Mały kotek, pomoc w wychowaniu.

18.02.12, 12:16
Witajcie. Od kilku tygodni mam małego kotka w domu i boję się, że źle go wychowam. Jest czyściutki, bo odkąd go mam robi mi do kuwety, ale np. nie chciałabym go przyzwyczajać by spał ze mną. Uwielbiam gdy śpi przy mnie w nocy, ale kiedyś będę mieć własną rodzinę i nie wiem czy wtedy mój mąż będzie tolerował to że kot będzie spał z nami. Kupiłam mu specjalny kojec do spania, ale tylko powąchał i czasami w ciągu dnia jak mu się zapomni to tam sobie leży, ale jak przychodzi noc to wskakuje mi do łóżka. Mam kojec przy łóżku i wkładam go do niego a on wskakuje znowu, walka z wiatrakami. Ehh... Doradźcie mi.

_________________________________________________________________________
Zoomia.pl, miejsce gdzie koty
znajdują kochających właścicieli. Przejrzyj ogłoszenia.
    • ajaksiowa Re: Mały kotek, pomoc w wychowaniu. 18.02.12, 15:45
      Ze skruchą muszę przyznać że jestem bardziej radykalna w wyganianiu kota z łóżka nie dlatego że nie lubię jak śpi ze mną ale dlatego że jest mi duszno jak leży obok.Senior ma 11 lat i co noc jest siłowo wywalany z wyra.To już jest jak rytuał, ale zdarza się TYLKO jeden raz w nocy i bywają nawet przerwy kilkunocne ;)
      • dar61 od małego wychowanie, choćby się serce krajało 18.02.12, 17:06
        Nigdy nie mieliśmy takich problemów, wystarczy tylko w ciągu dnia kategorycznie walczyć z kocimi próbami zalegiwania nawet na kanapie. Do skutku zdejmować, zsuwać, na czas nieobecności nakładać jakąś chłodną w dotyku narzutę na całe łóżko/ kanapę/ fotel.

        Każdy inteligentny zwierz domowy spróbuje wywalczać sobie w hierarchii domu jak najwyższą pozycję, to naturalne - nawet z człowiekiem o fotel się spiera. Ale spierać się nie powinien 2. raz.
        Przyznam, że najłatwiej nam w tym poszło z domowymi kotkami, z kocurami trwało to dłużej.
        Łatwiej nazrucic taki rygor, jeśli się zwalczy u siebie chęć trzymania kota na kolanach. To było właściwie trudniejsze, a z kanapą szło już o wiele łatwiej.
        Igrac z kotami nie trzeba zaraz na pościeli ;-)

        Warto jednak kotom poza łóżkiem dać królewskie warunki snu i odpoczynku. U nas koty miały zwykle do trzech różnych [kaloryfer, parapet, komora w konstrukcji do wspinaczek].
        Najlepsze są zawieszane im na kaloryferach legowiska, z często zmienianymi powłoczkami jednego, ulubionego typu. Latem nasza kotka dość często wwąchiwała się w nie, wtedy się łatwiej to leże brudziło i należało szybko powłokę wymieniać, bo szukała sobie leża w dość dziwnych miejscach - np. na naszym ubraniu gdzieś położonym.
        Może zapach nasz w ubraniu ją łatwiej do snu koił?

        Metodę drastyczną nocną zastosowałem tylko raz, ale była skuteczna:

        Jak oduczyć skakania o świcie
        • deszcz.ryb Re: od małego wychowanie, choćby się serce krajał 19.02.12, 14:46
          > Nigdy nie mieliśmy takich problemów, wystarczy tylko w ciągu dnia katego
          > rycznie walczyć z kocimi próbami zalegiwania nawet na kanapie. Do skutku zdejmo
          > wać, zsuwać, na czas nieobecności nakładać jakąś chłodną w dotyku narzutę na ca
          > łe łóżko/ kanapę/ fotel.

          Guzik prawda. :) Jak kot chce gdzieś wejść, to WEJDZIE. Nieważne, co ty o tym myślisz. Kot będzie się wylegiwał na kanapach i przechadzał po blatach; a kiedy nie ma cię w domu to zawsze będzie to robił. :) W taki sposób to ty możesz wychować sobie psa, a nie kota.

          A tak w ogóle to po co ci kot, skoro nie trzymasz go na kolanach? Po co ci kot, skoro przeszkadzają ci typowe kocie zachowania? Koty nie robią ci na złość, one tak się po prostu zachowują. I albo się z tym musisz pogodzić albo oddaj koty osobie, która się nimi lepiej zajmie a sam sobie kup np. niewymagającą rybkę. Taka rybka na pewno będzie grzeczna i nie wejdzie ci na łóżko ani nie będzie hałasować w nocy.
          • dar61 Guzik z pętelką. Dużą. 19.02.12, 18:13
            Któż nie uwielbia takiej udeszczowionej argumentacji przez atak.

            Po 0. - Kiedy klawiaturowałem tu, że przeszkadzają mi kocie typowe zachowania? Co mi Aśćka imputuje i nadinterpretuje?

            Po 1. - Kto mówił, że ja nie uwielbiam trzymać kota na kolanach? I kotki?
            Ale to człowiek decyduje, kiedy im wolno dać tam hyc, on je zaprasza na podołek - jest to forma nagrody, to jest cukierek i nie jest codziennością. Nie jest miejscem do spania.

            Kiedy człek chce coś np. poklawiaturować, to gdzie mu najwygodniej kotkę trzymać, jak nie na tronie z poduszki u szczytu postumenciku np. z dwóch kostek-puf, kiedy koci pyszczek ma stamtąd idealny zasięg na wgląd nam w rząd, klawiatura go nęci, by po niej łazić, gada wtedy coś, pomrukuje, gaworzy, że aż chciałoby się to nagrać i upowszechnić. Jest szczęśliwa/ -y 15 cm dalej, niż na kolanach.

            Po 2. - A po co są atrakcje pozadomowe dla kota, który się w domu zwykle nudzi?
            Jak wyrośnie z etapu gonienia za naszymi zabawkami na sznurku ciąganymi, to jedynym sposobem domowym, by go rozruszać, jest albo się z nim siłować - co jest trudne dla kotki, kiedy ona wie, że nie jest dla nas alfą domowego stadła [dla kocura jest przyjemnością, kiedy nasze ręce od razu świadczą głębokimi ranami, kto zwykle te siłowania wygrywa], albo użyć laserowego wskaźnika. Z laserkiem ani razu kot nie wygrywa, ale uwielbia szaleć za plamką.
            Jak nie ma się w domu dwóch kotów lub akwarium, to koci samotnik się nudzi pod nieobecność człowieka. A na dworze/ w ogrodzie/ na podwórku tyle się dzieje, szczególnie nocą. Co widać najlepiej właśnie z parapetowej poduchy, a nie z kanapy.

            Kot szczęśliwy [nie liczę często tu opisywanych takich, które są całą dobę i cały rok więżone drzwiami, nawet balkon im zagradza się siatką] zwykle w dom zagląda dla najedzenia się lub przyniesienia nadwyżkowej myszy, jak młodszy - to dla zabawy, jak zima - to dla ogrzania się.

            Mógłbym stosować najskuteczniejszą metodę separowania go od naszych mebli - wszak nasze kocie klapki mają zamknięcia, ale one wolą wyczekiwać na nas na parapetach, wypatrywać atrakcji zza szyby, wroga z wysoka.
            A kiedy wracamy, to - niech sąsiadka poświadczy, ta, co ją to zadziwiało - wybiegają nam pod nogi na sam chrzęst opon naszego roweru czy autowehikułu.

            Co do kociego łażenia po blatach - jak tam nic nęcącego nie zalega, to nam koty tam nie łażą. A na szafy to koty sam wsadzałem, konstrukcje wspinaczkową pod nie podsuwałem.

            Wiem, że możecie mi w moje metody i opowieści nie wierzyć. Ale kilka ostatnich moich kotów porzucało swych niby właścicieli i mnie wybrało za opiekuna, za co od ich poprzednich państwa zbierałem opeer. Spytałem się wtedy grzecznie tej dyrektorskiej żony, mej sąsiadki, czy może zacznie wreszcie karmić zwierza, który do mnie przychodzi, bo on samym powietrzem zimą nie przeżyje - i gdzie znikł koci osesek, który w domowej kotłowni im bez odpowiedniego pokarmu zamierał, aż się serce krajało.

            Potem się jej pytałem, dlaczego do mojego przedsionka się jej pies włamuje i kotom tam wyżera karmę, dlaczego on taki wiecznie głodny. Dlaczego tak wiecznie wyje w kojcu-więzieniu...
            Psa tego już przygarnąć nie mogłem, ale współczułem jemu [tak jak i moje koty, co od nich uciekły] takich gospodarzy. Ale się do mnie łasił tak, że aż miło było wtedy widzeć dyrektorowej kose spojrzenie.

            Koty z przedsionka trafiły do mego mieszkania, z czego się już nie musiałem dyrektorowej tłumaczyć. Klapki w obie pary drzwi założyłem, koty miały nadal możność wyboru. Nocne ich życie nam nie wadziło, klapek klapanie śródnocne takoż.

            Niech więc Aśćka nie mówi mi, że mam koty komuś oddawać, bo niewiele wie, choć może teraz ciut więcej.
            • deszcz.ryb Re: Guzik z pętelką. Dużą. 19.02.12, 19:26
              Cóż, z twojego poprzedniego posta wynikało, że przeszkadzają ci typowe kocie zachowania - włażenie na blaty i na kanapy. A ja naprawdę nie widzę sensu w tym, żeby brać kota i oduczać go później typowo kociego zachowania. :)

              > Co do kociego łażenia po blatach - jak tam nic nęcącego nie zalega, to nam koty
              > tam nie łażą.

              Włażą, włażą, tylko robią to tak inteligentnie, żebyś nic nie zauważył. ;) Moja kotka włazi na blaty nocą jak śpimy i kiedy nas nie ma w mieszkaniu.
              • dar61 Dać wędkę, nie rybę 20.02.12, 14:29
                {Deszcz.ryb}:

                ... z twojego poprzedniego posta wynikało, że ...

                Dar61 rzadko pości.
                Starał się tylko wpisywać tu odpowiedź na zadane pytania, np. jak zapobiegać skutecznie czemuś, a nie dopytywał się, po co odzwyczajać od takich zachowań.
                W metodach przez Dara61 przytoczonych zwierzowi nic z jego dumy nie ubywa, kiedy próbujemy jemu bez przemocy- zwykłym uporem - narzucać swą wolę. Przy okazji dowiaduje się zwierz, że „człowieki" też mogą brać udział w jego budowaniu hierarchii domowego stada. Kolejki do michy. On to zrozumie, bo zna to od małego.

                ... nie widzę sensu w tym, żeby brać kota i oduczać go później typowo kociego zachowania ...

                Jest sens taki wtedy, kiedy kierunkujemy naturalne kocie penetracje w kierunku pożądanym, pokazując nasz rewir jako niedostępny kotu. Tak jak kocica swym młodym daje prawo w oseskowym i młodocianym wieku korzystać z jej rewiru, ale doroślejącym daje odpór, wyganiając [w celu żerowania] poza swój teren.
                Nie widzi w takich metodach {Deszcz.r.} imitacji natury kociej?
                Zostawiamy nadal swemu kotu możność bycia NASZYM młodym potomkiem, kiedy go jak matka liżemy [głaszcząc] i karmimy [zerując jego potrzebę polowania] oraz bawimy się z nim w kotka i myszkę [imitując polowanie].

                ... Moja kotka włazi ...

                Wierzę, wierzę. Coś zrobili {Deszczowcy} nie tak. Pomocą tu jest wyróżniać różnicę składu diety naszej i kociej/ unikać karmienia z naszego talerza/ karmić wcześniej koty [psy potem, o dziwo] niż nas samych.
                My w kuchni daliśmy swej kotce prawo zalegać na parapecie [moszcząc poduchą miejsce, które sama kotka wybrała do spoglądania nam na ręce przy stole i na zaokienną ciekawą połać], odsuwaliśmy jej specjalnie zazdrostkę. Raz tylko wlazła nie tam, gdzie mogła, kiedy na noc zapomnieliśmy zalodówkować połeć żywieckiej wędliny. Sami nawet temu ponętnie pachnącemu produktowi ery przedkonserwantowej nie moglibyśmy się nocą oprzeć.

                Nie wyważam tu na razie, co lepsze nad ranem - żywiecka na podłodze, czy skrawki uczty na postać resztek pierza w przedpokoju.

                Warto dodać, że nasze koty zwykle mają do penetracji nocnej i dziennej udostępniane w domu trzy kondygnacje [prócz zamykanej kuchni i lodówki] pokojów, ogródka już nie liczę i pozaogrodzia, balkono-taras też - wszędzie poblokowałem drzwi tak, by bywały półotwarte. Jak kocica nasza miała kłopoty w wyrwaniu okolicznym kocurom ich kawałka rewiru, to wdrożyłem ją do dyżurowania za dnia i w nocy na balkonie, skąd miała wgląd w ruchy przeciwnika [do wybrańców chodziła sama]. Uwielbiała tam przesiadywać. Próbowałem ją nauczyć nawet wchodzenia z tarasu drabiną na domu dach dookolny ogląd], ale taką umiejętność opanował sam tylko mój przed-przedostatni kocur [ten umiał nawet po siatce ogrodzenia się wspinać i odmykać klamką drzwi!], jednak kotka była mniej ryzykancka.

                Z zapisu poszczącego:
                ... włazi na blaty nocą jak śpimy i kiedy nas nie ma w mieszkaniu ... można by wysnuć smutny wniosek, że podopieczna {Deszczu.r.} ma szlaban na nocne wędrówki pozalokalowe i dzienne pod nieobecność.
                Szkoda.
                Ja już wolałbym sprzątać to pierze :-)
                • deszcz.ryb Re: Dać wędkę, nie rybę 20.02.12, 21:04
                  >
                  > Wierzę, wierzę. Coś zrobili {Deszczowcy} nie tak. Pomocą tu jest wyróżniać różn
                  > icę składu diety naszej i kociej/ unikać karmienia z naszego talerza/ karmić wc
                  > ześniej koty [psy potem, o dziwo] niż nas samych.

                  E tam, nie karmię kota z naszego talerza, nie pozwalam jej włazić, a małpa włazi i tak. I uwierz - tak robią PRAWIE WSZYSTKIE koty. Jeżeli toje koty tego nie robią, to pewnie masz wyjątkowo grzeczne koty, jeden na milion się taki trafia. Albo... po prostu nie wiesz, że wchodzą. ;) Bo przecież nie masz kamery i nie prowadzisz monitoringu 24 godziny na dobę. :)

                  A jeżeli masz zamykaną kuchnię, to w ogóle masz ułatwione zadanie - bo zamkniesz ją sobie na noc albo jak idziesz do pracy i rzeczywiście - wtedy koty ci nie łażą po blatach. Ale nie dlatego, że są takie grzeczne i dobrze wychowane, tylko po prostu dlatego, że fizycznie nie mogą tego zrobić. :P

                  > ... włazi na blaty nocą jak śpimy i kiedy nas nie ma w mieszkaniu ... mo
                  > żna by wysnuć smutny wniosek, że podopieczna {Deszczu.r.} ma szlaban na nocne w
                  > ędrówki pozalokalowe i dzienne pod nieobecność.

                  Wiesz, to była kotka wychodząca, ale nie był to dobry pomysł - mieszkamy w dużym mieście i to było po prostu niebezpieczne. Dostała szlaban na wychodzenie kiedy parę razy dała się zamknąć w cudzych garażach i przesiedziała tam po parę dni. :/
    • kiciiaa1 Re: Mały kotek, pomoc w wychowaniu. 19.02.12, 14:08
      Dzięki kochani, spróbuję z nim "walczyć" o te spanie ze mną. A ile razy można dawać takiemu małemu kotowi jeść? Mój jadłby non stop. Co mu włożę to zje i miałczy o jeszcze. Włożę mu jedną miskę zje, włożę mu dwie też zje. Wiem, że nie można przekarmiać małych kociaków, ale on widać, że jest non stop głodny. Tak samo z wodą.

      ________________________________________________________________________
      Zoomia.pl, miejsce gdzie koty
      znajdują kochających właścicieli. Przejrzyj ogłoszenia.
      • deszcz.ryb Re: Mały kotek, pomoc w wychowaniu. 19.02.12, 14:52
        > Dzięki kochani, spróbuję z nim "walczyć" o te spanie ze mną. A ile razy można d
        > awać takiemu małemu kotowi jeść? Mój jadłby non stop.

        Woda MUSI być dla kota dostępna bez przerwy, 24 godziny na dobę.

        A co do jedzenia: zależy co mu dajesz. Jeżeli dajesz badziewny whiskas albo kitekat, to nic dziwnego, że kot jest ciągle głodny i dużo pije - ta karma zawiera ogromne ilości soli i nie ma żadnych składników odżywczych. Poza tym ryzykujesz w ten sposób, że kot utyje albo zachoruje - i to poważnie. To tak, jakbyś ty sama jadła codziennie hamburgery.

        Kupuj lepsze karmy - powiedzmy od Royal Canin [jest taka sobie, raczej średnia] w górę - jakieś Applaws, Animonda czy tym podobne [poczytaj skład każdej karmy - powinno być w niej dużo mięsa]. Na opakowaniu będziesz miała dawkowanie.

        Oprócz tego kota możesz żywić innymi rzeczami, tu masz przykładową listę:

        www.kocipazur.org/index.php?id=282
      • dar61 Półautomat+lodówka+świeżyzna 19.02.12, 18:52
        Oby ten kotek u {Kiciiaa'i} nie był za wcześnie wzięty od swej mamy.
        Jego zwyczaje noclegowe wskazywać na to by mogły.

        Ciekawe, czy jego domaganie się jedzenia nie świadzy o tym, że miał głodowe dzieciństwo?
        Proszę się nie zrażać kocimi, to normalka, okresowymi kaprysami na zawartość miski.
        Moje miały sezonowe takie skoki smaków, raz ciąg na [dobrej jakości!] suchą karmę, potem tydzień smaku na surowiznę. Mniej mi tak kaprysiły kocury. Ale chyba głodowały za młodu, co im dało mniejsze hrabiowskie zapędy u miski.

        Przekarmić kota nie sposób, on sam czuje swe granice, jeśli nie będziemy jemu zabierać od razu, jak się zaleca, jego miseczki z niedojedzonym jedzonkiem. Zawsze świeżym, oczywiście [świeżo rozmrożonym].

        Z czasem radzę zadawać suchą karmę w takiej specjalnej wysokiej kolumience: pojemność chyba z 1,5 litra, pionowa zasuwka od dołu przy miseczkowym wysypie, ustawiana na szerokość szczeliny odpowiadającej apetytowi kota [zasyp od góry, miseczka wysypowa u dna - na pewno dobre zoosklepy takie mają].
        Świetna to pomoc, kiedy chcemy wyjechać na dłużej.
        Podobne bywają też stojące pojemniki na wodę, ze spływem wody z pionowego pojemnika, takie jak zestawy podróżne miska+butla.

        Pokarm koci powinniśmy równoważyć białkiem mięsa w dowolnej zjadliwej i bez konserwantów postaci - ja nie unikałem podawać surowizny w postaci podrobów wątrobowo-nerkowo-sercowych z dowolnej świniny/ wołowiny/ drobiu - puszkowane specyjały niestety moje koty tylko z sosu wylizywały i się to marnowało. Ryba surowa też tu dobra, ale z umiarem, po pono jej nadmiar szkodzi kotom. [zamrażałem kilka kilo płotek jak najmniejszych - bo po końcu okresu ich odłowu był kłopot z ich zakupem]. Oczyszczone z łusek, niepatroszne. Jedzą to, aż się im uszy trzęsą. Ale raz na tydzień.

        Żywienie młodego kotka do syta mięsem i mięsopochodnymi daniami ma jedną wielką zaletę - pozwala mu/ jej nabrać masy mięśniowej i gabarytów niezbędnych do wywalczenia sobie u kocich sąsiadów jak największej pozycji w hierarchii.

        A z wodą zawsze świeżą ma oczywiście nasza {Deszcz} świętą rację.
        Choć i kotu najlepsza woda z kałuży...
        U nas są dwa pojniki dla ptaków, często u nich koty warują i wodę chłepczą.

        Powodzenia w urozmaicaniu kociej diety, {Kiciiaa'o}!
    • deszcz.ryb Re: Mały kotek, pomoc w wychowaniu. 19.02.12, 14:41
      >Uwielbiam gdy śpi przy mnie w nocy, ale kiedyś
      > będę mieć własną rodzinę i nie wiem czy wtedy mój mąż będzie tolerował to że k
      > ot będzie spał z nami.

      Żartujesz? Co to za powód? Czemu martwisz się, co BYĆ MOŻE stanie się kiedyś? Być może w ogóle męża mieć nie będziesz, bo nie znajdziesz nikogo odpowiedniego. Być może trafi ci się osoba uwielbiająca koty. Po cóż się martwisz na zapas?

      Poza tym spanie w łóżku to jedna z kocich cech, z którą się trzeba pogodzić [inne to np. drapanie, miauczenie, sierść wszędzie, wskakiwanie na meble]. Moim zdaniem niewiele się da na to cokolwiek poradzić - kot jest mądry, bo śpi tam, gdzie jest mu najlepiej. Nie rozumie, dlaczego miałabyś jemu i sobie odmawiać tej przyjemności?

      A jeżeli już tak strasznie martwisz się, co powie twój hipotetyczny przyszły mąż [co jest strasznie głupie moim zdaniem], to od razu każdemu kandydatowi dawaj wyraźnie do zrozumienia, że masz kota, kot jest częścią twojej rodziny, śpicie razem, bo oboje to lubicie i - jeżeli chłopak chce stać się częścią twojej rodziny - to powinien to zaakceptować. Normalna osoba to zrozumie, a jeżeli nie zrozumie, to znaczy, że nie jest ciebie wart.
      • kiciiaa1 Re: Mały kotek, pomoc w wychowaniu. 19.02.12, 17:05
        No tak, masz rację. Kocham mojego kociaka i chce dla niego dobrze. A daję mu do jedzenia puszki z Whiskas'a i domowe jedzenie. Tak żeby jadł to co ja. A ktoś mi kiedyś powiedział, że kotom nie powinno dawać się mleka, bo źle działa na kociaki i często przez to chorują. Czy to prawda? Czy czasami mogę dać mu mleko rozcieńczone z wodą?

        ____________________________________________________________________________
        Zoomia.pl, miejsce gdzie koty
        znajdują kochających właścicieli. Przejrzyj ogłoszenia.
        • deszcz.ryb Re: Mały kotek, pomoc w wychowaniu. 19.02.12, 17:23
          To robisz powójnie źle - raz, że dajesz kotu bezwartościowego whiskasa [NATYCHMIAST zmień karmę!], a dwa, że dajesz domowe jedzenie - pełne soli, przypraw i składników dla kota nieodpowiednich. Zmień żywienie, bo szkodzisz kotu.

          Kotu nic się nie stanie, jak od czasu do czasu dostanie kawałek szynki, kiełbaski czy odrobinę masła, ale powinien to dostawać jako przysmak, nie jako stałe jedzenie. Stale możesz mu podawać mięso jako dodatek do karmy [w linku wyżej masz napisane, jak to mięso przygotować].

          A co do mleka krowiego - niektóre koty dostają po nim strasznego rozwolnienia i one nie powinny go pić. Musisz zaobserwować, jak reaguje na mleko twój kot. Ale nawet jeśli okaże się, że mleko mu nie służy, a lubi to nic mu się nie stanie, jak od czasu do czasu dostanie po odrobinie w ramach przysmaku.
        • dar61 Mleczne legendy antylaktazowe 19.02.12, 19:03
          Naprawdę rzadko zdarza się kot, co ma różne kłopoty genetyczne w trawieniu np. mleka. Zwykle może to mieć typową postać bardzo długiego okresu pozbawienia go mleka w diecie. Wtedy może zaniknąć u niego zdolność wydzielania laktazy - enzymu trawiącego laktozę mleka [dowolnego]. U niektórych ten zanik może być rzeczywiście nieodwracalny.

          Jeśli takiej przerwy w diecie nie będzie - nic nie powinno się dziać nadzwyczajnego u tego bądź co bądź ssaka.
          Z dowolnej postaci mlekiem.

          ... żeby jadł to co ja ...

          Kocia dieta, jaką obok opisywałem, sprzyja niewłażeniu kota na nasze blaty.
          Nie powinien on jeść tego samego, co my.
          • kiciiaa1 Re: Mleczne legendy antylaktazowe 20.02.12, 18:33
            Dziękuję bardzo za pomoc i rady, pierwszy raz w życiu mam kota i boję się, że przez moją niewiedzę zrobię mu kiedyś coś złego, np. w zdrowiu. Chciałabym by był zdrowy i szczęśliwy, dlatego proszę o rady. Bardzo dziękuję za cierpliwe rady. Zastanawia mnie jak ktoś napisał, że mój kociak mógł być zabrany za szybko od matki. Nie znam się, ale mały ma ponad 3 miesiące a ze mną jest niecałe 2 tygodnie. Mogło być za wcześnie?

            ____________________________________________________________________________
            Zoomia.pl, miejsce gdzie koty
            znajdują kochających właścicieli. Przejrzyj ogłoszenia.
            • mist3 Re: Mleczne legendy antylaktazowe 20.02.12, 21:30
              jak napisał jeden z przedmówców - whiskas to naprawdę straszny szajs.Staraj się kotka przyzwyczaić do dobrej suchej karmy, a jako dodatek możesz mu podawać DOBRE mokre jedzenie(raz dziennie najwyżej), no i powoli warto zacząć kota przyzwyczajać też do surowego mięsa (wołowina, kurczak, podroby - byle nie wieprzowe) - kot musi jeść surowiznę - przeciwdziała to osadzaniu się kamienia nazębnego. kot musi mieć też stały dostęp do wody, co do mleka - jak wyżej.
              Warto poczytać informacje o kotach. Zalinkuję ci poniżej wątek na kocim zakątku, gdzie zebrane są dobre strony o kotach. Poczytaj najpierw o jedzeniu (to w tej chwili najważniejsze), potem szczepienia, itd.forum.gazeta.pl/forum/w,10264,96727789,96727789,Rozne_kocie_fora.html
Pełna wersja