babczyk
07.10.06, 17:17
Coć dla tych, którzy ufają zarządcom.
Nie wszyscy zarządcy są uczciwi. Zdarza się, że defraudują pieniądze. Rzadko
jednak odbiera się im licencję zawodową, a spraw dyscyplinarnych jest mało
W jednej z gdańskich wspólnot mieszkaniowych zarządca zniknął razem z
pieniędzmi z konta.
Były przeznaczone na opłacenie faktur za media.
Teraz właściciele muszą płacić po raz kolejny.
I to niemało, gdyż zaległości sięgają kilku lat. Sprawa jest w prokuraturze.
Zazwyczaj właściciele wyłaniają spośród siebie jedną lub kilka osób i
przekazują im władztwo nad nieruchomością.
Taki zarząd podejmuje najważniejsze decyzje, reprezentuje też wspólnotę na
zewnątrz. Swoją władzą często dzieli się z profesjonalnym zarządcą, mającym
licencję zawodową.
Ten niejednokrotnie uzyskuje pełną swobodę dysponowania pieniędzmi wspólnoty.
Jak walczyć z nieuczciwymi
- Tego typu spraw, jak opisana wcześniej, przybywa - mówi Jacek Łapiński,
licencjonowany zarządca. Nie ma przepisów, które regulowałyby
odpowiedzialność zarządu oraz zarządcy.
- Są tylko pojedyncze wyroki, jak ten warszawskiego Sądu Apelacyjnego z 1999
r. Wynika z niego, że gdy zarząd zdefrauduje pieniądze lub narazi wspólnotę
na straty, jego członkowie mogą zostać ze swojej funkcji odwołani.
Cała zaś odpowiedzialność finansowa spada na wspólnotę.
Straty muszą pokryć poszczególni właściciele (w zależności od liczby
posiadanych udziałów w nieruchomości wspólnej), także ci nieuczciwi, którzy
zasiadali w zarządzie.
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061007/prawo/prawo_a_10.html