karakonxxl
25.10.05, 04:31
Po budynku szaleja prusaki i karaluchy (prusaki wszędzie, karaluchy tylko na
dole, na pietra nie włażą). W budynku (czteropietrowym z lat 50-tych) są
zsypy. Zarządzający moją WM (ADM) co jakies pół roku przeprowadza dezynsekcję,
ale tylko komory z kubłami na dole zsypu - lezy tam jakiś biały proszek, po
którym część karaluchów pada, ale prusaki na wyższych piętrach nie znikają.
Jak wyegzekwować od zarządzającego skuteczne wytępienie robactwa? Jakieś
kompleksowe trucie w całym budynku?
Zarzadzający w budynku nie mieszka, jemu to wisi.
Częśc właścicieli mieszkań tez nie jest zainteresowana, pzryzwyczaili się.
Mieszkanie mam maksymalnie uszczelnione i na razie nic po nim nie biega, ale
wieczorem rozdeptuję prusaki na klatce, bo mam drzwi tuz obok zsypu.
Co robić? Czy np. sanepid może zmusic WM albo zarządcę do porządnej
dezynsekcji? Bo ten proszek to jakieś pozory na odczepnego, dezynsekcja niby
wykonana i wcale nie niby zaplacona przez WM, a skutkow brak.
Help.