janusz2_
22.05.03, 12:02
NRD jest dotychczas jedynym krajem postkomunistycznym, ktry znalazł się w
UE. I to na wyjątkowych warunkach, bo bracia z zachodnich Niemiec wpompowali
tam dodatkowo ogromne pieniądze.
A sytuacja tam bynajmniej nie jest dobra :(
www.wprost.pl/ar/?O=10136
Alimenty dla NRD
Tygodnik "Wprost", Nr 965 (27 maja 2001)
"Na początku było kłamstwo. Dziesięć lat temu kanclerz Helmut Kohl roztoczył
przed Niemcami wizję "kwitnących krajobrazów". "Na zjednoczeniu nikt nie
ucierpi, a niejeden zyska" - zapewniał wyborców w 1990 r. Dziś Kohla nie ma
i kwitnących krajobrazów też nie. "Niemcy wschodnie znalazły się na krawędzi
upadku" - alarmuje przewodniczący Bundestagu Wolfgang Thierse. Politycy
szukają pomysłu na wyrwanie nowych landów z letargu.
Wschód zachodu Poziom rozwoju zachodnich Niemiec - jak obliczył w 1990 r.
renomowany ekonomista prof. Wilhelm Krelle - była NRD osiągnie tylko wtedy,
gdy przez dziesięć lat jej PKB będzie przyrastał co najmniej o 7 proc.
Tymczasem od 1997 r. gospodarka nowych landów rozwija się wolniej. Nawet w
ubiegłym, szczególnie pomyślnym roku, gdy średnia wzrostu gospodarczego
całych Niemiec sięgnęła 3 proc. PKB, na wschodzie wzrost PKB wyniósł tylko 2
proc. W dokumencie przeznaczonym do użytku wewnętrznego dwoje
wiceprzewodniczących frakcji SPD w Bundestagu, Sabine Kaspereit i Joachim
Poss, oceniło, że bez mała dwa biliony marek wyłożonych na byłą NRD pomogło
jedynie zapobiec powiększeniu dysproporcji w stosunku do zachodu.
(...)
Różnica produktywności gospodarki po obu stronach Łaby nadal wynosi 40 proc.
Na wschodzie wydajność jest niższa o jedną trzecią, za to bezrobocie ponad
dwa razy większe. Jednakowe jest tylko nasilenie frustracji: Ossis czują się
skolonizowani przez Wessis, a ci dla odmiany uważają, że są wykorzystywani
do granic możliwości.
(...)
"Alimenty" z kasy federalnej dla wschodnich landów wraz z dopłatami z
Brukseli przekraczają dziś 150 mld marek rocznie!
Premier Brandenburgii Manfred Stolpe (SPD) i jego turyngeński kolega z
urzędu Bernhard Vogel (CDU) także nie wyobrażają sobie życia bez finansowej
zapomogi z zachodu. Obaj panowie dostrzegają jedynie "pilną potrzebę
negocjacji" na temat sposobu wykorzystania tych pieniędzy. Prócz mniej
więcej dwudziestoprocentowego
bezrobocia ich najwyższy niepokój budzi wyludnienie nowych landów. Jak
zameldował Federalny Instytut Badań Ludności w Wiesbaden, w minionej
dekadzie liczba mieszkańców byłej NRD spadła o 10 proc. Wyjechało stąd już
ponad 1,7 mln
obywateli, a w ciągu dwudziestu lat ubędzie kolejny milion.
Gerhard Schröder regularnie odwiedza nowe landy, jednak powodów do
zadowolenia ma niewiele. Podczas ostatniego pobytu w Schwedt pokazano mu
wymarłe betonowe
blokowiska - z 50 tys. tutejszych mieszkańców jedna czwarta wyjechała na
zachód w poszukiwaniu pracy i lepszych warunków życia. W saksońskim Stendal
na osiedlu Stadtsee, dawniej symbolu socjalistycznego dobrobytu, opuszczony
jest co drugi
lokal, a liczba mieszkańców spadła o 20 proc.
(...)
Dane Federalnego Urzędu Pracy w Norymberdze są jednoznaczne: na zachodzie
republiki bezrobocie wynosi 8 proc., na wschodzie zaś zbliża się do 20 proc.
Statystyki pomijają jednakże zatrudnionych w ograniczonym wymiarze i
przeszkalanych na państwowy rachunek, co nie gwarantuje znalezienia stałej
pracy. Oficjalnie w Stralsundzie z zasiłku dla bezrobotnych żyje około 22
proc. osób w wieku produkcyjnym, w Neubrandenburgu - 24 proc., w Dessau -
22,5 proc.
Po uwzględnieniu tzw. ukrytego bezrobocia liczby te byłyby znacznie wyższe.
Volker Stephan, nadburmistrz Stendal w Saksonii-Anhalt, oszacował realne
bezrobocie w swym mieście na ponad 40 proc.
(...)
Do tej pory z każdego tysiąca marek niemieckiego PKB 97 marek idzie na
dotowanie wschodu
(...)
Już dziś władze nowych landów ogłaszają, że jeszcze po 2005 r. będą
potrzebowały około 300 mld marek. Minister Eichel odpowiada, że życzenia te
są nierealne. Kanclerz Schröder przezornie milczy. Socjaldemokraci wysunęli
jedynie propozycję, by wschodnioniemieckie komuny rozpisały swe wydatki na
zadania o wartości poniżej 5 mln euro, aby móc występować o subwencje z
brukselskiej kasy także po przyjęciu do UE nowych członków.
(...)"