maalgo
23.04.04, 19:21
Oddzielilismy sie od ZDK i zawarlismy niedawno umowe z firma, ktora miala
rzekomo byc super (mi.in. w giminie pozytywne opinie).
Wlasciciel tej firmy, licencjonowany zarzadca skierowal do naszego budynku
mloda dziewczyne (nazwijmy ja pania X), ktora "przyucza sie do zawodu" i nie
ma licencji. Efekt jest taki, ze przez dwa miesiace suszylismy jej glowe, ze
chcemy wymienic piony kanalizacyjne przed majowa podwyzka VAT - u i nic nie
zrobila.
Czy ona w ogole moze byc administratorem nie majac uprawnien??? Prosbe, by
wlasciciel firmy skierowal do nas kogos doswiadczonego, z licencja (bo
zatrudnia takich ludzi) skwitowal: "oni sa przydzieleni do innych budynkow,
jeden z nich udziela rady pani X, zawsze tez pani X moze poradzic sie mnie.
Jesli to Panstwu nie pasuje, mozemy rozwiazac umowe."
Tak wyglada nasza swietlana przyszlosc (od lutego) z nowa firma zarzadzajaca
o ugruntowanej reputacji w Wawie, firma, ktora prawdopodobnie z powodu tego,
ze jestemy mala wspolnota ma nas gdzies, bo niewiele zarabia.
Aha, na dyzurze Stow. Wspolnota Mieszkaniowa powiedziano mi, ze X powinna
miec licencje, ale wlasciciel firmy usmiechnal sie tylko z politowaniem
slyszac te rewelacje i powiedzial, ze nie musi. Kto ma racje?