Gość: marek
IP: *.chello.pl
18.04.03, 01:22
Kilka tygodni przed referendum zastanawia mnie fakt, dlaczego fani UE
tak zapalczywie walcza o ratyfikacje traktatu.
Im wiecej dowiaduje sie o samym traktacie tym mniej we mnie
Unijnego entuzjazmu.
Dzis dowiedzialem sie, ze:
1. Bruksela bedzie mogla ograniczyc dostep polskich produktow do
Unii (paragraf 43). Czy nie jest to zaprzeczenie idei wolnego handlu?
2. Ciagle przewija sie temat certyfikatow unijnych, ktorych nie maja
polscy producenci (nie maja tez pieniedzy, aby je zdobyc)
3. Bruksela bardzo wysoko stawia poprzeczke dla producentow
zywnosci (przetwornie mleka, rzeznie, itd.) Wiekszosc polskich
przetworcow nie spelnia tych norm, a koszty zaspokojenia tych wymagan
sa bardzo wysokie.
4. Aby uzbierac na skladke do budzetu Unijnego, program naprawy
finansow Kolodki zwieksza de facto obciazenia podatkowe (takie sa
analizy, miedzyinnymi ekspertow PO)
5. Realna mozliwosc odzyskania pieniedzy z budzetu Unii nie
przekracza okolo 40% gwarantowanych nam sum, ze wzgledu na bardzo
skomplikowane procedury skladania wnioskow oraz nieprzygotowanie
polskich podmiotow do konsumpcji funduszy strukturalnych (w
przeszlosci wykorzystywalismy okolo 30% przyznanych funduszy) Takze
skladka jest realna, a fundusze wirtualne - na to podobno liczy Bruksela
- dzieki temu juz w UE bedziemy de facto najbiedniejszym platnikiem
netto (taka opinie slyszalem dzis w radiu)
Czy ktos moglby powaznie i bez zbednych emocji odniesc sie do tych
punktow?
Dzieki.