ruletka5
19.07.11, 19:38
Taką samą wiadomość wysłałam do Pani Avy Sawaszkiewicz. Nie wiem czy dojdzie, więc proszę również Was forumowicze o wyrażenie opinii, być może mieliście podobny przypadek....
W zeszły weekend mój pies uległ wypadkowi. Wybiegł za bramę, nie było go 15 min po czym wrócił z podkurczoną tylną łapą. Był cały spocony, przestraszony (jest to pies przybłęda, który boi się wszystkiego, burzy, krzyku, nawet własnego cienia), było wiadomo, że stało się coś niedobrego. Zawieźliśmy go do weterynarza. Zrobiono mu kompleksowe badania krwi, zdjęcie rtg wykazało złamanie (zmiażdżenie) kości stopy (początkowo powiedziano nam, że jest złamanie w jednej kości, teraz dowiadujemy się o zmiażdżonej stopie). Został założony opatrunek przepuszczający powietrze (zamiast gipsu, gdyż na łapie znajdują się jakby dwie rany cięte, kłute? plus obdarcie z sierści). Powiedziano nam, że co najmniej 4 tyg powinien mało się ruszać. Pierwszego dnia piesek był bardzo ruchliwy, używał nawet tej nogi. Udało nam się go okiełznać i leżał spokojnie. Mimo serii zastrzyków wzmacniających i codziennego antybiotyku w zastrzyku (lekarz chciał przepisać tabletki jednak wiemy, że ciężko było by mu je podać), noga zaczęła mieć nieprzyjemny zapach do tego pies nic nie jadł, nie pił (podawałam mu tylko wodę i jedzenie z dłoni). Lekarz zrobił serię badań w kierunku nowotworu żołądka/wątroby (jest to pies niejadek i już wielokrotnie zgłaszałam ten problem, ponoć taka jego natura). Lekarz całkiem jakby nie przeczuwał zakażenia, co było dla mnie laika jasne. Lekarz zadecydował o nie zakładaniu opatrunku. Pies lizał przez kolejny dzień ranę, pytałam czy może, to powiedziano mi, że najwyżej później się zagoi, ale jest to mniejsze zło (dopiero na forum dowiedziałam się, że jest to zabronione). Przez cały ten czas miał założony kołnierz jednak nie przeszkadzał on mu w dostępie do stopy. Następnego dnia został zawieziony ponownie do lecznicy. Po badaniach krwi okazało się, że wdarło się zakażenie ogólne. Tam lekarze wymienili już tylko spojrzenia, podali kolejny raz kroplówkę i zostawili mojego psiaka na noc. Jeśli do jutra zakażenie nie zatrzyma się na tym samym poziomie, to łapa ma zostać amputowana. Jestem zrozpaczona, gdyż miałam wielką nadzieję, że tak szybka interwencja i opieka lekarzy zapobiegnie takiemu ciągowi wydarzeń. Muszę dodać, że wczoraj i dzisiaj w łapce jest czucie. Zostało to zbadane przez lekarzy. Wiem, że bez przedstawienia Pani zdjęć rtg i wyników ciężko jest udzielić jakiejś odpowiedzi, ale proszę o opinię, czy w takim przypadku zakażenia ogólnego (o niskim natężeniu) powinno się usunąć natychmiast łapkę? W tej chwili wydaliśmy na tygodniowe leczenie prawie 1000zł. Strasznie przeżywam ten zabieg, choć wiem, że trzyłapki potrafią sobie świetnie radzić. Jest to piesek bardzo żywiołowy, uwielbiał wybijać się z czterech łap za motylami, bardzo wysoko skakał, biegał wkoło stawu jak klaskało się w ręce. Boję się, że nie da sobie rady, że będzie zbyt przytłoczony. Czy szukać pomocy u innych lekarzy, czy zechcą przyjąć taki przypadek, czy działać szybko? Piesek został pod opieką rodziców, ja pracuję w innym mieście, nie mogę sobie z tym poradzić. Jest to wspaniały pies, potrafi przyjść i przytulić się jak człowiek. Strasznie mi przykro, że tak się stało. Mamy jeszcze kota, który tak tęskni za psem, że obawiam się kolejnej tragedii. pozdrawiam serdecznie i proszę o odp.