kochanic.a.francuza
04.06.12, 13:14
Znalezlismy go i wykarmilismy. Jez zaczynal latac i mielismy go wypuscic na wolnosc za jakis tydzien. Tymczasem zlamal skrzydlo. Nie wiem jak, nikt nie widzial. Raczej zadna kawka nie mogla go zaatakowac bo mial ladnie ogrodzone miejsce na balkonie siatka i drewnianym plotem. Moze sam zaczal w tym malym ogrodzeniu latac i sie uderzyl gdzies? (Poprzedniego dnia uczylismy go latac w mieszkaniu.) Weterynarz powiedzial, ze nic sie nie da zrobic. Na rentgenie widac zlamana kosc przedramienia (nie pmietam nazw ptasich kosci).
Nie rozumiem dlaczego nie mozna zlozyc tych kosci, przeciez u ludzi to sie leczy? Szukac innego weterynarza, sama zoperowac czy hodowac mala chodzaca kurke? Uspic nie dam rady.