scrooge16
18.09.06, 17:38
Wydaje się, że po histerycznej reakcji premiera tureckiego Recepa Erdogana
droga Turcji do Unii Europejskiej znacznie się wydłużyła. Trzeba jednak
przyznać, że zawsze była długa. Mimo to na szczycie w Kopenhadze i w Atenach
dano Turcji już pewne konkrety. Nawet wstępny rok przyjęcia.
Jeśli w Niemczech utrzymałyby się rządy chadeków na czele z popierającą
papieża Angelą Merkel, we Francji zwyciężył Sarkozy, a w Polsce po
przyspieszonych wyborach (co mało prawdopodobne) stanowisko premiera objąłby
Jan Rokita (ostatnio negatywnie o muzułmańskich reakcjach), to zapewne przy
takim układzie sił europejskiej polityki przyjęcie Turcji stałoby się
zupełnie nierealne.
A może sama Turcja będzie miała już dosyć czekania? Zbliża się już, o ile się
nie mylę, 40 rok, jak Turcy czekają.
Osobiście mam nadzieję, że się nie doczekają. Różnice kulturowe Turcji i
Europy są zbyt wielkie, a dowodem na to jest właśnie histeryczna reakcja
tureckiego rządu. Była ona totalnie wbrew europejskim standardom uprawiania
polityki. Poza tym, Turcja, mimo przeprowadzonych licznych reform, nie może
zostać uznana za państwo prawa. Najlepiej widać to chociażby po zamachach,
przeprowadzanych na tamtejsze świątynie chrześcijańskie, po zabójstwach na
tle religijnym (np. księży) czy po do cna złym wymiarze sprawiedliwości
(głośna sprawa Michała Majewskiego).
Turcja nie jest Europą, Europa straciła Azję Mniejszą wraz z upadkiem w 1453
roku Konstantynopola. Strata ta jest niestety nieodwracalna, i trzeba to
sobie uzmysłowić.