Zalanie z dachu

24.08.08, 15:50
Witam. Po ostatnich deszczach zalało mi mieszkanie przez nieszczelny dach. Po
zgłoszeniu tego faktu we wspólnocie powiedzieli mi, że dachu nie wyremontują
bo na funduszu remontowym jest za mało pieniędzy i trudno muszę się z tym
pogodzić że mnie będzie zalewało. Ale ja się tak zastanawiam czy tego dachu
nie można naprawić (nie remontować) z zaliczki na utrzymanie bieżące?
Mieszkanie mam ubezpieczone to kasę dostałem ale bez sensu ciągle remontować
mieszkanie.
    • mieszkanie.i.wspolnota Re: Zalanie z dachu 24.08.08, 17:47
      Nie spiesz się z remontem mieszkania, zbieraj kwity na wspólnotę.
      Przy następnym zalaniu (przy obecnym klimacie długo nie będziesz
      czekał) zawiadom o stanowisku wspólnoty swoją firmę ubezpieczeniową.
      Oni bardzo chętnie zbadają sprawę i obciążą wspólnotę kosztami
      odszkodowania. Wspólnota z kolei może oskarżyć własny zarząd o
      niegospodarność. Koniec końców zapłacą kolesie z zarządu,
      solidarnie, z własnej kieszeni.
      Postrasz zarząd (pisemnie!!!, tzw.pismem przedprocesowym)), że masz
      zamiar postąpić jak wyżej. Założę się, że już po paru dniach zwołają
      zebranie i uchwalą radykalne zwiększenie funduszu remontowego, w
      celu przeprowadzenia remontu dachu. Będzie naprawiony jeszcze w tym
      roku.
      ps.1
      Weź sobie do pomocy adwokata - już przy pisaniu pisma
      przedprocesowego. To wcale tak dużo nie kosztuje, a daje Ci dużo
      lepszą pozycję w sporach z zarządem.
      ps.2
      Pożyczka z funduszu eksploatacji bieżącej raczej nie wchodzi w grę.
      Na tym funduszu są tylko niewielkie kwoty, niezbędne do pokrywania
      bieżących zobowiązań. JEŻELI JEST INACZEJ, JEŻELI NA FUNDUSZU
      EKSPLOATACJI SĄ JAKIEŚ POWAŻNE NADWYŻKI - TO MASZ DODATKOWY POWÓD DO
      OSKARŻENIA ZARZĄDU NIE TYLKO O NIEGOSPODARNOŚĆ, ALE I O WYŁUDZENIE I
      BEZPRAWNE DYSPONOWANIE TWOIMI PIENIĘDZMI.
      • czajnik5 Re: Zalanie z dachu 26.08.08, 16:32
        Panie Witoldzie, chyba mamy powtórkę z rozrywki:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=523&w=78854455&a=78854455
        Tym razem powstrzymam się od głębszej analizy, bo znowu podniosę Panu ciśnienie,
        jak ostatnio. A po co?

        Nie posłuchał Pan mojej serdecznej rady. Nie wyciągnął Pan wniosków. Nie mam już
        nawet siły litować się nad Panem.
Pełna wersja