szokujaca prawda jest chory psychicznie

07.09.06, 15:41
Proponuje jakas zrzutke na tego typka na leczenie.

Czemu jest chory? Pokazuje jakikowiek brak zrozumienia dla drugiej strony,
fanatycznie broni swojego chorego swiatopogladu. Nie potrafi zrozumiec ze
narod czyli obywatele uprawnieni do glosowania praga czegos innego niz to co
on proponuje. Takie jednostki sa grozne dla spoleczenstwa.

Ja rozumiem byc przeciw UE. Sprzeciw jest POTRZEBNY, bo wtedy mozna ulepszyc
to co jest "zle" ale nie on tego nie rozumie. Ciagle powoluje sie na wyssane
z palca dane i gdyba co by bylo gdyby...

Panie szokujacy, badz przeciw, ale moze cos zrob w tym kierunku aby bylo
lepiej. A jak nie potrafisz to idz w cholere, najlepiej sie zatrudnij u
Lukaszenki w jednym z jego kolchozow. Moze wtedy zrozumiesz znaczenie tego
slowa.

    • Gość: shocking truth shocking_truth jest chory psychicznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.06, 21:15
      Rzadko zdarza się taka bezkompromisowa samokrytyka, moje uznanie dla
      podszywacza :-))))))))))))))

      > Takie jednostki sa grozne dla spoleczenstwa.
      Wywieszamy białą flagę? A może tak się tłumaczysz przed swoimi sponsorami?

      > Ciagle powoluje sie na wyssane z palca dane i gdyba co by bylo gdyby...
      Ani razu żaden uniofil nie zakwestionował tutaj danych i informacji podawanych
      przeze mnie na forum. A dwa razy mnie mocno rozbawiliście.
      Pierwszym razem, gdy podawałem info o byłej głównej księgowej KE Andreasen i
      jej stwierdzeniach, że system księgowy kołchozu jest FIKCJĄ. Jakiś uniofil
      sugerował, że to są niewiarygodne info wyciągnięte z jakiegoś prawicowego
      pisemka. Zamilkł kiedy podałem dokładne namiary na Financial Times ;-)
      Drugim razem, kiedy nie mogliście obejśc nie dających się zakwestionowac danych
      GUS o tym, że przed anschlussem był SZYBSZY rozwój gospodarczy niż po.

      > Panie szokujacy, badz przeciw, ale moze cos zrob w tym kierunku aby bylo
      > lepiej.
      Już ci mówiłem podszywaczu. Nic o mnie nie wiesz. Wiesz tylko jedno: LUBIĘ
      (SKUTECZNIE) DRAŻNIC UNIOFILÓW. Na drzewo.
      • shocking_truth Re: szokujaca prawda jest chory psychicznie 07.09.06, 21:37
        A wiesz ze FT cytowal takze Leppera i Giertycha. W Gazecie kazdy moze
        powiedziec to co mysli, a jesli bedzie to "pikantne" to tym lepiej dla gazety -
        nawet jesli to bedzie FT. Tania sensacja. Jakos nikt sie tym nie przejal
        specjalnie.

        Czemu nie zaprzeczono? Bo to bylo by nudne ciagle mowic bzdura, cos jak walenie
        grochem o sciane.

        Co ja wiem o tobie? Calkiem sporo, wiele mozna sie dowiedziec z tego co mowisz,
        jakie masz poglady, jakie pisma/gazety czytasz itp. W skrocie - ludzie o twoich
        pogladach maja poparcie 0.5%. Moze chwila refleksji nad tym?
        • Gość: shocking truth shocking_truth jest chory psychicznie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.06, 21:56
          shocking_truth napisał:

          > A wiesz ze FT cytowal takze Leppera i Giertycha. W Gazecie kazdy moze
          > powiedziec to co mysli, a jesli bedzie to "pikantne" to tym lepiej dla
          > gazety - nawet jesli to bedzie FT. Tania sensacja. Jakos nikt sie tym nie
          > przejal specjalnie. Czemu nie zaprzeczono? Bo to bylo by nudne ciagle mowic
          > bzdura, cos jak walenie grochem o sciane.
          NIE POGRĄŻAJ SIĘ BARDZIEJ PODSZYWACZU!!! Pisał o tym obszernie też European
          Voice, wybiórcza i Rzeczpospolita. A komisarz ds. budżetu Schreyer (czy jakoś
          tak, nie pamiętam nazwiska) uznała za konieczne wystąpic publicznie i
          zadeklarowac, że Komisja pracuje usilnie nad poprawą sytuacji ;-) Financial
          Times pisał też 1.08.2002, że utajniono raport Europejskiego Trybunału
          Obrachunkowego, który potwierdzał zarzuty Andreasen. I żeby dobic uniofila
          cytacik z rzepy z 2.08.2002:

          Na konferencji prasowej w Londynie oświadczyła [Andreasen], że rzuca poważne
          wyzwanie Komisji, by opublikowała sprawozdania finansowe Unii, a innymi słowy,
          by pokazała księgi, żeby wszyscy mogli je obejrzeć. - Może okazać się to
          zaskakujące, ale nie istnieją żadne oficjalne księgi sprawozdawcze - dodała.

          ;-))))))))))))))

          > Co ja wiem o tobie? Calkiem sporo, wiele mozna sie dowiedziec z tego co
          > mowisz, jakie masz poglady, jakie pisma/gazety czytasz itp.
          Sherlockiem Holmesem nie jesteś, nigdy specjalnie nie ukrywałem, że mam poglądy
          bliskie UPR.

          > W skrocie - ludzie o twoich pogladach maja poparcie 0.5%. Moze chwila
          > refleksji nad tym?
          Nie 0,5 ale raczej 1,5 proc. Poza tym konwencja tego forum (może się mylę ;-)
          zakłada posługiwanie się argumentami, a nie przerzucanie procentami. Refleksji
          raczej wymaga elektorat, przypominam 80 proc. chce żeby państwo płaciło
          kobietom za pracę w domu ;-)))))))))))))))
          • shocking_truth Re: szkokujaca_prawda jest chory psychicznie 07.09.06, 23:02
            UPR... na pocieszenie ci powiem, ze niektore poglady UPR takze mi sie podobaja.
            Proponowal bym troche je zmienic, zmodyfikowac, zobaczyc co sie da a czego sie
            nie da i ruszyc do boju i zaczac poprawiac i Polske i Unie.
          • 1tomasz1 Re: shocking_truth jest chory psychicznie 08.09.06, 09:40
            To prawda. Rzepa coś o tym pisała:

            "Afera czy walka o prestiż

            Była główna księgowa Komisji Europejskiej Marta Andreasen (na zdjęciu) zarzuciła
            szefom KE ukrywanie rażących potknięć w systemach księgowania, które dotyczą
            sumy niemal 100 mld euro. Komisja z kolei wszczęła wobec niej postępowanie
            dyscyplinarne.

            Marta Andreasen została zdegradowana w maju po nadaniu rozgłosu swym niepokojom
            przedstawionym w listach do komisarzy, także do Romano Prodiego. Teraz na
            konferencji prasowej w Londynie oświadczyła, że rzuca poważne wyzwanie Komisji,
            by opublikowała sprawozdania finansowe Unii, a innymi słowy, by pokazała księgi,
            żeby wszyscy mogli je obejrzeć. - Może okazać się to zaskakujące, ale nie
            istnieją żadne oficjalne księgi sprawozdawcze - dodała.

            Komisja Europejska odrzuciła te zarzuty i stwierdziła, że od 1999 r. dokonuje
            reformy w celu poprawy systemu finansowego. Jeden z rzeczników Eric Mamer
            oświadczył, że istnieją wyraźne wskazówki, iż Marta Andreasen, zatrudniona
            zaledwie 6 miesięcy wcześniej, naruszyła regulamin dotyczący personelu Komisji.
            Przeniesiono ją więc na dużo niższe stanowisko.

            Marta Andreasen krytykowała informatyczny system księgowania Sincom-2 w Komisji,
            który - jej zdaniem - nie zapewniał wiarygodności ani przejrzystości operowania
            miliardami euro wydawanymi co roku z budżetu wynoszącego 98 mld EUR. - Brak
            odpowiednich zabezpieczeń narażał kraje Unii na oszustwa - dodała teraz w
            Londynie, choć przyznała, że nie natrafiła na konkretne dowody przestępczej
            działalności. Oskarżała też KE o tuszowanie wszelkiej krytyki pod jej adresem."

            Dwa lata później Parkiet:

            "Księgowa kontra Komisja Europejska
            UE - Decyzja w sprawie Marty Andreasen w przyszłym miesiącu

            Komisja Europejska zapowiada, że jeszcze w obecnym składzie, prawdopodobnie w
            październiku, podejmie decyzję wobec swej byłej głównej księgowej. Marta
            Andreasen została zawieszona w obowiązkach po tym, jak wykryła nieprawidłowości
            w systemie zarządzania finansami KE.

            M. Andreasen grozi degradacja bądź nawet zwolnienie z pracy. Od maja 2002 r.
            jest zawieszona w obowiązkach księgowej KE, którą była przez niespełna pięć
            miesięcy. W tym czasie odkryła poważne luki w prowadzeniu księgowości w Komisji.

            Bałagan w rachunkach

            Według niej, KE m.in. nie posiadała ksiąg rachunkowych, a system komputerowy
            danych dotyczących budżetu UE dostępny był dla każdego z zatrudnionych w
            instytucji. O swych spostrzeżeniach poinformowała m.in. wiceprzewodniczącego KE
            Neila Kinnocka oraz samego szefa zgromadzenia Romano Prodiego, w liście z 7 maja
            2002 r. Skutek tej decyzji okazał się jednak mierny i szkodliwy dla samej
            Andreasen. Prodi utrzymywał, że korespondencji nigdy nie otrzymał. Samą
            Andreasen zaś, która na dodatek odmówiła podpisania rozliczeń Komisji na rok
            2001, zaczęto straszyć zwolnieniem z pracy za niesubordynację.

            W istocie, 22 maja 2002 r. komisarze postanowili przydzielić jej mniej
            odpowiedzialne stanowisko w administracji. Andreasen napisała wówczas do
            Trybunału Rewidentów Księgowych oraz wszystkich partii politycznych unijnego
            Parlamentu i udzieliła wywiadu brukselskiej gazecie "European Voice". W lipcu
            2002 r. Kinnock poinformował Andreasen, że komisarze postanowili zawiesić ją w
            pełnieniu funkcji urzędnika instytucji i otworzyć wobec niej procedurę
            dyscyplinarną. Od tej pory była księgowa otrzymuje całość pensji, ale nie ma
            wstępu do unijnych instytucji i nie może rozdawać wizytówek.

            Walka, ale nie w pojedynkę

            Oskarżenia Andreasen zostały potwierdzone kilkakrotnie przez Audytora
            Wewnętrznego Komisji i Trybunał Rewidentów Księgowych. Raport Trybunału z
            listopada 2003 r. wykazał, że dziewiąty rok z rzędu komisarze nie są w stanie
            przedstawić jasnego rachunku operacji finansowych Unii. Jak twierdzą autorzy
            raportu, jedynie niecałe 10% budżetu na 2002 r. nie budziło żadnych wątpliwości.

            Na apel Andreasen odpowiedzieli także niektórzy eurodeputowani, wśród nich
            rzecznik parlamentarnego Komitetu Kontroli Budżetowej, Brytyjczyk Chris
            Heaton-Harris, i tej samej narodowości konserwatysta Bashir Khanbhai. Ten
            pierwszy w pisemnej notatce poinformował, że Komisja próbowała powstrzymać
            Andreasen przed dzieleniem się swymi informacjami z prasą bądź Parlamentem
            Europejskim, przypominając jej o obowiązku utrzymania tajemnicy zawodowej.
            Khanbhai zaś podsumował, że przypadek Andreasen pokazuje, jak daleko Komisja
            jest w stanie się posunąć w celu uciszenia tych, którzy krytykują jej
            działalność. Zapowiadał również, że będzie uporczywie podnosił w Parlamencie
            kwestie dochodzenia w tej sprawie, bez względu na to, jak bardzo Neil Kinnock
            będzie usiłował to uniemożliwić.

            Sama Andreasen od chwili zawieszenia jej w obowiązkach księgowej powtarzała w
            wywiadach, że wiceprzewodniczący KE nie spełnił - jej zdaniem - obietnic
            zreformowania systemu prowadzenia rachunkowości w instytucji. Miał tego dokonać
            po tym, jak Komisja poprzedniej kadencji w pełnym składzie podała się do dymisji
            w obliczu stawianych jej zarzutów o korupcję.

            Początek końca księgowej?

            W liście do komisarzy z 20 lipca br. Andreasen oskarżyła ich, że przez ostatnie
            dwa lata nie zastosowali żadnych środków, by wyeliminować zjawisko malwersacji
            finansowych w Komisji. Ponadto twierdzi, że rada dyscyplinarna zamierza ją
            przesłuchać w oparciu o nowe, korzystne dla tego ciała, przepisy kadrowe,
            przyjęte w maju br. i nadające Komisji dodatkowe prawa do porady prawnej podczas
            trwania procesu. Rada, na której czele stanął były prezes Sądu Pierwszej
            Instancji Jose Luis da Cruz Vilaca, ma wkrótce przedstawić Komisji swoje
            zalecenia. Na ich podstawie komisarze podejmą decyzje wobec byłej księgowej.

            Co stanie się z Martą Andreasen? Przed nią, jako pierwszy, w 1998 r. nagłośnił
            sprawę korupcji w KE asystent w dziale kontroli finansowej Holender Paul van
            Buitenen.

            Jego odkrycie doprowadziło do dymisji całej Komisji kierowanej przez Jacquesa
            Santera rok później. Van Buitenen został jednak zawieszony w obowiązkach
            audytora i dopiero w 2003 r. zaproponowano mu pracę, i to na innym stanowisku.

            Znany jest także przypadek urzędniczki Eurostatu, Dunki Dorte Schmidt-Brown. Dwa
            lata po tym, jak odkryła fałszywe kontrakty, które jej instytucja zawierała ze
            spółką Eurogramme, w 2003 r. KE przyznała jej rację. Niestety, Schmidt-Brown
            żyje dziś z renty inwalidzkiej, na skutek presji psychicznej, jakiej uległa
            podczas konfrontacji ze zwierzchnikami."
          • 1tomasz1 Re: shocking_truth jest chory psychicznie 08.09.06, 09:45
            I jeszcze Wprost z 2004 r.:

            "EUNRON
            Unijny budżet jest jak otwarty dla wszystkich sejf wypełniony gotówką

            Nazywam się Hans-Martin Tillack. Jestem dziennikarzem tygodnika Stern. Proszę
            zadzwonić do mojego pracodawcy i poinformować go, że jestem tutaj przetrzymywany
            przez policję" - taką wiadomość niemiecki dziennikarz przekazał 19 marca 2004 r.
            przypadkowo spotkanej osobie na korytarzu biurowca, w którym pracował. Kilka
            godzin wcześniej, o siódmej rano, policjanci ubrani po cywilnemu wtargnęli do
            jego mieszkania; skonfiskowali należące do niego komputery, telefony komórkowe,
            archiwum dokumentów, a także notesy, wyciągi z konta i billingi. Tillacka
            przewieziono do jego biura, gdzie również dokonano rewizji i przez 10 godzin
            przesłuchiwano go bez udziału adwokata. - Chcieli mnie zmusić do ujawnienia
            tożsamości informatorów - opowiada "Wprost" Tillack. Wbrew pozorom nie jest on
            korespondentem na Białorusi rządzonej przez dyktatora Aleksandra Łukaszenkę ani
            w słynącej z naruszeń praw dziennikarzy Rosji, ale w Brukseli, stolicy Unii
            Europejskiej. Tillack znalazł się na celowniku belgijskiej policji, gdyż od lat
            opisuje przekręty finansowe eurokratów (m.in. ujawnił w 2003 r. malwersacje w
            Eurostacie, które Komisja Europejska próbowała tuszować). Zatrzymanie Tillacka i
            przeszukanie jego mieszkania (wszystko pod absurdalnym pretekstem, że płacił za
            dostarczane mu materiały) miały być sygnałem dla informatorów dziennikarzy w
            instytucjach europejskich, że nie mogą liczyć na anonimowość. Zastraszając
            dziennikarzy, eurokraci próbują utrzymać patologiczny system finansowania
            biurokracji w zjednoczonej Europie, w którym nie ma żadnej kontroli nad tym, jak
            są wydawane pieniądze podatników. Zdaniem audytorów, nie można sprawdzić, gdzie
            trafia ponad 90 proc. (w 2004 r. było to 93,4 mld euro) pieniędzy z
            europejskiego budżetu! Nikt nic nie robi, aby uszczelnić ten system. Urzędnicy
            KE zachowują się jak szefowie koncernów Enron i WorldCom. O ile ci ostatni
            zostali skazani na wieloletnie więzienie, o tyle eurokraci kpią sobie z prawa i
            z podatników, których pieniądze wydają. Stosują na przykład system księgowania,
            którego przestano używać już w średniowieczu, i nic sobie nie robią z tego, że
            Europejski Trybunał Obrachunkowy w Luksemburgu dziesiąty (sic!) rok z rzędu
            odmówił zatwierdzenia wydatków UE. Na europejski EUnron każdy pracujący Polak
            wydaje rocznie 666 zł.

            Znikające miliardy
            - Budżet unii to otwarty sejf, czekający na to, by go obrabować - mówi "Wprost"
            Marta Andreasen, była główna księgowa Komisji Europejskiej. Kiedy w 2002 r.
            Andreasen (Hiszpanka urodzona w Argentynie) rozpoczynała pracę w Brukseli jako
            główna księgowa Komisji Europejskiej, była pierwszą zawodową księgową na tym
            stanowisku w historii UE. Już na początku pracy z ówczesną niemiecką komisarz
            ds. budżetu Michaele Schreyer zaszło dziwne zdarzenie. - Z dokumentów, które jej
            przekazałam, wynikało, że w budżecie Unii Europejskiej za 2002 r. jest 15 mld
            euro nadwyżki. Dokumenty Schreyer wskazywały zaś, że jest to już tylko 10 mld
            euro. Między naszymi biurkami z budżetu unii zniknęło 5 mld euro - opowiada
            "Wprost" Andreasen. 5 mld euro to około 20 mld zł, czyli jedna dziesiąta budżetu
            Polski.
            Andreasen szybko ustaliła, że znikające pieniądze to nie pomyłka, ale część
            systemu stworzonego do okradania europejskich podatników. Komisja Europejska ma
            aż 200 tys. kont w 45 bankach na całym świecie. W siedzibie KE urzędnicy mogą
            swobodnie zmieniać kwoty transakcji i odbiorców przelewów. System komputerowy
            został celowo tak skonstruowany, aby nie można było nawet stwierdzić, kto
            dokonuje takich zmian (zwrócił na to uwagę Europejski Trybunał Obrachunkowy w
            raporcie z listopada 2004 r.). W prywatnych firmach księgowy musi zobaczyć
            rachunki i sprawdzić, na czyje konto przelewa pieniądze. Tymczasem od głównego
            księgowego UE wymaga się, aby podpisywał przelewy, nie widząc żadnych
            dokumentów, które uzasadniałyby transfer pieniędzy. Aby łatwiej było ukryć
            malwersacje, Komisja Europejska stosuje system księgowy, którym w Europie
            przestano się posługiwać w średniowieczu (tzw. system pojedynczego zapisu
            księgowego); uniemożliwia on bowiem sprawdzenie, gdzie trafiają przelewane
            pieniądze. Nikogo nie dziwi już to, że roczny bilans z wykonania budżetu UE jest
            przedstawiany w formie kilku arkuszy kalkulacyjnych wykonanych w popularnym
            programie Excell.

            Nic się nie stało
            O tym, że nie ma praktycznie żadnej kontroli nad finansami UE, wiadomo już od
            1994 r., kiedy Trybunał Obrachunkowy z Luksemburga wydał swój pierwszy raport na
            temat unijnego budżetu. Sytuacja powtarza się od tego czasu co rok, ale
            urzędnicy KE zachowują się tak, jak gdyby nic się nie stało. Sprzyjający
            malwersacjom system funkcjonuje, ponieważ w jego utrzymywaniu zainteresowani są
            politycy i urzędnicy z krajów członkowskich. KE nie wymaga żadnych dowodów na
            to, że pieniądze, które przekazuje do państw UE (85 proc. budżetu teoretycznie
            jest przekazywane do nich), zostały wydane na właściwy cel, i liczy na
            odwzajemnienie tej wyrozumiałości. W wyrywkowych kontrolach przeprowadzonych
            przez Trybunał Obrachunkowy z Luksemburga okazało się, że w 2003 r. rozpłynęło
            się na przykład 25 proc. pieniędzy przeznaczonych na dopłaty dla rolników we
            Włoszech, 23 proc. - w Grecji, 21 proc. - w Hiszpanii i 14 proc. - we Francji. -
            Jeżeli się weźmie pod lupę mały procent wydatków, a później przełoży się to na
            całość funduszy, wychodzą straszne liczby - uważa Jacek Saryusz-Wolski,
            eurodeputowany z ramienia Platformy Obywatelskiej, były szef Komitetu Integracji
            Europejskiej. - Normy wydawania pieniędzy w UE są bardzo restrykcyjne - dodaje
            Saryusz-Wolski. Restrykcje może i są, ale nie dotyczą wydawania publicznych
            pieniędzy.
            Gdy na początku 2003 r. Marta Andreasen odmówiła podpisania się pod wydatkami,
            których nie była w stanie sprawdzić, zawieszono ją w wykonywaniu obowiązków
            służbowych i zakazano jej wstępu do budynków UE. Nie pomogło oświadczenie
            głównego audytora KE Julesa Muisa, który oświadczył, że informacje Andreasen są
            prawdziwe. Sprawę zatuszowano, mimo że zbiegło się to w czasie z tzw. aferą
            Eurostatu - urzędnicy europejskiego urzędu statystycznego zakładali anonimowe
            konta w jednym z luksemburskich banków i przelali na nie 1 mln euro budżetowych
            pieniędzy. Wykorzystywali oni luki w systemie kontroli finansów, na które
            zwracała uwagę Andreasen. Afera została wykryta przypadkiem w trakcie śledztwa
            prowadzonego przez francuską policję. Unijne organizacje powołane do zwalczania
            korupcji nie robiły nic.

            Komisja resocjalizacyjna
            Pod koniec 2004 r., po wielu miesiącach prób zainteresowania sprawą przełożonych
            oraz posłów Parlamentu Europejskiego, Martha Andreasen przekazała brytyjskim
            parlamentarzystom (Wielka Brytania jest jednym z największych płatników do
            unijnego budżetu) dokumenty na potwierdzenie swoich oskarżeń. Od początku roku
            ci oficjalnie domagają się śledztwa w sprawie defraudacji pieniędzy brytyjskich
            podatników. Jedyną reakcją KE było oskarżenie Andreasen o... brak lojalności i
            zwolnienie jej z pracy. Po pozbyciu się dociekliwej księgowej finanse unii
            wróciły do dotychczasowej normy - patologicznej. Przypomnijmy, że dwóch
            poprzednich szefów KE, Jacques Santer i Romano Prodi, miało kłopoty z prawem.
            Pierwszy musiał odejść ze stanowiska w 1999 r. w atmosferze skandalu (kierowanej
            przez niego komisji zarzucono korupcję i nepotyzm). Z kolei Prodi był oskarżany
            przez włoską prasę, że gdy był premierem Włoch, brał czynny udział w aferach
            łapówkarskich (stanowisko szefa KE miało być dla niego swojego rodzaju
            zesłaniem). Także w skład nowej KE zostały w grudniu zeszłego roku wybrane osoby
            będące na bakier z prawem. Dla niektórych praca w KE jest wręcz formą
            resocjalizacji. Na przykład wiceprzewodniczący KE Jacques Barrot był w 2000 r.
            skazany przez francuski sąd na dwa lata więzienia z zawieszeniem na 8 miesięcy
            za przelanie 25 mln franków (3,
    • Gość: dd Balcerowicz - on chodzi do tej przychodnii IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.06, 07:48
      Balcerowicz - on chodzi do tej przychodnii
Pełna wersja