pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szatani!!!

26.06.05, 15:30
Kupiłam mieszkanie w dużej kamienicy (ok. 100 lokali, większość własnościowa).
W administracji (osobny budynek, kilkunastu jak nie lepiej pracowników -
obsługują chyba kilka wspólnot) na dzieńdobry usłyszałam, że:
- jestem upierdliwym interesantem (pracownice wyjątkowo aroganckie - "to chyba
pani wie, że z tym do pokoju 11 a tamto na dziennik podawczy, proszę się nie
zabierac nam czasu");
- nie mogę przejrzeć teczki budynku, żeby zobaczyc, kto mieszkał w moim lokalu
przed ostatnim włascicielem, bo ustawa o ochronie danych osobowych (teczka
nalezy do mojej wspólnoty, więc chyba mam do niej prawo wglądu co najmniej
takie, jak pani, którą zatrudniam do administrowania??);
- dokumentacja techniczna budynku jest niedostępna, zginęła; szef "pionu
technicznego" nie wie, kiedy była ostatnio przeprowadzana inwentaryzacja - a
ja chcę mieć przed remontem wyrys np. pionów i info o ich stanie!!!!);
- nie ma jeszcze protokołu z walnego zebrania (kwiecień), a stenogram tegoż
jest dla mnie niedostęny;
- wszystkie pytania nt. wspólnoty mogę zadać za dwa tygodnie, bo dopiero wtedy
administrator będzie miała czas podpisać ze mną umowę;
- itd.
Jedna z pań zdążyła nawet na mnie nawrzeszczeć, że nie przyniosłam kserokopii
aktu notarialnego, tylko odpis - też na nią nawrzeszczałam i w końcu z wielką
łaską sama zrobiła ksero (po tym, jak zażądałam info, czy administracja
naprawdę nie ma kserografu, bo oczywiście usiłował mnie spławić po ten
świastek do jakiegoś punktu usługowego pięć ulic dalej).
CZY JA ŚNIĘ?
To są realia wspólnoty mieszkaniowej? Za to mam płacić blisko 200 zł
miesięcznie (bez funduszu remontowego, oczywiście)?
Czy te panie nie mają świadomości, że nie jestem interesantem, tylko ich
PRACODAWCĄ?
A może to mi się coś pomyliło?????

    • lodziak75 Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 18:51
      Gminne administracje to ostatni bastion socjalizmu w wolnej Polsce.
      Mimo upływu 15 lat nic tam się nie zmienia.

      Nadal obowiązuje karuzela stanowisk dyrektorskich. Obejmują je "sami swoi".
      Średni personel to "mierni ale wierni" - bez wykształcenia i licencji.

      Zajmują się administrowaniem wspólnotami mieszkaniowymi, mimo, że nie wolno im
      tego robić, gdyż jest to niezgodne z prawem.
      Nie mają odpowiedniego oprogramowania do rozliczania wspólnot.
      Łamią ustawę o własności lokali notorycznie.

      Wszystko to im się udaje dzięki nieświadomości znakomitej większości właścicieli
      wykupionych lokali, oraz tolerowaniu bezkarności przez ich przełożonych
      zasiadających we władzach miasta.

      • wprost5 Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 20:54
        Niestety, smutne ale prawdziwe.
        Chyba najwyższa pora, aby załozyć jakieś stowarzyszenie członków wspólnot i
        połozyć wreszcie kres tym arogantom z byłych PGM-ów, ZBM-ów i czort wie jak jak
        jeszcze nazywanym nazwanym spadkobiercom poprzedniego okresu.
        W pojedynkę niestety członkowie wspólnot będą się nieustannie szarpać tracąc
        czas i nerwy.
    • serafin666 Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 20:54
      a jaką to umowę własciciel ma podpisać z administratorem ? to jakiś absurd ; za
      zła obslugę włascicieli przez administratora odpowiada również ZARZĄD
      wspólnoty ...
      • majkowa Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 22:08
        serafin666 napisał:

        > a jaką to umowę własciciel ma podpisać z administratorem ? to jakiś absurd ; za
        >
        > zła obslugę włascicieli przez administratora odpowiada również ZARZĄD
        > wspólnoty ...

        Proszę wskazać jak zarząd ma wymóc na gminnym administratorze prawidłowe
        działanie gdy łamie on bezkarnie ustawę o własności lokali,
        rozwiązanie umowy trwa 6 miesięcy, bo tyle gmina wpisała sobie do umowy, a
        sprawy w sądzie trwają rok?

        Proszę zapytać w zakładach budżetowych, z którymi ma pan do czynienia przy
        okazji administrowania wspólnotami, ilu licencjonowanych zarządców zatrudniają,
        ilu zatrudnili ostatnio i kto w AN-ie zna ustawe o własności lokali.

        Ich cały wysiłek skupia się na tym aby właściciele wiedzieli jak najmniej o
        swoich prawach.
        Popłoch i agresję u pracowników gminnych zakładów budżetowych wywołuje
        właściciel wykształcony, znający UWL i wymagający właściwego poziomu usług, za
        które płaci grube pieniądze.

        Zarząd najczęściej jest ubezwłasnowalniany przez gminnego zarządcę. Zabiera mu
        się wszystkie uprawnienia wynikające z ustawy.

        Proszę nie udawać, że pan nie wie o tym.
        • serafin666 Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 22:20
          najważniejsza część pytania dotyczy umowy administrator-właściciel ; ponadto :
          "licencjonowanie" to bzdura wmawiana właścicielom
          • majkowa Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 23:06
            serafin666 napisał:

            > "licencjonowanie" to bzdura wmawiana właścicielom

            Widzę,że pański umysł nie obejmuje korzyści wynikających z zatrudnienia przez
            wspólnotę uczciwego, wykształconego administratora z licencją zawodową.

            Na szczęście zarządy wspólnot mające jakie takie pojęcie o zarządzaniu
            nieruchomością myślą inaczej. I jest ich coraz więcej.

            Czasy gdy, "nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera" na szczęście
            dawno minęły.



            LICENCJA - PODSTAWĄ PRAWNĄ ZARZĄDZANIA NIERUCHOMOŚCIAMI

            Art. 186.USTAWY z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami.

            1. Przy wykonywaniu działalności zawodowej zarządca jest zobowiązany stosować
            przepisy prawa i standardy zawodowe, kierować się zasadami etyki zawodowej, a
            czynności zarządzania wykonywać ze szczególną starannością, właściwą dla ich
            zawodowego charakteru. Jest on także zobowiązany do kierowania się zasadą
            ochrony interesu osób, na których rzecz wykonuje te czynności.
            2. Zarządca nieruchomości jest zobowiązany do stałego doskonalenia
            kwalifikacji zawodowych.

            Art. 187.

            1. Licencję zawodową zarządcy nieruchomości nadaje się osobie, która:
            1. posiada pełną zdolność do czynności prawnych,
            2. nie była karana za przestępstwa przeciwko mieniu, dokumentom, za
            przestępstwa gospodarcze, za fałszowanie pieniędzy, papierów wartościowych,
            znaków urzędowych, za przestępstwa skarbowe oraz za inne przestępstwa mające
            znaczenie ze względu na wykonywany zawód,
            3. posiada co najmniej średnie wykształcenie,
            4. ukończyła kurs kwalifikacyjny,
            5. odbyła praktykę zawodową w zakresie zarządzania nieruchomościami,
            6. przeszła z wynikiem pozytywnym postępowanie kwalifikacyjne, w tym
            złożyła egzamin uprawniający do otrzymania licencji zawodowej w zakresie
            zarządzania nieruchomościami.
            2. Obowiązek, o którym mowa w ust. 1 pkt 4, nie dotyczy osoby, która
            ukończyła studia wyższe o specjalności związanej z gospodarką nieruchomościami.
            3. Osoba nie posiadająca obywatelstwa polskiego może otrzymać licencję
            zawodową zarządcy nieruchomości po spełnieniu warunków wymienionych w ust. 1
            oraz po wykazaniu się biegłą znajomością języka polskiego.

            Uprawnienia i licencje zawodowe zarządcom nieruchomości nadaje Prezes Urzędu
            Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast na podstawie postępowania kwalifikacyjnego
            zakończonego wynikiem pozytywnym.
            • dobud Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 23:14
              Dla 666 nie minęły, bo on w tamtych czasach wychowany :)
              • dobud Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 23:15
                Acha..........to jest jawne, publiczne nawoływanie do łamania prawa:). Może mi
                666 - znawca prawa - poda paragraf, którym to śmierdzi ?
    • serafin666 Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 23:18
      głupków w Polsce dosyć - dajcie sobie luzu
      • dobud Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 26.06.05, 23:21
        Czyżbyś zarządzał (administrował) nieruchomościami zawodowo bez licencji ? To
        jest karalne, tylko pewnie nie ma kto na Ciebie donieść :):)
        • kikibobo Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 14.10.05, 21:27
          Może zarządzać bez licencji jako członek zarządu wspólnot.
    • 32.na.hamaku Re: pierwsza randka ze wspólnotą - po parapetówie 27.06.05, 01:30
      Pardon, cały dzień nie zaglądałam - parapetówa:DDD
      Racja: na razie odniosłam wrażenie, że chodzi o zniechęcenie mnie do wtrącania
      się do nie swoich spraw. Ale, cholera, to są moje sprawy - własnie za to płacę!
      Zniechęcanie poza kijem przybierało formę marchewki:
      - po etapie podniesionych głosów panie zaczęły informować mnie konfidencjonalnym
      tonem, że np. moga mi dać namiar na hydraulików, którzy zrobią coś tam poza
      "długa drogą administracyjną", że załatwią wymiane okien "bez miesięcy czekania
      na zezwolenie z wydziału architektury" i wreszcie ile należy dac w łapę
      dozorczyni, żeby znalazła mi ustostojąca piwnicę ("nie prowadzimy inwentarza
      piwnic, bo to części wspólne"), dała placet na zajęcie, a później "to już
      pójdzie przez fakt dokonany".
      Jestem coraz bardziej przerażona: kupiłam iles tam metrów z partycypacją w
      dzierżawie (płatnej gminie Praga Północ) działki pod budynek, w częściach
      wspólnych - piwnice - mam okreslony udział, a nie możliwość rzutu na flaszkę
      dozorczyni!!! (z piwnicy mogę swobodnie zrezygnować, bo jej nie potrzebuję, ale
      może wspólnota wobec tego wydzierżawi wszystkie pustostany piwniczne np. na
      magazyny czy na co tam prawo zezwala - dojdzie nam do funduszu remontowego, co?
      Niby żadna kasa, ale w skali roku starczy np. na grodzenie i sianie trawników
      czy inne drobiazgi).
      Jak to jest z tą administracją postgminną? Moja wspólnota zgodziła się na to,
      żeby dalej prowadzili to ci z gminy czy spółdzielni???? (tak wnioskuję z budynku
      , "dziennika podawczego" i reszty delicji). Przecież to jakieś koszmorne koszta!
      • 32.na.hamaku Re: pierwsza randka ze wspólnotą - po parapetówie 27.06.05, 02:28
        Kończę krótko: co robić? Dla mnie to kompletny Bareja.
        Jak wyegzekwować od administratora wywiązywanie się z obowiązków wobec mnie
        (lub: co mi grozi, jeśli nie podpiszę z nim teraz umowy o administrowanie moją
        nieruchomością? Bo wcale nie mam na taka umowę ochoty...)
        Czy mogę doprecyzowac i negocjować punkty takiej umowy? Czy sam fakt posiadania
        nieruchomości w danej wspólnocie zmusza mnie do przyjęcia ustalonego przez
        wspólnotę tekstu umowy?
        Czy muszę czekac do kolejnej wiosny (walnego zebrania) z zatrzeżeniami do
        administratora? (a potem zostanę przegłosowana, bo większość ludzi chyba
        przyzwyczaiła sie do tego "chamstwa w urzędach" i "nie trzeba podskakiwać" - nie
        ma świadomości, że płaci za administrację zlecając USŁUGĘ (tak?), czyli nie
        siłom wyższym, a temi ręcami wybranemu na wolnym rynku najmicie.
        Co się stanie, jeśli będąc pełnoprawnym właścicielem lokalu nie podpiszę umowy z
        administratorem? Jak będą wyglądały moje umowy o dostawe CO, ciepłej wody,
        odprowadzanie ścieków i wywóz śmieci? Czy da się zawrzeć takie umowy z
        odpowiednimi dostawcami bezpośrednio - POZA wspólnotą???
        Miałam nadzieję, że wspólnoty to jakies zaczątki społeczeństwa obywatelskiego -
        świadome, samorządne itd., i że kupując coś na własność będę miała przynajmniej
        możliwość decydowania o losach mojej nieruchomności w ramach większościowych
        uchwał właścicieli, ale nie: na razie nie jestem w stanie przebić się przez
        horrendalną administrację, którą sama opłacam, a która, jak mi wygląda, nie
        reprezentuje również interesów pozostałych właścicieli, tylko jakieś g...ne
        własne - jak to kontrolować???
        Jak egzekwować swoje prawa wynikające z umowy z administratorem? (lub jak jej
        nie podpisać/jak negocjować, patrz wyżej)?
        Ani myślę rzucac blisko dwie stówy miesięcznie aroganckim jazgocącym urzędasom,
        za nic.
        O rety, ale jestem wściekła. Lata zbierania kasy na tzw. własność - sami
        rozumiecie.
        Dzięki za wszystkie dotychczasowe posty, forum czytalam jeszcze przed
        podpisaniem aktu notarialnego - ale wtedy wydawało mi się, że to dość proste -
        jak juz będzie moje, to koniec kłopotów, hurrrra. Teraz jednak intryguje mnie,
        za o mam płacić te dwie stówy miesięcznie. Dodam tylko, że w \ramach tej
        cudownej usługi administracji mam co miesiąc biegać z jakąś wyświechtaną
        książeczką do "kasy" i sterczeć tam w kolejce, bo "na razie nie ma możliwości,
        żeby pani mogła wpłacic za cynsz przez przelew internetowy, musi byc podpis
        administracji".
        Administrator dostaje z tego budynku lekką ręką kilkadziesięt tysięcy
        miesięcznie. Niech mieści się w tym pełny w-wski etat jego, ksiegowej i speca od
        stanu technicznego (tych "speców" jest multum - oddzielni od elektryki,
        huydrauliki, przepisów budowlanych itd. - po ch...? Jeden dobry absolwent
        architektury zrobi całość lepiej i skuteczniej za 5 000 brutto!!!). Gdzie jest
        reszta tej kasy???
        O matko, no idę robić rewolucję.
        I najgorsze,że całe to g...no odbywa się poza naszym prawem, i dalej trwa!!!!
        • wprost5 Będą randki nastepne! 27.06.05, 09:01
          Dzień Kobiet dawno minął ale będę musiał znowu pochwalić trochę kobiety. Zacznę
          od tej mi bliższej, bo z Warszawy - 32nahamaku(nurtuje mnie pytanie, czy może
          leżenie na hamaku tak inspiruje do myślenia?).
          32na hamaku ujęła mnie już na samym początku swojej przygody ze wspólnotą pasja
          do walki o swoje prawa (mam nadzieję, że nie osłabnie). Rzadko kto chce o nie
          walczyć, jak zauważyłem, co najwyżej trochę ponarzeka i szybko zapomina o
          problemie, czeka, aż ktoś za niego sprawę załatwi. Niestety, celują w tym
          mężczyźni, kobiety jeśli już biorą się do rzeczy, to są zdecydowanie bardziej
          zdeterminowane. Nie wiem czy wiecie, ale prezesa spółdzielni Pojezierze w
          Olsztynie, od lat nietykalnego mafioso spółdzielczego, wpakowała do więzienia
          właśnie kobieta! Do tego 32nahamaku jest bystrą obserwatorką czującą jak na
          początek bardzo dobrze sprawę. Ponadto napisała, jak to pracownicy
          administracji próbują "kupić" niewygodnego członka wspólnoty. Jestem
          przekonany, że tym bardziej funkcjonuje to w stosunku do członków zarządu i
          mamy już wytłumaczenie, dlaczego zarządy powoływane spośród członków wspólnoty
          nie dbają o ich interesy. Ponieważ też jestem z Warszawy i też jestem członkiem
          wspólnoty na drugim końcu miasta, chętnie nawiążę jakąś współpracę, chocby
          poprzez wymiane myśli, bo też z przerażeniem obserwuję, że zarządca robi
          praktycznie co chce.
          I tu z kolei pochwała dla Majkowej, której kiedyś trochę dołożyłem za jej
          wypowiedzi w sprawie dostępu do dokumentów wspólnoty. Bardzo trafnie podała
          powody tego bagna, które obecnie istnieje w większości wspólnot. Mam tylko
          jedno zastrzeżenie do jej wypowiedzi - tak jak serafi666, nie uważam, że
          wszystko załatwi posiadanie licencji zarządcy nieruchomości przez
          administratora. Życie uczy, że można mieć nie wiem jakie papierki, ale jak się
          jest szubrawcem, to się nim nadal pozostanie.
          I dlatego mili państwo nie kłóćmy się niepotrzebnie między sobą, bo jest to
          tylko na rękę naszym ciemiężycielom.
        • gosiakz 32.na hamaku ! 27.06.05, 09:46
          To forum powstało w wyniku niezadowolenia współwłaścicieli z działalności
          gminnych i innych administratorów budynków wspólnotowych.
          Trzeba mieć dużo samozaparcia w dążeniu do celu, żeby cokolwiek zmienić w
          kraju , w którym łamanie prawa jest codziennością. I to nie tylko na tym "polu".
          Poczytaj posty dot. ukrywania dokumentów i zarządzania przez zakład budżetowy.
          Na wiele pytań , które zadałaś w tym poście nie potrafię odpowiedzieć, bo
          właśnie są ukrywane dokumenty .........
    • libraa Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 27.06.05, 09:49
      Witaj
      1. przeczytać ze zrozumieniem UWL
      2. Spotkać się z zarządem ( radą mieszakńców)
      3. Dokopać śie do umów zarząd - Administrator.
      4. dokoopać się do umów Administatora z obsługa nieruchomości. ewentalnie jak
      się uda do uchwał i ewidencji.
      To zarząd w imieniu wspólnoty podpisuje umowy z administratorem. ty osobiście
      nie mósisz. Zarzad albo administrator (zarządzca) podpisuje umowy z obsługą
      nieruchomosci na co , wywóz nieczytości itd.
      nie trać wiary w słuszność swojego postępowania, ale czasem usiadź wypij
      drinka i zastanów się spokojnie, bo czesami jest wiele hałasu o nic.
      pozdrawiam
    • jtymczuk Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 04.08.05, 20:47
      Powołać Zarząd spośród właścicieli - a administracja po zasiłek dla
      bezrobotnych !!!!
      • dobud Re: pierwsza randka ze wspólnotą - piekło i szata 04.08.05, 21:17
        Chyba hamak się urwał, bo nie ma jej już 1,5 m-ca :(
        • kakot zyje, ale ma urwanie... 08.08.05, 15:54
          nie hamaka wprawdzie, ale glowy na pewno. No i dostep do netu juz sie
          przeprowadzil, a ona nie ;) bo remont trwa w najlepsze. Trzymajcie kciuki,
          wspierajcie moralnie, to wroci i dostarczy jeszcze lepszych opowiesci. I jesli
          ktos w ogole moze zrobic rewolucje w tym praskim bajzlu adm-owym, to tylko ona,
          co daj Boze amen.
          /podpisano: dobrze poinformowana/
          PS Podziwiam Was wszystkich i zycze powodzenia, widze ze mam rzadka, komfortowa
          sytuacje - moja wspolnota dziala jak zloto, administratora kilka lat temu
          zmienilismy na prywatna firme, bo gmina tak wszystkim dojadla, ze nie bylo
          zadnych problemow: 100% frekwencji na zebraniu, jedno glosowanie i fruu -
          gmino - ze dwora. I od tamtej pory jakims cudem (a tak po prawdzie ciezka praca
          panstwa, ktorzy zgodzili sie wejsc do zarzadu) wszystko w budynku dziala,
          remonty sie przeprowadza, ulepszenia sie pojawiaja i w ogole kazdemu zyczyc.
          • jova2 Re: zyje, ale ma urwanie... 14.10.05, 16:42
            32 na chamaku-gdzie jasteś?dlaczego nas porzuciłaś?wszyscy czekamy na twoje
            cudne spostrzeżenia rzeczywistości...jak sprawy dalej się toczą?Zwyciężyłaś?
            • jova2 Re: zyje, ale ma urwanie... 14.10.05, 16:54
              oczywiście miało być na hamaku-przepraszam szczególnie autorkę za błąd-jakoś
              tak samo wpadło..
Pełna wersja