Gość: Michał
IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl
20.02.03, 16:29
Ten facet jackflash nie jest głupi :
"Pacyfistyczna histeria nie powinna nam przesłonić oczywistości
Batalia nie tylko o Irak
Francja nigdy nie była i nie będzie wiarygodnym sojusznikiem Polski w
ewentualnym sporze z Niemcami. Do pełnego zaufania między Warszawą a Berlinem
wiedzie jeszcze bardzo długa i niebezpieczna droga. W tej sytuacji jedynym
pewnym partnerem mogą być dla nas Stany Zjednoczone. O ten sojusz trzeba
aktywnie zabiegać. Gdy Amerykanie toczą walkę o swoje (i nie tylko)
bezpieczeństwo, jej wsparcie leży w naszym interesie. Budowanie europejskiej
tożsamości na antyamerykańskic h fobiach, fraternizowanie się z krwiożerczymi
dyktatorami - to projekt polityczny, który powinien budzić odrazę każdego
myślącego człowieka. Francusko-niemie cko-rosyjska wizja Europy jest obca
chrześcijańskiem u duchowi Starego Kontynentu. Jest obca polskiemu umiłowaniu
wolności. (...)
W sporze tym nie chodzi już jednak o Irak. Sobotnie manifestacje, największe
w miastach arabskich i europejskich, dały światu znak, że dla sytej Europy
(sytej między innymi dzięki parasolowi bezpieczeństwa, jaki przez pół wieku
nad głowami Europejczyków trzymali Amerykanie) bandyci z 11 września i
niezrównoważony satrapa znad Zatoki Perskiej są cennymi sojusznikami w walce
dyplomatycznej ze Stanami Zjednoczonymi.
Przez niemal miesiąc w Radzie Północnoatlantyc kiej trwał pat spowodowany
sprzeciwem Niemiec, Belgii i Francji wobec przyjęcia uchwały o udzieleniu
pomocy militarnej Turcji. Ankara obawia się o swoje bezpieczeństwo, gdyż
napięta sytuacji wokół Iraku może skłonić reżim w Bagdadzie do uprzedzającego
ataku na jedyne w tym rejonie państwo natowskie. Chodzi przede wszystkim o
przekazanie Turcji środków rozpoznania, ochrony chemicznej oraz wyrzutni
rakiet przeciwlotniczyc h typu Patriot, zdolnych do zwalczania taktycznych
rakiet balistycznych � jakimi dysponuje Irak.
Niemcy, Belgia i Francja odmawiały pomocy (w Radzie obowiązuje zasada
jednomyślności), gdyż nie chcą podejmować działań, które mogłyby sprowokować
Irak. W pełni rozumiemy irytację Ankary. W roku 1939 wobec oczywistych
dowodów przygotowań do agresji na Polskę, Francja w podobny sposób zdradziła
swojego sojusznika najpierw w obawie przed prowokacją, potem uznając za
bezsensowną wojnę o Gdańsk. Marnym pocieszeniem było dla nas, że rok później
Francuzi nie potrafili również walczyć o Paryż.
Spełnienie rosyjskich marzeń
W latach 90-tych rosyjska dyplomacja wielokrotnie głośno podnosiła sprawę
amerykańskiej obecności na kontynencie europejskim po zakończeniu zimnej
wojny. Rozumowanie Moskwy było następujące: w nowej sytuacji geopolitycznej
Rosja powinna zabiegać o osłabienie NATO oraz zacieśnienie współpracy z
krajami Unii Europejskiej. Powinna dążyć do tego, by Unia stała się
narzędziem wypychania Amerykanów z Europy. Skoro nie udało się ich wygonić
przy użyciu siły zbrojnej, należy to zrobić w oparciu o rosyjską agenturę
wpływu w Europie zachodniej.
O tym, że w niektórych krajach Europy, w szczególności we Francji i
Niemczech, jest korzystny klimat polityczny dla tego typu inicjatyw
ostrzegaliśmy od dawna. Przyjmowane na szczytach Unii Europejskiej strategie
coraz częściej za głównego partnera Unii uznają Rosję. Z Rosją chce się
zawiązywać strategiczne sojusze, Rosja ma być surowcowym zapleczem Europy.
Przestrzegaliśmy , że sojusz taki w rzeczywistości oznaczał będzie odrodzenie
starej XX wiecznej Europy � w której nie było miejsca dla suwerennej Polski i
wielu innych państw narodowych. Jednak nasi oponenci nie szczędzili nam
wówczas niewybrednych epitetów. Dzisiaj okazuje się, że to �archaiczne
myślenie� spełnia się na naszych oczach. (...)
Najpierw demontaż NATO...
Trwające od kilku miesięcy prace nad konstytucją Unii Europejskiej mają
stworzyć podwaliny prawne pod państwo federacyjne z jednolitą polityką
zagraniczną i obronną. Jednolitej polityki obronnej Europy nie można
realizować inaczej, niż uprzednio demontując łączący Europę ze Stanami
Zjednoczonymi sojusz wojskowy � tak przynajmniej uważają główni animatorzy
tego projektu. (...)
Państwa takie jak Francja i Niemcy, pragnące budować europejską tożsamość
obronną będą dążyć do realizacji czarnego scenariusza. Ich projekt
europejskiej tożsamości obronnej ma tym większe szanse powodzenia im bardziej
nieefektywnym będzie Pakt Północnoatlantyc ki. Blokowanie decyzji w sprawie
Turcji jest tego konsekwencją.
...potem narzucenie Europie woli Niemiec
Drugim problemem jest wspólna polityka zagraniczna. Trzeba sobie powiedzieć
szczerze, że pomimo kolejnych prób budowania takiej polityki, wspólna
polityka zagraniczna Unii Europejskiej nie istnieje. Formalne ciała powołane
do jej kreowania są bierne. W zamian Francja i Niemcy z pomocą brukselskiej
biurokracji starają się narzucić całej Europie wypracowany przez siebie
kompromis w polityce zagranicznej.
Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w ostatnich dniach. Francja i Niemcy
przyjęły antyamerykańską linię działania w sprawie Iraku, po czym z pomocą
urzędników Komisji Europejskiej usiłowały nadać swemu stanowisku charakter
ogólnoeuropejski .
Berlin i Paryż nie konsultowały z nikim przedstawianych poglądów. Nie
odwołały się do istniejących procedur postępowania i konsultacji. Korzystając
z przychylności dyplomacji greckiej (Ateny przewodniczą w tym półroczu Unii),
Berlin i Paryż zaczęły swoje własne poglądy referować w imieniu całej Unii
Europejskiej.
Odpowiedzią na to była inicjatywa brytyjsko-hiszpa ńska, tak zwany list ośmiu
premierów państw europejskich (członków i kandydatów do UE) wyrażający
poparcie dla polityki Waszyngtonu. W kilka dni później podobny w tonie list
poparcia dla USA wystosowały kraje Europy środkowo-wschodn iej od Albanii po
Estonię.
Obie inicjatywy: francusko-niemie cka i list ośmiu, pomijały przyjęte w Unii
Europejskiej procedury ustalania wspólnego stanowiska, gdyż okazały się one
zupełnie nieużyteczne. Warto przy tym zauważyć, że inicjatorzy listu ośmiu
mieli za sobą mandat zdecydowanie większej części europejskiej opinii
publicznej.
Często powtarzany jest z gruntu fałszywy pogląd, że to inicjatorzy listu
ośmiu zburzyli wspólną politykę zagraniczną Europy. Przyjęcie takiego toku
rozumowania oznacza, że Francja i Niemcy mają w Unii Europejskiej jakieś
nadzwyczajne przywileje i mogą samowolnie narzucać innym członkom Unii swoje
rozwiązania. To pogląd nie do przyjęcia nie tylko dla nas.
Niemcy i Francja instrumentalizuj ą instytucje wspólnotowe do realizacji
własnych celów. Zasadnym jest pytanie: jak dalece w tej instrumentalizac ji
są gotowe się posunąć? Czy Unia Europejska zamiast wspólnoty będzie zaledwie
narzędziem politycznych ambicji osi Paryż-Berlin?
Europa wartości czy samozwańczych hegemonów?
(...) W polityce zagranicznej Europa jest podzielona w zasadniczej sprawie �
kto i do jakiego stopnia jest sojusznikiem europejskich demokracji. Czy
sojusznikiem są Amerykanie, czy też Rosjanie wraz z wojowniczymi satrapami z
bliskiego i dalekiego wschodu? Przy tak fundamentalnej różnicy, mówienie o
wspólnej polityce zagranicznej Unii Europejskiej jest mrzonką.
Klub frustratów
Francja (...)
Rosja jest głównym beneficjantem obecnej niestabilności w świecie. Irak
skutecznie odciągnął uwagę świata od zbrodni rosyjskich na Kaukazie. Wysokie
ceny surowców energetycznych zapewniają Rosjanom gospodarczą prosperity �
większość dochodów państwa pochodzi z eksportu ropy i gazu ziemnego. Rosjanie
podpisali w ostatnich latach z Irakiem szereg umów handlowych, w tym na
udział w eksploatacji złóż naftowych, sprzedaż broni do Iraku oraz budowę
elektrowni atomowych, z których można pozyskać wzbogacony pluton do produkcji
broni jądrowej.
Upadek reżimu Husajna to koniec prosperity surowcowej oraz niepewność w
sprawie podpisanych kontraktów. Rosjanie przez wiele miesięcy zabiegali w