Dodaj do ulubionych

Po co brać psa, skoro się go nie umie wychować???

12.03.12, 11:42
Ciągle spotykam na spacerach ludzi z psami, nad którymi w ogóle nie panują - pies idzie gdzie chce, ignoruje wezwania, oni latają za nimi jak głupki, jak im się w końcu uda złapać na smycz, to on na tej smyczy ciągnie jak parowóz. Ze zdumieniem widzę jak wiele osób nosi w kieszeniach pełno psich chrupek - bo to jedyna opcja, żeby swojego pupila do siebie przywabić. No sorry.
Ulało mi się, bo wczoraj znowu natknęłam się na dwie pańcie nie będące w stanie we dwie zapanować nad swoim buldogiem francuskim. Pchał się nachalnie do moich suk, mimo że sobie tego nie życzyły - jedna go oszczekała, druga bardzo wystraszyła i wskoczyła mi na ręce (pańcia, ratuj :)) - proszę kobietę, żeby odwołała psa, gdzie tam, on jej w ogóle nie słyszy, więc ja próbuję się zmyć, on leci za mną, a kobita do mnie : "ojej, niech pani poczeka, może jak się przy pani zatrzyma to dam radę go złapać". Dobra, poczekałam, chociaż moje suki nie były z tego zadowolone, pańcia zapięła pieska, po czym on natychmiast jej się wyszarpał z obroży. No po prostu zgroza. Ja stoję z psem na rękach (trochę niewygodnie) a kobita lata dookoła mnie za swoim psem, który ma ją totalnie w nosie.
Zastanawiam się jak te psy są wychowywane. Bezstresowo ??? Czy może w ogóle ?
No wyżaliłam się ;-)
Obserwuj wątek
    • blue.berry Re: Po co brać psa, skoro się go nie umie wychowa 12.03.12, 13:46
      Po co brać psa, skoro się nie chce nim zajmować.
      Po co brać psa, skoro się nie chce chodzić na spacery.
      Po co brać psa, skoro się kompletnie nie interesuje ani psim funkcjonowanie, ani psychiką ani jakąś rasą, skoro się nie ma dla tego psa żadnego zajęcia...
      takich pytań można mnożyć. i mnożę je codziennie. widząc np beagla maksymalnie odseparowanego od rodziny, mieszkającego w budzie, który prawie nigdy nie wychodzi na spacery i nie spędza czasu z ludźmi. po co im ten pies? do czego?
      po co sobie robić mega kuku mając psa który usiłuje zagryźć każdego innego psa albo takiego który szczeka na każdy ruch czegokolwiek.
      itd itd
      odpowiedź uniwersalna - bo ludzie są głupi.
      • minniemouse Re: Po co brać psa, skoro się go nie umie wychowa 13.03.12, 00:11
        Rozimie cie, ale z drugiej strony moze warto by bylo zasugerowac jakas rade
        najlepiej ksiazke albo szkole

        ludzie teraz z tymi chrupkami wlasnie dlatego ze tak sie zachwala te "niedominacyjne, bez dyscypliny metody" ktore jak widac doslownie psu na bude sie zdaja.

        Ludzie mysla ze wystarczy dobre serce, duzo piescic i zachecac chrupkami to brdzie dobrze
        "mlody jest, jeszcze sie nauczy, te metody potrzebuja dluzej"
        bron boze szarpnac smycza, podniesc glos.

        ""ustaliłaby si
        > ę hierarchia w stadzie i byłoby dobrze""


        alez co ty bredzisz Albert, nie wiesz ze hierarchia to tylko wsrod wilkow,
        wsrod psow juz dawno obalona.

        Minnie
        • q-ku co wam przeszkadzają chrupki:-) Jest kij i marchew 16.05.12, 08:15
          ka
          mój pies mnie słucha choć waży 40 kilo

          zawsze mam w kieszeni przegryzki dla psa, bo to jest nagroda za dobre zachowanie i czasem po prostu przyjemność dla psa

          jak trzeba umiem jednak psa przywołać do porządku

          tak więc czarno-białe wyjaśnienia nie mają sensu
          ---
          natomiast co do bezstresowości - widzę także panów których pies nie słucha

          wszyscy zbabieli jakoś

          tymczasem wystarczy zwykłą konsekwencja - i to jej głównie ludziom brak
      • default Re: Po co brać psa, skoro się go nie umie wychowa 13.03.12, 07:44
        albert.flasz1 napisał:

        > Pańciu, było się nie ftrancać

        Ja się nie chciałam "ftrancać", ale jedna z moich suk NAPRAWDĘ się bała (została kiedyś ugryziona przez buldożkę właśnie) i po prostu wolała wskoczyć mi na ręce niż narażać się na chamskie zaloty. Poza tym, gdybym się całkiem nie "ftrancała" to mój pies pewnie nieźle by poharatał owego buldoga, bo już patrzył na niego złym okiem i z latającą wargą - a nie zrobił nic, bo rzuciłam mu JEDNO wymowne spojrzenie.
        Tak, spaceruję z "czteroosobowym" stadem i daję radę, nie rozbiegają mi się, nie rzucają na przechodzące psy i ludzi, trzymają się w kupie i bez problemu w każdej chwili dają zapiąć na smycz. Dlatego tym bardziej wkurza mnie, że ktoś nie jest w stanie zapanować na JEDNYM psem. Wczoraj też niezły widok: pani ciągnięta na smyczy przez berneńczyka, ja nadchodzę z przeciwnej strony, a pani krzyczy z daleka "może pani pójść bokiem, bo ona mi się wyrwie do pani psów". Żałosne.
        • dar61 Pies lubi dryll[jącego go opiekuna] 13.03.12, 22:32
          {Albercik} jakoś nie może sobie wyobrazić, że z takich psich scysji - psów obcych sobie - może wykluć się tragedia i któryś z nich zginie. A nawet może się zdarzyć, że to będzie pies obronny do ataków ku ludziom szkolony - są tacy odmóżdżeni „właściciele" wśród nas - i co wtedy?

          Opiekun psa może wymagać nawet, by obcy do niego nie podszedł, bo jest ... odpchlony. I już.
          W budowaniu hierarchii ma za to {A.} rację, pod warunkiem, że to będzie stado z np. jednej ulicy, a na pewno z jednego podwórka, domu, posesji.
          W tym {Minnie} nie ma racji.
          Powiem więcej - takich jak {Difot} gdyby w Tym Kraju było więcej, gdyby w Tym Kraju wdrożono przepisy jak np. w Kraju_W_Którym_Nigdy_Deszcz_[pono]_Nie_Pada, to by i nam i psom na dobre to wyszło.

          Osoby rozpuszczające/ rozpieszczające swych psich ulubieńców nie tylko sobie mogą zaszkodzić i swym psom.
          Nie można zostawiać spraw zaniedbanych psów, bo jakoś tam będzie, bo pies sobie poradzi.
          Nie, żebym tęsknił do państwa policyjnego, ale jacyś polscy rozgarnięci bobbies chwilami by mogli dać ostrzeżenie komuś ze smyczą w ręku - przed faktem.
    • marianne11 Re: Po co brać psa, skoro się go nie umie wychowa 13.03.12, 07:31
      Nigdy nie miałam psa, zupełnie nie umiem się z nimi obchodzić i trochę się ich boję, właśnie z braku doświadczenia, nie sympatii. I szlak mnie trafia, gdy idę do kogoś, kto ma psa, a ten pies skacze na mnie (guzik mnie obchodzi, że to ma być radosne powitanie), siada na mnie, trąca łapami, generalnie koszmar.
      • dar61 Po co się bać psa, skoro on to wykorzysta 13.03.12, 22:56
        Klasyka, o {Marianne11}.
        Nie można dać psu ani odrobiny przekonania, że się go boimy.
        Mówi klasyk, że wręcz trzeba psa niezauważać, posturą jak kołek połknąwszy z daleka dać mu ogląd, żeby nawet nie próbował [prócz szczeku] nam pończoch/ spodni się tknąć.

        Nasz sąsiad oduczył swe obie córki bojaźni do psów psa takiego im ... darując. Udało się.
        Klin klinem, o {Marianne'o} - zacząć od szczeniaka i go do siebie/ siebie do niego oswajać. Bez zbędnego jego rozpieszczania ;-)
        A potem wyjdzie z nim sama {M.} na wspólny spacerowy szlak i na pewno jej szlag nie trafi :-)

        „... ten pies skacze na mnie (guzik mnie obchodzi, że to ma być radosne powitanie), siada na mnie, trąca łapami, generalnie koszmar ..."

        Klasyk podpowiada - wziąć w dłoń coś rękę przedłużającego i się ku psu tym nadstawić [najlepszy to parasol, otwarty nagle psu pod mordę].
        Jak nie zrozumie bydlątko, to go tym [w bok, gwałtownie, z wyczuciem, bez przebijania go na wylot] należy bodnąć i rzec stanowczo np. 'stop!', bez imienia psa.

        Na co dzień musiałaby się jednak przekonać i nauczyć Szanowna {M.}, by takie badanie [bodźcowanie/ bodanie] robić kuksańcem gołą ręką w kułak ułożoną - stojąc nad psem wyprostowaną, jak najwyżej, z najwyżej szybkim schyleniem się na chwilę.
        Każdy średnio rozgarnięty pies to rozumie. To ponoć ludzki zastępnik minigryźnięcia psiego, karcącego nadaktywność kompana.

        Bez tego typu zachowań stawia[laby] się {M.} w pozycji antyalfa [=omega, w ogonie stada] dla psa/ kota/ łaski domowej [łasicy]/ itp. domowych drapiezników.
        • blue.berry Re: Po co się bać psa, skoro on to wykorzysta 14.03.12, 10:03
          wiesz co dar - te twoje rady są mega fatalne. szczególnie dla osób które nie znają się na psach, nie czytają ich zachowań i się ich boją. szczególnie, już wcześniej powtarzana, rada aby psa szturchać parasolem czy kijem. widziałeś kiedyś reakcję na coś takiego psa (z podwyższonym poziomem agresji) który wcześniej kijem był bity? a przecież taki może się trafić (np adopcyjny). propozycja z kuksańcem w kark jeszcze lepsza.

          poza tym - wydaje ci się że to w jaki sposób piszesz jest zabawne? intrygujące? wyjątkowe? otóż nie bardzo - raczej jest bełkotliwe i niezrozumiałe. mocno trzeba się natrudzić aby wyłowić to o czym piszesz. może byłoby łatwiej przekazywać sugestie i rady pisząc normalnie? chociaż jak mają to być takie rady to w sumie może i lepiej jak są niezrozumiałe.
          • dar61 Po co się bać odpowiadania 14.03.12, 10:56
            wie {B.B}, można pisać zdaniami na trzy słowa. to nietrudne. wręcz łatwe.
            ale opisać w odpowiedzi metody uniwersalnej nie sposób.

            A.1.
            pytała poprzedniczka o psa wtulającego się, wierzgającego kuprem z radości na widok człeka i włażącemu mu na kolana?
            pytała.
            było to o psie atakującym?
            nie.
            miałem odpowiadać o psie z przejściami?
            nie.
            jakbym musiał, wyszedłby następny opis, jaki musiałby rozciągać się w każdym zdaniu na 3 [trzy] linijki. może i na 5 [pięć]. może nawet zbudować zdanie - o rany! - podwójnie złożone.
            może nawet trzeba by było użyć zastępników zdań. imitować klawiaturą miny psa, tuż przed atakiem. w opisie tonalnym używać - za przeproszeniem - onomatopei.
            byłoby trzeba opisywać odmiany psiego:
            - grymasu
            (...)
            - łypnięcia okiem - i wskazywać ułamek sekundy, w którym
            właśnie pojedynczy i lekceważony kuksaniec zadziała na psa niepewnego, rozpoznawanego właśnie po:
            * zachowaniu,
            * pozie,
            * ułożeniu uszu, ogona,
            * sposobie zwracania się całym psim ciałem,
            * warknięciu
            i tak dalej.
            najlepiej to wszystko byłoby nagrać i sfilmować, pokazując bez komentarza - bo są ludzie wzrokowcy wśród nas, którzy inaczej nie zrozumieją/ zrozumią.

            A.2.
            opowieść o metodach wpływania na psa „z podniesionym poziomem agresji" wymagałaby kliku akapitów co najmniej, więc w tym przypadku zaczniemy od [...]

            B.
            czy pisałem o waleniu przedmiotem psu dowolnemu po łbie?
            nie.
            ten parasol czy torebka to rekwizyt klasyczny, służący do ZASTAWIANIA się przed psem. służący za laskę pasterską. za podajnik poleceń i ich strażnik. i to od dziesiątek tysięcy już lat pso-ludzkich spotkań.
            a kuksaniec, czyli gryźnięcie?
            to element normalny u psowatych od lat miliona.

            C.
            co należy zalecać, by osobom obawiającym się natarczywości psa nie popsuć ich zachowan przy zwierzęciu?
            najpierw wysłuchać ich opowieści, sięgającej nawet w czas domyślnej dziecięcej traumy. podpowiedzieć, by zauważać najpierw swe błędy wobec psów - zwykle nam z daleka pokazujących, czego nie chcą/ chcą.
            czy to od razu rozwiąże sytuację, bez potrzeby poćwiczenia? w życiu!
            ale jak kto dłużej z psami przestaje, to nauczy się takich zachowań b_e_z_w_i_e_d_n_i_e.

            i wtedy nawet wobec bliźniego, o Szanowna {B.B} , będzie taka osoba umiała zachować umiar w ataku słownym, internetowym, fizycznym.
            w swoim też.

            D61
            • blue.berry Re: Po co się bać odpowiadania 14.03.12, 11:34
              wydaje mi się że marianne11 pisała o psie skaczącym na nią (jakimś nieznanym). zapewne z radości. i co z tego - nadal bym nie polecała wymachiwania w jego kierunku parasolem czy kijem. pracując z psami adopcyjnymi nie raz widziałam nagłą zmianę zachowania psa z radosnego po przestraszone / wycofane / agresywne po sięgnięciu po np grabie czy miotłę.
              i nadal utrzymuję że dawanie rad w typie:
              "Na co dzień musiałaby się jednak przekonać i nauczyć Szanowna {M.}, by takie badanie [bodźcowanie/ bodanie] robić kuksańcem gołą ręką w kułak ułożoną - stojąc nad psem wyprostowaną, jak najwyżej, z najwyżej szybkim schyleniem się na chwilę. "
              dodatkowo językiem który jest zdecydowanie niezrozumiały nie jest ani mądre ani odpowiedzialne.
              do reszty wypowiedzi się nie ustosunkuję, bowiem po prostu nie chce mi się przez nią brnąć. bowiem bez "ataku słownego, internetowego, fizycznego. i swojego też" niezmiennie pozwolę sobie twierdzić, że twoje silenie się na oryginalność wypowiedzi, nie wpływa dobrze na pojmowanie i sens tejże, bowiem w 80% czyni z tego bełkot.
              • dar61 Po co się bać onetowania 14.03.12, 20:11
                {blue.berry}:

                ... i co z tego - nadal bym nie polecała wymachiwania w jego kierunku parasolem czy kijem ...

                Cieszę się, że pisząca minuskułami ma podobne podejście do mojego, ja też nie zalecałem żadnego wywijania kijem i parasolem. *

                ... pracując z psami adopcyjnymi nie raz widziałam nagłą zmianę zachowania psa z radosnego po przestraszone / wycofane / agresywne po sięgnięciu po np grabie czy miotłę ...

                Wierzę. Ja nie pisałem o sięganiu, a o zwykłym trzymaniu w ręku jakiegokolwiek przedmiotu, jakim można się zastawić od psa nadaktywnego. Dobrym jest nawet damska torebka.
                Potem pisałem, że najlepiej jest nic w ręku nie mieć, a w razie POTRZEBY użyć kuksańca, jaki nie były potrzebny, gdyby człek opanował umiejętność dawania swą posturą psu, żeby zrezygnował z prób zdominowania człowieka:

                "Na co dzień musiałaby się jednak przekonać i nauczyć Szanowna {M.}, by takie badanie [bodźcowanie/ bodanie] robić kuksańcem gołą ręką w kułak ułożoną - stojąc nad psem wyprostowaną, jak najwyżej, z najwyżej szybkim schyleniem się na chwilę. "

                ... dodatkowo językiem, który jest zdecydowanie niezrozumiały, nie jest ani mądre ani odpowiedzialne.
                do reszty wypowiedzi się nie ustosunkuję, bowiem po prostu nie chce mi się przez nią brnąć. bowiem bez "ataku słownego, internetowego, fizycznego. i swojego też" niezmiennie pozwolę sobie twierdzić, że twoje silenie się na oryginalność wypowiedzi, nie wpływa dobrze na pojmowanie i sens tejże, bowiem w 80% czyni z tego bełkot ...


                No cóż, mógłbym odrzec coś o ataku ad personam, ale spróbuję inaczej:
                Lepiej odpowiedź kwiecista, niż żadna.
                Jeśli ma w psich problemach {blue.} więcej doświadczenia wartego odpowiedzi dla wątkozakładczyni, proszę mnie po prostu ubiegać.

                Wkładanie w mój wpis treści, jakiej tam nie ma, to nienajlepszy sposób polemik. Można by rzec, że to nieuczciwe.

                Jakbym chciał doradzać podając wszystkie możliwe warianty psich postaw, to byłoby to niepotrzebne. Bo przecież każdy pies to osobny przypadek. Generalizując takie przypadki, wspólną cechą ich jest, jak pisałem, okazanie psu, by nie czynił tego, co planuje. Na przykład kuksańcem.

                */ Niezrozumiały dla Forumianek może ten parasol - jego nagłe otwarcie - jest sprawdzonym sposobem na psa szarżującego. Warto to znać.
                • dar61 rozkuksowywanie 15.03.12, 13:04
                  ... gdyby człek opanował umiejętność dawania swą posturą psu, żeby zrezygnował z prób zdominowania człowieka ...

                  Zmienić, dodać warto jedno słówko:

                  „... gdyby człek opanował umiejętność dawania oznak swą posturą psu, żeby zrezygnował z prób zdominowania człowieka ..."

                  lub:

                  „... gdyby człek opanował umiejętność okazywania swą posturą psu, żeby zrezygnował z prób zdominowania człowieka ..."
          • minniemouse Re: Po co się bać psa, skoro on to wykorzysta 15.03.12, 03:48
            wiesz co dar - te twoje rady są mega fatalne. szczególnie dla osób które nie znają się na psach, nie czytają ich zachowań i się ich boją. szczególnie, już wcześniej powtarzana, rada aby psa szturchać parasolem czy kijem. widziałeś kiedyś reakcję na coś takiego psa (z podwyższonym poziomem agresji) który wcześniej kijem był bity? a przecież taki może się trafić (np adopcyjny). propozycja z kuksańcem w kark jeszcze lepsza.

            poza tym - wydaje ci się że to w jaki sposób piszesz jest zabawne? intrygujące? wyjątkowe? otóż nie bardzo - raczej jest bełkotliwe i niezrozumiałe. mocno trzeba się natrudzić aby wyłowić to o czym piszesz. może byłoby łatwiej przekazywać sugestie i rady pisząc normalnie? chociaż jak mają to być takie rady to w sumie może i lepiej jak są niezrozumiałe.


            Brawo, Blueberry ! :)

            To niby ja tu robie za chama i prowokatora co sprowadza watki na smietnik,
            ale nie da sie ukryc- jak dotad w zadnej twojej wypowiedzi w niniejszym watku nie bylo ani nic merytorycznego, ani zyczliwego.

            ZAWSZE wylazisz jak robak spod ziemi wylacznie po to aby cos przykrego dowalic, i nic wiecej.
            Dar przynajmniej mial JAKIES rady, a jakbys poczytala uwaznie, to bys zauwazyla ze nie zaleca machac kijkiem czy parasolem bez sensu.

            Brawo, brawo !! ...

            Minnie
        • marianne11 Re: Po co się bać psa, skoro on to wykorzysta 14.03.12, 11:36
          Klasyka, o {Marianne11}. Nie można dać psu ani odrobiny przekonania, że się go boimy.
          Mówi klasyk, że wręcz trzeba psa niezauważać, posturą jak kołek połknąwszy z daleka dać mu ogląd, żeby nawet nie próbował [prócz szczeku] nam pończoch/ spodni się tknąć.


          Tak wiem, ale mi w moim poście (choć wspominałam także o lęku przed psami z powodu nieznajomości och) nie szczekanie psa na mnie itp., tylko o namolne zachowanie niektórych rozpieszczonych psów, które włażą na gości nie upominane przez ich właścicieli - mój post był odpowiedzią na post autorki wątku - iż osoby, które nie umieją wychowywać psa, nie powinny go sobie brać pod opiekę (bądź, jeśli wezmą, powinny nauczyć się go wychowywać), bo inaczej np. takie sytuacje, jak te z "namolnymi" psami się zdarzają i doprowadzają do szału ludzi (np. mnie). Niedawno byłam u znajomej posiadającej takiego pieska. Nie mogłam się nawet herbaty napić! A ona tylko "patrz jakiś słodziusi milusi". To Absolutnie nie jest wina psa, tylko opiekunki.

          Nasz sąsiad oduczył swe obie córki bojaźni do psów psa takiego im ... darując. Udało się.
          Klin klinem, o {Marianne'o} - zacząć od szczeniaka i go do siebie/ siebie do niego oswajać. Bez zbędnego jego rozpieszczania ;-) A potem wyjdzie z nim sama {M.} na wspólny spacerowy szlak i na pewno jej szlag nie trafi :-)


          Klin klinem - można i tak. Ale na razie chęci i warunków u mnie brak na psa. Na razie - co nie znaczy "nigdy".

          „... ten pies skacze na mnie (guzik mnie obchodzi, że to ma być radosne powitanie), siada na mnie, trąca łapami, generalnie koszmar ..."Klasyk podpowiada - wziąć w dłoń coś rękę przedłużającego i się ku psu tym nadstawić [najlepszy to parasol, otwarty nagle psu pod mordę]. Jak nie zrozumie bydlątko, to go tym [w bok, gwałtownie, z wyczuciem, bez przebijania go na wylot] należy bodnąć i rzec stanowczo np. 'stop!', bez imienia psa

          Jak zaznaczałam, nie znam się na psach, ale to mnie trochę zaskoczyło. Od małego powtarzano mi, iż nie powinno się podchodzić do psa z kijem ani z niczym, co kij przypomina. Nie twierdzę, że nie masz racji, bo niby na jakiej podstawie mogę tak twierdzić, skoro doświadczenia z postępowaniem z psami są u mnie nikłe, niemniej jednak intuicja każe mi się odnosić do tej rady z dużą dozą sceptycyzmu, Szanowny D.

          Bez tego typu zachowań stawia[laby] się {M.} w pozycji antyalfa [=omega, w ogonie stada] dla psa/ kota/ łaski domowej [łasicy]/ itp. domowych drapiezników.

          Podsumowując, dlatego jestem kociarą nie psiarą - psa należy wychować i pokazać mu, iż jest się alfą. Z kotami nie do końca tak jest, moje kontakty z kotami zawsze były "na równi", bez alf, a akurat z kotami to ja doświadczenie mam ogromne i myślę, że całkiem nieźle sobie wspólnie (ja i koty) radzimy. :)
          • default Re: Po co się bać psa, skoro on to wykorzysta 14.03.12, 14:47
            marianne11 napisała:
            > powtarzano mi, iż nie powinno się podchodzić do psa z kijem ani z niczym, co
            > kij przypomina

            I bardzo dobrze Ci powtarzano, blue.berry ma 100 % racji (także co do bełkotliwego stylu wypowiedzi dara :)) Z moich obserwacji wynika że nawet psy nigdy nie bite (jak np. moje) organicznie nie znoszą wymachiwania kijem czy czymś podobnym. Od razu budzi to w nich w agresję, jeśli wymachujący nie zaprzestaje. Przy czym kija jako takiego się nie boją, bo zabawy w rzucanie patykiem lubią, ale co innego jak ich osobista pańcia zamachuje się kijkiem w celu rzucenia nim do aportu, a co innego jak obcy osobnik wymachuje w ich kierunku. Mam sąsiada, który notorycznie właśnie taką, polecaną przez dara, metodę stosuje wobec moich psów i w efekcie jest notorycznie obszczekiwany. Jako jedyny ze wszystkich sąsiadów z naszej ulicy :)
            W ogóle jakiekolwiek zachowania "ofensywne" wobec obcego psa, zwłaszcza dla osoby, która słabo rozpoznaje mowę ciała psów, są szalenie ryzykowne. Pies odczytuje je jako atak, na który zapewne odpowie atakiem.
            Co do sytuacji, o której piszesz - psach łaszących się do gości, którzy sobie tego nie życzą - no cóż, raczej nie dam Ci żadnej skutecznej rady, bo skoro pies nie słucha się swojej pani, to tym bardziej nie posłucha Ciebie. Pozostaje Ci jedynie stanowczo zażądać od właściciela, aby z psem coś zrobił, jeśli chce Cię u siebie gościć.
            • marianne11 Re: Po co się bać psa, skoro on to wykorzysta 14.03.12, 15:24
              default napisała:

              > I bardzo dobrze Ci powtarzano, blue.berry ma 100 % racji (także co do bełkotl
              > iwego stylu wypowiedzi dara :)) Z moich obserwacji wynika że nawet psy nigdy ni
              > e bite (jak np. moje) organicznie nie znoszą wymachiwania kijem czy czymś podob
              > nym. Od razu budzi to w nich w agresję, jeśli wymachujący nie zaprzestaje.

              Właśnie tak mi się wydawało, że chodzi o to budzenie agresji. I ja się psom nie dziwię - ja też bym gryzła jakby ktoś na mnie z kijem szedł! (nieważne, z jakimi zamiarami, trzeba być ostrożnym, hehe)

              > Co do sytuacji, o której piszesz - psach łaszących się do gości, którzy sobie t
              > ego nie życzą - no cóż, raczej nie dam Ci żadnej skutecznej rady, bo skoro pies
              > nie słucha się swojej pani, to tym bardziej nie posłucha Ciebie. Pozostaje Ci
              > jedynie stanowczo zażądać od właściciela, aby z psem coś zrobił, jeśli chce Cię
              > u siebie gościć.

              Tak, w takich sytuacjach winę ponoszą tylko o wyłącznie opiekunowie, a jak oni nie reagują, to pozostaje tylko łacina pod nosem ;)
            • dar61 Po wymachiwać na psa 14.03.12, 20:32
              {Marianne11}:

              ... Mam sąsiada, który notorycznie właśnie taką, polecaną przez dara, metodę stosuje wobec moich psów i w efekcie jest notorycznie obszczekiwany. Jako jedyny ze wszystkich sąsiadów z naszej ulicy ...

              O, tworzeniu się legendy warto w zarodku przeciwdziałać.
              Nie wiem, co sąsiad wyprawia, ale ja nie zaleca[łe]m biec ku psom, szarżować na nie z czymś w ręku, stojąc nie wymachiwać ku psu - nie wiem, co jeszcze forumianki wymyślą i w mych wpisach wyczytają i bełkotem szarmancko nazwą.
              I powtórzę, że z psami, z którymi się stykam, mam - może prócz łańcuchowych, zrażonych do całego świata [nie dziwię im się] - dobry kontakt.
              Te obce, co mnie oszczekują, kiedy obok ich płota przechodzę po chodniku, pomijam. Mają prawo szczekać.

              Powodzenia wszystkim psolubom.
              I psolubkom!
          • dar61 Po co się bać pisać, skoro psom się to przyda 14.03.12, 20:18
            ... nie powinno się podchodzić do psa z kijem ani z niczym, co kij przypomina ...

            Oj, co Wam, forumianki, udało sie u mnie wyczytać? Czy ja proponowałem „wymachiwanie kijem"?
            Moje:
            ...się ku psu tym nadstawić...
            przecież dotyczy tylko tej sytuacji, kiedy pies szarżuje. Bodanie kuksańcem - kiedy na nas włazi. I to wszystko.
            Jak kto ma w tym zastawianiu się wprawę, to nawet nie musi użyć kolana, jak czynią to inni, w ogóle nie ma kontaktu z psem. Wystarczy wyczucie czasu, odpowiednie ustawienie ciałem, drobny sygnał słowny.
            Nie szukajcie w moich wypowiedziach tutaj tego, czego nie napisałem.
            W radach fachowców od psów jest jedno sedno - niezauważać psa, nie bać się go, być asertywnym, kiedy on z nadaktywnością przesadza.

            Osobiście też uważam, że taktyka układania psa poprzez dominowanie nad nim jest prymitywniejsza niż nasze - praktycznie na równych prawach - opiekowanie się kotami.
            Czy w tym nie ma czasem potrzeby dominacji? Jest.
            Kilka razy musiałem u weterynarza moje koty przytrzymywać do zastrzyku. Raz mi moja kotka - wyrywając się - rozharatała dłoń do mięśnia. Z winy bardziej ciapowatego weterynarza, niż z mojej.
            A kłopoty z tym się skończyły, gdy inny doświadczony wet doradził, by kotkę przytrzymać siłowo, dominująco - od tych chwil iniekcja zawsze była sekundowo wykonywana [kotka ta sama].

            Ale ja koty i psy na równi lubię i szanuję - jak i wszystkie, które w mojej okolicy ze mną się skumały. Nie mam znimi problemów/ one ze mną.
            Choć zachowania niektórych ich opiekunów dobrze byłoby zmienić, krzywdzą swe zwierzęta.
            • blue.berry gwoli wyjaśnienia 15.03.12, 09:43
              dar61 napisał:
              > Klasyk podpowiada - wziąć w dłoń coś rękę przedłużającego i się ku psu tym nadstawić [najlepszy to parasol, otwarty nagle psu pod mordę].

              fakt, o kiju nic nie było. ale np. dla mnie "coś rękę przedłużającego" w kontekście wymienionego parasola i użycia słowa "przedłużenie" to nie jest raczej torebka, tylko kij właśnie. ale fakt - jest to nadinterpretacja. przepraszam.

              ogólnie - porady trochę zboczyły z kursu. finalnie marianne11 chodziło o natarczywego psa znajomej (podczas domowej wizyty). tutaj rada jest jedna - zacząć od wychowania znajomej : )
              natomiast w przypadku obcego psa obskakującego (zakładamy, że radośnie) na ulicy - odwrócenie się bokiem i zastawienie torbą (szczególnie jeśli jest duża) ma sens - mniejsza powierzchnia do brudzenia łapami. czy zniechęci psa - zależy od psa. przy posiadaniu parasola - też można się zastawiać, ale jednak nie polecam odpychania psa ostrym końcem. dla osób, które psów się boją i nie znają ich zachowań - kuksańce (cokolwiek oznaczają, bo po przeczytaniu pionowym postów dar61 nadal nie wiem) czy odpychanie psa nogą / z biodra - nadal nie polecam. żeby wejść w fizyczny kontakt z psem, który ma zmienić jego zachowanie, nie można się go bać.

              i jeszcze w temacie tego parasola - w przypadku psa atakującego nagłe otwarcie parasola w jego kierunku jak najbardziej ma sens i jest pomocne. ale jest to dobra rada z kategorii rad "gryzące się psy najlepiej polać zimną wodą." też dobra rada - tylko trzeba mieć pod ręką tę wodę lub ten parasol : ) zazwyczaj się ich nie ma : )

              dar61 - i bez obrazy ani złośliwości - twój sposób pisania i formatowania tekstu jest naprawdę mało czytelny i ciężki w zrozumieniu. moje minuskuły, czy też brak majuskuł to przy tym pikuś : )

              pozdrawiam
              • dar61 ku celowi 15.03.12, 12:49
                O, to jest inna rozmowa/ klawiaturowanie.
                Spróbujmy pozostawić na boku sprawy personalne i (...) oraz (...) a możliwie pełnie doradźmy {Marianne11}. Wątkozakładczyni ma problem nie z psem, a z ludźmi nieumiejętnymi w socjalizowaniu swych psów.

                Metody widzę w tej kolejności:
                /Pomijam wychowanie i podszkolenie [się] opiekunów psa, tego sama {Default} ani {Marianne11} nie uczynią/
                - Zastawianie się ciałem [bokiem] czy przedmiotem mamy chyba już jako pewne, choć czasem szkoda odzieży, kiedy piesek jest np. ubłocony, czy śliną chlapiący na metr;
                - Słowne, zdecydowane sygnały typu NIE/ STOP, w wykonaniu samej {D.} i {M.} to też przydatny sposób, niestety zwykle niejedyny;
                - Kuksaniec

                Rezerwuję ten powyższy sposób dla psa *dużego*, stabilnego, jeszcze nie rozjuszonego. Na czym polega? Na zwykłym, niesłabym, puknięciu [potem szybko cofamy rękę] w BOK psa - w odpowiedni czas, nie dowolnie. To ma zaskoczyć psa i wytrącić z danej czynności. Zwykle po nim pies potrafi nawet zaskomleć czy zapiszczeć, ale bardziej z zaskoczenia, niż z bólu.
                Przed nim i po nim musimy być wyprostowani, jeśli siedzieliśmy, warto wstać - pies zwykle na nas [sygnał słowny] spogląda, szuka kontaktu wzrokowego - a jeśli widzi nas w pełni mocy i wzrostu, cofnie się, dając nam miejsce i ustępując [nie u psów chorobliwie natarczywych, niestabilnych, albo w fazie ataku udającego przymilanie się - tu sposób ten nie skutkuje].

                Kuksaniec, bodnięcie [lubię to słowo bardziej, bo umiera w języku naszym] skutkuje też i dla mniejszych psów, ale one czasem traktują to jako zabawę i może trzeba skorzystać ze sposobu następnego:

                - odepchnięcie [nie uderzenie, to bardziej napór, przesuwanie - zakończone ustąpieniem nacisku] ręką [zastępnik - torebka], kolanem, całą nogą, biodrem [jeśli siedzimy];
                - odepchnięcie z następującym po tym przytrzymaniu [pies *mały*, średni, dla osób sprawnych nawet duży] psa wyciągniętą ręką;
                - jw. z szybkim i zdecydowanym [drugą ręką] przewróceniem psa na bok i uchwyceniu go tuż za głową ręką [druga ręką może - psy niemałe - przytrzymać tułów psa] tak, by nie mógł unieść głowy ponad podłogą, gruntem.

                Ostatni manewr powinien trwać do czasu, kiedy pies wyraźnie się uspokoi, mięśnie mu sie rozluźnią, zacznie spokojnie oddychać = podda się.
                Potem warto odejść od psa tak zdołowanego idać mu się samemu podnieść.
                Żadnego potem przymilania się ku psu nie polecam. Jak podejdzie uspokojony, warto go wtedy pogłaskać.

                - U mniejszych psów można je uchwycić zdecydowanie za skórę na karku i unieść. Cicho, zdecydowanie, bez krzyków dodatkowych.

                Dwa ostatnie sposoby nie są zawsze skuteczne dla psów każdej rasy - ponoć na buldogi [pies obronny mało czuły na ból] sposób ten [jeśli za krótki] może zawieść. Ale przynajmniej rozpoznają w osobie to stosującej swego dominanta.

                Nie namawiam naszej {Marianne11} by jw. tak od razu czyniła, musiałaby to poćwiczyć na zaprzyjaźnionym, np. domowym psie, jest to imitacja rytuału porządkowywania, ustawiania kolejności w stadzie psowatych, u szczeniąt wręcz jest to element zabaw. Podejrzewam, że {Default} te sposobiki zna, bo w psy, jak pisała, jest obfita.

                Nie piszę oczywiście o tym, żeby w trakcie np. wizyty u kogoś, kogo pies nas próbuje obskakiwać, ośliniać, na kolana włazić itd. usprawiedliwiać się, tłumaczyć się przed opiekunami psa z naszej obrony. Choć zagadywać warto w trakcie naszych gospodarzy, że jak pies się nie powstrzyma, to niech się nie zdziwią, że zaczniemy stosować swe sposoby ku wstrzymania psa.

                Może to być komplet metod dla psa radośnie nadaktywnego. Zapraszam do uzupełniania, poprawiania. Nawet z minuskułami ;-)

                ***

                Mój ostatni „... sposób pisania i formatowania tekstu ..." plus pionowania wywołała sama {Blue.}. Miał za zadanie porównać zdania krótkie ze złożonymi.

                Parasol[kę] noś nawet przy pogodzie mówi klasyk [z Anglii].
                • dar61 rozkułaczanie 15.03.12, 12:57
                  ... Choć zagadywać warto w trakcie naszych gospodarzy, że jak pies się nie powstrzyma, to niech się nie zdziwią, ...

                  Oj, chyba byłby minus i kułaK.
                  Poprawić warto na:

                  „... Choć w trakcie zagadywać warto naszych gospodarzy, że jak pies się nie powstrzyma, to niech się nie zdziwią, ...".

                  Literówki, brak kilku spacji i ogonków zostawiam na pamiątkę.
                • blue.berry Re: ku celowi 15.03.12, 15:00
                  dar61 napisał:
                  > - jw. z szybkim i zdecydowanym [drugą ręką] przewróceniem psa na bok i uchwycen
                  > iu go tuż za głową ręką [druga ręką może - psy niemałe - przytrzymać tułów psa]
                  > tak, by nie mógł unieść głowy ponad podłogą, gruntem.


                  nigdy i nikomu nie polecam takiego postępowania z psem. a dawanie takiej rady osobom, które na psach się nie znają i nie potrafią z nimi postępować uważam za nieodpowiedzialne i niebezpieczne. zaś osoby, które na psach się znają i potrafią z nimi postępować raczej takiej metody nie zastosują. pracowałam z różnymi psami, które miały różne problemy i niedostatki wychowawcze i nigdy w ten sposób nie postąpiłam.

                  zaś osobom, które miałby ochotę skorzystać z porady:

                  > - Kuksaniec
                  > Rezerwuję ten powyższy sposób dla psa *dużego*, stabilnego, jeszcze nie
                  > rozjuszonego. Na czym polega? Na zwykłym, niesłabym, puknięciu [potem szybko co
                  > famy rękę] w BOK psa - w odpowiedni czas, nie dowolnie. To ma zaskoczyć psa i w
                  > ytrącić z danej czynności. Zwykle po nim pies potrafi nawet zaskomleć czy zapis
                  > zczeć, ale bardziej z zaskoczenia, niż z bólu.

                  daję do rozważenia kwestię - czy naprawdę chcą sprawdzić kto ma większy refleks - człowiek czy pies? oraz przydatną informację - sporo psów (szczególnie krótkowłosych) boki ciała ma dość wrażliwe na dotyk i na wszelkiego rodzaju bodźce w tej okolicy potrafi zareagować dość nerwowo.


                  • dar61 ku GUKPPiW? 15.03.12, 16:18
                    {Blue.berry}:

                    ... Nigdy i nikomu nie polecam takiego postępowania z psem. a dawanie takiej rady osobom, które na psach się nie znają i nie potrafią z nimi postępować, uważam za nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Zaś osoby, które na psach się znają i potrafią z nimi postępować, raczej takiej metody nie zastosują.
                    Pracowałam z różnymi psami, które miały różne problemy i niedostatki wychowawcze, i nigdy w ten sposób nie postąpiłam. ...


                    Powtórzę to co pisałem gdzieś wyżej - każdy pies jest osobnym przypadkiem. Zestawiłem tu pewne sposoby, które stosują do opanowania zachowań psa doświadczeni układacze psów.
                    Jeśli nie zna tych sposobów sama {Blue.berry}, jej sprawa. Jeśli nie chce ich stosowac - jw.
                    Jeśli zaś twierdzi, że taki sposób może być niebezpieczny dla psa - myli się - same psy stosują te metody [no, może ten parasol...].
                    Jeśli zauważyła, że nie zalecałem ich dla dowolnej osoby to stosującej do dowolnego psa - nie myli się.

                    Ja po prostu spisałem zestaw metod. Wszystkie z nich są skuteczne, jeśli zastosuje się je z wprawą. Czy do każdego psa można je zastosować? Pisałem, że nie - vide odpowiednia linijka u góry.
                    Ale spis ich wklawiaturowałem, bo te metody są znane.
                    Może nie przez wszystkich?

                    Z utęsknieniem czekam na wpisy podpowiedzi innych sposobów do zastosowania wobec psa. Nawet w manierze minuskuły.
                    Może wtedy zauważymy tu w poradach przewagę pro- nad anty-.

                    ... sporo psów (szczególnie krótkowłosych) boki ciała ma dość wrażliwe na dotyk i na wszelkiego rodzaju bodźce w tej okolicy potrafi zareagować dość nerwowo ...

                    Powtórzę - metody dobieramy do psa.
                    A osoby mające [nad]wrażliwe to i owo, drogie torebki, delikatne pończochy itd. (i nie dysponujące parasolem) nie nie dopuszczamy do psa nawet na 100 metrów?
                    ;-)

                    - - -

                    ... nieodpowiedzialne i niebezpieczne ...
                    ?
                    Czy {B.b} mi zabrania przedstawiania takich metod, skutecznych w wykonaniu osób, które na psach się znają i potrafią z nimi postępować, osób wprawnych, stosujących wypraktykowane metody dla psa rozpoznanego uprzednio? Osób, które można wymienić z imienia i nazwiska?
                    Czy {B.b} zabroni takich metod?
                    Czy {B.b} jest zwolenniczką (... ... ...). Nie, tym razem ja siebie poddam cenzurze.

                    Dar61
                    • default Re: dar61 16.03.12, 07:22
                      Pomijając to, że uważam (podobnie jak blue.berry) Twoje rady za dość dziwne, to nie o tym jest (czy był w moim zamierzeniu) niniejszy wątek. Ja nie mam problemu z wychowaniem swoich psów, a obcych, przygodnie spotkanych na spacerze wychowywać nie zamierzam. To zadanie ich właścicieli, z którego - jak to zaobserwowałam - zatrważająca część z nich zupełnie się nie wywiązuje.
                      I o tej sprawie jest ten wątek (czy raczej miał być, póki nie przerodził się w "Podręcznik okiełznania psa wg dar61" ;-) )
                      W opisanej przeze mnie na początku sytuacji (zupełnie przykładowej zresztą) oczywiście mogłam "spacyfikować" owego natrętnego buldoga, ale był on ze swoją właścicielką, od niej więc oczekiwałam reakcji. Spacerując z psami staram się dopilnować, by nie były uciążliwe dla nikogo, kogo napotkam - tego samego oczekuję od innych właścicieli psów. Tyle.
                      • dar61 kot im w oko :-) 16.03.12, 13:47
                        Trudno nie zauważyć, że są różne metodyki postępowania z psami. Ja zacytowałem kilka z tych, jakie poznałem i które są skuteczne, choć niektórych tu wzburzają i dziwią. Nie nazwałbym ich niebezpiecznymi i nieodpowiedzialnymi, co mnie zarzucono.

                        Trudno też nie spostrzec, że odpowiadałem głównie na problem postawiony gościnnie przez inną forumowiczkę, często zdarza się, że dyskusja gdzieś zbacza od głównego wątku.
                        Dlaczego zostałem zflekowany za zacytowanie, powtarzam - zacytowanie innych metod, mogę się tylko domyślać. Jako że nie przekłamywałem w cytowaniu, broniłem tej metodyki i odnalazłem punkty dyskusji, w których wkładanio w me wypowiedzi treści, jakich tam ja nie zawarłem. Chyba mam prawo tak czynić?

                        Podkreślę, że problem {Marianne11} jest bardzo ciekawy i typowy, warto było o tym dyskutować.

                        Dlaczego forumowiczki zaczynają się obdzielać epitetami, mogę się też tylko domyślać. Nie mnie rozdzielać dyskutantki w tym ich dziele.

                        Tytuł swego wpisu wybrała {Default} świetny, nic dodać, nic ująć.
                        Ja wręcz pochwaliłem ocenę Szanownej {D.}, a zdumiał mnie wtręt {Alberta}.
                        To, że nasza tu dyskusja wykwitła na postać 'podręcznika' to nie moja zasługa, zostałem, że tak powiem, wywołany do tablicy, proszony o dookreślenie o czym piszę.

                        Nie wydaje się, żebym/ żebyśmy miał/mieli się czuć czemuś winny/ winni. Koniec końców {Marianne11} poznała różne szkoły trenerskie [więcej jedną, mniej drugą], dostrzegła jak się one na siebie nie nakładają - i ona sama wybierze sposób postępowania.
                        Jej życzmy powodzenia.
                        A opiekunom psów, jacy nie umieją ich trzymać w ryzach - życzmy odebrania im praw trzymania psów. Kot ich wychowa :-)
                    • blue.berry dalej w temacie skakania 16.03.12, 09:09
                      dar61 napisał:
                      > Czy {B.b} mi zabrania przedstawiania takich metod,
                      > Czy {B.b} zabroni takich metod?

                      zdecydowanie ani tobie ani nikomu innemu niczego nie zabraniam. wyraziłam jedynie swoje zdanie i swoją opinię. ja tej metody (ostatniej wymienionej czy tez 5 z kolei) nie polecam i nie stosuję (a z metoda "kuksańcową" tez mam problem). i nie bynajmniej ze względu na bezpieczeństwo psa, ale osoby która taką metodę miałaby zastosować.

                      default pierwotnie zajawiła sytuację / problem z jakim generalnie spotykamy się dość często - ludzie nie potrafią wychowywać swoich psów, przez co pojawia się cała masa sytuacji uciążliwych dla innych ludzi i ich podopiecznych. jedną z nich opisała default.

                      potem pojawiła się marianne11 z wpisem:
                      "Nigdy nie miałam psa, zupełnie nie umiem się z nimi obchodzić i trochę się ich boję, właśnie z braku doświadczenia, nie sympatii. I szlak mnie trafia, gdy idę do kogoś, kto ma psa, a ten pies skacze na mnie (guzik mnie obchodzi, że to ma być radosne powitanie), siada na mnie, trąca łapami, generalnie koszmar."

                      i od tego wpisu trochę zaczęła się dyskusja w temacie jak sobie poradzić ze skaczącym psem. ja jako podstawę tej wymiany zdań cały czas biorę sytuację marianne, czyli osoby nie umiejącej się obchodzić z psami i trochę się ich bojącej. i w kontekście takiej osoby uważam, że porad,a aby uderzać psa w bok z pięści czy też przewracać go na ziemię jest absolutnie nie na miejscu. bowiem może się to skończyć tym, że pies pogryzie taką osobę. po prostu.

                      sytuacja w typie "obcy pies radośnie obskakuje człowieka" jest tak naprawdę sytuacją zero-jedynkową. bo albo ktoś umie sobie z psami radzić i psa przytrzyma, huknie na niego, rozproszy jego uwagę, odepchnie go z biodra i sobie poradzi. albo ktoś psów się boi, nie umie sobie z nimi radzić i takie obskakiwanie po prostu musi przetrwać, co najwyżej stając bokiem, zastawiając się torebkę, teczką czy sławetnym parasolem, jeśli jest Anglikiem (jednakże skierowanym ostrym końcem w dół), a kwestię podartych pończoch czy ubrudzonego płaszcza umówi sobie z właścicielem psa.
                      ja osobiście osobom takim jak marianne po prostu nie daję rad, które zakładają fizyczny kontakt z obcym psem. bo tak w sumie jest bezpieczniej dla tychże osób. ty dar61 jak najbardziej możesz dawać takie rady. a marianne może samodzielnie podjąć decyzję.
                      zaś default raczej rad nie potrzebuje : ) ot chciała sobie ponarzekać. i bardzo dobrze ją rozumiem. bo ja czasem tez mam na to ochotę. i tyle.
                      • dar61 tyle w temacie skakania 16.03.12, 13:40
                        Od początku z ciekawością oczekiwałem przedstawienia innych niż zacytowane przeze mnie metod ku rozwiązaniu sytuacji opisanej przez {Marianne11}, szkoda że są one skąpe.

                        Uściślę - opisywałem owe 'bodanie/ kuksaniec' jako szturchaniec nie pięścią czyniony. Jest to w rzeczywistości wykonane końcami palców złożonymi w koszyczek, palce są wyprostowane najczęściej, nie szkodzi to zwierzęciu.
                        Nawet {Marianne11} mogłaby sobie na taki sposób pozwolić, szturchając odpychająco psa, kiedy on postępował jw.. Zauważmy bowiem, że ona robiłaby to w obecności „właścicieli" zwierzęcia, oni powinni podjąć ciąg dalszy interwencji wobec psa.
                        Dlaczego tu nie padła rada, żeby zwierzę to na czas wizyty nie wziąć na hol smyczy, nie opatrzyć namordnikiem, to nie wiem. Pewnie ja zapomniałem, a inni nie chcą sprzedawać publicznie swych metod?
                        Może inni nieraz spotkali się z prawną odpowiedzialnością za nietrafioną poradę i stąd ich niedopowiedzenia?

                        Powtórzyć mi poraz niepierwszy wypada, że nie dam się zlinczować za nieskuteczność każdej z opisanych przeze mnie metod zastosowanych wobec każdego psa, zastosowanych w dowolnym czasie i przez kogokolwiek [zastosowanych].
                        Ale spis ich wklawiaturowałem tu, bo zostałem o to ... poproszony.
                        I tyle.

                        Winni niech się czują ci opiekunowie psów, którzy naszą tu dyskusję wywołali.
              • minniemouse Re: gwoli wyjaśnienia 15.03.12, 23:11
                > fakt, o kiju nic nie było. ale np. dla mnie "coś rękę przedłużającego" w kontek
                > ście wymienionego parasola i użycia słowa "przedłużenie" to nie jest raczej tor
                > ebka, tylko kij właśnie. ale fakt - jest to nadinterpretacja. przepraszam.


                Nie, naprawde?
                Tak, ja jestem slodka, ale ty Blueberry jaka jestes dwulicowa
                i napastliwa
                to kazdy bez problemu widzi jak przeczyta to co wypisujesz czarno na bialym.

                Ja w przeciwienstwie do ciebie to chociaz ZACZELAM tutaj od udzielnienia rady.
                malej bo malej, ale zawsze.

                papa, zlotko.


                Minnie
                • blue.berry : ) (off topic) 16.03.12, 09:13
                  ależ droga minnie, wydawało mi się że już wielokrotnie udało nam się wspólnie ustalić, że ja jestem dwulicową chamką, gadem, robalem, padalcem i inną mątwą, która nie ma nić do powiedzenia w żadnym temacie, a jedynie sieje zamęt i trwogę.
                  ty zaś jesteś przemiłą użytkowniczka internetu, z koszykiem pełnym dobrych rad i naręczem miłości i życzliwości dla wszystkich.
                  ale widzę, że jednak musisz to ustalać w prawie każdym temacie w którym się wypowiadam. cóż jeśli jest taka potrzeba, cóż zrobić.
              • wredny-typek kilka pytań do dar61 17.04.12, 10:44
                Co odbieranie przesyłki kurierskiej / pizzy/ listu poleconego ma wspólnego z gościnnością?
                Czy podejmowanie znajomych we własnym domu jest koniecznym warunkiem "dobrej" znajomości?
                Czy w dobie powszechnej dostępności miejsc w lokalach na każda kieszeń przychodzenie do czyjegoś domu z pretensjami o to, ze jest w nim pies, nie zakrawa na wygodnictwo i egoizm?
                Nie lubię odwiedzać ludzi w ich domach i nie zależy mi na ich obecności w moim.
                Jeśli to niegościnność, ok. Moje psy świetnie rozpoznają niechcianych "gości" i komunikują im to. Nie zawsze spotykają sie ze zrozumieniem, a szkoda...

                • dar61 kilka pytań do psa 17.04.12, 20:56
                  Są przecież typowe takie sytuacje [dom typu willa z dookólnym obejściem, choćby], że dostarczyciel czegoś do rąk własnych musi najpierw przejść przez teren nawiedzany przez psa, a dopiero potem kontaktuje się z psa opiekunem].
                  I tego dotyczy jedynie sytuacja, jaką analizuje ten wątek.
                  Wtedy właśnie pies źle ułożony - więc i jego opiekun - staje się powodem kłopotów. Nawet wtedy, kiedy dostarczyciel chciałby tego typu kłopotów uniknąć.
                  W świetle prawa nie ma znaczenia wtedy, że ktoś wywiesi sobie jakiś komunikat o swym psie, czy jakiś ideogram. Za szkodę na ciele i majątku dostarczyciela odpowiadać będzie opiekun psa.
                  Jego objawem gościnności będzie po prostu ułożenie swego psa, by komunikował nadejście obcej osoby, a nie ją uśmiercał [ośliniał].
                  Rozumni opiekunowie psa nieułożonego zwykle go albo biorą na arkan smyczy i pilnują, albo zamykają na czas wizyty gości w innym pomieszczeniu domu, obejścia.

                  I o ten typ gościnności nam tu chodzi. Gościnności z [jeszcze] źle/ [jeszcze] nieskutecznie ułożonym psem.
                • wrexham Re: kilka pytań do dar61 18.04.12, 06:40
                  "Czy w dobie powszechnej dostępności miejsc w lokalach na każda kieszeń przychodzenie do czyjegoś domu z pretensjami o to, ze jest w nim pies, nie zakrawa na wygodnictwo i egoizm?"

                  otóż to - gdyby nie pasowało mi, że w jakimś odwiedzanym przeze mnie domu jest pies, którego zachowanie mi nie odpowiada, to zrobiłabym szybki bilans; gdyby mi wyszło, że mimo to, tak kocham tych ludzi, że po prostu muszę się z nimi widywać, to zęby w ścianę i akceptuję psa/umawiam się z nimi "na mieście";
                  jeśli nie - to bez żalu się żegnam i kończę/drastycznie ograniczam znajomość; na pewno nie mam pretensji;
                  mogę się jedynie pokusić o refleksję, że pies jest najwyraźniej dla nich ważniejszy niż ja, skoro pozwalają mu tak mnie traktować widząc, że mi to nie pasuje;
                  • wredny-typek Re: kilka pytań do dar61 18.04.12, 09:24
                    Wychodzę z tego samego założenia:-)

                    A jeśli pies jest dla nich ważniejszy niż ja? Cóż w tym dziwnego? Ja jestem znajomym, a pies bliską istotą;-)
                    Ciekawe, ze nikt nie poruszył tu kwestii nieznośnych dzieci, które bywają bardziej uciążliwe niż źle wychowane psy.
    • milamilka Chyba się trochę mało znasz 16.03.12, 22:49
      Zapisz sie na jakieś szkoelnie ze swoimi sukami to zobaczysz jak wygląda szkolenie psa metodami pozytywnymi. Między innymi nosi się przy sobie duzo smakołyków dla psa aby w psie wyrobić porządane zachowania. Ja tak szkolę mojego szczeniaka i wołam go tylko raz - przychodzi natychmiast :) Siada grzecznie, dostaje smakołyka. Na tym polega uczenie psa posłuszeństwa.
        • milamilka Re: Chyba się trochę mało znasz 19.03.12, 22:54
          A "porządane zachowania" ;-) to ja osiągam bez chrupek
          > i bez płatnych szkoleń.

          Jaaasne, ale ciekawe jakim kosztem i jak długo to trwało. Może ty psu tłumaczysz i masz nadzieję że pojmie ;) Cóż. Różne są szkoły hehe.
          • blue.berry znów off - w temacie chrupek 20.03.12, 10:09
            milamilka napisała:
            > Jaaasne, ale ciekawe jakim kosztem i jak długo to trwało

            ja swojego psa tez wychowałam bez szkoleń i bez dopingowania przysmakami. to drugie z m.in z podstawowego powodu - był niejadkiem i jedzeniem gardził.
            jest wiele metod wychowywani psów w zakresie ogólnie rozumianego szkolenia pozytywnego. metody dobiera się zarówno do konkretnego psa jak i możliwości, umiejętności i wiedzy właściciela. sa psy świetnie pracujące na klikier, na nagrody, na właśnie jak to z pogardą nazywasz "tłumaczenie". w prowadzeniu psa jedynie i wyłącznie na przysmaki jest jedna pułapka - trzeba zawsze je mieć i uważać żeby u psa nie wyrobił sie nawyk wykonywania poleceń "za coś". przysmaki mają ułatwia naukę, ale w psie trzeba wyrabiać nawyk współpracy w właścicielem a nie tylko nastawienie na handel wymienny.
            • default Re: znów off - w temacie chrupek 20.03.12, 12:10
              Jak zwykle zgadzam się z blue.berry :) Można małego dzieciaka na początku zachęcać przysmakami, ale nie może być tak że ów chrupek w kieszeni stanie się niezbędnym warunkiem, żeby pies posłuchał. Ja widuję ludzi z DOROSŁYMI psami, które przychodzą tylko "na chrupek", a nie na polecenie właściciela. Są to ewidentne przykłady porażki w stosowaniu metody "chrupkowej".
              Moje psy słuchają mnie, bo jestem "alfą", przewodnikiem stada. Zresztą mając więcej niż dwa psy, siłą rzeczy stosuje się trochę inne metody, bo żeby opanować "stado" trzeba wziąć pod uwagę nie tylko komunikację na linii "pan-pies", ale i komunikację pomiędzy psami. Jakbym im wszystkim (6 sztuk) zaczęła rozdawać chrupki to raczej marnie bym na tym wyszła :)
    • zaginka Re: Po co brać psa, skoro się go nie umie wychowa 30.03.12, 23:50
      A ja moją Niunię w takiej sytuacji spuszczam ze smyczy.
      Generalnie kulturalna jestem (chociaż, oczywiście, są wyjątki i wiele osób będzie miało wątpliwości), psa wychowałam. Jeśli zbliża się ktoś z obcym psem, Niunia sama podbiega, żeby zapiąć jej smycz. Jeśli mówię komuś raz, żeby zabrać psa, powtarzam prośbę drugi raz i dalej nie skutkuje, spuszczam Niunię ze smyczy - w 10 sekund wszystko jest ustawione. I Niunia nie jest jakimś psem bojowym - po prostu "po psiemu" tłumaczy nachalnemu kumplowi, że nie jest zainteresowana. Działa, chociaż co mniej obyte z psimi rozmowami osoby dostają lekkiego ataku. Ich problem, ja grzecznie prosiłam.
      Na ewentualne zastrzeżenia od razu odpowiem: w czterech literach mam ciąganie po sądach, natomiast jeśli chodzi o zagrożenie dla mojego psa: zawsze noszę przy sobie gaz gdyby nastąpiła eskalacja agresji i nie da się ukryć - zachowawczo - przy psach bojowych jej nie spuszczam, tylko osobiście, w sposób mocno odbiegający od przyjętych kanonów kultury, drę pyska na właściciela. Działa równie dobrze. Pozdrawiam i życzę jak najmniej tego typu stresujących sytuacji.
      • dar61 O__o 31.03.12, 00:22
        Niuniu, moje pokłony.
        Są jeszcze ludzie w tych psach.

        Niunia aby nie musi[ałaby w niektórych krajach] nosić czerwonej apaszki?
          • dar61 Ó__ó 05.04.12, 09:49
            {Minniemouse}:

            ... A to czemu, Dar[ze]? ...

            Przegryza mi się w pamięci niepowtarzalny zapis z polskiego prawa o ruchu drogowym [ustawa zwana popularnie 'Kodeks drogowy'], mówiący o tym, że konia w ruchu drogowym gryzącego ludzi oznakować należy wplecioną mu w grzywę czerwoną wstęgą, a kopiącemu [ludzi] takąż wplecioną mu w ogon.

            Apaszki czerwone na podgardlach psom stosują znani zapewne samej {Minnie} treserzy psów. Wypisują nawet na nich osobom piśmiennym jakieś dodatkowe hasła, jeśli apaszka nie tylko o zgryżliwości psiej ma widzów poinformować.
            • minniemouse Re: Ó__ó 06.04.12, 10:00
              Przegryza mi się w pamięci niepowtarzalny zapis z polskiego prawa o ruchu drogowym [ustawa zwana popularnie 'Kodeks drogowy'], mówiący o tym, że konia w ruchu drogowym gryzącego ludzi oznakować należy wplecioną mu w grzywę czerwoną wstęgą, a kopiącemu [ludzi] takąż wplecioną mu w ogon.

              Apaszki czerwone na podgardlach psom stosują znani zapewne samej {Minnie} treserzy psów. Wypisują nawet na nich osobom piśmiennym jakieś dodatkowe hasła, jeśli apaszka nie tylko o zgryżliwości psiej ma widzów poinformować.


              Sorry Dar(ze), ja to tak juz z przyzwyczajenia 'anglizuje' gdzie imion wlasnych sie nie odmienia, i wierz mi ze robie to odruchowo czyli = calkiem bezmyslnie :)


              Dzieki za wyjasnienie. tutaj tego zwyczaju chyba nie ma, tez tzw bandany to dla ozdoby tylko,

              a w Polsce o tym nawet nie wiedzialam!

              Minnie
              • dar61 Ö__ö 07.04.12, 10:17
                U mnie to nie przyzwyczajenie, a nawyk konserwatora zabytków języka - w polszczyźnie umiera wołacz, a nawet jest zamieniany ze zrusycyzowanym mianownikiem :-)

                Ciekawe, że w Polsce my dopuszczamy niebezpieczne domowe zwierzęta do poruszania się wśród ludzi, a inne kraje za jedno, dwa chapnięcia łydki człeczej potrafią takie uśmiercać, usypiając na zawsze, nieprawdaż?
                Ale ten optymizm gaszą polskie doniesienia prasowe o nierzadkich przypadkach przerabiania polskich psów na polski, niepowtarzalny pono, smalec do celów ponoć ... kosmetyczno-reumatologicznych, lub innych.
                Oto Polska właśnie.
                • minniemouse Re: Ö__ö 08.04.12, 01:32
                  To dobrze Darze :) ze dbasz o czystosc jezyka :)

                  no coz jest tak jak mowisz, ale tak szczegolowo to nigdzie nie jest idealnie,
                  tak, tu potrafia zwierze z miejsca uspic za niegrozne chapniecie za lydke, masowo sterylizuja,

                  z drugiej mamy te potworne "puppy mills" zakwalifikowane jako farmy z ktorymi
                  nie sposob walczyc z powody braku ... zwyklej troski o los zwierzat.

                  Pieniadz wygrywa :(

                  Minnie
        • zaginka Re: O__o 16.04.12, 03:18
          Dla jasności: Niunia nigdy nie ugryzła ani psa, ani człowieka. Po prostu wygląda wszytko bardzo groźnie, bo Niunia robi mnóstwo hałasu. Może nie dość precyzyjnie się wyraziłam, ale nie naraziłabym żadnego psa na pogryzienie, tylko dlatego, że ma właściciela półgłówka.
          A gaz noszę nie ze względu na Niunię (chociaż, gdyby została przyparta do mury, pewnie by się broniła, a jeszcze pewniej szukałaby pomocy u mnie), tylko ze względu na agresywne pity i amstaffy, którymi popisują się niedorośli okoliczni "macho".
          • dar61 Ō__ō 16.04.12, 13:37
            Wierzę, wierzę, o {Zaginko}, bądź co bądź Niunia to sunia.

            Za co szanuję psy - a to za szanowanie swych suczek.
            Jeśli to nie jest przekłamanie, to ponoć żaden [dorosły] pies i wilk nie pogryzie w swej sforze sąsiadki samiczki, choćby się ona na niego z pazurzyskami i zębiskami na wierzchu rzucała.
            Często ten przykład opowiadam wszem wobec publicznie młodocianym swym sąsiadom podwórkowym, co to się w damskich bokserów chcą zamieniać.
            To działa!
            A jakie fory zyskuję u tych młodocianych dam po tym opowiadaniu, to aż miło klawiaturować ;-)
            Jedno, w co mi za bardzo ostatnio nie wierzyły, to opowieść o wtorku dziewczęcym, co od wieków jest [zapomnianym] Lanym Wtorkiem dla kawalirów.
            Żeby sie odpłaciły swym bokserom i tak dalej ...

            Niunia też to opowiada, ale własnymi słowami :-)
    • aekielski Re: Po co brać psa, skoro się go nie umie wychowa 14.05.12, 08:32
      Mojej suczki wychować się nie da. Ma swoje zasady i na tym koniec. Na smyczy muszę iść tam gdzie ona chce, dlatego by się z nią nie szarpać puszczam wolno. Mimo,że chuda i niewielka lecz na długich nogach upodobała sobie owczarka niemieckiego. Jak go zobaczy to leci na złamanie karku i dokucza jego właścicielce. Muszę wtedy biegiem za nią i na smycz. Inne psy traktuje warczeniem.
    • damakier1 Re: Po co brać psa, skoro się go nie umie wychowa 25.05.12, 19:24
      Tak, jak nie wszyscy umieją wychowywać dzieci, a jednak się na nie decydują - tak nie wszyscy umieją wychować psa, a jednak go biorą. Jeśli jest to buldożek francuski albo cos równie małego - nie widzę problemu. Fakt, namorduje sie właściel z takim nieposłuchanym psem, ale nikomu to niczym specjalnym nie grozi. Ostatecznie jak masz dwie suczki (a nie miała która akurat cieczki, że sie buldużek tak napalał?), to chyba lubisz psy i ta "walka" z buldużkiem nie była aż taką traumą? Gorzej, gdy napotkamy takiego niewychowanego wielkiego owczarka niemieckiego czy nawet kaukaskiego, a jego własciciel zupełnie nie przejmuje sie strachem naszego małego pieska i ani myśli swego olbrzyma odwołać, a jeśli nawet myśli, to bezskutecznie.
      Co do kieszeni pełnych chrupek - to wielkie szczęście, gdy mamy psa łakomego, który na widok ruchu naszej ręki w kierunku kieszeni porzuci każde zajęcie i przybiegnie po ulubiony przysmak. Ja wzięłam ze schroniska około roczną suczkę - absolutnie nieułożoną i dziką i własnie dzięki chrupkom w kieszeni błyskawicznie nauczyłam ją przybiegania natychmiast na każde zawołanie. Mam ją juz trzy lata i dalej mam w kieszeni zawsze przysmaki. Nie nagradzam jej za każdym razem, ale od czasu do czasu, dla wzmocnienia dobrego zachowania, kiedy ładnie przybiegnie na zawołanie i siądzie, bym przypięła jej smycz - daję jej chrupkę.
      W moim miescie, Szczecinie, jest kilka dużych wybiegów dla psów. To bardzo dobre miejsca - psy sobie swobodnie biegają i zawieraja psie przyjaźnie, a właściciele sobie gadaja i wymieniają sie uwagami na temat wychowania swych psów. To świetna okazja do poznania własnych błędów w wychowaniu swego psa i nauczenia sie czegos na temat.
    • punktwidzenia.natemat.pl pochwal się swoim futzrakiem ;-) 25.05.12, 22:19
      zapraszam do zabawy :-) zrób zdjęcie swojemu futrzakowi gdy śpi i wyślij na punkt.widzenia@wp.pl :-)a Twój pupil zagości w natemat.pl i na stronie punktwidzenia.natemat.pl na facebooku
      Poniżej szczegóły:-)

      punktwidzenia.natemat.pl/16037,jak-sobie-poscielisz-tak-sie-wyspisz

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka