>__Lobuz_Chirac--to_zemsta_za_F-16__-_<<_!_!

19.02.03, 06:25
Zemsta za F-16

Jacques Chirac ostro zaatakował kandydatów do UE, w tym Polskę, za
proamerykańską politykę. W brukselskich kuluarach krąży opinia, że prezydent
mści się za wybór przez Warszawę samolotu F-16, a nie francuskiego Mirage.
Konflikt pomiędzy Francją i Niemcami a krajami kandydującymi do UE narastał
już od dłuższego czasu. Miarka przebrała się, kiedy przywódcy Polski, Czech
i Węgier podpisali się pod "listem ośmiu", czyli apelem polityków
europejskich o poparcie dla irackiej strategii Waszyngtonu.


Inicjatywa podziałała na europejski obóz antywojenny jak płachta na byka. W
odwecie Grecja poparta przez Francję, Niemcy i Belgię, odmówiła zaproszenia
kandydatów na poniedziałkowy szczyt UE. Nie pomogły interwencje
wstawiających się za kandydatami Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Danii i
Portugalii.

Po poniedziałkowym spotkaniu Chirac w bezprecedensowo ostry sposób
skrytykował kraje kandydujące do UE za poparcie twardej polityki Stanów
Zjednoczonych. Miał z góry przygotowane długie wystąpienie na ten temat i
tylko czekał na odpowiednie pytanie dziennikarzy. Francuski przywódca
ostrzegł, że postawa kandydatów może spowodować zablokowanie poszerzenia
Unii. Niechętne wojnie społeczeństwa zachodniej Europy w odwecie zagłosują
bowiem przeciwko ratyfikacji traktatów o przyjęciu nowych państw.

- Może to tylko wzmocnić pewną wrogość opinii publicznej Piętnastki, a
zwłaszcza w tych krajach, które będą ratyfikowały poszerzenie w drodze
referendum. Otóż wystarczy, żeby tylko jeden kraj nie ratyfikował, i to się
nie uda - podkreślił Chirac. Według niego, zachowanie kandydatów było
niezbyt odpowiedzialne, a w każdym razie świadczące o niezbyt dobrym
wychowaniu. Prezydent zarzucił im też infantylizm, lekkomyślność i
niezdolność do przewidzenia konsekwencji.

Chiraca zapytano potem, dlaczego stosuje inną miarę wobec kandydatów i tych
obecnych państw członkowskich, które również poparły Waszyngton. - Kiedy się
jest w rodzinie, to ma się więcej praw, niż kiedy się prosi o wejście do
niej - odpowiedział. Ostre słowa przywódcy Francji spotkały się z reakcją
zaatakowanych krajów, w tym Polski. - Polska respektuje prawo innych państw
do wypowiadania swojego zdania i oczekuje takiego respektu od nich. Nie ma w
Europie lepszych ani gorszych - oświadczył minister spraw zagranicznych
Włodzimierz Cimoszewicz.

Zasugerował też, że Chiraca poniosły emocje, a to nie powinno się zdarzać
mężom stanu. W obronie niesfornych kandydatów wystąpili też europejscy
politycy z obozu popierającego Waszyngton. - Oni mają takie samo prawo
mówić, jak Wielka Brytania i Francja czy każdy inny obecny członek UE,
ponieważ przystąpią do Unii w przyszłym roku - powiedział brytyjski premier
Tony Blair. - Uważam poza tym ich opinie za interesujące, ponieważ są to
kraje z prawdziwym zmysłem historii. One naprawdę wiedzą, jaką wartość ma
sojusz między Europą i Ameryką.



    • wojo!!!! >>Siedziec cicho____bo............. 19.02.03, 06:36
      Siedźec cicho, bo was nie przyjmiemy
      Prezydent Francji gani nas za sprzyjanie Amerykanom
      Zachowaliście się lekkomyślnie. Zmarnowaliście szansę, by siedzieć cicho -
      gromił Polskę i inne kraje kandydujące do Unii Europejskiej za sprzyjanie
      amerykańskim planom ataku na Irak prezydent Francji Jacques Chirac. -
      Niepotrzebni nam tacy nauczyciele - odpowiadają nasi dyplomaci.

      Silne poparcie, jakie Stanom Zjednoczonym w konflikcie z Irakiem udzielają
      postkomunistyczne kraje Europy Środkowej, rozwścieczyły prezydenta Francji
      Jacquesa Chiraca. Podczas nadzwyczajnego szczytu Unii Europejskiej
      najwyraźniej puściły mu nerwy. Jako "dziecinne i infantylne" określił on
      podpisanie m.in. przez Polskę listu wspierającego politykę USA.

      - Uczciwie mówiąc, kraje te zachowały się lekkomyślnie, bo wejście do Unii
      wymaga minimum szacunku dla innych. Jeśli zaczyna się wyrażać swoje stanowisko
      bez uzgodnienia z Unią, do której chce się przystąpić, to nie jest to
      postępowanie w pełni odpowiedzialne. A w każdym razie świadczące o niezbyt
      dobrym wychowaniu - mówił podczas konferencji prasowej.

      Pod styczniowym listem otwartym popierającym USA, oprócz będących już w Unii
      Europejskiej W. Brytanii, Danii, Portugalii, Hiszpanii i Włoch, podpisały się
      także Czechy, Węgry i Polska. Później dołączyły Bułgaria, Słowenia, Słowacja,
      Rumunia i kraje bałtyckie.

      Zacietrzewiony Chirac wytykał "europejskim nowicjuszom" niezdolność
      przewidywania konsekwencji.

      - Kiedy się jest w rodzinie (europejskiej), ma się więcej praw, niż kiedy puka
      się do jej drzwi. Nie należy zapominać, że kilka krajów Piętnastki będzie
      zatwierdzać poszerzenie Unii w drodze referendum. Otóż wystarczy, żeby tylko
      jeden kraj nie ratyfikował poszerzenia, i to się nie uda - groził.

      Wypowiedź Chiraca wywołała istną dyplomatyczną burzę. Politycy
      środkowoeuropejscy zarzucili prezydentowi Francji, że stosuje taktykę
      zastraszania. Ale nie zamierzają powściągnąć swego poparcia dla USA.

      - Polska respektuje prawo innych państw do wypowiadania swojego zdania i
      oczekuje takiego respektu od innych. Nie ma w Europie lepszych ani gorszych. W
      rodzinie europejskiej nie ma mamuś, tatusiów i dzieci, tylko to jest rodzina
      równych. A w szczególności nie ma dzieci jakby nie w pełni dojrzałych do
      partnerstwa z pozostałymi członkami rodziny - oświadczył wczoraj szef polskiej
      dyplomacji Włodzimierz Cimoszewicz.

      Równie surowo ocenił tyradę prezydenta Francji były minister spraw
      zagranicznych Władysław Bartoszewski. - Polska, ani żaden inny kraj, nie
      poszukuje nauczycieli ani korepetytorów w innych krajach Europy, z którymi
      czuje się zaprzyjaźniona. Korepetytorzy w krajach, które też popełniały w
      przeszłości różne czyny, które można różnie oceniać, są zupełnie niepożądani -
      skomentował atak Chiraca.


Pełna wersja