techniczne środki
produkcji).
Poza tym "brukselski rolniczy dom wariatów" coraz częściej musi stawiać czoła
wciąż rosnącej krytyce, wywołanej w ostatnich latach przez coraz to nowe
skandale związane z produkcją żywności.
Właśnie w tym momencie, kiedy Zachód się budzi, a opinia publiczna żąda
zasadniczych reform w rolnictwie, ten szalony system ma być wprowadzony w
Polsce. Dwa do trzech milionów rolników (z rodzinami łącznie około ośmiu do
dziesięciu milionów ludzi) ma zostać zmuszonych do rezygnacji ze swoich
gospodarstw i pójścia na bezrobocie.
Nie mogę uwierzyć, że Polacy będą tolerować ten nierozsądny system, który
kryje się za nową rolną polityką Unii wobec Polski, a który z taką
gorliwością i przy tak ogromnych nakładach finansowych jest właśnie
wprowadzany w życie przez tak zwaną Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji
Rolnictwa.