bernardo
12.06.07, 23:27
Moje trzy grosze o integracji europejskiej (przed szczytem)
Niektórzy myślą, że jedyną szansą Europy jest szybka integracja. Nic bardziej
błędnego, szansą jest trwała integracja, a nie integracja szybka. Procesy
integracyjne wymagają czasu, a by okazały się trwałe muszą przynosić korzyści
wszystkim ich podmiotom i to na przestrzeni wielu pokoleń. Wszelkie szybkie
integracje okazują się zwykle nietrwałe. Zmiana mentalności społeczeństw,
przyzwyczajeń, zmiany kulturowe i ekonomiczne – to wszystko musi trwać.
Telewizja, tanie linie lotnicze, Internet są w stanie te procesy
przyspieszyć, ale nie mogą tych procesów zastąpić. Jeżeli teraz integracja
będzie wymuszana – nie będzie trwała. Przykładem niech będą terroryści którzy
dokonali zamachów samobójczych w Londynie – byli to potomkowie imigrantów,
którzy pomimo tego, że urodzili się Brytyjczykami nie zintegrowali się
ostatecznie z nowym miejscem zamieszkania swych rodzin. A w jaki sposób mają
w ciągu kilku lat zintegrować się całe kraje i narody? To niemożliwe!
Dlatego uważam, że zbyt pospieszna integracja polityczna jest ryzykowna.
Integrować należy gospodarkę europejską uwalniając rynek, przepływ kapitału i
ludzi (coś jak w XIX wieku), natomiast w kwestiach politycznych nie należy
się spieszyć, gdyż zbytnie przyspieszanie czasochłonnych procesów
integracyjnych może okazać się dla Unii Europejskiej zabójcze . Wspólne
instytucje które miałyby zastąpić narodowe (konstytucja, rząd, prezydent,
parlament) – tak, ale powiedzmy za 50, a jeszcze lepiej 150 lat. W tym
czasie ulegnie zmianie mentalność Europejczyków, wyrównają się poziomy życia
w różnych prowincjach, stopniowo będą znikać bariery kulturowe i językowe.
Przy zbyt pospiesznej integracji niezadowolenie Niemców, Francuzów, Belgów
czy Holendrów może okazać się bardziej niebezpieczne niż niezadowolenie
Polaków, Bułgarów, czy (już niedługo) Chorwatów i to właśnie niezadowolenie
mieszkańców „starej unii” może stać się jej prawdziwym rozsadnikiem.
Szybko można podbijać i kolonizować, ale Unia Europejska to nie Cesarstwo
Rzymskie, a J. M. Barroso to zdecydowanie nie Juliusz Cezar. Poza tym nie
dysponuje bagnetami, na których i tak siedzi się niewygodnie…
Kilka przykładów z przeszłości:
Rzeczpospolita przedrozbiorowa – Unia w Krewie miała miejsce w 1385 roku.
Unia Lubelska w 1569 roku, minęło więc prawie dwa wieki, a proces integracji
nie został zakończony i nawet poprawki do pogłębiającej integrację
Konstytucji 3 Maja z 1791 (czyli ponad 400 lat po Unii w Krewie!) zapewniały
WKL pewną odrębność.
Stany Zjednoczone były początkowo Unią 13 kolonii - Deklarację
Niepodległości ogłoszono w 1776. Natomiast 84 lata później w roku 1860
wybuchła wojna domowa, która mogła na trwałe Unię podzielić.
Południowi Słowianie zjednoczyli się w 1918 roku tworząc Królestwo Serbów,
Chorwatów i Słoweńców, od 1929 roku noszące nazwę Jugosławii. A ponad 70 lat
później w 1991 państwo to rozpadło się rozsadzane wewnętrznymi antagonizmami.
Związek Sowiecki pomimo ponad 70 letniej historii rozleciał się jak domek z
kart, a podobna przyszłość grozi Federacji Rosyjskiej, choć tu rosyjskie
wpływy są szczególnie silne i sięgają czasów carskich. Bagnet nie okazał się
trwałym integratorem.
Zjednoczona Republika Arabska (Egipt i Syria) przetrwała tylko 3 lata.