O, ja pitolę... ;)

23.02.11, 11:10
Powiedzcie mi, jak przetrwać ruję u kotki? Małpa drze się strasznie, wyje, przytula się i tyłek wypina. Ratunku!!! ;)

Kotka została wzięta ze schroniska po tym, jak poprzedniego biedaka wykończył mi FIP - okazało się, że bez kota jest pusto i smutno, i trzeba było szybko wziąć następnego. ;) Ona ma być wysterylizowana jak doleczymy schroniskowy standard - koci katar, grzyb na uszach i zapalenie spojówek [na szczęście ładnie się leczy] - już się nie mogę doczekać na tą sterylizację. ;) I my, głupi, nie pomyśleliśmy, że to TA pora roku, w której nierozsądnie jest mieć niewysterylizowaną kotkę. :D

Bawię się z nią, smakołyki podrzucam, głaszczę, przytulam - ale jak ona się drze! Pozostaje mi tylko przetrwać? ;)
    • wladziac Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 12:31
      tak,skoro niedługo będzie wysterylizowana musisz przetrwać,podejdź do weta i albo weź od niego receptę na ludzki lek proverę albo może ma u siebie kilka tabletek tego leku lub innego na wyciszenie rujki u kotki,tabletki hormonalne często podawane są dla kotki w dalszej perspektywie szkodliwe ale przed sterylizacją te kilka tabletek mozna bez strachu podać,po za tym następne rujki mogą być bardzo szybko i może termin sterylizacji się przesuwać w nieskończoność
      • deszcz.ryb Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 12:47
        Za parę dni i tak mamy wizytę kontrolną, postaram się przetrwać. I zapytam o te tabletki. Dzięki :)
        • marslo55 Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 13:14
          deszcz.ryb napisała:
          "Za parę dni i tak mamy wizytę kontrolną, postaram się przetrwać. I zapytam o te tabletki. Dzięki :)"
          Mojej kotce pomaga cierpliwe masowanie tego niemiłosiernie wypinanaego zadu - przechodzi wtedy z wilczego wycia na ciche pogruchiwanie, co jest o wiele mniej nieprzyjemne dla ucha. Można też uciszyć ją jakimś smakołykiem, ale na krótko, niestety. Swoją drogą nazwa "marcowanie" jest myląca..



    • sadosia75 Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 13:34
      Ja tez mam znajde marcujaca :( wszystkie zwierzeta po sterylizacji/kastracji i ta jedna bidka znaleziona kilka dni temu wczoraj zaczela marcowac :( a termin na sterylke mielismy na sobote :(
      Nie pozostaje nic innego jak cierpiec w milczeniu :(
    • majenkir Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 14:38
      A ja to sie wciaz dziwie, dlaczego schroniska wypuszczaja niewysterylizowane zwierzeta.... :/
      • deszcz.ryb Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 14:54
        W sumie też się zdziwiłam, ale nie miałam nic przeciwko temu - wzięłam kota chorego, więc i tak muszę często do tego schroniska jeździć na wizyty kontrolne. Nie przeszkadza mi jeszcze jedna wizyta więcej na sterylizację. W schronisku to tłumaczyli tak, że kota mają od niedawna [od jakichś 3 miesięcy], zaraziła się kocim katarem i ciągle jej nawracało zapalenie spojówek, a chorego kota nie wysterylizują - nie było kiedy tego zrobić. I chyba lepiej, że ją wzięłam - u mnie jej stan się poprawił, nie ma innych kotów, od których mogłaby się "odzarazić" i na pewno ją szybciej doleczę niż oni.

        Ja tam mam inny "zarzut" w stosunku do schroniska - notorycznie zaniżają wiek posiadanych przez siebie zwierząt. ;) Wzięliśmy 9-miesięcznego kocurka, a po zajrzeniu do książeczki okazało się, że ma 1,5 roku. Teraz wzięliśmy ok. 2-letnią kotkę a w książeczce jak byk jest napisane "3 lata". :P W sumie nam to tak bardzo nie przeszkadza, ale rozumiem, że inny właściciel mógłby słusznie czuć się oszukany.
        • majenkir Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 15:33
          To sie ciesze, ze ta kotka trafila akurat na Ciebie, ale ile wydadza kotow na "rozmnozke", to juz tylko oni wiedza :/. IMO schroniska powinny wydawac wylacznie zdrowe i wykastrowane zwierzeta.
          • deszcz.ryb Re: O, ja pitolę... ;) 23.02.11, 15:51
            A to nie jest tak, że oni egzekwują tą kastrację? Ja mam na umowie adopcyjnej napisane "do obowiązkowej sterylizacji" i przypuszczam [a właściwie jestem pewna], że by się upomnieli o swoje. I wydaje mi się, że jeżeli wydają kota niewysterylizowanego, to wyłącznie chorego, który i tak musi w schronisku bywać na wizytach u weterynarza. A u właściciela na pewno będzie szybciej zdrowy.

            A co do wydawania tylko zdrowych kotów - czy to w ogóle możliwe? Pomieszczenie 3x2 m, w nim się gniecie z 8 kotów - jak one mają być zdrowe, jeżeli bezustannie się od siebie "odzarażają"? Ideały ideałami, a tu mamy smutną rzeczywistość.

            BTW - drapanie po dupci działa, doprowadzam kotkę na szczyty rozkoszy :D
          • deszcz.ryb Re: O, ja pitolę... ;) 26.02.11, 13:35
            Z dobrych wiadomości: wyleczyliśmy katar i zapalenie spojówek, ale grzyb ciągle się trzyma, zadomowił się na uszach i nie zamierza chyba zejść. ;) Ruja prawie minęła, w domu panuje błogosławiony spokój no i za tydzień jesteśmy umówieni na sterylizację. :)
            • wladziac Re: O, ja pitolę... ;) 26.02.11, 15:54
              cieszę się z dobrych wieści a na złe czyli grzyba wklejam forum.gazeta.pl/forum/w,525,121976842,121976842,Czy_grzybice_u_kota_da_sie_wyleczyc_.html może na coś się przyda,powodzenia
Pełna wersja