Hipokryci!

03.08.06, 09:23
W połowie lipca b.r., Komisja Europejska przygotowała dyrektywę, zmuszającą
operatorów telefonii cyfrowej do obniżenia wysokości opłat roamingowych o co
najmniej połowę. Kilka dni później, w ślad za Brukselą, poszli urzędnicy
Arcep, francuskiego regulatora telefonii, którzy wymusili na operatorach
telefonii komórkowej dwudziestoprocentową obniżkę opłat hurtowych za
wiadomości tekstowe (sms). Do walki o niższe ceny połączeń pomiędzy komórką a
telefonem stacjonarnym staje nasz Urząd Komunikacji Elektronicznej. Ta, godna
pochwały inicjatywa urzędów regulatorskich, wywołała w kołach liberalnych
pewną konsternację. Jak to możliwe, że coś, czego nie udało się przez lata
załatwić rynkowi, udało się załatwić urzędnikom? Dlaczego obniżenia cen nie
osiągnięto na drodze walki konkurencyjnej? Czyżby wolny rynek zaczynał
zawodzić?


Prawdziwe intencje

Dlaczego komisarze unijni uwzięli się na telefonię komórkową? Czy dlatego,
żeby ulżyć losu abonentów? Oczywiście, że nie. Wielka filozofka amerykańska,
Ayn Rand mawiała, że człowiek zdrowy ma umyśle działa wyłącznie dla własnej
korzyści. Tak było też z regulatorami, których jedynym celem jest ich własne
dobro. W tym konkretnym przypadku chodzi z jednej strony o wywołanie wrażenia
troski o obywatele (abonenta), co przekłada się na głosy w czasie wyborów, z
drugiej zaś, o dodatkowe zyski; każda nowa regulacja, to przecież dla
regulatora dodatkowe źródło dochodów. Gdyby regulatorom z Brukseli, Arcep czy
UKE chodziło naprawdę o dobro abonentów, to by zamknęli swój urząd i
zezwolili na wolną konkurencję w zakresie usług telefonii komórkowej.
Przecież to właśnie regulacje i regulatorzy doprowadzili do tak wysokich
opłat. W Stanach Zjednoczonych, gdzie wolność w telekomunikacji jest o niebo
większa niż w Europie, ceny połączeń telefonicznych są co najmniej o połowę
niższe niż u nas. Ich spadek, mający tam miejsce jeszcze w latach 1980.,
spowodowany został reformami Ronalda Regana, który wymusił na Kongresie m.in.
rezygnację z regulacji usług telekomunikacyjnych. Pokłosiem deregulacji był
wzrost konkurencji na rynku, a w efekcie masowa telefonizacja, rozwój
Internetu oraz niezwykle tania telefonia cyfrowa - tańsza od europejskiej
niekiedy aż o 70 proc.
Ochroniarze

Wysokie ceny europejskich usług telefonicznych wywołane są mniejszą niż w
Stanach Zjednoczonych konkurencją na rynku dostawców tych usług. Bo to
konkurencja, a nie regulacje, wymusza na operatorach obniżenie kosztów i cen,
doprowadzając je do najniższego możliwego poziomu. Marża niemieckiego T-
mobile jest w Stanach Zjednoczonych o ok. 30 proc. niższa niż w jego
niemieckich czy polskich „filiach”. Dlaczego usługi T-mobile kosztują w
Stanach Zjednoczonych połowę mniej niż w Niemczech? Dlatego, że stosując
wyższe ceny T-mobile nie sprostałby konkurentom. Konkurencja innych
operatorów wymusza optymalizację produkcji, a tym samym niższe ceny. W
Europie mechanizm ten działa znacznie słabiej, albo w ogóle. Tutaj przed
konkurencją chronią operatorów regulatorzy. Ceną tej ochrony są horrendalnie
wysokie opłaty koncesyjne i licencje.
Legendarny prezes General Electric, Jack Welch, przyrównuje działalność
regulatorów do ochrony dostarczanej przedsiębiorcom przez mafię; wy nam
zapłacicie (za koncesje), my was ochronimy (przed konkurentami). Trzej,
dopuszczeni na rynek przez dawny Urząd Regulacji Telekomunikacji polscy
operatorzy komórkowi zapłacili urzędowi regulacji za prawo prowadzenia
biznesu (czytaj: za ochronę przed konkurencją) blisko 3 mld euro. Mniej
więcej tyle samo zapłaciła we Francji, inna trójka: Orange, SFR i Bouygues.
Za te pieniądze państwowy urząd strzeże ich przed konkurentami. Im wyższe
opłaty koncesyjne, tym silniejsza ta ochrona. Dlatego np. meksykański
monopolista, Telefonos de Mexico, należy do najdroższych i najgorszych w
świecie, polski operator ERA pobiera za roaming trzykrotnie więcej niż jego
belgijski czy fiński kolega, a w Stanach Zjednoczonych roaming jest darmowy.
Z tego samego powodu, abonenci usług wielkiej trójki (ERA, Plus i Orange) nie
mogą się do 10 lat doczekać konkurenta, który by ulżył ich kieszeni.

Kij i marchewka

Biznes, który na wejściu zapłacił 3 mld euro, nie licząc kosztów budowy
infrastruktury, marketingu, sprzedaży itp. chce sobie jak najszybciej wydatek
ten zrekompensować, bo kapitał jest drogi. W okresie rekordowo niskiej
rentowności obligacji skarbowych, 3 mld euro przynosiły ich właścicielom, bez
pracy, ok. 120 - 150 mln euro rocznie. Taki zysk osiągają operatorzy
komórkowi na 2 - 3 mln abonentów. A gdzie sieć, instalacje, kredyty,
administracja, obsługa konsumenta, PR, reklama, badania i rozwój, darmowe
aparaty telefoniczne etc. etc.? Trudno się więc dziwić, że się spieszą i
podnoszą ceny, zwłaszcza że łaska urzędnicza na pstrym koniu jeździ, o czym
przekonała się niedawno francuska trójka, której zarzucono rzekomą zmowę
cenową i nałożono grzywnę w wysokości 542 mln euro. Kosztami tych pseudo
regulacji obciąża się abonenta - użytkownika, a więc tego, komu regulacje
miały służyć. Regulator dobrze wie, kto go utrzymuje. Przedstawiciel Arcep,
uzasadniając ingerencję w sms-y stwierdził, że „celem wymuszonej obniżki cen
jest zwiększenie konkurencyjności na krajowym rynku, który był dotąd
zdominowany przez trzech operatorów”. Podobnym argumentem posługuje się
krajowy UKE i komisarze brukselscy. Dlaczego więc nie dopuszczą większej
ilości operatorów, czyli nie zwiększą tej konkurencji? Bo
jednocześnie „operatorzy borykają się ze spowolnieniem tempa wzrostu
przychodów z europejskiego rynku, gdyż jest on już w znacznym stopniu
nasycony dużą liczbą telefonów komórkowych”. To hipokryzja, której przykładem
mogą być ostatnie regulacje cen roamingów (ich udział w zyskach ERA, SFR czy
T-mobile nie przekracza 0,8 proc.), czy ustalenie ceny hurtowej (ciekawe,
dlaczego nie detalicznej?) na francuskie sms-y. I jak dotychczas, kijowi
nowych regulacji – pod nieobecność wolnego rynku – towarzyszy kosztowna
marchewka okresu ochronnego. Za wszystkie te bezsensowne działania płaci bogu
ducha winny i bezbronny konsument.

Jan M Fijor
www.fijor.com
    • Gość: na zimno Take it easy! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.08.06, 12:13
      W Niemczech za licencje/koncesje UMTS
      zaplacili (jeszcze w markach):


      16,58 mld DM >>> T-Mobile
      16,47 mld DM >>> Mannesmann Mobilfunk
      16,37 mld DM >>> Mobilcom+FT
      16,42 mld DM >>> E-Plus/Huchison
      16,52 mld DM >>> Viag Interkom
      16,45 mld DM >>> Group 3G (Telefonica/Sonera)
      ===============================================
      98,81 mld DM Wszyscy razem

      Przeliczajac to na €uro:

      1€ = 1.95583 DM
      --------------------
      Zaplacili razem:

      50,520.750.780 mld €
      --------------------


      No i teraz trzeba ostrzyc owieczki czyli klientow.
      Problem polega na tym, ze wielcy operatorzy
      i panstwo tworza organizm zlozony zyjacy
      w symbiozie i zywiacy sie kapitalem oraz
      swiadczeniem sobie wzajemnych uprzejmosci.

      To prawie jak w przyrodzie
      w ukladzie:

      wedkarz/szczupak/plotka, a na

      rynku odpowiada to ukladowi:

      panstwo/operator/klient

      Operatorzy zeruja na klientach, panstwo
      zeruje na operatorach. Kasa panstwa (kazdego)
      lubi miec wplywy "z niczego", a operatorzy
      ewentualne straty ksiegowe ( celowo pisze
      ksiegowe, a nie rzyczywiste) odpisza sobie
      od podatkow, na czym posrednio panstwo straci,
      ale nie na tyle, aby sie cos zawalilo.

      Tak na prawde nikt nie jest tego w stanie
      szczegolowo policzyc.

      Teraz wedkarz zlowil plotke, ale wlasnie
      ja wspanialomyslnie wypuszcza, wmawiajac jej,
      ze to z dobrego serca, ale po cichu kalkulujac:

      "podrosnij sobie mala, szczupak i tak cie
      zezre i wiekszy urosnie, a wtedy ja go
      wyciagne na brzeg i zrobie sobie z nim
      zdjecia dla telewizji, a potem go znowu
      wypuszcze, bo mam lepsze trofeum na oku".

      Pozdrawiam



      • kontraktowiec Re: 03.08.06, 16:34
        To kto to w koncu napisal Berkowic czy Pijor?
        • Gość: na zimno To byl oczywisty cytat ! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 03.08.06, 17:23
Pełna wersja