szelmar
19.05.03, 08:31
Poniżej artykuł z Najwyższego Czasu. Zanim zaczniecie pluć przeczyttajcie
dokładnie! Jak by to było pięknie, gdyby 30 maja Bush w Krakowie zaprosił
Polskę do NAFTA...
"Singapur i Stany Zjednoczone są od zeszłego tygodnia jedną wolną strefą
handlową. To początek tworzenia międzyregionalnego obszaru gospodarczego P-5,
który wkrótce obejmie także - prócz USA i Singapuru - również Australię, Nową
Zelandię i Chile. Amerykanie zapowiadają utworzenie strefy wolnego handlu
również w naszym najbliższym sąsiedztwie. Tymczasem w zaściankowej Unii
Europejskiej planuje się wprowadzenie jednakowych - wysokich stawek
podatkowych.
7 maja prezydent Stanów Zjednoczonych Jerzy W. Bush i premier Singapuru Goh
Chok Tong podpisali porozumienie o wolnym handlu. Ceremonia odbyła się w
Białym Domu. Singapur dołączył do czwórki państw, które zdecydowały się na
połączenie swych gospodarek z największym rynkiem świata - rynkiem USA. Do
tej pory porozumienie z Amerykanami miały Kanada i Meksyk w ramach NAFTA oraz
Jordania i Izrael. Negocjacje pomiędzy Jordanią i USA zakończyły się w
październiku 2000 roku.
Rządom Singapuru czy Jordanii nie przeszkadza odległość tysięcy kilometrów,
jakie dzielą ich kraje od Ameryki. Tymczasem polski zaścianek polityczny
twierdzi, że nasze uczestnictwo w NAFTA jest niemożliwe ze względu na
oddalenie od rynku amerykańskiego. Jest to oczywista bzdura, której nie da
się racjonalnie uargumentować. Owczy pęd polskich urzędników do Unii
Europejskiej poskutkował zamknięciem ich głów na prostą możliwość budowania
bliskich więzi gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi.
Porozumienie Singapur-USA obejmuje trzy główne działy: swobodny przepływ dóbr
i kapitału; handel usługami oraz swobodny przepływ osób. Dział pierwszy
obejmuje głównie sprawę ceł. Singapur zdecydował się od razu znieść wszelkie
cła na towary amerykańskie. USA, poza radykalną obniżką stawek celnych,
zobowiązały się do likwidacji wszelkich ceł na towary z Singapuru w ciągu
najbliższych ośmiu lat. Jedynie tekstylia singapurskie będą cieszyć się od
początku zerową stawką celną. W tym pierwszym dziale porozumienia znajdują
się precyzyjne definicje towarów wyprodukowanych w Singapurze i USA.
Zaimportowane przez Singapur dobra z Azji muszą być w jakiś sposób
przetworzone w tym kraju, by mogły być uznane za produkty "made in
Singapore".
Dział drugi - usługi, obejmuje porozumienia dotyczące otwarcia rynku usług
bankowych, obsługi finansowej i rynku telekomunikacyjnego pomiędzy stronami
porozumienia. Zawiera również umowy swobodnego świadczenia usług w takich
dziedzinach, jak: ubezpieczenia, architektura, doradztwo prawne, inżynieria,
edukacja itd.
Swobodny przepływ osób jest oczywiście związany z poprzednimi działami
porozumienia. Umowa zakłada, że ludzie prowadzący interesy nie muszą w ogóle
występować o wizy ani przechodzić procedur obowiązujących innych
obcokrajowców, które wynikają z lokalnego prawa pracy.
Singapur podobną umowę jak z USA podpisał również z Nową Zelandią. Od pewnego
czasu trwają negocjacje na temat wolnego handlu obejmujące kraje tak zwanej
grupy P-5, czyli właśnie Singapuru i Nowej Zelandii, USA, Australii i Chile.
Wkrótce wszystkie te państwa będą jedną wolną strefą handlową. Z konkurencji
systemów podatkowych oraz prawodawstwa mogą cieszyć się klienci usług i dóbr.
Podstawowym bowiem założeniem tego typu porozumień, które Stany Zjednoczone
zawierają z poszczególnymi krajami, jest wzajemna obniżka "ochrony rynków",
czyli protekcjonizmu. Bez wnikania w obowiązujące w tych krajach systemy
prawne. Tymczasem Unia Europejska działa na zupełnie innych zasadach. Wejście
do jej wspólnego rynku równa się przyjęciu wspólnotowych regulacji prawnych,
które mają nadrzędny status w stosunku do rozwiązań krajowych. Jest więc
rzeczą oczywistą, że kraje, w których jest największy socjalizm, starają się
narzucić innym członkom Unii swój model gospodarczy. A robią to właśnie
poprzez regulacje wspólnotowe: czy to rozporządzenia Rady UE, czy też Komisji
Europejskiej.
Podczas gdy na świecie rozszerza się strefa wolnego handlu, w Europie mamy do
czynienia z kolejną próbą tworzenia podatkowej urawniłowki. Walery Giscard
d'Estaing, przygotowujący nowy traktat europejski, zaproponuje w tym miesiącu
zniesienie prawa weta członków Unii Europejskiej w kwestiach podatkowych. Jak
donosi "Financial Times", plan byłego prezydenta Francji przewiduje, że o
podatkach w krajach UE będzie decydować większość. Walery Giscard d'Estaing
działa w imieniu rządów Francji i Niemiec, którym nie w smak to, że niektóre
kraje UE obniżają podatki od dochodów firm i oszczędności, przyciągając w ten
sposób inwestorów i kapitał. Przeciwne zniesieniu weta są Wielka Brytania i
Irlandia. Pierwsza w latach 80. rozpoczęła wyścig obniżania podatków: podatek
od dochodów firm spadł z 52 do 30 proc.
W Irlandii wynosi on zaledwie 12,5 proc. - Pomysł decydowania o stawkach
podatkowych w głosowaniu to szaleństwo - mówi Reutersowi Jan Burton, były
premier Irlandii i członek zespołu Giscarda d'Estaing, który próbował odwieść
go od kontrowersyjnego planu. - Głosowanie jest procesem upolitycznionym, w
którym obiektywizm schodzi na dalszy plan - dodaje. Być może współpracownicy
Giscarda d'Estaing zaproponują Brytyjczykom kompromis, który tak czy owak
zniesie wolność podatkową w Unii: zniesienie weta, ale wprowadzenie wymogu
zdecydowanej większości w decydowaniu o stawkach podatkowych. Dzięki temu
duże kraje - jak W. Brytania - w praktyce utrzymałyby prawo weta, ale małe -
jak Irlandia - nie.
Zapóźniona gospodarczo Polska potrzebuje oczywiście inwestycji. Wejście w
unijny kanał będzie zaś wcześniej czy później oznaczać znalezienie się w
najmniej konkurencyjnym obszarze gospodarczym świata, który z daleka omijać
będą inwestycje amerykańskie. Lepiej więc nie wchodzić w taki układ, a
zawrzeć podobne porozumienie gospodarcze ze Stanami, jakie ma od zeszłego
tygodnia Singapur. Zwłaszcza że Ameryka w ostatnim czasie znacznie
przybliżyła się do naszych granic. W zeszły piątek prezydent Jerzy W. Bush na
Uniwersytecie Południowej Karoliny zapowiedział, że w ciągu dekady Stany
Zjednoczone i kraje Bliskiego Wschodu zbudują wspólną strefę gospodarczą
opartą na wolnym handlu. Jordania i Izrael są już połączone z największą
gospodarką świata. To samo w praktyce dotyczy Iraku, który po zwycięskiej dla
USA wojnie staje się częścią amerykańskiej gospodarki. USA jeszcze w tym roku
zakończą negocjacje z Marokiem w sprawie umowy o wolnym handlu. Do strefy
przystąpi zapewne też i Turcja, której rząd ma już dość upokarzającego,
ciągłego odsuwania w czasie negocjacji w sprawie członkostwa w Unii.
Alternatywa dla Unii jest zatem bardzo realna i coraz bliższa geograficznie."
Miłosz Marczuk