bebokk
06.05.03, 07:11
Myślę, że także większość eurozwolenników będzie wściekłą po przeczytaniu
wynurzeń niejakiego Stommy,
etatowego felietonisty "nie" i frankofila I stopnia :
Jan ongiś Maria Rokita stwierdził w „Newsweeku” (16/03), że „Chirac i
Schröder zdradzili świat zachodni”. Następnie, z dość dziwną u osoby mającej
się za polityka dezynwolturką, obdarza Chiraca miłą etykietką zaślepionego
zazdrośnika, Schrödera zaś nazywa oportunistą. Na dwa miesiące przed
referendum! Rokicie, ponoć proeuropejskiemu, nie przychodzi jakoś do głowy,
że to właśnie niemal jednogłośnie wspierająca dziś Chiraca Francja i Niemcy
Schrödera są fundamentami konstrukcji europejskiej, czyli Unii. Tej Unii
Europejskiej – tej właśnie, bo innej nie ma – do której tak bardzo chcemy
wejść. Chęć pobrylowania, zagrania roli wyroczni, a przy okazji wylania
osobistego, antyfrancuskiego jadu, czy jeszcze zaspokojenie antyniemieckich
kompleksów (Schröder jest oportunistą, choć „Niemcy – Bogu dzięki – są
narodem pacyfistów”) okazują się ważniejsze niż rudymentarna obywatelska
odpowiedzialność. Ale mniejsza o Rokitę, choć jako bohater telewizyjnego
serialu może być przejściowo słuchany. Niestety, nie jest on wyjątkiem. Przy
okazji przedstawiania wszystkich, którzy mieli i mają inny, niż oficjalno-
rządowy pogląd na wojnę w Iraku, wylano doprawdy zdumiewające ilości szamba
na głowy liderów Europy. Wystarczające, żeby zniszczyć znaczną część dorobku
proeuropejskiej argumentacji. Przy założeniu rzecz jasna, że było co niszczyć.
Otwieram „Wprost” (16/03), pismo które skądinąd jego redakcja przestała mi
przysyłać, najwyraźniej w sankcji za nieodpowiednie poglądy. Na stronie 60
felieton Jana Winieckiego „Mysz, która ryknęła”. Czytamy w nim:
Francja „przypomina starego człowieka, który NIE może. Prawie od dwustu lat
(od czasów klęski Napoleona) bez wsparcia silniejszych sojuszników nie
wygrała ŻADNEJ wojny”. Doprawdy śliczny argument, pomijając, że świadczący o
absolutnej ignorancji historycznej. Jeśli chodzi o Niemców, „zatracili nie
tylko chęć do wojaczki, ale nawet zdolność odróżniania tego co moralne od
tego co niemoralne”. Na stronie 102 raport Kevina A. Hassetta, „experta” pod
symptomatycznym tytułem: „Oś Nieudaczników”, a w nim: „Przestrzeń między
filozofią europejskich socjalistów, która poniosła klęskę (to o Francji,
Niemczech i Belgii – przyp. L.S.), a śmietnikiem historii wypełniają tylko
terroryzm i chaos”. Nie pozostaje z tyłu Dawid Warszawski (s. 100), który
dostrzega „sromotną klęskę Europejczyków”. Dla zwieńczenia dossier: „Polen
raus! – Niemcy dyskryminują nasze firmy”. Zaiste zachęcające! Przy tym
wszystkim pismo „Wprost” popiera ponoć przystąpienie Rzeczypospolitej do
Unii, a między publicystami liczy proeuropejsko deklarujących się czynnych
polityków Tomasza Nałęcza z Unii Pracy i Zytę Gilowską z Platformy
Obywatelskiej. Co na to ich kluby poselskie?
W przerwie między wykładami pyta mnie dziewczyna z Rzeszowa: „Czy warto, żeby
Polska łączyła się z partnerami politycznie i ekonomicznie przegranymi”. – A
z czego pani wnosi o tej przegranej? Głupie pytanie. Dziewczyna trzyma w
ręku „Newsweek”. Po owocach Rokity poznacie go. Inni też są zaniepokojeni. Bo
też w istocie, jaka jest waga wygranych w Kopenhadze i podczas całych
negocjacji nieczytelnych przywilejów, wobec tak sugestywnej i apokaliptycznej
wizji Europy. Nie sposób przecież zaprzeczyć logiki młodym, idealistycznie
nastawionym ludziom, którzy dowiadując się, że Francuzi to mali kombinatorzy,
Niemcy – oportuniści, do tego antypolscy i w głębokim ekonomicznym kryzysie,
zaczynają się wahać, czy naprawdę chcą się bawić w takim towarzystwie.
I tak oto zaczynam się niepokoić. Jeszcze pół roku temu byłem zupełnie
spokojny o wynik referendum. Pomimo nieudolnych argumentacji, pomimo kul w
płot pana Wołoszańskiego, pomimo braku wyobraźni. Obawy Róży Woźniakowskiej-
Thun traktowałem z niejakim lekceważeniem jako czarnowidztwo i niewczesny
pesymizm. Teraz już nie. Ale zostało jeszcze siedem tygodni. Jest jeszcze
czas, ostatni czas, żeby opowiedzieć o tym, co przecież najważniejsze. O tym,
że przecież Europa jest po prostu przyjazna ludziom. O zabytkach odnowionych
i zrestaurowanych z funduszów unijnych, o rzekach oczyszczonych dzięki tym
pieniądzom, o uniwersytetach europejskich ułatwiających start młodym
wszelkiej narodowości, o pomocy dla kultur regionalnych. Owa Europa jest
naprawdę wspaniałą drugą ojczyzną. Wbrew demagogii pana Rokity ani Chirac,
ani Schröder nie zdradzili Europy, a już tym bardziej Polski. Kto najwięcej
inwestuje już teraz w Rzeczypospolitej? Dziwnym trafem ci okropni Francuzi, a
zaraz za nimi Niemcy. Przepraszam jednak za ten wtręt. Doprawdy, nie tylko o
szmal tym razem chodzi.
Moja wielka polityczna sympatia Danuta Hübner powiedziała, że gdyby nie
poszła w czerwcu do urny, to nie wiedziałaby potem, jak spojrzeć w twarz
swoim dzieciom. Powiedziane to mocno i bardzo sentymentalne. Ale może tak
właśnie trzeba. Chwila jest nazbyt ważna, żeby wstydzić się prostoty i
cyzelować obiektywny kształt przekonań. Wszystkich więc czytelników, którzy
mają do mnie choć odrobinę zaufania albo sympatii, proszę, po prostu gorąco
proszę, żeby poszli głosować i głosowali: tak, chcę przystąpienia do Unii
Europejskiej!!! Tak!!!
A do panów: Rokity, Winieckiego, Króla, apeluję o odrobinę odpowiedzialności.
Chociaż przez te sześć krótkich tygodni.
polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1118136&M=FS&NR=2398-2003-17&MP=2
Wniosek jest jasny jak słońce : STULIĆ PYSK POLACZKI, NIE KOLEGOWAĆ SIĘ Z
JOHNEM, BO JACQUES I HELMUT ROBIĄ WAM ŁASKĘ PRZYJMUJĄC WAS DO UNII