Czytajac miedzy wierszami wybiorczej

29.09.03, 14:36
Wybiorcza (jak zwykle wybiorczo) pisze dzis na lamach (tekst: "Jak miałoby
wyglądać głosowanie większościowe w UE do i po 2009 roku"


"Traktat z Nicei przewiduje, że decyzja w głosowaniu większościowym zostaje
podjęta, jeśli popiera ją przynajmniej połowa krajów (13 z 25), a w
szczególnych przypadkach 2/3 (czyli 17 z 25) w których mieszka co najmniej 62
proc. populacji UE, w sumie mają 73,4 proc. głosów przyznanych podczas
negocjacji w Nicei (każde państwo dostało tam określoną liczbę głosów np.
Polska 27, Niemcy 29). Wszystkie te warunki muszą zostać spełnione
jednocześnie.

Komentarz WSTECZNIAKA: z powyzszego wynika ze 26,61% glosow moze zablokowac
podjecie decyzji


Dalej wybiorcza pisze:

Projekt unijnej konstytucji zgłoszony przez konwent likwiduje trzecie,
najmniej zrozumiałe kryterium. Przewiduje, że decyzje będą podejmowane przy
poparciu połowy krajów UE, zamieszkanych przez co najmniej 60 proc.
populacji.

Wsteczniak konstatuje: znika mozliwosc zablokowania decyzji przez 26,61%
glosow.



W tekscie obok (Nie warto umierać za Niceę Rafał Dymek i Marcin Święcicki
pisza:

"Najbardziej bolesną zmianą może się okazać osłabienie siły głosów całego
postkomunistycznego bloku nowych członków. Poza Polską wszyscy nowi tracą
bowiem na sile głosów. Łączna siła głosów w Radzie dziesięciu państw
postkomunistycznych (z Rumunią i Bułgarią) spada z 29,9 proc. do 21,5 proc.
targach o pieniądze dla najbiedniejszych regionów biedni zostają osłabieni."


Wsteczniak: "zostana oslabieni" to taki jezyk Mumii Powolnosci.

W istocie rzeczy chodzi o to by pozbawic biedny wschod Europy mozliwosci
walczenia o swoje postlaty. I tu jest pies pogrzebany. Zgodnie z Nicea biedny
postkomunistyczny wschod > stanowil BLOKUJACA mniejszosc (jeszcze raz: do
podjecia decyzji wymagane bylo 73,4% glosow wazonych).

Teraz (w Konstytucji Europejskiej) ten wymog odpada. Wschod bedzie sobie mogl
szczekac spod stolu.

Ale o tym manipulatorzy z Wybiorczej nie napisali
.... typowe.

    • Gość: kai Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: 213.76.135.* 29.09.03, 14:49
      Jak ty umiesz czytać między wierszami. Podziwiam. Dorabiałeś na Mysiej za PRL-u?
    • Gość: Tomasz Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: *.dwory.pl 29.09.03, 15:48
      A teraz łaskawie wyjaśnij jakie to wspólne interesy łączą w UE cały
      postkomunistyczny blok.
      • wsteczniak Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej 29.09.03, 16:54
        Gość portalu: Tomasz napisał(a):

        > A teraz łaskawie wyjaśnij jakie to wspólne interesy łączą w UE cały
        > postkomunistyczny blok.

        Kasa, misiu, KASA
        • heimer Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej 29.09.03, 19:15
          wsteczniak napisał:

          > Gość portalu: Tomasz napisał(a):
          >
          > > A teraz łaskawie wyjaśnij jakie to wspólne interesy łączą w UE cały
          > > postkomunistyczny blok.
          >
          > Kasa, misiu, KASA

          Czyja KASA, czyja?

        • Gość: Tomasz Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: *.dwory.pl 30.09.03, 10:01
          Był już taki jeden, który tak gadał.
          Może rozwiniesz tezę.
          • wsteczniak Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosceptyk 01.10.03, 10:00
            Autor: Gość: Tomasz
            Data: 29.09.2003 15:48

            :::A teraz łaskawie wyjaśnij jakie to wspólne interesy łączą w UE cały
            postkomunistyczny blok.

            ----------------------------------------------------------

            Sluze: Kasa, misiu, kasa...

            Nie jest dla nikogo tajemnica ze obecne najwieksze rozszerzenie odbywa sie za
            najmniejsze pieniadze w historii rozszerzen. I 8 panstw srodkowej Europy
            powinno otrzymywac w ramach roznch polityk (spojnosci, strukturalna, etc,)
            znaczaca pomoc z Kasy Unii. Tymczasem: (zakladam ze znasz choc troche
            angielski)


            www.iht.com/articles/80494.html

            EU gets a 'bargain' in expanding east

            The net cost of expansion is actually Euro 10.3 billion ($10.5 billion) -
            according to documents released by the European Commission on Monday. This is
            mainly because the newcomers will pay Euro 15 billion in dues and a lot of
            the aid promised in the budget will never get spent.

            "Enlargement has worked out to be a whole lot cheaper than initially
            envisaged," said Michaele Schreyer, the head of the budget office at the
            European Commission.

            "It could hardly have been obtained at a more favorable price," she said.

            "This enlargement is a total bargain for the EU," said Heather Grabbe, a
            specialist on the enlargement of the Union at the Center for European Reform
            in London. "It's such a tiny amount of money - Euro 10 billion - and they
            won't even qualify for all of that money."

            For the purposes of infrastructure building, farm aid and other assistance,
            the newcomers will get a fraction of what many of the existing - and far
            richer - EU members receive.

            Poland will receive Euro 67 per person in aid from Brussels, Hungary will
            receive Euro 49 per person, Slovenia Euro 41 and the Czech Republic Euro 29.

            The figures are for the first full year of membership in 2005.

            Some existing members, by contrast, today receive Euro 437 per person
            (Greece), Euro 418 per person (Ireland), Euro 211 (Portugal) and Euro 126
            (Spain). These amounts are expected to remain approximately the same until
            about 2007, when the budget period ends.

            In order to preserve this system, some of the biggest beneficiaries have
            negotiated deals that effectively put a cap on the amount of infrastructure
            aid the Eastern European newcomers could receive - and that make diversion of
            existing aid difficult by requiring such procedures as unanimous voting.

            Tymczasem .... wszystkie panstwa Europy srodkowej uprawnione sa do starania sie
            o znaczaco nizsze kwoty od obecnych beneficjentow roznych "polityk"
            brukselskich (Grecja, Hiszpania, Portugalia i inne leszcze).

            Zmiana obecnego stanu rzeczy jest we wspolnym interesie wszystkich srodkowych
            europejczykow. Mamy wiec interes w tym by moc stanowic BLOKUJACA MNIEJSZOSC w
            walce o ciut rowniejsze traktowanie?




            • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 01.10.03, 11:23
              > Nie jest dla nikogo tajemnica ze obecne najwieksze rozszerzenie odbywa sie za
              > najmniejsze pieniadze w historii rozszerzen.

              Bo nigdy jednocześnie nie wchodziło 10 krajów. Zresztą różnie to bywało.

              > I 8 panstw srodkowej Europy
              > powinno otrzymywac w ramach roznch polityk (spojnosci, strukturalna, etc,)
              > znaczaca pomoc z Kasy Unii.

              Problem w tej chwili leży w tym, żeby wykorzystać jak najwięcej z tego co
              wynegocjowano (absorbcja), a z tym mogą być problemy. W tym momencie znikają
              jednak wspólne interesy tych 8 krajów.

              > Some existing members, by contrast, today receive Euro 437 per person
              > (Greece), Euro 418 per person (Ireland), Euro 211 (Portugal) and Euro 126
              > (Spain). These amounts are expected to remain approximately the same until
              > about 2007, when the budget period ends.

              To jest myślę ważne zdanie. Możliwe i pożądane są więc także koalicje z tymmi
              państwami.
              Do tego artykuł lekko starawy.
              • wsteczniak Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc 01.10.03, 12:27


                > > Some existing members, by contrast, today receive Euro 437 per person
                > > (Greece), Euro 418 per person (Ireland), Euro 211 (Portugal) and Euro 126
                > > (Spain). These amounts are expected to remain approximately the same until
                >
                > > about 2007, when the budget period ends.
                >
                > To jest myślę ważne zdanie. Możliwe i pożądane są więc także koalicje z tymmi
                > państwami.> Do tego artykuł lekko starawy.

                Artykul starawy ale realia nadal aktualne.

                Jezeli myslisz ze wspolnie z innymi (starymi) "biorcami" typy Grecja, Hiszpania
                uda sie wyszarpac od "dawcow" (BRD) wiecej kasy to moim zdaniem jestes w
                glebokim bledzie i spokojnie bede czekal na rozwoj wydarzen. Wiecej kasy nie
                bedzie.

                Mozliwy jest jedynie inny podzial tego (kurczacego sie) tortu, ktory jest. A tu
                nasze interesy sa diametralnie rozne od Hiszpanow i s-ka. Dlatego wazne jest
                zachowanie kryteriow nicejskich i 27% dla europy srodkowej.


                • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 01.10.03, 12:41
                  No to Ci przetłumaczę na polski dlaczego może nie być więcej kasy: "bo kraje
                  Dziesiątki nie zawsze zdołają spełnić warunki, od których UE uzależnia wypłatę
                  pieniędzy z poszczególnych funduszy". Czyli chodzi o naszą, a nie czeska,
                  zdolność absorbcji. Tu nie ma wspólnych interesów. Co z tego, że przyznają nam
                  powiedzmy 10 mld Euro, skoro damy radę wchłonąć tylko 10%?
                  • wsteczniak Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc 01.10.03, 14:47
                    Gość portalu: Tomasz napisał(a):

                    > No to Ci przetłumaczę na polski dlaczego może nie być więcej kasy: "bo kraje
                    > Dziesiątki nie zawsze zdołają spełnić warunki, od których UE uzależnia
                    wypłatę
                    > pieniędzy z poszczególnych funduszy". Czyli chodzi o naszą, a nie czeska,
                    > zdolność absorbcji. Tu nie ma wspólnych interesów. Co z tego, że przyznają
                    nam
                    > powiedzmy 10 mld Euro, skoro damy radę wchłonąć tylko 10%?

                    Nasza - polska - niezdolnosc absorpcji swoja droga, a brak mozliwosci starania
                    sie o fundusze in the first place swoja. I Czesi, Slowacy i Estonczycy beda
                    mieli ten sam problem. I z absorpcja i z mozliwoscia starania sie o fundusze.

                    Jako przyjaciel fraglessa: czy moglbys mu wytlumaczyc jaki wplyw niezdolnosc
                    absorpcji ma na saldo przeplywow finansowych miedzy Unia a Polska? Bo on ciagle
                    nadaje o jakims plusie.....

                    Nadal jestem dobrzej mysli co do ciebie. Duzo czytasz, analizujesz. Euforia
                    akcesji nie do konca przeslonila ci realia. Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze
                    kiedys eurosceptyk. Tak trzymaj.
                    • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 01.10.03, 15:35
                      > Nasza - polska - niezdolnosc absorpcji swoja droga, a brak mozliwosci
                      starania
                      > sie o fundusze in the first place swoja. I Czesi, Slowacy i Estonczycy beda
                      > mieli ten sam problem. I z absorpcja i z mozliwoscia starania sie o fundusze.

                      Mozliwości nawet na obecnych zasadach mamy bardzo duże. Jakbyśmy byli w stania
                      wchłonąć 100% żylibyśmy jak pączek w maśle.
                      Do tych czecho-słowako-estończyków dodałbym jeszcze np. iberyjczyków.

                      > Jako przyjaciel fraglessa: czy moglbys mu wytlumaczyc jaki wplyw niezdolnosc
                      > absorpcji ma na saldo przeplywow finansowych miedzy Unia a Polska? Bo on
                      ciagle nadaje o jakims plusie.....

                      może mieć taki, że w pierwszym roku wyjdziemy na minus. Dokładniej, nasz
                      budżet, bo projekt, który dostanie dofinansowanie, oczywiście nie. Nie
                      wchodzimy jednak do UE na jeden rok, mam nadzieję. Na podsumowania będzie więc
                      jeszcze czas.
                      Ty widzę lubisz patrzeć na problem z punktu widzenia księgowego. Pamiętaj
                      jednak, że to zawęża obraz.

                      > Nadal jestem dobrzej mysli co do ciebie. Duzo czytasz, analizujesz. Euforia
                      > akcesji nie do konca przeslonila ci realia. Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze
                      > kiedys eurosceptyk. Tak trzymaj.

                      hehe, nie poduszczaj mnie. Ja realista jestem. I wiem, że jak klasa jedzie na
                      wycieczkę, a ja nie mam ochoty, to i tak jadę, bo bym musiał chodzić do
                      szkoły. :)
                      • wsteczniak Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc 01.10.03, 16:23
                        Gość portalu: Tomasz napisał(a):

                        > Mozliwości nawet na obecnych zasadach mamy bardzo duże. Jakbyśmy byli w
                        stania > wchłonąć 100% żylibyśmy jak pączek w maśle.

                        Paczki (czyt: ponczki) tez lubie, ale z tym maslem to bym nie przesadzal.
                        Cholesterol. Ale - jest jasne - wykorzystanie 100% dostepnych funduszy to
                        bylaby rzecz dobra. Tak jak bezrobocie na poziomie 2%. Szkoda ze niewykonala.

                        > Do tych czecho-słowako-estończyków dodałbym jeszcze np. iberyjczyków.

                        Mark my words: (czy tez, jak powiedziala Hilary Clinton uchylajac sukni "Read
                        my lips - No more Bush!" dowcip nie dosc ze wulgarny to jeszcze stary - z 1992)
                        Hiszpania bedzie krajem z ktorym (poza Francja) bedziemy mieli najbardziej na
                        pienku. Dlaczego? Bo bedziemy podchodzic sie o te same pieniadze, ktore sie nie
                        rozmnoza. (a jako realista dodam: wojne te przegramy bo Anglicy i Niemcy chca
                        miec autostrady na Costa Brava a nie w podkarpackiem).
                        >
                        > > Jako przyjaciel fraglessa: czy moglbys mu wytlumaczyc jaki wplyw niezdolno
                        > sc
                        > > absorpcji ma na saldo przeplywow finansowych miedzy Unia a Polska? Bo on
                        > ciagle nadaje o jakims plusie.....
                        >
                        > może mieć taki, że w pierwszym roku wyjdziemy na minus. Dokładniej, nasz
                        > budżet, bo projekt, który dostanie dofinansowanie, oczywiście nie.

                        A nie przyszlo ci moze Tomaszu na mysl ze zamiast pompowac kase w projekt
                        okrezna droga (przez Bruksele), skierowac srodki bezposrednio w tenze projekt
                        to:

                        a) nasz panstwowy budzet nie doplacalby do unii
                        b) wiecej pieniedzy poszloby w projekt?


                        >Nie wchodzimy jednak do UE na jeden rok, mam nadzieję. Na podsumowania będzie
                        więc > jeszcze czas.

                        Jakis oszolomiony eurofob pisal tu w sasiednim watku o waszej,
                        euroentuzjastycznej swieckiej WIERZE w UE. Niestety mial sporo racji. O
                        tempora! O mores!


                        > Ty widzę lubisz patrzeć na problem z punktu widzenia księgowego. Pamiętaj
                        > jednak, że to zawęża obraz.

                        To sie wlasnie realizmem nazywa. Ksiegowa (a w zasadzei sklepikarka) Thatcher
                        dosc dobrze postawila na nogi przedsiebiorstwo UK corp.
                        >
                        > > Nadal jestem dobrzej mysli co do ciebie. Duzo czytasz, analizujesz. Eufori
                        > a
                        > > akcesji nie do konca przeslonila ci realia. Tomasz, z ciebie bedzie jeszcz
                        > e
                        > > kiedys eurosceptyk. Tak trzymaj.
                        >
                        > hehe, nie poduszczaj mnie. Ja realista jestem. I wiem, że jak klasa jedzie na
                        > wycieczkę, a ja nie mam ochoty, to i tak jadę, bo bym musiał chodzić do
                        > szkoły. :)

                        Beda z ciebie ludzie. Szkole predzej czy pozniej kazdy konczy i wtedy zaczynaja
                        sie realia.
                        pzdr
                        • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 02.10.03, 10:15
                          > Paczki (czyt: ponczki) tez lubie, ale z tym maslem to bym nie przesadzal.
                          > Cholesterol. Ale - jest jasne - wykorzystanie 100% dostepnych funduszy to
                          > bylaby rzecz dobra. Tak jak bezrobocie na poziomie 2%. Szkoda ze niewykonala.

                          Istnieje takie pojęcie jak naturalne bezrobocie. 2% to faktycznie sf.

                          > Mark my words: (czy tez, jak powiedziala Hilary Clinton uchylajac sukni "Read
                          > my lips - No more Bush!" dowcip nie dosc ze wulgarny to jeszcze stary - z
                          1992)

                          Ale dobry :)

                          > Hiszpania bedzie krajem z ktorym (poza Francja) bedziemy mieli najbardziej na
                          > pienku. Dlaczego? Bo bedziemy podchodzic sie o te same pieniadze, ktore sie
                          nie
                          >
                          > rozmnoza. (a jako realista dodam: wojne te przegramy bo Anglicy i Niemcy chca
                          > miec autostrady na Costa Brava a nie w podkarpackiem).

                          Póki co masz dowód, że Węgy, Czechy i Słowacja nie mają z nami wspólnych
                          interesów. Ogłosili, że obrona Nicei ich nie interesuje. Przypominam sobie, że
                          na naszą propozycję sprzed paru lat o wspólnym foncie w sprawie negocjacji z
                          UE, odpowiedzieli, że niech każdy radzi sobie sam.

                          > A nie przyszlo ci moze Tomaszu na mysl ze zamiast pompowac kase w projekt
                          > okrezna droga (przez Bruksele), skierowac srodki bezposrednio w tenze projekt
                          > to:
                          >
                          > a) nasz panstwowy budzet nie doplacalby do unii
                          > b) wiecej pieniedzy poszloby w projekt?

                          Jesteś niestety naiwny. Mogliśmy to robić i dotychczas. Niestety nasza
                          biurokracja, marnotrastwo spowodowały, że pieniądze przeciekały prze palce.
                          Pamietasz sprawę pieniędzy, które musiały być przeznaczone na drogi. Okazało
                          się, że 80% trafia na inne cele, Więc Pol wymyślił nowy i zarzekał się, że tym
                          razem 100% przeznaczy ja trzeba. I tak w koło Macieju.
                          Więc:
                          a) więcej pieniędzy nie trafiło by do określonego projektu
                          b) w perspektywie paru lat z całą pewnościa wyjdziemy w rozliczeniach budżet -
                          UE - projekty na plus.
                          Zresztą nie o pieniądze głównie tu chodzi.

                          > Jakis oszolomiony eurofob pisal tu w sasiednim watku o waszej,
                          > euroentuzjastycznej swieckiej WIERZE w UE. Niestety mial sporo racji. O
                          > tempora! O mores!

                          eeeeeeeeee, przesada, dla mnie temat nie istniej. Podobnie jak nie podniecałem
                          się naszym wejściem do NATO. Bardziej cieszyłem się jak w 1993 wyjechał ostatni
                          pociąg z radziecko-rosyjskim wojskiem.

                          > To sie wlasnie realizmem nazywa. Ksiegowa (a w zasadzei sklepikarka) Thatcher
                          > dosc dobrze postawila na nogi przedsiebiorstwo UK corp.

                          Miałem co innego na myśli. Gdybyśmy mieli kogoś na miarę Margaret to i nasz
                          kraj inaczej by teraz wyglądał.

                          > Beda z ciebie ludzie. Szkole predzej czy pozniej kazdy konczy i wtedy
                          zaczynaja
                          >
                          > sie realia.

                          Przepraszam, ale nie Tobie oceniać. Wiem, że być anty jakiejś oficjalnej linii
                          jest dzisiaj w modzie, niektórzy sceptycy jednak z lekka przesadzają. Na
                          szczęście to tylko margines.

                          Oczywiście Ty jako realista masz gotowy scenariusz alternatywny.
                          Doprecyzuję: kiedy należało dać sobie spokój z UE i co w zamian?
                          • wsteczniak Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc 02.10.03, 10:27
                            Gość portalu: Tomasz napisał(a):

                            > Oczywiście Ty jako realista masz gotowy scenariusz alternatywny.
                            > Doprecyzuję: kiedy należało dać sobie spokój z UE i co w zamian?

                            odpowiedz cisnie mi sie na klawiature, ale....................................
                            czekam az sam ja dostrzezesz
                            • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 02.10.03, 10:53
                              Nawet do najgenialniejszego pomysłu trzeba przekonać tych, których dotyczy.
                              Czyli osadzić go w realiach.
                              W tym wypadku jednak nie wierzę w cuda. Niemniej chętnie posłucha,
                            • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 02.10.03, 11:04
                              No i oczywiście stara metoda się sprawdza. Niewygodne rzeczy pomijamy.
                              Pytam więc jeszcze raz w temacia kasy: jaki 8-ka ma wspólny interes
                              odnośnie "kasy misia"? Jak to będzie realizowane, skoro w sprawie Nicei i
                              wcześniejszych negocjacji nie da(ło) się osiągnąć porozumienia?
                              • wsteczniak Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc 02.10.03, 11:21
                                Gość portalu: Tomasz napisał(a):

                                Tomasz napisał(a):

                                > No i oczywiście stara metoda się sprawdza. Niewygodne rzeczy pomijamy.
                                > Pytam więc jeszcze raz w temacia kasy: jaki 8-ka ma wspólny interes
                                > odnośnie "kasy misia"?

                                Ma interes w uczciwszym podziale kasy. Nie jestem na tyle glupi by
                                postulowac "rawno pa wsiem" , ale chociazby warto powalczyc o mechanizm w
                                ramach ktorego kasa dla CEEC (na przyszlosc: central and eastern european
                                states) bedzie rosla a dla Obecnych beneficjentow (Irlandia -€ 400 ma glowe)
                                spadala.

                                Z Niemcow nic wiecej sie nie wycisnie. Trzeba dzielic to co jest.


                                > Jak to będzie realizowane, skoro w sprawie Nicei i
                                > wcześniejszych negocjacji nie da(ło) się osiągnąć porozumienia?

                                To sie dyplomacja nazywa i przekonywanie partnerow (w tym przypadku z CEEC ze
                                nie walczymy tylko "o swoje" a ze raczej "o wspolne".

                                Temat "Nicea" Polska rozgrywa cienko, bo nie walczy o "mniejszosc blokujaca"
                                CEEC tylko o wlasny parytet z Hiszpania, co jest oczywiste przez wszystkich
                                mikrusow ze wschodu jest postrzegane jako nasz partykularny interes, a nie
                                wspolny. Tak dlugo jak bedziemy Czechow i reszte traktowac jak petentow a nie
                                partnerow, tak dlugo nic z nimi nie wskoramy. I tu jest nasza megalomania:
                                patrzenie z gory na CEEC, nie w walce o "nicee"

                                Wkleilem watek "profesora" na dole. W pelni sie z nim zgadzam.

                                Dodalbym do tego co on napisal ze CEEC jako grupa tez powinna zaklepac
                                sobie "mniejszosc blokujaca".

                                • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 02.10.03, 13:00
                                  > Ma interes w uczciwszym podziale kasy. Nie jestem na tyle glupi by
                                  > postulowac "rawno pa wsiem" , ale chociazby warto powalczyc o mechanizm w
                                  > ramach ktorego kasa dla CEEC (na przyszlosc: central and eastern european
                                  > states) bedzie rosla a dla Obecnych beneficjentow (Irlandia -€ 400 ma gl
                                  > owe)
                                  > spadala.

                                  Przecież tak będzie. Weźmy choćby dopłaty dla rolników.

                                  > To sie dyplomacja nazywa i przekonywanie partnerow (w tym przypadku z CEEC ze
                                  > nie walczymy tylko "o swoje" a ze raczej "o wspolne".

                                  I tu się mylisz. Przez długie lata będzie jeszcze tak, że jak więcej dostanie
                                  Knedel, mniej Polak. Mnie się wydawał, że wspólny interes istnieje już od
                                  dawna, a tu proszę. Nie sądzę więc by cokolwiek się zmieniło. Zresztą to jest
                                  czysto akademicka dyskusja.

                                  > Temat "Nicea" Polska rozgrywa cienko, bo nie walczy o "mniejszosc blokujaca"
                                  > CEEC tylko o wlasny parytet z Hiszpania, co jest oczywiste przez wszystkich
                                  > mikrusow ze wschodu jest postrzegane jako nasz partykularny interes, a nie
                                  > wspolny. Tak dlugo jak bedziemy Czechow i reszte traktowac jak petentow a nie
                                  > partnerow, tak dlugo nic z nimi nie wskoramy. I tu jest nasza megalomania:
                                  > patrzenie z gory na CEEC, nie w walce o "nicee"

                                  Jeszcze raz: co z tego, że wywalczymy potencjalnie więcej kasy, jak nie zdołamy
                                  tego wykorzystać? Czesi są mądrzejsi i skupiają się w pierwszym rzędzie na tym
                                  jak najwięcej wchłonąć z tego co mają. Czesi zawsze będą nas traktować jako
                                  tego duże, który chce jak najwięcej dla siebie ich kosztem.

                                  > Wkleilem watek "profesora" na dole. W pelni sie z nim zgadzam.
                                  >
                                  > Dodalbym do tego co on napisal ze CEEC jako grupa tez powinna zaklepac
                                  > sobie "mniejszosc blokujaca".

                                  I rozwalić Unię.

                                  Pytałem też o alternatywę, niestety sam nie doszedłem do tego co wymyśliłeś.
                                  • wsteczniak Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc 02.10.03, 14:25
                                    Gość portalu: Tomasz napisał(a):
                                    >
                                    > Pytałem też o alternatywę, niestety sam nie doszedłem do tego co wymyśliłeś.

                                    Jestes inteligentny, sam do tego dojdziesz.
                                    • Gość: Tomasz Re: Tomasz, z ciebie bedzie jeszcze kiedys eurosc IP: *.dwory.pl 02.10.03, 14:31
                                      Dziekuję za "merytoryczną" dyskusję. :)
    • Gość: rafal Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: *.proxy.aol.com 29.09.03, 18:37
      Czy wy wogole wiecie, rozumiecie o czym piszecie i o co sie klocicie?
      Rozpatrujemy tu 2 mozliwosci decyzji Rady EU:
      -blokady ustawy
      -przyjmowania ustawy
      ad.1
      2-gie kryterium podejmowania dezyzji w EU:
      Rada EU bedzie podejmowala decyzje gdy POPRZE ja min. 60% populacji
      tzn. jesli 180 mln obywateli (40% populacji uni ca. 450mln) jest przeciwna
      sprawa nie jest rozpatrywana. Niemcy + 2 panstwa z pozostalej 3-ki daja juz 200
      mln. 3 panstwa z 4-ki blokuja kazda ustawe, chocby pozostale 23 byly za nia.
      ad.2
      -potrzebna zgoda 13 panstw
      -wymagana zgoda 270 mln (cala 4-ka to tylko 260 mln)

      Kryterium 3-cie ktore zniesiono, ze Rada EU bedzie podejmowala decyzje gdy
      poprze ja wiekszosc poslow(przyznanych poszczegolnym krajom)nie ma sensu wobec
      tak ustawionego kryterium nr.2. Mialoby sens gdyby w kryterium 2 byloby np.50%

      Tylko kryterium 2 jest ISTOTNE. Bo daje mozliwosc hegemoni 4-ki w EU.
      • wsteczniak Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej 29.09.03, 18:44
        Gość portalu: rafal napisał(a):

        > Czy wy wogole wiecie, rozumiecie o czym piszecie i o co sie klocicie?

        Czytam nauke i co widze?

        > Kryterium 3-cie ktore zniesiono, ze Rada EU bedzie podejmowala decyzje gdy
        > poprze ja wiekszosc poslow(przyznanych poszczegolnym krajom)nie ma sensu
        wobec tak ustawionego kryterium nr.2. Mialoby sens gdyby w kryterium 2 byloby
        np.50%

        O! Poslowie w Radzie. Zmien nick, bo wstyd jak beret.
        • Gość: rafal Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: *.proxy.aol.com 30.09.03, 21:00
          > O! Poslowie w Radzie. Zmien nick, bo wstyd jak beret.<
          O co ci palancie chodzi sprecyzuj.
          Slowo posel jest slowem polskim:
          deputowany poseł; członek (izby niższej) parlamentu.
          Masz cos do dodania?
          • wsteczniak precyzuje 01.10.03, 09:19
            Gość portalu: rafal napisał(a):

            > > O! Poslowie w Radzie. Zmien nick, bo wstyd jak beret.<
            > O co ci palancie chodzi sprecyzuj.
            > Slowo posel jest slowem polskim:
            > deputowany poseł; członek (izby niższej) parlamentu.
            > Masz cos do dodania?

            Nie dosc ze jestes niedouczony to do tego jeszcze zalosny i agresywny.

            Poslowie - jak najbardziej w Parlamencie Europejskim. Jak chcesz to pisz
            deputowani, eurodeputowani. No problem. Polska ich bedzie miala 50
            (piecdziesiecioro)

            A w Radzie - drogi mlody internauto - to siedza przedstawiciele panstw w
            liczbie sztuk 1 (slownie jeden) per panstwo. Ponial? I nijak ich poslami nazwac
            nie sposob. W przypadku Polski w Radzie zasiadzie Pan Magister Kwasniewski.
            Posel to niby? A jak magistra Kwasniewskiego bedzie golen bolal to pojedzie Pan
            (tez magister) Premier Miller. tez niby posel?

            A te "glosy wazone" to tak jakby Niemiec mial 29 kulek, Polak - 27, a
            Luksemburczyk - 4. I tak jakby oni te kulki wrzucali do kosza az sie uzbiera
            miarka. Konkretnie 73,4% wszystkich kulek w grze. No - przejasnia sie?

            PS: Niewazne czy kulki sa biale czy czarne i niewazne jakim sposobem wybierzemy
            sposob glosowania.




          • wsteczniak jednak zmien nicka 01.10.03, 09:39
            Gość portalu: rafal napisał(a):

            > > O! Poslowie w Radzie. Zmien nick, bo wstyd jak beret.<
            > O co ci palancie chodzi sprecyzuj.
            > Slowo posel jest slowem polskim:
            > deputowany poseł; członek (izby niższej) parlamentu.
            > Masz cos do dodania?

            Wprawiles mnie w dobry humor, wiec w ramach milosierdzia bezplatnie cie
            podszkole:
            Rada Europejska - czyli kto rządzi w Europie


            www1.gazeta.pl/ue/1,36134,609645.html
            Dominika Pszczółkowska 18-12-2001, ostatnia aktualizacja 05-08-2002 20:25

            Choć Komisja Europejska i Parlament Europejski mają w Unii coraz większą
            władzę, o najważniejszych sprawach nadal decydują wspólnie kraje Piętnastki.
            Szefowie państw i rządów spotykają się dwa lub trzy razy w roku jako Rada
            Europejska. W skład tego najważniejszego organu decyzyjnego wchodzi także
            przewodniczący Komisji Europejskiej.

            Rada spotyka się od roku 1974. Decyduje m.in. o strategicznych celach polityki
            gospodarczej i zagranicznej, zwołuje konferencje międzyrządowe, na których
            zmienia się traktaty regulujące zasady działania Unii. Członkowie Rady prawie
            nigdy nie głosują. Zwykle negocjują, aż osiągną konsensus. Często wymaga to
            transakcji "coś za coś" i ostateczne porozumienie jest właściwie pakietem
            porozumień dotyczących różnych dziedzin.

            "Małą siostrą" Rady Europejskiej jest Rada Unii Europejskiej, w skład której
            wchodzą ministrowie państw Piętnastki. Spotykają się w grupach, np. wszyscy
            ministrowie rolnictwa. W najważniejszych sprawach decydują jednogłośnie. W
            większości kwestii obowiązuje głosowanie tzw. większością kwalifikowaną, która
            obecnie ustalona jest na poziomie 62 z 87 głosów. Gdy Polska będzie już
            członkiem Unii, będzie miała tyle samo głosów co Hiszpania.

            www1.gazeta.pl/ue/1,36134,609668.html
            Parlament Europejski


            Dominika Pszczółkowska 18-12-2001, ostatnia aktualizacja 05-08-2002 20:25

            Najważniejszymi instytucjami Unii Europejskiej, z którymi będzie miał do
            czynienia Jan Kowalski, są Parlament Europejski, Komisja Europejska i
            Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Reprezentują one wszystkich obywateli UE.

            W Radzie Europejskiej i Radzie Unii Europejskiej zasiadają przedstawiciele
            poszczególnych krajów - głowy państw i ministrowie.

            Gdy Polska znajdzie się w Unii, Kowalski będzie miał prawo wybierać posłów do
            Parlamentu Europejskiego, a także sam zgłosić się jako kandydat. Z pewnością
            warto, by zrobił chociaż to pierwsze, ponieważ władza tego parlamentu stale się
            zwiększa.

            Wybory odbywają się co pięć lat. Kowalski będzie mógł głosować i kandydować
            niezależnie od tego, w jakim kraju się osiedli: jeżeli we Francji, będzie
            głosować na reprezentantów Francji. Być może, jeśli zechce zostać deputowanym,
            opłaci mu się przenieść. Zasady wyboru parlamentarzystów są bowiem trochę inne
            w każdym kraju. W Skandynawii, Niemczech i na Półwyspie Iberyjskim deputowanym
            może np. zostać już 18-latek, Francuz musi poczekać, aż skończy 23 lata, a
            Włoch aż 25.

            Jeśli Kowalskiemu uda się zdobyć mandat, będzie zasiadał w parlamencie z ponad
            700 kolegami (tylu ma ich być, gdy do Unii wejdzie 12 nowych państw, dziś
            deputowanych jest 626).

            ********************

            Milego dnia zycze




      • Gość: Fragless Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: 2.4.STABLE* / 80.48.165.* 29.09.03, 21:35
        Gość portalu: rafal napisał(a):

        > ad.2
        > -potrzebna zgoda 13 panstw
        > (...)
        > Tylko kryterium 2 jest ISTOTNE. Bo daje mozliwosc hegemoni 4-ki w EU.

        Jesli potrzebne jest 13 panstw, to zadna czworka nic nie wskora bez poparcia
        jeszcze dziewieciu. A po kolejnych rozszerzeniach wymagana liczba zwolennikow
        bedzie dalej rosnac, wiec tym trudniej bedzie o czyjakolwiek dominacje. Jakos
        nie wyobrazam sobie jednomyslnosci kilkunastu krajow w kazdej sprawie.
        • Gość: rafal Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: *.proxy.aol.com 29.09.03, 21:58
          Napewno masz teoretycznie racje.
          Ale wg. mnie Niemcy maja w "saku": Benelux, Slowenie, Wegry, Estonie, Lotwe (va
          bank). Grecja, Cypr (to jedno) napewno przeciw nie wystapia.(to juz 9 panstw)
          Panstwa skandynawskie tradycyjnie sa neutralne.
          Trudno na dzis montowac koalicje, bo ja nie widze "urojonej" kontrkoalicji.
          Hiszpania dzis na bakier z Niemcami byla pierwsza w uni, ktora grozila vetem,
          jesli cos straci w wypadku przystapienia Polski.
          Napewno Polska bedzie mieszala, (bo to tkwi w naszej naturze) ale najczesciej
          ze skutkiem zerowym.
          A Rokita (jak Hamlet) czy Kaczynscy to "smieszni pajace" dlugo w interesie
          siedzacy. Tzw. "maciciele" we wlasnych interesach.
          • Gość: Fragless Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: *.mysiar.net / 80.48.165.* 30.09.03, 14:09
            Gość portalu: rafal napisał(a):

            > Napewno masz teoretycznie racje.
            > Ale wg. mnie Niemcy maja w "saku": Benelux, Slowenie, Wegry, Estonie, Lotwe
            > (va bank). Grecja, Cypr (to jedno) napewno przeciw nie wystapia.(to juz 9
            > panstw)

            Po pierwsze - sojusze zmienne sa. Po drugie - majac takie poparcie dominowaliby
            nawet w ukladzie z Nicei.
            • Gość: rafal Re: Czytajac miedzy wierszami wybiorczej IP: *.proxy.aol.com 30.09.03, 21:59
              W Nicei jak sobie przypominasz wiele spraw zwiazanych z anschlussem bylo
              poruszanych i francuzi musieli ja skonczyc z planem.
              I juz przed spotkaniem wiadomo bylo o skali problemu i o vetach czlonkow uni.
              I, ze wogole zamknieto to spotkanie z jakims wynikiem to dziwne.
              Wszyscy pod koniec spali. Szereg panstw protestowalo.
              To byl szkic na przyszlosc, z ktorym polowa panstw sie nie zgadzala.
              Sojusze, jaka maja poszczegolne panstwa EU miedzy soba wynikaja badz z tradycji
              badz z wzajemnych uzaleznien ekonomicznych
    • wsteczniak Profesor przeczytal, profesor zrozumial 02.10.03, 10:38
      http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031001/publicystyka/publicystyka_a_7
      .html

      Po 2009 r. bardzo trudno będzie komukolwiek poza Francją i Niemcami stosować
      metodę "blokującej mniejszości"
      Umierać za Niceę? Tak, ale inteligentnie!

      JACEK ROSTOWSKI (Autor jest profesorem na Uniwersytecie Europy Środkowej (CEU)
      w Budapeszcie oraz członkiem Rady Naukowej Fundacji CASE - Centrum Analiz
      Społeczno-Ekonomicznych)


      Andrzej Olechowski, swego czasu bardzo sprawny minister spraw zagranicznych,
      powiedział niedawno ("Rz" z 12 września 2003 r.) że "nie będzie umierał za
      Niceę". Miał na myśli, oczywiście, niezwykle korzystną liczbę głosów, którą
      Polska otrzymała w 2000 r. w traktacie z Nicei, a którą proponuje się
      zasadniczo zmienić w nowym traktacie konstytucyjnym, jaki ma obowiązywać od
      2009 r. Olechowski zauważył słusznie, że rozwiązania nicejskie są tak bardzo
      korzystne dla Polski i Hiszpanii, że to aż groteskowe.

      W kluczowej instytucji UE, jaką jest Rada Ministrów, otrzymaliśmy w Nicei
      jedynie o 7 proc. mniej głosów niż Niemcy, których jest przecież dwa razy
      więcej niż nas. Gdyby nic nie zmieniać, Polska i Hiszpania miałyby tylko o 2
      głosy mniej w Radzie aniżeli Francja, Niemcy, Wielka Brytania i Włochy (każdy z
      tych krajów ma 29 głosów). Co więcej, otrzymaliśmy tyle głosów wyłącznie dzięki
      rozgrywkom między silniejszymi od nas państwami. Francja, mająca prawo
      do "parytetu" francusko-niemieckiego wewnątrz Unii zapisanego w traktacie
      elizejskim, stanowiącym fundament stosunków francusko-niemieckich, nie zgodziła
      się, aby Niemcy dostały więcej głosów od niej. Z kolei Hiszpania nie zgadzała
      się na zwiększenie odstępu, jaki dzielił ją od Francji przed Niceą, kiedy to
      Francja i Niemcy miały po 10 głosów, a Hiszpania 8. Tyle że wtedy była to
      różnica 25 proc., która w Nicei zmalała do 7. My dostaliśmy nasze 27 głosów
      tylko dlatego, że mamy prawie dokładnie tyle samo ludności co Hiszpanie. Takie
      były kulisy tamtego "sukcesu".

      Jednak mimo tych nieco żenujących faktów uważam, że - wbrew tezie Andrzeja
      Olechowskiego - warto za Niceę umierać, czyli przeciwstawiać się nowemu
      systemowi głosowania, aż do użycia weta włącznie. Uważam tak, bo jestem
      przekonanym "europejczykiem": nie chcę UE trwale zdominowanej przez interesy
      dwóch krajów.

      Oś Paryż - Berlin

      Największe obecnie zagrożenie dla Europy to zdominowanie UE przez Francję i
      Niemcy. Takie rozdanie kart groziłoby powstaniem w całej Europie sytuacji
      podobnej do tej w dawnej Jugosławii. Właśnie zdominowanie Jugosławii przez
      Serbię doprowadziło ostatecznie do rozpadu federacji. Wprawdzie nie wierzę, by
      rozpad Unii mógł być krwawy - rozejście się byłoby "aksamitne", tak jak w
      dawnej Czecho-Słowacji - ale koszty polityczne i ekonomiczne takiego procesu
      byłyby olbrzymie.

      Francusko-niemiecka dominacja wynika z dynamiki politycznej wewnątrz Unii. Do
      niedawna politycznie dominowała Francja. Wynikało to z jej pozycji "języczka u
      wagi". Normalne kanały decyzyjne Unii były zablokowane istnieniem bardzo
      małej "mniejszości blokującej" i rozległymi obszarami, w których operowała
      zasada jednomyślności. Wszystkie ważniejsze decyzje trzeba było podejmować,
      dokonując zmian w traktatach europejskich. To dlatego było ich ostatnio tak
      dużo (jednolity akt europejski, Maastricht, Amsterdam, Nicea, a teraz Rzym). Od
      1986 r. mamy co cztery lata rewizję traktatów (w poprzednich 28 latach -
      zaledwie dwa traktaty).

      W większości przypadków, gdy wprowadzano zmiany w traktatach, Niemcy i małe
      kraje popierały propozycje integracyjne, a Wielka Brytania oponowała. Dzięki
      temu Francja miała decydujący głos. Jeśli Francji podobała się jakaś inicjatywa
      integracyjna, to stawiało to Wielką Brytanię przed wyborem: "przyłącz się lub
      wyłącz się". W taki właśnie sposób Wielka Brytania wyłączyła się z umowy z
      Schengen i strefy euro. Jeśli natomiast Francji nie podobał się jakiś kierunek
      integracji europejskiej, to po prostu nie stawał on na wokandzie. Wiadomo było,
      że przy opozycji Francji i Wielkiej Brytanii propozycja w ogóle nie ma szans.

      Cała ta dynamika zmieni się z rozszerzeniem Unii na wschód. Rządzące koła
      francuskie świetnie sobie zdawały sprawę, że nie będą mogły odgrywać takiej
      samej roli w UE 25 krajów. Zareagowały na zagrożenie, zbliżając się do Niemiec.
      Konflikt z Ameryką o wojnę w Iraku i niechęć obu krajów do wypełnienia ich
      zobowiązań w ramach paktu o stabilności i wzroście pomogły scementować sojusz
      francusko-niemiecki, ale najważniejszy bodziec tej przyjaźni to chęć utrzymania
      władzy nad rozszerzoną Europą.

      Jak dotąd rysują się dwa mechanizmy, których oś francusko-niemiecka może używać
      przy wdrażaniu swojej polityki europejskiej. Pierwszy to stary mechanizm
      szantażu stosowanego wobec Wielkiej Brytanii: "albo się włączycie (na naszych
      warunkach), albo w ogóle w tym nie uczestniczycie". Oto świeży przykład takiej
      polityki. Po referendum odrzucającym przystąpienie Szwecji do strefy euro
      niemiecki minister spraw zagranicznych Joshka Fischer stwierdził, że Niemcy
      zaczną tworzyć "dwupoziomową" Europę, w której Wielka Brytania, kraje
      skandynawskie i nowi członkowie pozostaliby w mniej zintegrowanej "Europie B".
      Podobnie zachował się Giscard d'Estaing, gdy stwierdził, że kraje, które
      odrzucą nową konstytucję, powinny być wyproszone z Unii. Można przypuszczać, że
      ten mechanizm szantażu będzie coraz częściej używany, kiedy osi francusko-
      niemieckiej będzie zależeć na przeforsowaniu swoich planów.

      Drugi mechanizm to znaczne wzmocnienie pozycji osi Paryż -Berlin w Radzie
      Ministrów. Zasada funkcjonowania Rady polega na tym, że władzę w niej ma ten,
      kto może zablokować zmianę, której chce większość. Taką możliwość blokady można
      przehandlować za coś, na czym danemu państwu bardziej zależy. Tzw. blokująca
      mniejszość malała z każdym rozszerzeniem Unii, dzięki czemu coraz więcej krajów
      mogło stosować tę taktykę - jeśli nie pojedynczo, to w grupkach kilku państw.
      Nowy system głosowania w Radzie Ministrów ma na celu dramatyczne ograniczenie
      liczby krajów, które ten zabieg będą mogły stosować.

      Za nasze wpływy i wasze

      Po 2009 r. bardzo trudno będzie komukolwiek poza Francją i Niemcami stosować
      metodę "blokującej mniejszości". Aby zablokować propozycję popieraną przez
      większość, oś będzie potrzebowała poparcia jedynie Wielkiej Brytanii albo Włoch
      lub Hiszpanii czy Polski plus jednego z ośmiu mniejszych państw z ludnością
      przewyższającą 9 mln. Często będzie tak, oczywiście, że znajdzie się
      inna "blokująca mniejszość", ale tylko Francja i Niemcy będą mogły regularnie
      stosować szantaż blokowania jako sposób maksymalizacji wpływów i prestiżu.

      Według procedur z Nicei każde trzy z sześciu największych krajów Unii (łącznie
      z Hiszpanią i Polską) mają taką możliwość i - co więcej - mają ją wszystkie
      praktycznie w tym samym stopniu. Nie jest to specjalnie demokratyczne z
      perspektywy małych krajów, ale ogranicza szczególną pozycję osi i dlatego jest
      znacznie zdrowsze dla rozwoju Unii aniżeli system proponowany przez Konwent.
      Stawiając weto nowym rozwiązaniom, nie robilibyśmy tego tylko dla własnych
      partykularnych interesów, lecz dla dobra całej Europy.

      Ale jest i drugi powód, dla którego nie trzeba wykluczać użycia weta. Pozycja
      kraju w Unii zależy nie tylko od liczby głosów, ale też od umiejętności
      urzędników i dyplomatów oraz determinacji politycznej. Na naszych urzędników i
      dyplomatów na razie nie ma co liczyć, mają przecież wiele do nauczenia się o
      wewnętrznych mechanizmach funkcjonowania Unii. Pozostaje determinacja, której
      znaczenie pokazuje przykład Hiszpanii: dzięki bezwzględnej obronie własnych
      interesów udało się jej uzyskać wpływy na równi z Włochami. Postawienie weta
      konstytucji byłoby bardzo konkretnym dowodem naszej determinacji politycznej i
      ustawiłoby Polskę wśród krajów, które naprawdę się liczą w Unii.

      Jednak weto to broń, k
      • wsteczniak Re: Profesor przeczytal, profesor zrozumial (2/2) 02.10.03, 10:39
        Jednak weto to broń, której się używa raz na 10 lat, jeśli nie chce się być
        dyplomatycznie izolowanym przez długie lata. Można go używać tylko w sprawach
        najważniejszych. A taką jest system głosowania w Unii.

        Wariant trzydziestoprocentowy

        Aby skutecznie walczyć o Niceę, trzeba przekonać "siedemnastkę" małych krajów
        niezadowolonych z wyniku Konwentu oraz Anglików i Włochów, że walczymy nie
        tylko o nasze, ale także o ich wpływy w Unii. Natomiast gotowość używania weta
        nie oznacza koniecznie braku możliwości kompromisu, nawet w sprawie systemu
        głosowania.

        Trzeba mieć jasno sprecyzowany zasadniczy cel polskiej polityki w tej sprawie:
        utrzymanie możliwości tworzenia "mniejszości blokującej" w rękach szerszej
        grupy państw aniżeli tylko Francja i Niemcy. Forma osiągnięcia tego celu jest
        drugorzędna i nie musi ona koniecznie polegać na utrzymaniu reguł z Nicei.

        I tak, gdyby w nowej konstytucji zmniejszono "mniejszość blokującą" z 40 proc.
        do 30 proc. ludności UE, to już osiągnęlibyśmy nasz główny cel. W takim wypadku
        ową mniejszość stanowiłyby Wielka Brytania i Włochy razem z Hiszpanią lub nami,
        lub Niemcy z dowolną dwójką spośród pozostałej "wielkiej piątki" (w której
        znajduje się Polska). Ułatwienie Niemcom kompletowania "blokującej mniejszości"
        bez Francji jest także w naszym interesie, bo osłabia wspólny francusko-
        niemiecki front.

        Wariant "trzydziestu procent" ma ten plus, że formalnie Niemcy w Radzie
        Ministrów będą miały dwa razy więcej głosów niż Hiszpania czy Polska, jak im
        przysługuje ze względu na liczbę mieszkańców. Nie jest więc tak rażąco
        niesprawiedliwy jak rozdanie z Nicei.

        Pozostawia także nietkniętą nową zasadę, że "blokująca mniejszość" to połowa
        państw i pewien procent ludności Unii. Dlatego formalnie niewiele zmieniamy w
        systemie głosowania proponowanym przez d'Estainga, choć naprawdę zmieniamy
        wszystko. Bo z punktu widzenia naszego prawdziwego znaczenia w głosowaniu w
        Radzie Ministrów, czyli możliwości skompletowania "mniejszości blokującej",
        wariant ten prawie niczym się nie różni od nicejskiego.

        Autor jest profesorem na Uniwersytecie Europy Środkowej (CEU) w Budapeszcie
        oraz członkiem Rady Naukowej Fundacji CASE - Centrum Analiz Społeczno-
        Ekonomicznych
Pełna wersja