Uwaga na Korwina!

IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 11.03.03, 22:05
Przeczytalem fajny artykul.
Polecam.
Szczegolnie ten jego fragment:

"Pomówmy teraz o akcydensie, jakim jest proponowany właśnie przez JE
Grzegorza W. Kołodkę nowy system podatkowy. Jako polityk przyłączam się,
oczywiście, do dwugłosu absolutnego potępienia, jakie przed tygodniem
zaprezentowali pp. Hybel i Sommer. Jako cybernetyk...

Przede wszystkim zastanawiam się nad tą całą dyskusją. Przecież
oficjalnie "nasz" tzw. Rząd postanowił, że do euro-referendum nie będzie się
drażnić społeczeństwa ani niczego zmieniać. Tymczasem MinFin proponuje
zmiany - i to niebagatelne. Każda zaś zmiana przede wszystkim porusza tych,
którzy na niej stracą.

Można by pomyśleć, że zmianę podatków wymusza pustka w kasie. Tymczasem
zmiany, o których się mówi, miałyby wejść od roku 2004, 2005, a nawet
(katastralny) 2006!!! Nic natychmiastowego!

Wyłączywszy więc hipotezę, że ONI tam w górze zwariowali, dochodzimy do
jednego wniosku: ktoś tam spośród TYCH na górze chce storpedować nasz
Anschluß. Co potwierdza tezę, którą otwarcie ogłosiliśmy kilka lat temu, że
część naszej Lewicy przeagenturowała się na Stany Zjednoczone AP...

Tako rzekę jako polityk. Howgh!

I bardzo dobrze, że tak jest! Howgh!

Proszę zauważyć to umiejętne działanie. Najpierw ogłasza się, że jest Tajny
Plan Nowych Podatków. Co pobudza ciekawość Ludności i jej szperaczy-
dziennikarzy. Zaraz potem okazuje się, że ta tajność jest średnia - i mamy
liczne przecieki. No i oburzenie. Oburzenie wywołane informacją, którą p.
Sommer słusznie podkreślił, że te zwiększone podatki to efekt konieczności
większych wydatków związanych z Anschlußem.

Jeśli jednak popatrzymy na trwałe szczegóły tej propozycji, to oburzenie
zaczyna nieco mięknąć. Przede wszystkim likwidacja prawie całego "budżetu C" -
czyli okołobudżetowych agencyj i funduszów - z uzasadnieniem, że "trzeba się
dopasować do wymogów unijnych". Wzbudzi to oburzenie beneficjantów
tych "maszynek do rozkradania pieniędzy" - i bardzo dobrze, niech agitują
przeciwko Rządowi i przeciwko Anschlußowi!!"

Wyraznie podoba mi sie ten wniosek Korwina o:

"Wyłączywszy więc hipotezę, że ONI tam w górze zwariowali, dochodzimy do
jednego wniosku: ktoś tam spośród TYCH na górze chce storpedować nasz
Anschluß. Co potwierdza tezę, którą otwarcie ogłosiliśmy kilka lat temu, że
część naszej Lewicy przeagenturowała się na Stany Zjednoczone"

Ciekawe nie?

Caly tekst tutaj:

www.nczas.com/?a=show_article&id=1041
    • Gość: prowokat gdzieś ktoś kiedys powiedział IP: *.chello.pl 11.03.03, 22:49
      że na tym świecie o wiele mniej rzeczy dzieje się
      przypadkowo niż to się wydaje i niż prezentuja to media.
      • Gość: , Re: gdzieś ktoś kiedys powiedział IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 11.03.03, 22:54
        Gość portalu: prowokat napisał(a):

        > że na tym świecie o wiele mniej rzeczy dzieje się
        > przypadkowo niż to się wydaje i niż prezentuja to media.

        I zgadzam sie zupelnie.
        Nie ma cudow tak jak i nie ma przypadkowych ustaw.

        Od tego sa zawodowi mieszacze.
        Kazde panstwo takich ma.
        Polska teoretycznie tez.

        Pa.
        • Gość: robi SLD? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.03, 23:14
          W SLD szykuje się wielka rozpierducha. Tajemnicą poliszynela jest to, że ta
          partia nie jest monolitem i wielu jej członków jest przeciwnych akcesji.
          Popatrzmy na elektorat SLD: to głównie emeryci, renciści i robotnicy. Nie
          wszyscy są naiwni i część przeczuwa, kto tak naprawdę weźmie na barki koszty
          akcesji. Jak długo można jeszcze unikać prawdziwej reformy finansów publicznych
          i mydlić ludziom oczy?

          Co więcej sądzę, że gdyby akurat SLD nie było u władzy, byłoby przeciw UE.
          Teraz skłania ich do poparcia akcesji tylko skok na kasę (całkiem sporą; a
          biorąc pod uwagę fakt, że z pomocy unijnej nie da się wiele wykorzystać, co już
          nawet bez ogródek przyznaje KE - kasa ta będzie praktycznie pochodziła z
          kieszeni polskich podatników, wyciągnięta z niej na zapłacenie składki do
          budżetu UE, by potem mogła wrócić w formie tzw. funduszy pomocowych).
          • Gość: , Re: SLD? IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 12.03.03, 00:49
            No no.
            Mnie akurat chodzilo o "wplywowe" instytucje panstwowe.
            Niekoniecznie polskie. Majace swoje budzety i agentow.

            Polecam lekture tego oraz tekstu polskiego w osobnym poscie ponizej:
            (ubawisz sie po pachy ale - szhhhh, nie przeszkadzajmy oficjalnemu sledztwu)

            www.fpp.co.uk/online/01/11/WTC_DeathRoll2.html

            "Let's look at the hard evidence indicating the Mossad had foreknowledge of the
            September 11 attack. The day after the attack on the World Trade Center, the
            Jerusalem Post, the most respected and famous Israeli newspaper in the world,
            reported that 4,000 Israelis were missing in the attack on the WTC.
            Even without seeing the article in the Jerusalem Post, logic alone would tell
            you that there would be many hundreds, if not thousands of Israelis in the
            World Trade Center at the time of the attacks.

            The international Jewish involvement in banking and finance is legendary. Two
            of the richest firms in New York are Goldman-Sachs and the Solomon Brothers;
            and both firms have offices in the Twin Towers.

            Many executives in these firms regularly commute back and forth to Israel.

            New York is the center of world wide Jewish financial power and the World Trade
            Center is at its epicenter.

            When George Bush made his speech before Congress, it turns out that he made a
            significant error other than saying that the WTC attackers did it because
            they "hated freedom," Bush made a point of saying that in addition to thousands
            of Americans, 130 Israelis died in the WTC.

            After searching through dozens of articles trying to track down the true
            Israeli death toll, I finally found a New York Times piece that clarified the
            precise number of Israelis who died in the World Trade Center attack.

            Of the 130 Israelis President Bush claimed had died in the World Trade Center,
            it turned out that 129 of them were still alive. Only one Israeli had actually
            died in the catastrophe of the World Trade Center.

            There were, in fact, only three Israelis who had been confirmed as dead: two on
            the planes and another who had been visiting the towers on business and who was
            identified and buried. (New York Times, Sept. 22)

            The very low death toll of 130 suggested that a number of Israelis at the Trade
            Center had been warned before the attack.

            When I found out the truth that only one Israeli had died, there could be no
            doubt that there had been a prior warning for many Israelis.

            Having only one Israeli casualty among the 4,500 dead at the WTC is simply a
            statistical impossibility.

            I quickly found an article in Newsbytes, a news service of the Washington Post,
            titled "Instant Messages To Israel Warned Of WTC Attack." The Israeli daily,
            Ha'aretz, also confirmed the prior warnings to Israel and confirmed that the
            FBI is investigating the warnings."





          • Gość: , Sharon i jego pomysly (stare i penie juz czytales) IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 12.03.03, 00:50
            Jak ujawniła izraelska gazeta "Haaretz", przedstawione przez Izraelczyków w
            senacie USA raporty przewidują, iż w wypadku zaatakowania Izraela przez Irak
            bronią biologiczną lub chemiczną państwo żydowskie użyje w odwecie... broni
            atomowej.
            Podczas więc gdy Irak ma być "ukarany" za posiadanie broni masowej zagłady,
            Izrael bez żenady powiadamia "walczącą z terroryzmem" Amerykę, że nie tylko
            posiada broń jądrową, zakazaną przez konwencję genewską, lecz nie zawaha się
            nią zaatakować!

            "Fabryka włókiennicza" o napędzie... jądrowym
            Projekty skonstruowania bomby atomowej pojawiły się w izraelskich kręgach
            rządowych już w momencie proklamowania Izraela w 1948 r. Grupa wtajemniczonych
            liczyła zaledwie 9 osób. Przewodził jej premier David Ben Gurion. Zostały
            nawiązane kontakty z rządem francuskim i oto w 1958 r., na pustyni Negew, gdzie
            nie było nic poza obozami koncentracyjnymi dla Palestyńczyków, pojawiła się
            charakterystyczna kopuła, jaka kryje zwykle reaktor atomowy. Była ona chroniona
            z nadzwyczajną skrupulatnością. Zaaferowanych nią dziennikarzy izraelscy
            wojskowi zapewnili, że jest to "zwykła fabryka włókiennicza", nie zgadzając się
            jednak na odwiedzanie jej przez korespondentów.
            Udało się to jednak Izraelczykowi Viktorowi Ostrowskiemu, szkolonemu na agenta
            Mossadu, który w swoich pamiętnikach ("Wyznania szpiega", Warszawa 1991 r.)
            wspomina: "Odwiedziliśmy różne bazy wojenne oraz zakłady nuklearne w ośrodku
            badawczym w Dimona na pustyni Negew, ok. 40 mil (1 mila - 1.609,31 m) na płn.
            wsch. od Beer Shewy. Oficjalnie był on przedstawiany jako fabryka włókiennicza,
            albo stacja pomp. Ale w grudniu 1960 r. CIA otrzymała z U-2 [amerykański
            samolot szpiegowski, dokonujący zdjęć z wysokości niedostępnej wówczas dla
            normalnych samolotów - przyp. autorki] fotografie ukazujące, że znajduje się
            tam reaktor atomowy. Zwiedzałem też podobne zakłady w Nahal Sorek, na terenie
            bazy lotniczej, na południe od Tel Awiwu. Znajduje się tam mniejszy reaktor,
            nazwany KAM (Kure Garny Le Machker, tj. Badawcze Urządzenie Nuklearne). Po
            ujawnieniu tajemnicy zakładu premier Ben Gurion oznajmił, iż jest to izraelski
            ośrodek atomowy, służący celom pokojowym, jednak tak naprawdę mógłby on być
            wszystkim, ale nie obiektem pokojowym".
            Ośrodek w Dimonie pracował sprawnie dopóty, dopóki Francuzi dostarczali mu
            odpowiednie partie uranu. Po agresji Izraela (1967 r.) na kraje arabskie
            prezydent de Gaulle nałożył embargo na dostawy do Izraela broni oraz sprzętu
            wojskowego, a w tym: kanonierek, części do samolotów mirage, samolotów:
            ouragan, mystere, vantour, nortlas, fonga, magister, super-frelon, okrętów
            budowanych we francuskich stoczniach, czołgów typu AMX, no i uranu, za co
            zapłacił utratą władzy, po tym jak Daniel Cohn-Bendit, niemiecki Żyd, rozkręcił
            we Francji w maju 1968 r. rozruchy wyniszczające kraj. (Zapytany potem przez
            dziennikarzy Bendit, czy zamierza zrobić karierę polityczną, odpowiedział ze
            śmiechem: "Po co? Kazali mi zrobić rewolucję, to ją zrobiłem i to wszystko!".)
            Po zablokowaniu dostaw uranu minister obrony Mosze Dajan wpadł w popłoch,
            ponieważ bez uranu Izrael nie mógł wyprodukować plutonu 239, tj. upragnionej
            bomby. I wtedy na scenę wkroczył Mossad, a ściślej mówiąc jego szef Meir Amit,
            który zobowiązał się dostarczyć 200 ton uranu. Rozpoczęła się
            operacja "Plumbate" ("Ołowian"). Agenci Mossadu wyszpiegowali, że w belgijskiej
            wsi koło Antwerpii jest zmagazynowany uran będący własnością brukselskiego
            towarzystwa Société Générale des Minérais (SGM). Funkcję zaufanego kupca
            powierzono 27-letniemu Danielowi Arbelowi, który prowadził interesy z
            handlowcem inż. Herbertem Schultzenem, Niemcem, udziałowcem firmy Asmara Chemie
            GmbH w Wiesbaden zajmującej się dystrybucją chemikaliów. Jej klientami były
            m.in. jednostki US Army i Bundeswehry. Schultzen, pilot Luftwaffe w czasie II
            wojny światowej, był wygodny dla Izraela, ponieważ jako aktywy niegdyś
            hitlerowiec nie mógł być uznawany za proizraelskiego. Za odpowiednią sumę
            pieniędzy dał się namówić do udziału w brudnym interesie zakodowanym jako
            operacja "Plumbate".
            Plan akcji przewidywał, iż Asmara nabędzie od Société Générale des Minérais 200
            ton uranu jako katalizatora do produkcji firmy Chmager z Casablanki. Na pełnym
            morzu statek z ładunkiem zostanie porwany przez agentów Mossadu i uprowadzony
            do Izraela. Tak też się stało. Za symboliczną sumę 750 dolarów zarejestrowano w
            Zurichu fikcyjne towarzystwo żeglugowe Biscayne Traders Shipping Corp. pod
            banderą Liberii. Prezesem towarzystwa został Daniel Arbel, który przemianował
            się na Daniela Erta. Za pośrednictwem hamburskiego maklera Ert zakupił
            frachtowiec "Scheersberg". Jego kapitanem został Anglik Percey Barrow,
            odpowiednio wynagrodzony, pod którego rozkazami płynęła załoga składająca się z
            samych agentów Mossadu.
            15 listopada 1968 r. Schultzen z firmy Asmara osobiście doglądał w Antwerpii
            ładowania trefnego towaru. W ciągu 7 godzin 560 pojemników oznakowanych
            jako "Plumbate", z 200 tonami uranu, zapakowano do ładowni statku, który wziął
            kurs na Genuę, ale dotarł do Hajfy. 29 listopada "Scheersberg" znalazł się w
            umówionym punkcie koło Cypru. Czekał tam izraelski zbiornikowiec, który
            dostarczył ładunek do Hajfy, stamtąd zaś samochodami do centrum atomowego w
            Dimonie. W ten sposób Izrael stał się posiadaczem ilości uranu wystarczającej
            do wyprodukowania 30 bomb jądrowych (teraz są ich już z pewnością dziesiątki) o
            sile tych, które zrzucono na Hiroszimę.
            Mossad szybko zatarł ślady przestępstwa. Zniknęli uczestnicy operacji, firma
            Asmara i statek, który przewoził śmiercionośny ładunek.

            Z bombą atomową w piwnicy
            W 1986 r. opinię światową poruszyła tzw. sprawa Vanunu. Chodziło o pracującego
            w Dimonie w latach 1976-85 Mordechaja Vanunu, Izraelczyka pochodzącego z
            Maroka. W 1986 r., przed wyjazdem do Australii, ogłosił on, że przeszmuglowanym
            aparatem fotograficznym zrobił 57 zdjęć w najtajniejszej, znajdującej się
            głęboko pod ziemią części zakładu. Z relacji Vanunu wynikało, że miał tam
            wówczas znajdować się pluton wystarczający do wyprodukowania 150 nuklearnych
            lub termonuklearnych ładunków. Vanunu wyjawił też, że Izraelczycy pomagali
            Afryce Południowej w przeprowadzeniu doświadczalnej eksplozji ładunku
            nuklearnego we wrześniu 1979 r., nad niezamieszkanymi Wyspami Księcia Edwarda i
            Marion, na południowym skraju Oceanu Indyjskiego. Fakty te zresztą potwierdził
            już wcześniej izraelski naukowiec Benjamin Beit-Hallami w książce "The Israeli
            Connection", powołując się na dane zwiadu fotograficzno-satelitarnego USA.
            Amerykański tygodnik "Time" w latach siedemdziesiątych również pisał,
            że "Realnym kandydatem do klubu 'państw z bombą atomową w piwnicy' jest
            Republika Południowej Afryki".
            Londyński dziennik "Sunday Times" był bardzo chętny do
            opublikowania "rewelacji" Vanunu oraz zrobionych przez niego zdjęć. Po
            zamieszczeniu kilku z nich okazało się, że Izraelczyk nagle zniknął. Zwabiony
            przez piękną blondynkę udał się z nią na wspólny rejs jachtem po Morzu
            Śródziemnym, gdzie Mossad porwał go i przewiózł statkiem do Izraela. Miał
            szybką rozprawę sądową i został skazany na 18 lat więzienia.
            Istnieją jednak przypuszczenia, że Vanunu nie był ani jakimś szczególnym
            zwolennikiem pokoju, ani na tyle żądny reklamy, żeby podjąć samobójczą
            decyzję "sypania" o Dimonie. Jak twierdzą niektórzy obserwatorzy polityczni,
            cała sprawa została sfingowana i opracowana w najmniejszych szczegółach przez
            Mossad. W jakim celu? Otóż prawdopodobnie po to, żeby uzmysłowić krajom
            arabskim, zwłaszcza Syrii, że Tel Awiw ma środki odwetu atomowego i że
            dysponuje bombą neutronową, która umożliwia zadanie przeciwnikowi druzgocącego
            ciosu bez narażania swojego terytorium na uboczne skutki niszczycielskiego
            działania. Broń neutronowa bowiem działa selektywnie na wybrane cele i rejony,
            co ma wielkie znaczenie na małych o
            • Gość: , Re: Sharon i jego pomysly cd... IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 12.03.03, 01:07
              obszarach, takich właśnie, jakie są na Bliskim Wschodzie, gdzie użycie broni
              atomowej, charakteryzującej się dużym rozrzutem niszczenia, narażałoby na
              straty także napastnika.
              W 1999 r. Izrael rozpoczął budowę nowego reaktora atomowego, który stanowi
              obecnie alternatywę dla Dimony. Obecnie też Izrael podnosi wielkie larum na
              temat zagrożenia jądrowego ze strony Iraku, a jednocześnie sam grozi jej
              użyciem. Jest to niestety niebezpieczeństwo bardzo realne, zwłaszcza że o
              zastosowaniu broni jądrowej ma decydować Szaron, nieliczący się z nikim i z
              niczym.

              Izraelski szantaż
              Mimo jawnie agresywnych poczynań Izraela Jaser Arafat rozpaczliwie usiłuje
              ocalić swój naród zabijany codziennie przez izraelskich żołnierzy. 30 X br.
              Arafat w swoim wystąpieniu zaapelował do Izraelczyków: "Wyciągamy do was rękę w
              pojednawczym geście, z gałązką oliwną, licząc na powrót na drogę, którą
              zaczęliśmy iść w Madrycie i Oslo". Niestety, ta pokojowa oferta (podobnie jak
              inne podobne) nie została przyjęta ani przez Szarona, ani przez prezydenta
              Busha.
              Odpowiedzią szefa izraelskiego rządu była natomiast zapowiedź forsownej budowy,
              zabronionych przez rezolucję ONZ, nielegalnych osiedli żydowskich na
              palestyńskich ziemiach okupowanych, i burzenia w tym celu całych wsi arabskich,
              przeorywania gajów oliwkowych i pomarańczowych, niszczenia infrastruktury, a w
              tym najcenniejszej w tamtejszym klimacie - urządzeń wodociągowych i ujęć
              wodnych.
              Jak z tego wynika, Szaron nie rezygnuje z zagarnięcia całej Palestyny (z
              Jerozolimą jako stolicą Izraela, co popiera proizraelskie lobby w Kongresie
              USA), więcej nawet, nie zamierza zrezygnować z utworzenia "Wielkiego Izraela".
              Dał temu wyraz w Instytucie Studiów Strategicznych w Tel Awiwie, jeszcze jako
              minister obrony w rządzie Begina, ogłaszając: "Strefy naszych interesów nie
              ograniczają się tylko do krajów Bliskiego Wschodu, rejonu Morza Śródziemnego i
              Czerwonego. Dla zapewnienia naszego bezpieczeństwa (sic!) powinny one
              rozprzestrzenić się na takie państwa, jak Turcja, Iran, Pakistan; na takie
              obszary, jak Zatoka Perska i Afryka, szczególnie zaś na kraje północnej i
              środkowej Afryki".
              Komentując z satysfakcją tę wypowiedź, izraelskie pismo "Journal of Judaism"
              wyjaśnia, w jaki m.in. sposób Izrael zamierza urzeczywistnić ekspansjonistyczne
              plany. Otóż chce doprowadzić do "trwałego podziału świata arabskiego, do
              rozdrobnienia poszczególnych państw arabskich i zapewnienia sobie kontroli nad
              bogactwami naturalnymi, a głównie ropą naftową, do eksploatacji ich rynków i
              wykorzystania ogromnego rezerwuaru taniej siły roboczej". Inaczej mówiąc,
              skolonizować te kraje, a z ich obywateli zrobić powolnych sobie parobków. Aby
              zaś "oczyścić" okupowany Zachodni Brzeg Jordanu z Palestyńczyków, wspomniane
              pismo zaleca: "Emigrację zamieszkujących go Arabów na Wschód w warunkach
              pokojowych lub w wyniku wojny i powstrzymywanie ich ekonomicznego oraz
              demograficznego wzrostu". Pismo syjonistyczne nie precyzuje wprawdzie, jakimi
              sposobami ma się nie dopuszczać do "wzrostu" narodu palestyńskiego, ponagla
              jednak izraelskich rządzących, aby "uczynili wszystko, żeby przyspieszyć ten
              proces". I to właśnie czyni na oczach świata Szaron, stosując wobec
              społeczności palestyńskiej wzmożone represje i terror, żeby zmusić
              Palestyńczyków do ucieczki albo zlikwidować ich fizycznie.
              Grażyna Dziedzińska

          • Gość: , I jeszcze to jakby bylo malo. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 12.03.03, 01:01
            "Uzasadniając podwyżkę budżetu wojskowego USA o dodatkowe sto tysięcy
            milionów dolarów na wojnę z Irakiem, Bush powiedział między innymi, że Saddam
            Husajn próbował zabić jego ojca, według niesprawdzonych przypuszczeń wywiadu
            amerykańskiego. Zupełnie inną wersję tej sprawy podaje Victor Ostrovsky, były
            agent Mosadu (wywiadu izraelskiego) w książce "Other Side of Deception"
            ("Obnażenie fałszerstwa"). Przypomniał w niej, że ojciec obecnego prezydenta
            Busha przyrzekł państwom arabskim zaprowadzenie pokoju w Palestynie, w celu
            zdobycia ich poparcia w operacji "Pustynna burza" w 1991 r. Bush senior
            pozyskał tymi obietnicami udział państw arabskich w kampanii przeciw Irakowi,
            w reakcji na najazd na Kuwejt.
            Obietnica Busha seniora ustabilizowania przez USA sytuacji na Bliskim
            Wschodzie i doprowadzenia do sprawiedliwego układu między Izraelem i
            Palestyńczykami była nie do przyjęcia przez ekstremistów izraelskich. Według
            Ostrovsky'ego, izraelski rząd premiera Icchaka Szamira poczuł się zagrożony,
            zwłaszcza że Bush senior zagroził odmową udzielenia amerykańskich gwarancji
            dla Izraela w wysokości dziesięciu tysięcy milionów dolarów, jeżeli Izrael
            nie zlikwiduje swych osiedli na terenach okupowanych. Wobec tego, jak pisze
            Ostrovsky, zapadła decyzja rządu izraelskiego, żeby raczej zabić prezydenta
            Busha seniora w Madrycie w październiku 1991 roku, niż dopuścić do
            amerykańskiego układu z Arabami i likwidacji nielegalnych osiedli. W takich
            okolicznościach powstał plan Mosadu, żeby zabić George'a Busha seniora. Opór
            wewnętrzny w Mosadzie spowodował jednak przesłanie Amerykanom na czas
            ostrzeżenia o planowanym zamachu na prezydenta USA. Zrobiono to za pomocą
            kontaktu z Ostrovskym, który przez członka Kongresu amerykańskiego
            McClosky'ego ostrzegł Biały Dom o planowanym zamachu w Madrycie w środę, 30
            października 1991 roku. Mosad dowiedział się o ostrzeżeniu i odłożył zamach
            na później. Ostrovsky twierdzi, że samochód naładowany materiałami
            wybuchowymi, znaleziony w Kuwejcie podczas wizyty Busha seniora w 1993 roku,
            nie był przygotowany przez ludzi Husajna, ale przez Mosad. Tak więc, według
            Ostrovsky'ego, za ten zamach na życie byłego prezydenta Busha odpowiedzialny
            jest Izrael, a nie Irak i Saddam Husajn.
            Ostrovsky pisze o sobie: "skorumpowane pomysły i egoistyczny pragmatyzm, na
            który natrafiłem w Mosadzie, połączony z zachłannością, rozpasaniem i
            całkowitym brakiem poszanowania dla życia ludzkiego, spowodowały mnie do
            pisania o tym. Z powodu mojej miłości dla Izraela, jako państwa wolnego i
            sprawiedliwego, ryzykuję życiem, pisząc te słowa i przeciwstawiam się tym,
            którzy wykoślawiają najlepsze marzenia syjonistyczne w dzisiejszy koszmar"."

            www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20030307&id=my13.txt


            wyjalem to z jednego postu tutaj.
            Calosc dyskusji tu:

            www1.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=13&w=4864226&a=4864226
            • Gość: , Tlumaczenie. IP: *.dsl.anhm01.pacbell.net 12.03.03, 01:35
              Victor Ostrovsky "Other Side of Deception" czyli w moim wolnym rozumieniu
              "inna strona zmyły"

              I tak nalezy to rozumiec.
              Ksiazka kosztuje 6 dolarow.
              A za Victorem goni po swiecie kupa nieznanych sprawcow i straszy.
              (Ja na pewno takiej ksiazki bym nie wydal.)

              Jest fajnie napisana i warto ja poczytac, zamiast ogladac jakies gowniane
              seriale, jeszcze nawolujace do wstapienia do EU.

Pełna wersja