To nie był mój pies, ale

09.04.10, 20:30
Ci co czytali rok temu moje rozterki na "Zwierzętach" na temat Alika wiedzą,
co to był za pies. Nie mogłam go wziąć, bo mam Funię i ciągle podróżuję. A
Alik miał właściciela, słaby to był właściciel, bo Alik ciągle był u mnie na
osiedlu (dwa przystanki od swojego domu). W czasach silnych mrozów też
przychodził, jak go nie chciałam wpuszczać do domu, rozpaczał, ale wracał do
swojego właściciela. Wczoraj po południu podłączył się pod mój spacer z Fuńką.
No, ale na moich oczach dokładnie wytarzał się w ludzkiej kupie w lesie, więc
go nie chciałam wpuścić do domu. Myślałam, że pójdzie do właściciela.
Wieczorem wychodziłam jeszcze z Funią, Alik trwał przed domem, ale jakoś słabo
się cieszył na nasz widok. I co mnie zastanowiło, ciągle kładł się na trawie i
zwijał w kłębek. W nocy dał wszystkim sąsiadom do wiwatu, bo wył przed moim
blokiem. Nie wpuściłam go, bo raz, że był strasznie brudny, dwa, bo przecież
zawsze w takiej sytuacji wracał do właściciela.
Dzisiaj rano, o siódmej, znalazłam go pod lasem. Ktoś go najprawdopodobniej
otruł, bo nie miał żadnych obrażeń, tylko wyszczerzone zęby i wywalony język.
Był już sztywny, więc musiał umrzeć w nocy...
Cały dzień ryczę. Powinnam go była jednak wpuścić, wykąpać, może bym
zauważyła, że coś jest nie tak, wzięłabym go pod pachę i zawiozła do kliniki.
Może by go uratowali...
Właściciel, do którego zadzwoniłam z samego rana, powiedział, że może go wziąć
dopiero po południu, bo jest w pracy.
Rzuciłam słuchawką.
Potem jednak sąsiedzi widzieli, jak koledzy właściciela Alika go wzięli.
Nie mogę sobie dać rady. A to przecież nie był mój pies.
Komu on przeszkadzał? Był taki kochany, taki malutki, taki przymilny..
    • handzia55 Re: To nie był mój pies, ale 19.04.10, 22:34
      Iwa-ja, tak mi strasznie przykro! Dawno nie zaglądalam na forum i
      dopiero dziś przeczytałam tę smutną historię. Ja też mam takiego
      zaprzyjażnionego psa, który do mnie przychodzi jak jest głodny. Niby
      ma właścicieli ale żywi sie na własną łapę. Złożył mi wizytę w 2
      dzień Świąt. Był tak okropnie głodny, że łzy mi się cisnęły do oczu.
      Oczywiście, że go nakarmiłam. Nawet mój zięć dał mu część wałówki
      wiezionej od rodziców.
      • iwa_ja Re: To nie był mój pies, ale 19.04.10, 23:08
        Dzięki, Handzia, ja już nie wiem, po kim płaczę, a Fuńka ciągle go szuka. To ona
        go znalazła TAM.
        Biedny, biedny, biedny piesio...
        • a.kudla5 Re: To nie był mój pies, ale 20.04.10, 16:13
          Pierwszy raz tu trafilam i przeczytalam , a teraz rycze.Strasznie mi
          przykro i strasznie mi zal stworzen ktorymi ludzie sie nie zajmuja
          lub opuszczaja,a najgorsze jest to ze je rozmnazaja.
          • angelina006 Re: To nie był mój pies, ale 20.09.11, 13:28
            Trzeba było go zabrać! I tak jestes wytrzymała ze widziałaś co się dzieje i nic z tym nie zrobiłaś! Mozna było znaleść mu nowy dom, nawet za plecami właściciela, który tak o niego nie dbał!
            • rezurekcja Re: To nie był mój pies, ale 21.09.11, 10:18
              angelina006 napisała:

              > Trzeba było go zabrać! I tak jestes wytrzymała ze widziałaś co się dzieje i nic
              > z tym nie zrobiłaś! Mozna było znaleść mu nowy dom, nawet za plecami właścicie
              > la, który tak o niego nie dbał!

              Oj Angelina, młodaś, szybkaś jak blyskawica i ostra jak brzytwa...
              A czasem sa okolicznosci, ktore nas tak pętają...
              A jesliby wlasciciel byl awanturnikiem sądowym i ciągal potem Iwe po sądach?
              Pomoz Ty, Angelina, jakeimus psu. Bo krytykowac innych jest najlatwiej. A madrzy jestesmy dopiero po fakcie.
            • iwa_ja Re: To nie był mój pies, ale 21.09.11, 23:52
              Fakt, nic nie zrobiłam. Raz na miesiąc jeżdżę do Warszawy z Krakowa z plecakiem, który waży (dzisiaj miałam na plecach dwa kilo miodu dla córki i dwie ryzy mojej książki (dla recenzentów i dla wydawnictwa), oraz inne takie. Oraz Fuńkę na rękach, żeby jej na Centralnym nie zadeptali (Funia wazy 10 kg). Parę lat temu zemdlałam z Rudim na rękach na Centralnym.
              Oczywiście, że nic nie zrobiłam w sprawie Alika.
              Nic.
Pełna wersja