Gość: Walec
IP: *.icpnet.pl
25.11.07, 20:38
Jedni się wstydzą przyznać, że są z Polski i mówią w dialekcie polisz-inglisz.
Inni, bądź ci sami, tęsknią jednak za Polską i uważają się za lepszych od
wielu ludzi Zachodu. Lepszy Słowianin z romantyczną duszą od zachłannych i
prostackich Irlandczyków czy snobistycznych Anglików.
Niezależnie od tego, gdzie odnajdziemy na tej uproszczonej mapie swoją
pozycję, każdy jednak musi zapytać ładunkiem swoją tożsamość. Przychodzi ona
wraz z mlekiem matki, którym karmiliśmy się nad Wisłą czy Odrą. Poczucie
tożsamości przekłada się w dużej mierze na pojęcie patriotyzmu – nieraz
wstydliwe, kiedy indziej nobilitujące albo zwyczajnie obojętne. Na szczęście,
dzięki niepodległości, zdobytej w 1918 roku, dziś możemy snuć dywagacje nad
kształtem naszej polskiej tożsamości.
Pomiędzy dwoma światami
Patriotyzm jest pojęciem śliskim a jednocześnie ostrą bronią w rękach polityków.
Jako narzędzie politycznej kampanii patriotyzm doskonale posłużył braciom
Kaczyńskim. Zbudowali swoją potęgę na historii Powstania Warszawskiego oraz na
wezwaniu do rozliczania przeszłości. Polskość stała się sprawą twardej
tożsamości i stawania okoniem w polityce międzynarodowej. Kiedy w tej
perspektywie spojrzeć na proces masowej emigracji z Polski, należy uznać
wyjeżdżających za dezerterów.
Z drugiej strony patriotyzm jest przewrotny i trudny do uchwycenia. Kluczy
gdzieś pomiędzy nacjonalizmem a internacjonalizmem. Czasami niewiele brakuje,
aby za patriotę uznać ksenofoba, który atakuje wszystko co inne i obce.
Nacjonalista będzie wywyższał swój naród, usprawiedliwiał jego wady, hołubił
zalety. Obcy staną się zagrożeniem dla tożsamości. Ideologowie ustalą, że obcy
są po prostu gorsi. Być może nawet sprytni, ale niegodziwi moralnie. Stąd opór
i lęk, żeby obcy, dawni wrogowie, „zgniły” Zachód, żeby najlepiej nikt nie
wykupywał naszej ziemi... Przecież ta ziemia jest tylko polska, wchłonęła w
siebie morze krwi walczących o różne modele jej niepodległości. Czasami
patriotyzm jest więc przykrywką dla nacjonalizmu, kamieniem w rękach
wszechpolaków czy uberpolaków.
Kiedy indziej staje się słowem niewygodnym, niemodnym, wstydliwym. Przecież
tylko mieszkańcy ciemnogrodu mogą mówić dobrze o ojczyźnie, o bliskich
stronach, dbać o państwo narodowe. Tymczasem droga oświeconych prowadzi do
ponadnarodowego tworu. Zmierzamy do międzynarodowej wymiany wszystkich ze
wszystkimi. W Europie tworzymy wielki nowy organizm. Najlepiej będzie
funkcjonował, gdy potężna, dialogiczna, oświecona władza stanie na czele
dawnych narodów. Katalończycy, Bawarczycy, Anglicy, Grecy czy Polacy staną się
obywatelami Europy. Jednocześnie pozostaną lokalne, samorządowe struktury,
sprawna organizacja blisko ludzi a paneuropejski rząd nada powszechny ton i
kierunek. Nie ma co upierać się przy swojskości, więzi narodowej, wspólnej
pamięci zbiorowej kulturze. Tożsamość to kwestia wyboru, swobodnego
kształtowania. Świat jest przecież multikulturowy, jak od niedawna ulice
Dublina. W tej perspektywie emigrant, wędrowiec, koczownik cywilizowanego
świata staje się bohaterem.
Stara Polska
Po roku 1989 Polacy budują w miarę niepodległy kraj. Jednak rozumienie
patriotyzmu jest dalej niejasne i wokół niego przebiega jedna z ważniejszych
osi sporu.
Ciągle brak stabilnych organizacji politycznych. Partie rodzą się i umierają z
dużą częstotliwością. Podziały, jakimi się kierują oraz przylepione etykietki
więcej zaciemniają niż wyjaśniają. Główny polski podział to prawica-lewica.
Prawica jest antykomunistyczna, narodowa, patriotyczna, z tradycjami walki o
niepodległość. Lewica jest zdrajczynią polskości, zaprzedała się, to formacja
postkomunistyczna, aktywiści, albo ich potomkowie, walki z uciśnionym narodem.
O rozumieniu i „programie” decyduje stosunek do przeszłości. Nie mam mowy o
rzeczywistości, o teraźniejszości, reformy są prawie niepotrzebne. Wystarczy
obiecać 3 mln mieszkań, straszyć pustą lodówką, obiecać 100 mln i drugą
Japonię, albo drugą Irlandię…
Polscy działacze polityczni dobierają się według klucza tożsamości, a nie
według programów, które mogłyby jednoczyć wokół konkretnej sprawy ludzi
różnych tożsamości i światopoglądów. Do tej pory w Polsce dominowała polityka
tożsamości. Politycy odwoływali się do przeszłości. Do dziś głównym
sprawdzianem jest stosunek do czasów PRL. Należy określić siebie i
politycznych przeciwników wedle klucza: gdzie stała Solidarność, a gdzie stało
ZOMO – jak mówił premier Kaczyński. Pluralizm poglądów był podejrzany o
relatywizm. Giertych chciał ograniczyć kanon lektur prawie do zestawu
modlitewników katolickich i narodowych. Gombrowicz był zbytnim kontestatorem i
relatywistą. Nie mieścił się. Fundamentalizm, tzw. ludzi z zasadami, jawił się
jako szlachetna pryncypialność („Zasady zobowiązują” głosiło hasło wyborcze
PiS). W takiej atmosferze kompromisy polityczne bywały niezmiernie trudne. Być
może dlatego (oprócz napięć emocjonalnych i ambicji liderów) nie doszło do
„oczywistej” koalicji po wyborach w 2005 roku między PiS a PO.
W innej perspektywie dostrzeżemy fatalne pasmo narzekania i krytyki nowej
rzeczywistości. Ciągle wszystko jest nie tak, nieustanna porażka. Pojawia się
jednak pewne światło. Szczypta dumy z polskości. Przez kilkanaście lat nikt
nie mówił zbyt głośno, z czego Polacy mogą być dumni. Najwyżej mieli
przyzwolenie elit politycznych na radość z powodu przystąpienia do Unii i
dostali dobrą cenzurkę za wysoką frekwencję i słuszny wynik referendum w
sprawie przystąpienia do europejskich struktur. Polacy boją się mówić o swoim
sukcesie, o tym, co pozytywnego osiągnęli. Zatem odwołanie do poczucia
narodowej tożsamości było strzałem w 10 i do pewnego stopnia zaletą formacji
Kaczyńskich. Mocniejsze odwołanie do poczucia narodowej dumy z Powstania
Warszawskiego (którego sens wyidealizowano), miejsca niepodległej Polski w
Europie (w wersji dość aroganckiej), sojuszu z USA (bez wyraźnych korzyści)
podbudowywały poczucie narodowej dumy. Ograniczeniem i wadą tej polityki
trochę narzuconego patriotyzmu było wychylenie ku przeszłości i nastawienie na
rozliczania. Zamiast większej ilości pozytywów, polską racją stanu stała się
powszechna podejrzliwość i podsłuchiwanie niemal każdego.
Stara Polska (III RP+IVRP) słabo się sprawdziła. Można po raz kolejny
powtórzyć za Norwidem, że Polska wielka jest jako naród, a ...
całość:
iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=602&ac=0&Itemid=55