32.na.hamaku
06.07.05, 05:34
Hej,
Przepraszam za nagłe zniknięcie po wejściu smoka i raz jeszcze dzięki za
Wasze odpowiedzi.
Zassał mnie bój o nieczynny zawór i nie mialam już siły dłubać w komputerze,
stąd przerwa.
Zrezygnować z tej zabawy ani myślę, bo niby co – tak już zawsze mam opłotkami
i z pokornym uśmiechem zabiegać o swoje prawa i zalatwiać wszystko metodą
przymykania oka i dawania na flaszki?
Jamais!!!
No więc tak: udałam się powtórnie do Pani Jazgocącej (dalej PJ) z pytaniem,
kto jest administratorem mojej WM. Pani wyjazgotała, że ona we wlasnej osobie
(„mówiłam, co pani jest głucha jakaś, co mnie tu pani nachodzi????”).
Zażądałam okazania licencji albo dyplomu ukończenia studiów ze specjalizacją
„zarządzanie WM” (dobrze? tak się doczytalam na forum...). Pani wyraźnie
zbladła, po czym wykrztusiła „noooo, jak tak, to z panią muzi kierowniczka
chyba porozmawiać!” (ton nauczycielki wysyłającej szczeniaka na dywanik do
dyra).
„Kierowniczka” (dalej PAW – Pani Adminitrator Właściwa) była cool:
- okazała swoją licencję oraz poinformowała, że PJ jest w trakcie robienia
takowej, więc wszystko OK (hm?!);
- oświadczyła, że zarządza 105-ma (słownie: stu pięcioma) WM w okolicy, i że
zawracam jej glowę jakimś, cytuję, „malutkim budyneczkiem” (95 lokali!);
- co dwa zdania powtarzała „ja widzę, że pani przychodzi z góry do nas
uprzedzona, ciekawe, przez kogo, no, proszę powiedzieć” - ????
- kiedy zażądałam sprawozdania finansowego z dzialalności mojej WM za ubiegły
rok, kazała przynieść
opasłą teczkę i wyciągnęła zszyte 7 kartek. Poprosiłam o ksero, PJ
zajazgotała, że nie mam prawa itd., więc wyciągnęłam notes i powiedziałam, że
OK, przepiszę sobie to wszystko, a ona potem potwierdzi podpisem zgodniość
kopii, tylko zajmie mi to parę godzin. PAW wysłała PJ zrobić ksero, puszczając
perskie oko. PJ przyniosła skserowane trzy strony. Poprosiłam o resztę („no
przecież ma tu pani wszystko najważniejsze!!!”). PJ zrobiła kolejne dwie
strony... Całość dostałam po blisko godzinnej pyskówce, z wykorektowanymi
nazwiskami dłużników.
PAW zachowywała się jak zgrany duet policjantów (dobry i zły), czyli albo
atakowała: „przyjeżdżają tacy do Warszawy i nawet nie wiedzą, jak miasto
funkcjonuje, od razu widać”, „a kim pani jest z zawodu? Co, wstydzi się pani
powiedzieć? Bo ja się nie wstydzę, ja swoją licencję pokazałam! A pani kim
jest? No, gdzie pani sprząta, proszę się nie krępować, żadna praca nie hańbi”
itd., autentyki.
Potem następowały słodkie uśmiechy i dobre rady („i po co to pani? Nie lepiej
dobrze żyć z ludźmi? Ale pani to chyba, widzę, nie potrafi, ma pani jakieś
problemy, i tylko lokatorzy na tych burdach ucierpią, lepiej się leczyć”).
Wreszcie dostałam swoje ksero i skąpe info: moją WM zarządza zakład budżetowy,
mianowicie Administracja Obsługi Mieszkańców nr... („a co pani myślała, że
specjalnie dla tej waszej zadłużonej rudery utrzymujemy tu taki budynek
administracji?”). I teraz hit: zdaniem PAW moja WM ma jakiś zewnątrzny zarząd,
w którym nie ma ani pół członka wspólnoty. Jak (i czy) to możliwe??? Dała mi
jedynie nazwiska trojga członków WM, którzy są z ramienia tejże WM
„konsultantami do spraw bieżących” (i formalnie nie mają nawet głosu
doradczego, jak sama – PAW - stwierdziła).
Wspólnota zbiera się raz do roku na walnym zebraniu – przychodzi ok. 20%
członków. I tyle. Poza tym mieszkańcy o niczym nie decydują. JAK (i czy) to
możliwe??????
Cdn jutro, dodam tylko, że PAW odmówiła wysłania hydraulików, żeby zamknęli
zawór zimnej wody w piwnicy, bo mój (ten główny na mieszkanie) nie działa, i
mój hydraulik utknął z remontem. PAW oświadczyła, że najpierw mam podpisać z
nią umowę, a potem się zobaczy, nie można tak znienacka odciąć całemu
budynkowi wody na pół godziny, muszę podpisać umowę, napisać podanie, poczekać
(„a niby dlaczego mamy to robić zaraz? Nam się nie spieszy”), administracja
wywiesi ogłoszenia itd. itp. – nie wiem, ile to może potrwać, ale każdy dzień
opóźnienia kosztuje mnie kupę kasy...
Sąsiedzi poradzili, żeby przyp... młotkiem w ten nieczynny zawór i zrobić
awarię, wtedy muszą przyjść natychmiast i odciąć, ale nie mam ochoty na takie
metody.
Czy ten nieczynny zawór jest częścią wspólną czy nie????????
I jeszcze raz: czy mogę odmówić podpisania umowy z administratorem (Zarządcą
Nieruchomości Wspólnej, tak się w niej nazywa) i jakie są konsekwencje takiej
odmowy?
Do serafima666 i nie tylko: ta umowa zaczyna się tak:
UMOWA W sprawie obowiązku wnoszenia zaliczek za: ....... pomiędzy........ na
podstawie uchwał nr... WM........ oplaty za lokal ....... wynosić będą
........ (wyszczególnienie).... za media wynosić będą.... (wyszcz.)...
obowiązują do dnia...... zaliczki uiszczać należy do dnia... – i właściwie
tyle, podpisy. Trochę dziwią mnie te bezosobowe formy: „uiszczać należy”
zamiast „właściciel lokalu zobowiązuje się uiszczać”. Z czysto językowego
punktu widzenia do niczego ta umowa żadnej ze stron nie zobowiązuje... Co to w
ogóle jest?
Do libraa: nie mogę spotkać się z zarządem (radą mieszkańców) bo niczego
takiego podobno (zdaniem PAW i sąsiadów) nie ma.
Do wprost5: do współpracy to ja się chyba mało jeszcze nadaję, bo – jak widać
– jestem zielona jak młoda trawka. Osłupiała młoda trawka, dodajmy.
OK, hej na razie, cdn - spadam spać.