Ciarki po plecach ! Wrocław i Szczecin pakować się

23.10.03, 22:50
To tekst z "Rzeczpospolitej" :
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031023/prawo/prawo_a_2.html

Zwrócić należy uwagę na podsumowanie :
W styczniu 1946 r. alianci zachodni zawarli tzw. umowę paryską, w której
przydzielili każdemu z osiemnastu państw-stron procentowy udział w
reparacjach i określili reguły zaliczenia na poczet reparacji przejętego już
majątku niemieckiego. Po powstaniu RFN trzy mocarstwa zachodnie (USA, Wielka
Brytania i Francja) zawarły z nią w 1952 r. tzw. traktaty bońskie, które
m.in. zabezpieczały nabytą własność majątku niemieckiego i wyłączały
możliwość dochodzenia roszczeń odszkodowawczych. Stosowna norma jednego z
nich (traktat w sprawie regulacji kwestii wynikających z wojny i okupacji z
26 maja 1952 r.) brzmiała: "RFN nie będzie podnosić w przyszłości żadnych
zarzutów przeciwko działaniom, które przeprowadzone zostały lub powinny
zostać przeciwko niemieckiemu majątkowi za granicą (...). Niedopuszczane są
także skargi i roszczenia przeciwko osobom, które taki majątek nabyły lub
przekazywały, jak i organizacjom i rządom lub osobom działającym w ich
imieniu w sprawach wywłaszczania Niemców". Sama RFN zobowiązała się dołożyć
starań, by byli właściciele otrzymali odszkodowanie.

Już po zawarciu 12 września 1990 r. traktatu 2+4 przez stosowną wymianę not
między rządem RFN a rządami USA, Wielkiej Brytanii i Francji potwierdzono
powyższe postanowienia.

Ten sam traktat z 1952 r. pozwolił RFN na rozpoczęcie negocjacji w sprawie
zwrotu byłym właścicielom przejętych majątków lub wypłaty sum uzyskanych z
ich sprzedaży. W MSZ powołano Departament ds. Niemieckiego Majątku za
Granicą. Zawarto ponad dwadzieścia specjalnych umów przywracających
obywatelom niemieckim prawa majątkowe za granicą.

Państwo niemieckie wpłacało państwu zwracającemu majątek ryczałtową sumę
zaliczaną na poczet świadczeń reparacyjnych. Mimo licznych nacisków
politycznych majątków niemieckich nie zwróciły Stany Zjednoczone.

Tymczasem w latach 50. z Polski zaczęli wyjeżdżać przebywający w
niej "prawdziwi" Niemcy, którzy bezpośrednio po wojnie zapewniali
funkcjonowanie kopalń, fabryk, elektrowni itp., a także, z powodu
politycznych prześladowań lub z przyczyn ekonomicznych, Mazurzy, Ślązacy itp.
Fala emigracji pod hasłem łączenia rodzin nasiliła się w latach 70. Jak
podają źródła historyczne, w latach 1950 - 1980 wyjechało ok. 600 tys. osób
(tzw. Sp?taussiedler). Wskutek wyjazdu traciły obywatelstwo polskie na
podstawie niepublikowanej uchwały Rady Państwa nr 37 z 1956 r. Przed wyjazdem
rozwiązywały też wszystkie swoje sprawy majątkowe - działki, domy, mieszkania
przekazywały krewnym albo szybko, a więc często niekorzystnie, sprzedawały.
Ci, którzy nie zdążyli - tracili go na rzecz państwa polskiego.

Były trzy okazje

Sukcesem dyplomacji niemieckiej jest, że w przededniu wejścia Polski do Unii
ciągle nie ma jednoznacznego, prawnomiędzynarodowego aktu zamykającego
wyraźnie powojenne sprawy majątkowe. Jak podkreślił 28 czerwca 2003 r. w swym
wystąpieniu na 54. Zjeździe Niemców Sudeckich premier Bawarii Stoiber,
zwycięstwem Niemców jest również "europeizacja" problemu "wypędzeń i
wywłaszczeń".

Z kolei Polska uznaje, że sprawę przejęcia majątków niemieckich jako
reparacji zamyka "milcząco" traktat 2+4, podpisany 12 września 1990 r. w
Moskwie. Nie mamy takich porozumień z RFN jak państwa zachodnie. Nawet umowa
poczdamska tworzy jedynie prawo na rzecz państwa trzeciego (Polski) i
obowiązek po stronie niemieckiej.

A sprawie można było ukręcić łeb trzykrotnie. Przede wszystkim nie
wykorzystano fenomenu 1989 r., kiedy kanclerz Kohl za doprowadzenie do
zjednoczenia zapłaciłby każdą cenę. Zdyskontował to jedynie Gorbaczow,
uzyskując w traktacie zjednoczeniowym potwierdzenie wywłaszczeń dokonanych na
cele tzw. reformy ziemskiej (1945 - 1949). Polska w euforii oficjalnego
potwierdzenia przez RFN granicy na Odrze i Nysie zapomniała, że zgodnie z
prawem międzynarodowym samo przesunięcie granicy nie uzasadnia jeszcze
przejęcia majątków osób prywatnych. Po przyjęciu traktatu 2+4 dopuściła nawet
do tego, by podkreślono ciągły brak w stosunkach polsko-niemieckich regulacji
spraw dotyczących majątków. 17 czerwca 1991 r. podpisano traktat o
dobrosąsiedzkich stosunkach i przyjaznej współpracy, załączając do niego
jednobrzmiące listy ministrów spraw zagranicznych, których pkt 5 stwierdza,
że "niniejszy traktat nie zajmuje się sprawami obywatelstwa i sprawami
majątkowymi".

Przeoczono także okazję podczas wiązania się europejską konwencją o ochronie
praw człowieka i podstawowych wolności (1993, konwencja), jak i traktatem
akcesyjnym (2002). Wystarczyłyby nawet dwa zastrzeżenia o niestosowaniu norm
konwencji i prawa Unii do sprawy byłych majątków niemieckich. Właśnie w ten
sposób postąpiła Austria i Szwajcaria, kiedy przystępowały do konwencji.

Wystarczy znaleźć sposób

Dzięki strategicznej polityce państwa niemieckiego w 1989 r. wypędzeni
otrzymali niespodziewany prezent. Członkostwo Polski w Radzie Europy i w Unii
ma jednoznaczne konsekwencje prawne: oznacza poddanie się niezależnym
trybunałom: Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka w Strasburgu oraz
Europejskiemu Trybunałowi Sprawiedliwości w Luksemburgu. Teraz wypędzeni
muszą tylko znaleźć sposób na zastosowanie zarówno mechanizmów konwencji, jak
i prawa Unii do sprawy byłych majątków niemieckich. I sztaby ich prawników
takich sposobów szukają. Nie należy tu się jednak dopatrywać ekstremalnych
zachowań politycznych czy nowej fali rewanżyzmu. Interes to interes. A jest o
co walczyć. Dane niemieckie wyliczają przejęty przez Polskę majątek na ponad
37 mld marek (prawie 19 mld euro) według wartości z 1945 r.

Sprzyja Niemcom odsuwany przez Polskę problem tzw. reprywatyzacji.
Konieczność wypłaty odszkodowania z tytułu powojennych wywłaszczeń i
nacjonalizacji zbliża się nieuchronnie. Planowana ustawa, przyznając prawo do
odszkodowania (lub zwrotu majątku), musi wyłączyć z niej Niemców. Ale teraz
wyłączenie takie musi być formalnie zgodne z konwencją i prawem europejskim.
Prosta przesłanka obywatelstwa naruszy formalny zakaz dyskryminacji zawarty
zarówno w konwencji (art. 14), jak i w traktacie ustanawiającym WE (art. 12),
nie będzie też zgodna z art. 6 TUE ani z art. 1 protokołu dodatkowego do
konwencji.

Problemem jest też sprawa późnych przesiedleńców. Naczelny Sąd
Administracyjny, a następnie Sąd Najwyższy zanegowały legalność utraty
obywatelstwa na podstawie uchwały Rady Państwa nr 37 z 1956 r. przez osoby,
które wyjeżdżały do Vaterlandu (sprawa Rygoli). Każda z nich lub ich
potomkowie mogą zwrócić się o potwierdzenie obywatelstwa polskiego. W ten
sposób o kilkaset tysięcy może zwiększyć się liczba obywateli polskich,
którzy staliby się uprawnieni do zwrotu utraconych majątków lub udziału w
tzw. reprywatyzacji. Tym samym osoby te mogłyby uzyskać korzyść dwa razy: raz
po wyjeździe z Polski, kiedy otrzymali rekompensaty (Lastenausgleich) od
rządu RFN, drugi raz w Polsce.

Ten trzeci

W tej sprawie Polska musi grać ostro i w zespole. Zdecydowanie bardziej
stanowczo niż w procesie negocjacji o członkostwo w Unii. Należy także
pamiętać, że arbitrzy mogą sprzyjać drużynie przeciwnej. W przeciwieństwie do
stanowisk prawnych obowiązujących kiedyś na wschód od Odry, w państwach
zachodnich własność jednostki była i jest "święta", a pozbawić jej można
jedynie za odszkodowaniem. W myśl tej zasady postępowały te państwa także z
majątkiem niemieckim. Jeżeli np. w takiej sprawie skład Trybunału Praw
Człowieka w Strasburgu zostałby zdominowany przez lobby skandynawsko-
niemieckie, to szanse Polski będą ograniczone.

Należy także jasno powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze - pojedynczy obywatel
polski, dzisiejszy właściciel majątku, nie będzie bezpośrednią ofiarą tego
zamieszania. Prawo międzynarodowe dopuszcza bowiem wywłas
    • bebokk Ciarki po plecach ! c.d. 23.10.03, 22:53
      Prawo międzynarodowe dopuszcza bowiem wywłaszczenia. Chodzi jedynie o ocenę
      obowiązku wypłaty odszkodowania dla byłych właścicieli. Po drugie - przy
      obecnych standardach międzynarodowych prawdziwa walka toczy się nie o to, czy
      wypłacić odszkodowanie, ale już o to, kto to powinien zrobić. Nie będzie
      sytuacji pośredniej. Wygrana Polski to klęska RFN. Wypędzeni zaraz wystąpią z
      roszczeniem do własnych władz. I słusznie, bo dlaczego Niemiec posiadający
      majątek w Holandii, Hiszpanii lub w innym państwie zachodnim odzyskał go albo
      otrzymał odszkodowanie, a niemiecki właściciel spod Szczecina ma się zadowolić
      skromną "socjalną rekompensatą"? Dlatego z boku i cicho bierze w tej grze
      udział także trzeci, bardzo nią zainteresowany gracz: państwo niemieckie - o
      którym obie strony jakby zapomniały.

      Ofiara prawa

      Przypomnijmy, że po I wojnie światowej także przejmowano niemieckie majątki za
      granicą. Art. 297i traktatu wersalskiego wyraźnie jednak wskazywał państwo
      niemieckie jako zobowiązane do wypłaty odszkodowania. Gdyby po II wojnie
      światowej podpisano prawdziwy układ pokojowy, sprawy potoczyłyby się podobnie.
      Ponieważ jednak takiego układu nie było, a w stosunkach polsko-niemieckich
      również nie nastąpiło wyraźne (umowne) przerzucenie tego obowiązku na RFN,
      domaganie się odszkodowania od Polski stanowi rację stanu dla Berlina. Po co
      wypłacać odszkodowanie trzem milionom wypędzonych, kiedy już ich zbyto
      groszowymi rekompensatami (Lastenausgleich), a działalność polityczną
      ukierunkowano przez prawie sześćdziesiąt lat przeciw Polsce? Tym bardziej że po
      ewentualnym otrzymaniu odszkodowania od Polski wypłacone rekompensaty
      podlegałyby zgodnie z niemieckim prawem w dużej części zwrotowi do budżetu RFN.

      Powstaje paradoks: moralna racja leży po stronie Polski, ofiary agresji
      niemieckiej, jednego ze zwycięzców II wojny światowej. Formalnie jednak
      sytuacja staje się niejednoznaczna. Zupełnie jak z atakiem USA na Irak. Tylko
      że pozycja Polski w świecie jest mniej znacząca niż Stanów Zjednoczonych. Przy
      dzisiejszym deficycie budżetowym, planowanych wydatkach reprywatyzacyjnych,
      roszczeniach zabużan, Żydów w USA itp. istnieją obawy, że Polska mogłaby paść
      ofiarą zasady dura lex sed lex.

      Nie rozumiem tylko jednego :
      "Należy także jasno powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze - pojedynczy obywatel
      polski, dzisiejszy właściciel majątku, nie będzie bezpośrednią ofiarą tego
      zamieszania. Prawo międzynarodowe dopuszcza bowiem wywłaszczenia"
      Skoro dopuszcza wywłaszczenia, a obecni mieszkańcy mają tylko wieczysta
      dzierżawę,a państwo polskie nie ma pieniędzy na odszkodowania,
      to .........
      • Gość: A Re: Ciarki po plecach ! c.d. IP: *.netspeed.com.au 25.10.03, 12:50
        bebokk napisał:
        > Nie rozumiem tylko jednego :
        > "Należy także jasno powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze - pojedynczy obywatel
        > polski, dzisiejszy właściciel majątku, nie będzie bezpośrednią ofiarą tego
        > zamieszania. Prawo międzynarodowe dopuszcza bowiem wywłaszczenia"
        > Skoro dopuszcza wywłaszczenia, a obecni mieszkańcy mają tylko wieczysta
        > dzierżawę,a państwo polskie nie ma pieniędzy na odszkodowania,
        > to .........

        Czy wieczysta dzierzawa od panstwa nie przestala istniec pare miesiecy temu?
        Chyba zostala zamieniona na wlasnosc.

        Mysle, ze dotychczasowe rzady polskie nie "mialy odwagi" podjac tego tematu z
        Niemcami ani tez negocjujac warunki przystapienia do Unii z powodu takze
        zwyklego kunktatorstwa. Co sie odwlecze to.... Napewno bedzie trudniejsze do
        naprawienia.
        Jesliby Niemcy po kolejnej zmianie rzadu zmienili radykalnie polityke wzgledem
        odszkodowan od Polski, ktorych obecnie nie zadaja - to pozostanie trudna droga
        powrotu do stolu negocjacyjnego i podpisania z Niemcami traktatu pokojowego.
        Wtedy oczywiscie stanie sprawa reparacji wojennych, ktore z roznych powodow nie
        zostaly Polsce wyplacone ani nawet nie probowano oszacowac ich wielkosci. Nie
        watpie, ze z roznych wzgledow Niemcy takze nie parli dotychczas aby te sprawe
        uregulowac. Chyba nikt ani tu ani tam nie watpi, ze Niemcy na tym straciliby
        netto spore pieniadze.

        Ale sprawy moga pozostac "na zawsze" tam gdzie obecnie sa, czyli pozostanie
        tzw. stan bezumowny. Wiele wojen na swiecie tak wlasnie sie skonczylo i
        obecnie zyjacym potomkom tamtych zwyciezcow i pokonanych nie zalezy na tym aby
        znow wracac do starych konfliktow. Czlonkowstwo w Unii moze temu sprzyjac (ale
        nie musi!).
        Pozdrowienia,
        A
        • Gość: alois Re: Ciarki po plecach ! c.d. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.03, 13:04
          Gość portalu: A napisał(a):

          > Ale sprawy moga pozostac "na zawsze" tam gdzie obecnie
          sa, czyli pozostanie
          > tzw. stan bezumowny. Wiele wojen na swiecie tak
          wlasnie sie skonczylo i
          > obecnie zyjacym potomkom tamtych zwyciezcow i
          pokonanych nie zalezy na tym aby
          > znow wracac do starych konfliktow.


          taki stan wam by sie podobal?
          ale tak latwo chyba nie bedzie ;-)
          • Gość: A Re: Ciarki po plecach ! c.d. IP: *.netspeed.com.au 25.10.03, 23:08
            Gość portalu: alois napisał(a):

            > Gość portalu: A napisał(a):
            >
            > > Ale sprawy moga pozostac "na zawsze" tam gdzie obecnie
            > sa, czyli pozostanie
            > > tzw. stan bezumowny. Wiele wojen na swiecie tak
            > wlasnie sie skonczylo i
            > > obecnie zyjacym potomkom tamtych zwyciezcow i
            > pokonanych nie zalezy na tym aby
            > > znow wracac do starych konfliktow.
            >
            >
            > taki stan wam by sie podobal?
            > ale tak latwo chyba nie bedzie ;-)

            Nie wiem czy akurat ja (wam) mam cos wspolnego z takim zalatwianiem spraw.
            Stwierdzam poprostu fakt. Uwazam tez, ze traktat pokojowy z Niemcami powinien
            byc zawarty a odszkodowania wojenne Polsce wyplacone. Wtedy tez uniknelibysmy
            na tym forum takiego warczenia i wscieklizny glownie ze strony "nowych
            Niemcow", z ktorym mamy doczynienia od czasu do czasu.
            Pozdrowienia,
            A
Pełna wersja