wolna_galicja
03.09.03, 20:00
Było to już na forum, ale wrzucam pełny tekst:
"Komisja Europejska rezerwuje sobie prawo wszczęcia karnych procedur wobec
tych krajów kandydujących, które do 1 maja 2004 r. nie wypowiedzą sprzecznych
z unijnym prawem przywilejów dla inwestorów amerykańskich - ostrzegł w
poniedziałek główny rzecznik unijnej egzekutywy Reijo Kempinnen.
Czy to ostrzeżenie Bruksela kieruje do Polski, jednego z ośmiu przyszłych
państw Unii, które inwestorom z USA takie przywileje w przeszłości przyznały?
Rzecznik Komisji nie chciał spekulować na ten temat, zastrzegając się, że
chodzi jedynie o "generalną zasadę".
Groźba wszczęcia procedury przeciw Polsce przed Trybunałem w Luksemburgu jest
jednak realna. Trójstronne negocjacje USA - UE - kraje kandydujące trwają już
rok. We wtorek Komisja Europejska na wniosek komisarzy Pascala Lamy'ego
(handel) i Günthera Verheugena (rozszerzenie) ma podpisać specjalne
memorandum w sprawie dostosowania przepisów dla amerykańskich inwestorów do
prawa UE w krajach kandydackich. Zdaniem rzecznik komisji ds. handlu Aranchy
Sanchez Unia w negocjacjach "osiągnęła bardzo znaczący postęp", ale "pewne
punkty pozostały nierozwiązane". Sanchez nie chciała zdradzić, których
zapisów umów z USA niektóre kraje wchodzące do UE wypowiedzieć nie chcą.
Polska, jak większość byłych krajów komunistycznych, podpisała w początkach
lat 90. umowę z USA gwarantującą ochronę inwestycji amerykańskich. UE chce,
byśmy - zgodnie z zobowiązaniami z negocjacji członkowskich - tę umowę do 1
maja 2004 r. wypowiedzieli, najlepiej w całości. Są w niej bowiem - zdaniem
Brukseli - zapisy niezgodne z prawem wspólnotowym, dające producentom
amerykańskim większe przywileje niż mają obecnie w Unii (np. firmy z
kapitałem amerykańskim działające w sektorze audiowizualnym mogą nadawać
więcej programów amerykańskich w stosunku do produkcji europejskiej, niż by
wynikało z prawa unijnego). My byśmy woleli umowę z USA zachować, a
renegocjować jedynie zapisy sprzeczne z prawem unijnym.
Przez długi czas USA naciskały na kandydatów, w tym Polskę, aby się ze
specjalnych koncesji dla nich w ogóle nie wycofywała. To jednak wydaje się
już przeszłością - Amerykanie zaakceptowali fakt, że jako członek Unii musimy
grać wedle jej reguł. Źródła w Komisji zapewniają, że Amerykanie nie mają się
czego obawiać, gdyż wskutek tych zmian nie będą dyskryminowani. - Nie ma
najmniejszego zagrożenia dla amerykańskich inwestycji w waszych krajach, ale
przepisy u was muszą być zgodne z prawem UE - mówi Sanchez. - Kraje Unii nie
mają specjalnych umów z USA, a mimo to Amerykanie są u nas największymi
inwestorami. Wasze umowy z USA to postkomunistyczny spadek.
Sanchez zapewnia, że Amerykanie nie żądają w negocjacjach rekompensat
finansowych za tracone przywileje i w ogóle nie może być o nich mowy.
Tymczasem źródła w polskim Ministerstwie Gospodarki mówiły jeszcze kilka
tygodni temu "Gazecie", że w efekcie wypowiedzenia umowy z USA mogą nam
grozić sprawy sądowe, np. ze strony amerykańskich producentów izoglukozy w
Polsce (będą musieli dostosować się do kwot wynegocjowanych w Kopenhadze,
dużo niższych niż planowane moce przerobowe).
W Unii polityka handlowa leży w całości w kompetencjach Brukseli - to Komisja
Europejska w imieniu krajów członkowskich prowadzi negocjacje w Światowej
Organizacji Handlu (WTO) i zawiera umowy z państwami trzecimi."
link: www1.gazeta.pl/gospodarka/1,33182,1646533.html
Po pierwsze - ładnie będziemy wyglądali po wycofaniu się inwestorów
amerykańskich.
Po drugie - co na to kolerzy uniofilitycy twierdzący, że UE nie dąży do
konfrontacji z USA?