Jak zSSr rabowal Polske po wojnie

26.07.07, 10:16
Największy rabunek XX wieku

Haracz za "wyzwolenie" Polski

Na rozliczeniach z Moskwą, która ze swej puli przekazywała otrzymane od
Niemiec odszkodowania wojenne, a jednocześnie narzuciła drastycznie niskie
stawki za polski węgiel, Polska straciła 600 milionów dolarów. Ten
niekorzystny bilans pogłębiony został przez sowiecki rabunek urządzeń
przemysłowych, surowców i innych dóbr między Bugiem a Odrą


Polska poniosła w czasie II wojny światowej niewątpliwie największe straty
ludzkie i materialne w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Zdecydowana
większość tych strat była skutkiem systematycznego terroru niemieckiego,
czego symbolem, obok wymordowania około 5 milionów polskich obywateli, była
zagłada Warszawy. Straty ludności stolicy Polski przewyższały kilkakrotnie
straty całej Francji, nie mówiąc o innych okupowanych krajach zachodnich czy
Czechosłowacji. Podobnie rzecz się miała ze stratami materialnymi.

Wydawać by się więc mogło, że właśnie Polska miała nie tylko wyjątkowe
moralne, ale też polityczne prawo do odszkodowań wojennych kosztem pokonanych
Niemiec. Jednakże za sprawą "wyzwolicieli" sowieckich, którzy potraktowali
zrujnowany kraj jako należny im łup wojenny, nie dane było Polsce uzyskać
choćby symbolicznej rekompensaty za poniesione straty.

Węgiel za pół darmo
Podczas konferencji wielkiej trójki w Poczdamie latem 1945 roku uzgodniono,
że Niemcy zapłacą 20 miliardów dolarów reparacji wojennych. Połowa tej kwoty
miała przypaść Związkowi Radzieckiemu, który poniósł w liczbach absolutnych
największe straty ludzkie. . Wkład wojsk amerykańskich i brytyjskich był co
prawda znaczący, ale na pewno nie decydujący. Natomiast francuski wysiłek
wojenny był zgoła nikły - polski przewyższał go zdecydowanie mimo mniejszego
potencjału ludzkiego i gospodarczego.

W Poczdamie uzgodniono, że polskie żądania reparacyjne zostaną zaspokojone z
części, która przypadła Związkowi Radzieckiemu. 16 sierpnia 1945 roku została
podpisana w Moskwie dwustronna umowa -pomiędzy marionetkowym rządem "polskim"
(Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej) a rządem sowieckim -o odszkodowaniach za
wyrządzone przez Niemców straty.

W myśl tej umowy Związek Radziecki zrzekł się wszelkich roszczeń do mienia
niemieckiego i innych aktywów na całym terenie Polski. Ponadto ustalono, że
przekaże Polsce15 proc. ze swojej części masy reparacyjnej, czyli 1,5
miliarda dolarów. Równocześnie jednak rząd "polski" zobowiązał się do
corocznych dostaw węgla po specjalnych cenach (na poziomie ok. 10 proc. cen
światowych) w wysokości 8 milionów ton w roku 1946, po 13 milionów ton w
następnych czterech latach (1947 - 1950) oraz po 12 milionów ton w kolejnych.
Strona sowiecka narzuciła cenę w wysokości 1,22 dolara zatonę węgla oraz 1,44
dolara za tonę koksu. W tej sytuacji nawet ów "polski" rząd chciał w ogóle
zrezygnować z "reparacji". Lecz dopiero w marcu 1947 r. Stalin zgodził się na
zmniejszenie dostaw węgla o połowę. Jednak równocześnie zostały zredukowane o
połowę odszkodowania, jakie miała uzyskać Polska, z 15 do 7,5 proc, całej
sowieckiej masy reparacyjnej.

Straty wynikające z dostaw węgla do Sowietow w latach 1946 - 1953 po
zaniżonych cenach i tak były ogromne. Gdyby Polska sprzedała ten węgiel na
rynku światowym, uzyskałaby około 836 milionów dolarów więcej. A co zyskała w
zamian? Według wewnętrznych danych sowieckich wartość dostaw do Polski z
tytułu reparacji wyniosły do 1 stycznia 1950 roku 186,5 miliona dolarów. Było
to 5,6 proc. otrzymanych do tego czasu przez Związek Radziecki reparacji,
które wyniosły 3326,4 miliona dolarów. W sumie do1953 roku, kiedy zakończyły
się wypłaty reparacyjne, Polska otrzymała - także według danych sowieckich -
urządzenia i towary na sumę 228,3 miliona dolarów (a miała dostać na kwotę
750 milionów dolarów). Jest jednak wątpliwe, czy te liczby są prawidłowe,
ponieważ strona polska nie miała możliwości ich zweryfikowania. Ponadto,
gospodarka sowiecka miała wybitnie "księżycowy" charakter, co oznaczało, że
także ceny produktów były ustalane arbitralnie, bez związku z ich
rzeczywistą, wolnorynkową wartością.

Realizacja reparacji wojennych za zniszczenia spowodowane przez okupację
niemiecką była dla Polski w istocie ogromnym obciążeniem. Polska, zamiast
zyskać, straciła około 600 milionów dolarów. Suma ogromna w tamtych czasach,
zwłaszcza dla tak zrujnowanego kraju. Kiedy państwa zachodnie otrzymywały
pomoc w ramach planu Marshalla - także zachodnie Niemcy - Polska płaciła
haracz sowieckim "wyzwolicielom".

Największy rabunek XX wieku
Nie były to jedyne straty spowodowane celową i systematyczną
polityką "gospodarczą" sowieckich "wyzwolicieli". Jak wspomniano, Związek
Radziecki zrzekł się 16 sierpnia 1945 roku roszczeń do mienia niemieckiego i
innych aktywów niemieckich na terenie całej Polski, w tym także na nowych
ziemiach zachodnich. Jednak wcześniej, od lutego do sierpnia 1945 roku, teren
dzisiejszej Polski był obszarem zapewne największej, obok terenów przyszłej
NRD, systematycznej akcji rabunkowej w historii XX wieku. Sowieckie trofiejne
komanda demontowały i wywoziły całe fabryki, elektrownie, młyny, urządzenia,
tory kolejowe, stacje telefoniczne, rzeźnie, surowce, półfabrykaty, bydło, z
całej "wyzwolonej" Polski. Rabunek ten był zaplanowany i przeprowadzany
systematycznie na osobiste polecenie Stalina. Najbardziej atrakcyjnym kąskiem
dla Sowietów był przemysł Górnego Śląska. Już 31 stycznia 1945 r. Stalin
wydał rozporządzenie, aby rozpoznać stan przemysłu na Śląsku. W tym samym
dniu marszałek Żukow zameldował Stalinowi, że zakłady przemysłowe na terenach
właśnie wyzwolonej Polski prawie nie ucierpiały, ponieważ Niemcy nie mieli
czasu, aby je zniszczyć, a tym bardziej ewakuować. Podobnie było na
pozostałych terenach na wschód od Odry.

W lutym 1945 r. Państwowy Komitet Obrony (Gosudarstwiennyj Komitet Oborony -
GKO), który skupiał całą władzę w Związku Radzieckim do momentu rozwiązania 4
września 1945 roku, wydelegował do Polski, głównie na Górny Śląsk, komisje
ekspertów, których zadaniem była rejestracja wszystkich ważnych zakładów i
urządzeń przemysłowych.

W aparacie GKO została powołana specjalna struktura zajmująca się zdobyczami
wojennymi. 25 lutego 1945 r. Stalin, przewodniczący GKO, wydał rozporządzenie
nr 7590 o stworzeniu Komitetu Specjalnego przy GKO pod kierownictwem Georgija
Malenkowa, jednego ze swoich najbliższych współpracowników. Zadanie Komitetu
Specjalnego zostało sformułowane w punkcie 2 rozporządzenia: "a) Ustalenie i
rejestracja podlegających wywozowi do ZSSR z terytorium Niemiec, a także z
terytorium Polski (według rozporządzenia GKO nr 7558 z 20 lutego tego roku)
urządzeń, szyn kolejowych, parowozów, wagonów, statków parowych oraz innych
rodzajów środków transportu, surowców oraz gotowych produktów".

Komitet Specjalny otrzymał ponadto za zadanie zorganizowanie demontażu i
wywozu tych urządzeń i materiałów do Związku Radzieckiego.

Pięć dni wcześniej, 20 lutego1945 r., Stalin wydał wspomniane rozporządzenie
nr 7558 dotyczące spraw polskich. Punkt 6b stanowił, że wywozowi do Związku
Radzieckiego z terytorium Polski podlegają te urządzenia, materiały oraz
produkty konieczne doprowadzenia wojny, które pochodzą z niemieckich zakładów
lub też zakładów rozbudowanych przez Niemców w czasie wojny. Dotyczyło to
także zakładów na ziemiach niemieckich, które miały wejść w skład Polski.
Rozporządzenie nr 7558 regulowało te kwestie całościowo, bez względu na to,
czy chodziło o ziemie Polski (formalnie sojusznika!) czy Niemiec.

Tym samym wszystkie fabryki i zakłady na terenach niemieckich, które miały
wejść w skład Polski, oraz cały przemysł ciężki (metalurgiczny, zbrojeniowy,
chemiczny itd.) na terenie Polski zostały uznane za zdobycz wojenną i
podlegały wywozowi do Związku Radzieckiego. W czasie wojny Niemc
    • old.european Wiec co proponujesz? 28.07.07, 23:55
      czlowiek_samogon napisała:

      > Największy rabunek XX wieku
      > Haracz za "wyzwolenie" Polski

      Wiec co teraz? Przekuwac miecze na lemiesze czy lemiesze na miecze?
      • malpa_na_kremlu Oddaj i to wszystko ! 16.08.07, 18:15
        Berlin dostał listę, ale nie oddaje zabytków

        Spis 114 zrabowanych w Polsce przez Niemców dzieł sztuki
        przekazaliśmy Berlinowi w 1995 r. Do Polski wróciło tylko jedno z
        nich - etruskie lustro

        Niemieckie media od kilku tygodni wzywają Polskę do zwrotu
        zabytków "zagrabionych" po drugiej wojnie. Tymczasem od ponad
        dziesięciu lat istnieje sporządzona przez polskie Ministerstwo
        Kultury lista, na której umieszczono tylko te zagrabione przez
        Niemców przedmioty, co do których mamy pewność, że są przechowywane
        w Niemczech. Lista zawiera zaledwie promil dzieł zrabowanych Polsce
        w czasie II wojny światowej przez obu okupantów -III Rzeszę i ZSRR.
        Cała baza danych zawiera aż60 tys. eksponatów zagrabionych w latach
        1939 - 1945. Są wśród nich arcydzieła sztuki, które mogłyby być
        ozdobą najlepszych galerii świata, np. płótna Rembrandta, Rubensa,
        Breughla, Rafaela czy Cranacha. Niestety, na liście przekazanej
        Niemcom przez MSZ nie ma tych dzieł, bo do tej pory nie udało się
        natrafić na ich jakikolwiek ślad.

        Najcenniejszymi zabytkami z listy 114 są: portrety pędzla Ambrożego
        Mieroszewskiego przedstawiające Fryderyka Chopina oraz Izabellę
        Chopin, portret Kopernika, a także tzw. Piękna Madonna Toruńska.

        Problemem w poszukiwaniach zrabowanych dzieł sztuki jest fakt, że
        resorty kultury i spraw zagranicznych, które zajmują się kwestią
        odzyskiwania dzieł sztuki, słabo koordynują swoją pracę.
        Ministerstwo Kultury dopiero od dziennikarza "Rz" się dowiedziało,
        że obraz Francesco Guardiego "Schody w pałacu dożów" został
        odnaleziony przez historyka sztuki Nawojkę Cieślińską-Lobkowicz w
        muzeum w Stuttgarcie. Do wczoraj było przekonane, że ślad po obrazie
        urywa się w latach 60. w Heidelbergu.

        Jak wiele niemcy zrabowali podczas wojny

        Niemcy metodycznie rabowali i niszczyli dzieła sztuki w Polsce
        Ostrożne szacunki mówią o pół milionie zrabowanych w czasie II wojny
        światowej przez Niemców w Polsce dzieł sztuki. Z tego mamy dziś
        skatalogowanych 60 tysięcy - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą"
        prof. Wojciech Kowalski pełnomocnik ministra spraw zagranicznych ds.
        restytucji polskich dóbr kultury

        Niemcy wywożą dzieła sztuki z gmachu Zachęty, lipiec 1944
        ZBIORY MUZEUM POWSTANIA WARSZAWSKIEGO
        Rz: Co się takiego stało, że nagle w środku lata Niemcy na nowo
        rozpętali spór o restytucję dóbr kultury?
        Prof. Wojciech Kowalski: W mojej opinii nie stało się nic istotnego.
        Niemcy zarzucają nam blokowanie rozmów w tej kwestii. Jeśli jednak
        zważyć skomplikowanie materii oraz fakt, że problem ten rozpala
        emocje po obu stronach granicy, to dwuletnia przerwa w negocjacjach
        nie jest niczym nadzwyczajnym, zwłaszcza że trwają one od 1991 roku.
        Nie jest to zresztą najdłuższy przestój. Za poprzednich rządów,
        szczególnie SLD, bywały już dłuższe. Trzeba też wiedzieć, że podobne
        negocjacje prowadzone w największej dyskrecji między Francją a
        Niemcami toczą się znacznie dłużej.

        Kwestia zwrotu niemieckich dóbr kultury znajdujących się w Polsce
        została wywołana przez artykuł we "Frankfurter Allgemeine Zeitung",
        niezwykle wpływowej niemieckiej gazecie. Może to być typowy temat
        sezonu ogórkowego, ale równie dobrze można przypuszczać, że tekst
        ten pozostaje w jakimś związku ze spodziewanymi ruchami oficjalnymi.

        Na czym polegają trudności negocjacji?
        Z jednej strony mamy do czynienia ze skutkami metodycznie
        przygotowanej grabieży dzieł sztuki w Polsce oraz niszczenia
        polskiej sztuki. Z drugiej strony są niemieckie zabytki w naszym
        kraju. Ale trafiły tu one w zupełnie inny sposób. Z powodu
        bombardowań alianckich, które zaczęły się w 1943 roku, niemieccy
        konserwatorzy zabytków mieli za zadanie przenieść zbiory sztuki na
        tereny bezpieczne, czyli takie, gdzie nie docierały samoloty
        alianckie. Systematycznie więc wywozili te zbiory np. z Berlina na
        Dolny Śląsk czy Pomorze. Po wojnie tereny te przypadły Polsce.
        Polacy zabezpieczali dzieła i dokumenty przede wszystkim przed
        oddziałami sowieckimi. Dzięki czemu, jak można domniemywać, w ogóle
        ocalały. Profesor Stanisław Lorenz opowiadał dziesiątki historii o
        tym, jak Polakom udawało się wyprzedzić tzw. trofiejne bataliony.
        Sowieci przejęli jednak również na tzw. Ziemiach Odzyskanych niemało
        niemieckich dzieł sztuki. A Rosjanie ani myślą je oddawać.

        Co udało nam się przejąć najcenniejszego?
        Niewątpliwie są to dwie kolekcje - tzw. Berlinka oraz część zbiorów
        Deutsche Luftfahrt Sammlung, czyli kolekcja samolotów przechowywana
        w Muzeum Lotnictwa w Krakowie.

        Polska straciła m.in. dzieła Rafaela, Breughla, Rubensa i Cranacha.
        Czy da się porównać te straty z niemieckimi?
        Oczywiście, że nie. Nie chodzi tylko o wymienione przez pana
        arcydzieła. Bardzo bolesna jest przede wszystkim strata dzieł
        kultury polskiej, które Niemcy uważali za "polski i żydowski kicz".
        To na przykład kolekcja sztuki polskiej, którą przed wojną
        zgromadził prof. Dobrowolski w Muzeum Śląskim w Katowicach, a która
        miała zostać po prostu zniszczona.

        Jak odbywała się grabież dzieł sztuki w Polsce?
        Była zaplanowana. W 1941 roku Niemcy wydali w kilkudziesięciu
        zaledwie egzemplarzach katalog najcenniejszych dzieł z polskich
        kolekcji, które miały zasilić przede wszystkim planowane przez
        Hitlera muzeum w Linzu. To arcydzieła, o jakich mogą marzyć
        najlepsze światowe muzea. Z tego katalogu udało się odzyskać
        zaledwie 40 proc. eksponatów. Wśród nich "Damę z łasiczką" Leonarda
        i "Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem" Rembrandta. Los
        najcenniejszego chyba zrabowanego w czasie wojny na świecie dzieła,
        czyli "Portretu młodzieńca" Rafaela, pozostaje nieznany.

        Jak wiele Niemcy zdołali wywieźć?
        Ostrożne szacunki mówią o 500 tysiącach dzieł sztuki. Z tego mamy
        dziś skatalogowanych 60 tysięcy.
        Czym się różniła grabież dzieł sztuki w Polsce od grabieży w innych
        krajach?
        Na przykład we Francji działał niemiecki Kunstschutz, czyli ochrona
        dzieł sztuki zgodna z konwencją haską. Poza zbiorami żydowskimi
        Niemcy faktycznie tam tej konwencji przestrzegali. Lecz jeśli w
        stosunku do nas powołują się na jej zapisy, jest to dla mnie co
        najmniej dziwne. W Polsce bowiem stworzono specjalne instytucje,
        które zajmowały się łamaniem tejże konwencji i to w świetle
        niemieckiego prawa. Już 16 grudnia 1939 roku zostało wydane
        rozporządzenie generalnego gubernatora Hansa Franka o obowiązku
        zgłaszania dzieł sztuki. Została powołana specjalna administracja w
        tym celu. Rabowano wszystko. Dziś mamy duży problem z dziełami,
        które dla Niemców nie przedstawiały wielkiej wartości. Na przykład
        srebrne sztućce, które sprzedawano, by uzyskać pieniądze. Natrafiamy
        czasem na ślad takich przedmiotów, ale udowodnienie, że pochodzą z
        rabunku, jest bardzo trudne, bo te zbiory nie były katalogowane.
        Dodatkowym problemem jest fakt, że obok grabieży zorganizowanej
        istniał też rabunek prywatny dokonywany przez okupantów. Na przykład
        we Lwowie jeden Holender w służbie niemieckiej doprowadził do
        rozstrzelania całej profesorskiej rodziny, by zagarnąć jej kolekcję.

        Jak Polacy usiłowali dokumentować rabunek zbiorów w czasie wojny?
        Już zimą 1939 roku zorganizowano specjalną komórkę, która się miała
        zajmować ochroną. Opiekował się tymi działaniami profesor Stanisław
        Lorenz. Wszystko rejestrowano na mikrofilmach i dokumentację
        potajemnie przez Szwecję wywożono do Londynu. Dzięki temu profesor
        Karol Estreicher już w 1944 roku mógł wydać (po angielsku) katalog
        strat kultury polskiej obejmujący rzeczy zrabowane do 1943 roku.
        Niestety ta dokumentacja jest niekompletna. Dziś często wiemy, że
        coś zostało zrabowane w Polsce, a nie możemy tego udowodnić.
        Ostatnio odnaleźliśmy portret polskiego króla, ale jego obecny
        posiadacz utrzymuje, że to nie to dzieło, które zostało nam
        odebrane. Na razie nie odnaleźliśmy fotografii, więc trudno
        udowodnić prawo własności.

        Czy Niemcy mogą odzyskać swoje dzieła na gruncie prawa
        m
        • olejowy.bogacz Re: nie chce byc wulgarny ale 16.08.07, 18:26
          napisze wprost, niemieckie bestie i lukrowani barbarzyncy. Ulzylo
          mi. Uff. Co do krakowskiej kolekcjii samolotow, to przypadkowo
          ogladalem program w ktorym jakich potomek ss (nawet tego nie
          ukrywal), ogladal w Krakowie obiekty, zaproszony przez owczesnego
          odpowiedzialnego za to muzeum i prychal jak niefachowo i
          niehigienicznie Polacy z tymi bezcennymi, niemieckimi okazami sie
          obchodza. Plakal prawie do kamery.
    • zdzislaw.calinski Re: Jak zSSr rabowal Polske po wojnie 19.08.07, 08:51
      Bandyckie państwo postępowało zgodnie ze swoim charekterem.Wywołali II Wojnę i
      kradli co mogli.

      Wsio normalno.Po sowiecku.
    • poglodzio Re: Jak zSSr rabowal Polske po wojnie 24.08.07, 15:04
      Nie tylko była to grabież gospodarcza ale także ludzka komuniścia
      zabili 2 miliony polaków, 2 miliony z kresów wschodnich wywieźli na
      syberię a potem reszte mieszkańców tych ziem pozbawili majątku, a
      po "wyzwoleniu" Polski nadal wywozili na syberię np. mieszkańców
      śląska
      • kala.fior źródło ? 24.08.07, 15:48
        kolego, przepisujesz (interesujące) teksty z Rzepy, podaj źródło, chyba ze
        jesteś autorem. Ale i w tym wypadku trzeba podać źródło albo nazywa się to
        'autoplagiat'.-).
    • kala.fior zrowlo ? 24.08.07, 15:45
Pełna wersja