julka225
09.05.11, 16:29
Witajcie
Mój kochany Przyjaciel pekińczyk poszedł do psiego nieba miesiąc temu...
Jest ciężko, nie ukrywam, nadal nie mogę sobie znaleźć miejsca w domu, bo w każdym kącie pełno Maxia, z tą jednak różnicą, że już nie wybucham rozpaczliwym płaczem.
Najgorzej jest jednak rano i wieczorem, w porach wyprowadzania Go na spacerek...
Czuję jak łzy kręcą się w oczach, i czasem polecą po policzkach - wtedy myślę (mój mąż nadał mi taki tok myślenia), że Maxio również tęskni za Nami, że ma przy sobie swojego misia hipcia, a po spacerku na "tęczowym moście" sam wyciera sobie łapki, w swój ręczniczek, który również ma przy sobie...
Na takie coś trzeba czasu...
Pozdrawiam
_________________