pieskot-live
25.07.11, 22:29
Chciałabym przytoczyć kolejną sytuację, która zaistniała w schronisku dla zwierząt przy ulicy Gilowej.
Mianowicie chcieliśmy adoptować młodego kociaka. Pojechaliśmy do schroniska obejrzeć koty, zastaliśmy tam bród, smród i ubóstwo. Jednak nie zaniechaliśmy planów o adopcji. Wszystkie koty były kochane i wszystkie chciały, aby je wziąć ze sobą. Jeden kociak ok 2 miesięcy był sam w boksie, w pomieszczeniu ze starszymi kotami. Kiedy zapytaliśmy dlaczego nie jest z młodymi dostaliśmy odpowiedź, że jest już straszy i nie może przebywać z młodszymi (może około 3 tygodniowymi) kotami. Zdecydowaliśmy, że weźmiemy któregoś z młodych, a pan który pracował w schronisku doradził, żeby lepiej wziąć tego z drugiego pomieszczenia, bo ładny a samotnie siedzi w boksie. No i daliśmy się namówić. Pani weterynarz, która tam pracuje chciała kota odrobaczyć i odpchlić jednocześnie, co podobno jest niedopuszczalne szczególnie przy tak młodym kocie. Kot był bardzo wychudziały, ale myśleliśmy, że to przez trudne warunki w schronisku. Na drugi dzień kot zaczął się źle czuć, był osowiały, nie chciał jeść, zaczął wymiotować. Przyjechał weterynarz podał mu 2 zastrzyki i kazał czekać. Z kotem było coraz gorzej. Dzisiaj ponownie przyjechał weterynarz podał mu kroplówki, reanimował go, ale nic nie dało się zrobić, kot zdechł. Prawdopodobnie zachorował na panleukopenię, zwaną także parwowirozą lub tyfusem kocim. W schronisku dobrze wiedzieli, że kot jest chory, dlatego był w osobnym boksie. Mimo tego go nie leczyli i wydali do adopcji. Mało tego kot nie miał jeszcze ząbków, a do jedzenia dawano mu wodę z suchym pokarmem dla dorosłych kotów. To jest niedopuszczalne.
Mimo, że jest tam tyle zwierząt czekających na dom szczerze odradzam brać stamtąd zwierzaków, bo podobno to nie pierwszy taki przypadek.