Przeciw wybiórczej pamięci - WŁ BARTOSZEWSKI

15.07.03, 17:37
Z dzisiejszej Rzepy - zanim zatrzasna sie wrota archiwum

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030715/publicystyka/publicystyka_a_3.html


Przeciw wybiórczej pamięci


Utworzenie Centrum przeciw Wypędzeniom w Berlinie to inicjatywa, nad którą
trzeba się szczególnie zastanowić. Nie jest to pomysł nowy. Pierwszy raz
zgłoszono go parę lat temu, ożył przed rokiem, gdy podjęła go przewodnicząca
Związku Wypędzonych, posłanka Erika Steinbach. Powstaje pytanie: Czemu służyć
ma takie centrum, czym powinno być, gdzie powinno być, kto powinien je
organizować? Nie tylko będąc Polakiem, ale i Europejczykiem, można mieć w tej
sprawie daleko idące wątpliwości.

Nie twierdzę, że nie należy wspominać przeszłości. Uważam natomiast, że formy
pamięci powinny być dopasowane do wymogów XXI w., do wspólnoty w Unii i
przyszłej drogi młodego i średniego pokolenia. Świadomie demonstracyjnie
powiedziałem niedawno, że my też moglibyśmy założyć centrum, które
zajmowałoby się historią polsko- -niemiecką od roku 1772, tj. od pierwszego
rozbioru Polski i wszystkiego, co w związku z tym potem nastąpiło, a więc
germanizacją, walką z Kościołem katolickim, losami dzieci wrzesińskich,
zakazem mówienia po polsku czy likwidacją polskich szkół. To nie epizody, ale
okresy życia kilku pokoleń. Jeśli Niemcy sobie tego życzą, my również możemy
badać przeszłość w takiej jednostronnej formie, z punktu widzenia interesów
jednej tradycji, jednego narodu i jednej pamięci. Mamy nawet bardzo dobrze
przygotowane do tego instytucje naukowe, np. Instytut Zachodni w Poznaniu,
który posiada bogatą dokumentację dotyczącą polityki Niemiec wobec Polski.
Tylko że ja jestem zwolennikiem terapii uzgodnionej między pacjentem a
lekarzem, a nie narzucenia komuś działania.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę

Przypomnijmy raz jeszcze: druga wojna światowa została przygotowana przez
legalne kierownictwo państwa niemieckiego. Ówczesny rząd w Niemczech nie
doszedł do władzy w wyniku rewolucji i gry sił, jak to było np. po upadku
carskiej Rosji w roku 1917, w późniejszym Związku Sowieckim, lecz w wyniku
wyrażenia woli przez względną większość obywateli tego kraju. Republika
Federalna Niemiec powołana w roku 1949 za zgodą państw zachodnich okupujących
wtedy kraj, przyjęła na siebie pojęcie ciągłości historycznej i
odpowiedzialności za państwo, które dopuściło się czynów powodujących jego
unicestwienie. Zdecydowano się jednoznacznie potępić zbrodnicze praktyki
rządów hitlerowskich zarówno wobec Żydów, jak i innych narodów, które
ucierpiały w wyniku działań reżimu okupacyjnego. Kto sieje wiatr, ten zbiera
burzę. Problem skutków wojny odbił się boleśnie na wielu milionach Niemców.
Nie będziemy dyskutować, czy było ich 10, 12 czy 15 milionów. Nawet gdyby los
ten dotyczył kilkunastu tysięcy ludzi, to wystarczająco straszna historia.

W swoim wystąpieniu w parlamencie niemieckim 28 kwietnia 1995 roku (było to
notabene pierwsze wystąpienie polskiego polityka na forum parlamentu
niemieckiego w historii Polski i Niemiec), na specjalnej sesji Bundestagu i
Bundesratu powiedziałem, że Polska, "odzyskawszy suwerenność polityczną,
odzyskuje też suwerenność duchową. Jej miarą jest poczucie moralnej
odpowiedzialności za całą historię, w której - jak zawsze - są karty i jasne
i ciemne. Jako naród szczególnie doświadczony wojną poznaliśmy tragedię
przymusowych wysiedleń oraz związanych z nimi gwałtów i zbrodni. Pamiętamy,
że dotknęły także rzesze ludności niemieckiej i że sprawcami bywali także
Polacy". Otwarcie mówiłem, iż "bolejemy nad indywidualnymi losami i
cierpieniami niewinnych Niemców, dotkniętych skutkami wojny, którzy utracili
swe ojczyste strony".

Nie użyłem określenia "nad cierpieniami Niemców". Jeżeli bowiem esesman czy
uczestnik administracji hitlerowskiej w wyniku swoich zbrodniczych czynów
doznał cierpień, aresztu, nawet złego traktowania, to nie mam powodu do
szczególnego ubolewania, że miał przykrości. Inaczej w przypadku niewinnych
ludzi, niekiedy kobiet, starców i dzieci nieumiejących jasno rozeznać
zbrodniczości reżimu, który akceptowali, nawet jeśli akceptowali go w
wyborach.

Niedogodności czy prześladowania

W ciągu całego XX wieku od 50 do nawet 70 mln Europejczyków zostało z powodu
swojego pochodzenia, przynależności narodowej lub wyznania przesiedlonych lub
zmuszonych do ucieczki czy przymusowej pracy. Na konferencji w Poczdamie w
lecie 1945 r. zadecydowano o transferze ludności niemieckiej z terytoriów,
które przydzielono Polsce nie w wyniku swobodnie wyrażonej woli naszego
społeczeństwa. Nie było to na pewno święto jednoznacznej radości i
satysfakcji dla Polaków, jeżeli w zamian za osiem województw, w których żyli
przez wieleset lat, oddanych ówczesnemu Związkowi Sowieckiemu, otrzymali
ziemię nad Odrą i Nysą. Osiedlani na terenach między dawną granicą Polski na
Warcie i Górnym Śląsku a granicą na Odrze i Nysie, ludzie ze skąpym mieniem
lub bez mienia rozpoczynali nieznany, nowy, ciężki etap swojego życia. Tym
samym miliony Polaków, mniej więcej 1/4 ówczesnej populacji, czuły się
bynajmniej nie zwycięzcami, lecz raczej ofiarami drugiej wojny światowej.

Spowodowała to obłąkana polityka lat nazizmu, hitleryzmu po 1933 r. Trzeba
jednak powiedzieć, że w konsekwencji zaistniałego w 1945 roku stanu również w
państwach demokratycznych nie znajdowano lepszego rozwiązania. Churchill,
Attlee, Roosevelt czy Truman też nie widzieli innej recepty niż transfer
ludności w celu utworzenia państw zdolnych do normalnego funkcjonowania.
Politycy różnych opcji politycznych, różnych poglądów, wyznawcy różnych
filozofii stali wtedy na stanowisku, że jest to mniejsze zło. Ja nie mam co
do tego najmniejszej wątpliwości, że dla milionów ludzi było to nieszczęście.

    • robert_de_molesme Przeciw wybiórczej pamięci - WŁ BARTOSZEWSKI (2/2) 15.07.03, 17:38
      Jeżeli transfer ludności nie przebiegał humanitarnie, jeżeli były nadużycia,
      przypadki zbrodniczych gwałtów czy mordów, to jest to w najwyższym stopniu
      naganne i w granicach możliwości powinno być ścigane i sądzone. Nie uważam
      jednak za formę ucisku tego, że na przykład wagonami towarowymi, którymi
      przewożono Polaków z Kazachstanu czy skądinąd z ówczesnego Związku Sowieckiego,
      wywożono potem z Polski Niemców do Niemiec. Nie było to bowiem zamierzenie
      niehumanitarne. Taki był wówczas stan gospodarczy zrujnowanej przez Niemców
      Polski, taki tabor kolejowy, takie były warunki. Trzeba odróżnić niedogodności,
      cierpienia związane z wojną od świadomego zamiaru prześladowania, uciskania, a
      tym bardziej czynów zawsze nagannych - nadużyć czy zbrodni. Warto to
      przypominać, już dzisiaj tylko młodszym ludziom, ale może również ludziom
      średniego pokolenia, także posłance Erice Steinbach, która urodziła się w
      czasie drugiej wojny światowej pod Gdynią jako dziecko żołnierza garnizonu
      okupacyjnego. Fakt, że będąc jeszcze w wieku dziecięcym, została zmuszona do
      ewakuacji i wyjazdu razem z niemieckimi siłami zbrojnymi, to przecież nie powód
      do uczuciowej więzi z tym terenem. Jej rodzice nigdy tam nie mieszkali,
      pochodzili - o ile mi wiadomo - z Hesji, czyli z Niemiec centralnych. Wobec
      tego nie może być mowy o osobistym czy uczuciowym odniesieniu do tej sprawy,
      jak to zasadnie miało miejsce u panów Czai, Hupki czy Koschyka.

      Przymusowe wypędzenia, przesiedlenia i deportacje, rozpoczęte przez hitlerowców
      w okupowanej Polsce już w listopadzie i grudniu 1939 roku, były dość
      zróżnicowane i przynosiły różne skutki. Na przykład przesiedlany do strefy
      amerykańskiej czy angielskiej Niemiec w końcu bardzo źle na tym nie wyszedł.
      Jego dzieci i wnuki urodziły się i wychowały jako wolni obywatele Europy
      Zachodniej i długo przed procesem rozszerzania UE, a nawet przed procesem
      zjednoczenia Niemiec mogły korzystać z pełnych wolności i kształcić się. Nie
      każdy transfer ludności jest więc porównywalny, bo nie jest również
      porównywalny przymusowy transfer Żydów do getta i przymusowy transfer Polaków
      do innej miejscowości. Nie jest też porównywalny transfer z Europy Środkowej na
      Syberię i transfer z Wrocławia czy Szczecina do Monachium albo Hamburga.

      Ukryta filozofia

      Wydawałoby się, że ten nowy rozdział, o którym mówiłem osiem lat temu w
      Bundestagu, a o którym pięć lat wcześniej na konferencji w Berlinie 5
      października 1990 roku mówił pierwszy minister spraw zagranicznych suwerennej
      Rzeczypospolitej Polskiej Krzysztof Skubiszewski ("Mam głębokie zrozumienie dla
      cierpień tych Niemców, którzy utracili swe strony ojczyste na skutek działań
      wojennych, wypędzenia lub wysiedlenia. Niemcy ci doświadczyli wiele cierpienia
      i niesprawiedliwości. Jest mi z tym ciężko i fakt, że do tego doszło, boli
      mnie. Ale dziś wydarzenia te należą do przeszłości. Polacy i Niemcy potrzebują
      pokoju w umysłach i sercach. Musimy zwrócić się ku przyszłości".) - to rozdział
      definitywnie zamknięty, który będzie teraz przedmiotem zainteresowania
      historyków i badaczy. Okazało się jednak, że oto odradza się w Niemczech myśl
      wybielająca szowinistyczne działania, otwiera się stary rozdział w celu
      manipulowania świadomością ludzi.

      Dlaczego podniesiono kwestię powstania Centrum przeciw Wypędzeniom w roku 2002?
      Aby zbudować fałszywą świadomość, że poza Żydami - co do czego nikt przy
      zdrowych zmysłach nie ma absolutnie żadnych wątpliwości - ofiarami drugiej
      wojny światowej byli głównie Niemcy? Czy to jest ta ukryta filozofia, która ma
      budować fałszywą świadomość samych Niemców i przyszłej Europy? Przeciwstawić
      się temu powinni we własnym interesie sami Niemcy. My w Polsce nie możemy się
      natomiast na to zgodzić. Możemy więc powiedzieć "tak" dla centrum w kontekście
      historycznego badania działania przeciwko ludzkości czy przesiedleń w Europie,
      najchętniej umiejscowionego w Strasburgu, na Bałkanach albo w miejscach takich
      jak Goerlitz - Zgorzelec. Ale Berlin jest dla Polaków symbolem najpierw władzy
      pruskiej, germanizacyjnej, uciskającej Słowian, a potem hitlerowskiej; a dla
      polskich i europejskich Żydów ponadto miejscem konferencji na
      temat "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej" (Endl�sung der Judenfrage).

      Jeżeli mamy kultywować pamięć, to kultywujmy ją całą, a nie pamięć wybiórczą.
      Nie poprzez powstanie jakiegoś centrum w Berlinie stworzonego przeciwko
      wysiedleniom czy zajmującego się wysiedleniami Niemców z Polski czy z Czech,
      Węgier, Rumunii. Niech to będzie europejski ośrodek oświatowy, badawczy może i
      muzealny, walczący z pogwałceniem praw człowieka, na których gruncie stoimy.
      Byłoby to - logicznie rzecz biorąc - uczciwsze i łatwiejsze do strawienia także
      dla samych Niemców, skoro pokazywano by, że nie oni jedni bywali w historii na
      błędnych drogach. Jeżeli Centrum w Berlinie uzyskałoby poparcie większości
      niemieckiej opinii społeczno-politycznej, co na razie - na szczęście - wcale
      nie jest takie jednoznaczne, byłoby to dla nas wyrazem przeciwstawiania
      cierpień jednych ludzi cierpieniom drugich i lekceważenia ich.

      Licytacja pseudopatriotyzmu

      Tymczasem zapomniano, że osiągnięto niesłychanie wiele. Jesteśmy w tej chwili w
      najlepszych w historii stosunkach z niemieckim narodem. Mamy wspólną pokojową
      granicę, łączą nas setki codziennych spraw. Jesteśmy od czterech lat wspólnie w
      NATO, wchodzimy do Unii Europejskiej. W końcu jesteśmy szóstym co do wielkości
      państwem w Europie. W aktualnym i perspektywicznym interesie Niemców i Polaków
      leży bardzo dobre współżycie. Sam do tego przez długie lata usiłowałem się
      przyczyniać, kiedy bynajmniej nie było to popularne i kiedy spotykało mnie,
      byłego uczestnika czynnego oporu wobec III Rzeszy i oficera AK, niemało
      zarzutów, że jestem zbyt ustępliwy czy łagodny wobec Niemiec.

      W ostatnich miesiącach kilka razy występowałem jako człowiek prywatny w różnych
      niemieckich kanałach radiowych i telewizyjnych i wiem, że spotkało się to ze
      sporym zainteresowaniem. Sądzę w związku z tym, że jest w Niemczech wiele
      milionów ludzi, którzy akceptują mój punkt widzenia. Pozwala mi to umiarkowanie
      optymistycznie oczekiwać, że te zawirowania taktyczno-polityczne i licytacja
      tzw. patriotyzmu, a raczej pseudopatriotyzmu, które w tej chwili mają miejsce,
      miną i że zwycięży w tej sprawie zdrowy rozsądek wszystkich sił demokratycznych
      w Niemczech.

      Autor, urodzony w 1922 r., dwukrotnie sprawował funkcję ministra spraw
      zagranicznych III RP (w rządzie Józefa Oleksego i w rządzie Jerzego Buzka). Był
      ambasadorem w Austrii, senatorem RP IV kadencji. Obecnie przewodniczący Rady
      Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa. W czasie II wojny światowej jeden z
      pierwszych więźniów obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu, żołnierz Armii
      Krajowej, współzałożyciel Rady Pomocy Żydom "Żegota", uczestnik powstania
      warszawskiego. Działał w opozycji, był m.in. zakonspirowanym współpracownikiem
      Radia Wolna Europa, internowany w stanie wojennym. Kawaler Orderu Orła Białego,
      najwyższego honorowego odznaczenia w Polsce. W 2001 r. odznaczony Wielkim
      Krzyżem Orderu Zasługi RFN za pracę na rzecz pojednania między Niemcami,
      Polakami i Żydami.
      • barabas Re: Przeciw wybiórczej pamięci - WŁ BARTOSZEWSKI 15.07.03, 18:00
        Przy calym szacunku dla osoby autora - myli sie on i ja sie z nim nie zgadzam.
        Juz najwyzszy czas mowic o Wypedzeniu.
        Licze na to, ze rzad federalny poprze te inicjatywe.
        • chenjera_imbwa Re: Przeciw wybiórczej pamięci - WŁ BARTOSZEWSKI 15.07.03, 22:51
          Raczej mowa o przesiedleniu.
    • Gość: oppeln Re: Przeciw wybiórczej pamięci - WŁ BARTOSZEWSKI IP: *.dip0.t-ipconnect.de 15.07.03, 23:25
      "Nie twierdzę, że nie należy wspominać przeszłości. Uważam natomiast, że formy
      pamięci powinny być dopasowane do wymogów XXI w., do wspólnoty w Unii i
      przyszłej drogi młodego i średniego pokolenia. Świadomie demonstracyjnie
      powiedziałem niedawno, że my też moglibyśmy założyć centrum, które
      zajmowałoby się historią polsko- -niemiecką od roku 1772, tj. od pierwszego
      rozbioru Polski i wszystkiego, co w związku z tym potem nastąpiło, a więc
      germanizacją, walką z Kościołem katolickim, losami dzieci wrzesińskich,
      zakazem mówienia po polsku czy likwidacją polskich szkół. To nie
      epizody, ..."

      "transfer ludnosci"

      artykul przesiakniety polskim romantyzmem. bardzo dobrze, ze centrum tego nie
      bedzie we wroclawiu, bo z polskich zbrodni zrobily by sie polskie ofiary.

      germanizacja byla "kulturkampfem", czyli walka religijna skierowana przeciwko
      kosciolowi katolickiemu - przez co nie byla skierowana przeciwko panstwu
      polskiemu i polakom a katolikom, niezaleznie od tego czy byli niemcami czy tez
      polakami (polecam poczytac troch zrodel na temat polityki prus wobec katolikom
      niemieckim)

      *** skutek uboczny ***
      wielu niemieckich katolikow przechodzilo na strone polska

      niemiecki byl jezykiem urzedowym, po polsku mozliwa byla nauka religi oraz
      odprawianie mszy.

      *** pare innych faktow: ****
      - msze w j. polskim na terenie niemiec mozliwe byly do roku 1939 (miejscami
      1940) --> po polskiej stronie zabroniono je juz ok 1937, poza tym zamykano
      niemieckie stowarzyszenia jedno po drugim w calym okresie miedzywojennym
      (Ostobeschlesien).

      - sfalszowane watykanskie pelnomocnictwa kardynala Hlonda, na podstawie dokonal
      wypedzenia kleru niemieckiego z tzw. "ziem odzyskanych"

      - niemcy, ktorzy zostali po wojnie byli w przewazajacej wiekszosci katolikami.
      zabroniono im nauki religii w j. ojczystym, polonizowano ich w szkolach (kazde
      poslugiwanie sie w miejscu publicznym j. niemieckim bylo surowo karane - nawet
      we wlasnym domu, jezeli sasiad doniosl - mowienie w j.niem. karane bylo
      surowymi karami). nawet uzywanie tzw. wasserpolnisch bylo w wielu miejscach
      zakazane (nie mylic z tzw. gwara slaska, ktora poprzez dzialania np. pani
      simonides oraz prof. miodka skutecznie zostalo pozbyte germanizmow)

      - nie bylo transferu ludnosci, byly wypedzenia, ktore zaczely sie dlugo przed
      jakimikolwiek ustaleniami aliantow (polityka tworzenia faktow dokonanych przez
      Polakow)
      a tak a propos: plan wypedzenia niemcow z czechoslowacji zostal zaprezentowany
      przez benesza juz w roku 1918 lub 1919.

      TEZA: Polacy przeprowadzali w czasach nie tak zamierzchlych (przeprowadzaja)
      polonizacje w zakresie, ktory ... jest po prostu nie do opisania.









    • tomek9991 BRAWO WŁ BARTOSZEWSKI 16.07.03, 08:31
      Świetnie napisał !
      Forumowi pogrobowcy nie mają żadnych konkretnych kontrargumentów !
Pełna wersja