sagittarius1313
06.10.11, 01:32
Witam wszystkich Forumowiczów.
To mój pierwszy wątek i od razu trudny temat do rozpatrzenia. Czy jeden członek wspólnoty mieszkaniowej może zastopować uchwałę wspólnoty podjętą większością głosów?
Sprawa rysuje się następująco... Należę do wspólnoty od niespełna roku i jestem tam najmłodszy. Średnia wieku to ok. 60 lat. Starzy ludzie, którzy nie mają chęci, zdrowia ani jak się ostatnio okazało kompetencji i świadomości w podejmowaniu ważnych decyzji w kwestii budynku mieszkalnego. Wszystkie obowiązki i starania o dobro budynku cedują na administratora. By zabiegać o swoje walczą jedynie między sobą i nie mogą dojść do porozumienia. Za kilka dni ma rozpocząć się termomodernizacja budynku, na którą z trudem zapadła pozytywna decyzja. Byłem jedną z osób zdających sobie sprawę z faktu, że tego rodzaju inwestycja zmniejszy nakłady na ogrzewanie i polepszy jego stan ogólny. Optowałem więc za remontem, ale do czasu... Ostatnio na ścianie stykowej z sąsiednim budynkiem (dylatacja pomiędzy ścianami stykowymi ok. 2 cm), pojawił się grzyb. Zainteresowałem się tematem i zacząłem działać. Po mrożącej krew w żyłach lekturze czasopism i forów „grzybiarzy” borykających się z problemem od wielu lat, sięgnąłem po projekt budowlany termomodernizacji i audyt energetyczny. Jednocześnie poproszony prze administratora o podpis na wydanie dyspozycji o przyznanie pierwszej transzy pieniędzy – na zakup materiałów budowlanych - dla firmy wykonującej termomodernizację powiedziałem nie. Opisałem administratorowi w czym problem. Dokonaliśmy wspólnej wizji lokalnej i po rozmowach jak sytuacji zaradzić zdałem sobie sprawę, że żadnych gwarancji na zażegnanie problemu nie mam. Ewentualne roboty zaradczo-naprawcze mają zostać wykonane w bliżej nieokreślonej przyszłości po termomodernizacji, za pieniądze których nie ma. Na termomodernizację został zaciągnięty kredyt, a decyzja na jego zaciągnięcie „urodzona” została w straszliwych bólach i wydłużona w czasie. Podniosło się straszliwe larum, że jakiś troublemaker, Bóg wie skąd przyjechał i wtyka swój nos w nie swoje sprawy. Przez niego wspólnota straci premię termomodernizacyjną i będzie musiała ponieść karę za niewykorzystanie przyznanych przez bank środków. Czterdzieści lat nikt problemu nie widział, a teraz nagle problem jakiś jest. A taki był milutki jak członków wspólnoty zapoznawał i o pozwolenie na prowadzenie działalności gospodarczej w lokalu prosił. Teraz problemy robi. Kiedyś jak jeszcze Komitet był, to można było na skargę iść i Komitet sprawę załatwił, a teraz nie ma komu się poskarżyć, tylko stary człowiek musi się użerać z takim młodym. Jak to w ogóle możliwe, że on jakiś głos ma w całej tej sprawie.
FAKTY:
Projekt budowlany i audyt są niekompletne – brak dokumentów z wizji lokalnej, czy oceny stanu technicznego fundamentów i ścian budynku, które wg ich autorów dostarczył inwestor. Poprosiłem administratora o takowe dokumenty. Dowiedziałem się, że ich nie posiada. Na pytanie dlaczego i gdzie są, usłyszałem odpowiedź: „panie, a kto by za to zapłacił”. Oba projekty bazują na nie istniejącej dokumentacji. W opisie stanu technicznego budynku zawarta jest nieprawda: „budynek w stanie średnim, ściany otynkowane, bez śladów wilgoci”. Załączona dokumentacja fotograficzna przedstawia zdjęcia ściany frontowej, na której zaistniał problem (także od zewnątrz), tyle że z odległości ok. 50m. Miejsce gdzie grzyb i wilgoć są największe, jakoś tak niefortunnie zasłania przybudówka sąsiedniego budynku...
Przecież chyba ktoś te projekty sprawdził, a ktoś inny je zatwierdził. Tak czy nie? Uchybień, nieścisłości między projektem budowlanym i audytem (który swoją drogą sporządzony został 3 m-ce po projekcie budowlanym i zmiany w nim zawarte nie zostały wtórnie uwzględnione), jest o wiele więcej. Opisanie szczegółowo całego problemu zajęłoby bardzo dużo miejsca. Forumowiczom mogłoby nie starczyć cierpliwości na czytanie kompletnego wywodu. Jeśli dyskusja się rozwinie chętnie opiszę sprawę dokładniej.
Budynek datuje się około 1930 roku. Problem dotyczy ścian konstrukcyjnych budynku, tak wewnątrz jak i na zewnątrz, będących własnością wspólnoty. Brak izolacji poziomej i pionowej. Lokal w tym miejscu jest nie podpiwniczony. Brak izolacji w posadzce. Zastany na podłodze gres leży na warstwie kleju i cienkiej wylewki, a ta bezpośrednio na klepisku. Po ścianie frontowej biegną dwie rynny spustowe, z których woda wnika prosto w ziemię. Brak odprowadzenia do burzówki. Brak drenażu. BRAK OSÓB WE WSPÓLNOCIE, KTÓRE SĄ W STANIE OGARNĄĆ PROBLEM SWOIM UMYSŁEM. Przewodnicząca wspólnoty w odpowiedzi na moje słowa na zmianę to śmieje się, to płacze, to mówi że obrażam ją swoimi argumentami i czego ja w ogóle od niej chcę. Na koniec dowiedziałem się, że jeśli nie dam jej spokoju, to ona ma „zięcia, który mnie załatwi”.
Szczerze mówiąc w pale mi się cała sytuacja nie mieści, bo przekaz jest taki, że członkowie wspólnoty wolą wydać zaciągnięty kredyt na termomodernizację, polegającą na obłożeniu budynku do niedawna będącym w ewidencji zabytków styropianem i tym samym podjąć decyzję brzemienną w skutkach pogorszeniem obecnej sytuacji, niż ponieść konsekwencje niewykorzystania środków (ok. 100 zł miesięcznie/mieszkanie). DECYZJA TAKA POGORSZY I TAK ZŁY JUŻ STAN ŚCIAN I FUNDAMENTÓW, nie wspominając o warunkach powietrza panujących w moim lokalu, zagrożeniu zdrowia i życia na skutek zarodników grzybów obecnych w powietrzu. Stare przysłowie mówi „moja chata skraja” i taką widać mentalność mają członkowie wspólnoty.
Zebranie wspólnoty 11 października 2011r. Plan jest taki, że zostanę zdjęty z obejmowanego stanowiska, na moje miejsce wybrana będzie inna osoba, mój sprzeciw przegłosowany większością głosów, pieniądze przyznane wykonawcy i po problemie - sprawa zamknięta.
PYTANIE: Czy posiadając słuszne wg mnie argumenty i bijąc na alarm, gdy zostanę przegłosowany, mogę w jakiś sposób zahamować rozpoczęcie robót?
Pomóżcie proszę, bo czas nagli, a zdrowie mam jedno.
Pozdrawiam
sagittarius1313