albert.flasz1
10.05.14, 10:41
Ponieważ znów namnożyło się tu "przedpotopowych" wątków, reaktywowanych przez handlarzy udających zatroskanych właścicieli zwierząt oraz ukrywających się pod niewinnymi, nic nie mówiącymi nickami, postanowiłem odświeżyć temat naprawdę, jako osoba naprawdę prywatna, znająca temat i posiadająca wieloletnie doświadczenie
Odpowiedź brzmi: najlepsza jest karma jak najbardziej zróżnicowana, składająca się ze świeżych, dobrej jakości składników, przygotowana w domu, jak najmniej przetworzona (bez problemu może być surowe mięso) i zawierająca jak najmniej chemii. Wszystko, co poza tym, jest produktem ze wszech miar niepolecanym i stuprocentowym wytworem "macherów od marketingu.
Wszystkie gotowe, przemysłowe karmy, na całym świecie produkowane są tak samo, z takich samych surowców, takimi samymi technologiami itd.. "Petfood" jest wspaniałym sposobem na pozbywanie się przeróżnych resztek, ubocznych produktów i odpadów przemysłu rolno - spożywczego, takich jak odpady poubojowe, składniki tusz zwierząt ubojowych z różnych przyczyn niezakwalifikowane jako zdatne do spożycia przez ludzi, tak zwana "była żywność" (przeterminowane, uszkodzone i wycofane ze sklepów produkty spożywcze, poddane tylko zabiegom "uzdatniającym" - takim, jak sterylizacja), poślady z młynów i wytwórni kasz i makaronów; wytłoki i śruty poekstrakcyjne przemysłu olejarskiego itp., itd.. Wszystko to faszerowane chemicznymi konserwantami, przeciwutleniaczami, stabilizatorami emulgatorami, lepiszczami, barwnikami, aromatami i dodatkami smakowymi (najpowszechniejszym jest zwykła sól kuchenna w ilościach wielokrotnie przekraczających dzienne zapotrzebowanie) aby ukryć prawdziwy smak i zapach tego świństwa oraz poprawić atrakcyjność gotowego produktu - w oczach nabywców, czyli właścicieli zwierząt. Wszystko razem ładnie pakujemy, dodajemy reklamową "oprawkę", która ma przekonać klienta, że oferujemy mu produkt najwyższej jakości i opracowany przez samych światowej sławy specjalistów - żywieniowców godnych Nagrody Nobla - i już! :-)))
Wspólny mianownik wszystkich tych składników jest jeden: są tanie. Jeśli na opakowaniu znajdzie się adnotacja, że karma zawiera drób, dziczyznę, jagnięcinę, ryby itp., itd., jest to pospolite kłamstwo, niestety dopuszczone przez przepisy, które żywienie zwierząt niewchodzących w skład "łańcucha pokarmowego" człowieka traktują wyjątkowo liberalnie. Takich składników, o ile w ogóle tam są (a nie są to na przykład jakieś hydrolizaty białkowe, MOM, pióra, łuski, rogi, racice itd.) jest tam "tyle, co kot napłakał" - ilości statystycznie nieistotne, nie mające żadnego wpływu na całość. Dotyczy to wszystkich karm, które od zwykłych "marketowych różnią się tylko opakowaniem i ceną oraz czasem proporcjami niektórych składników - poza tym, niczym.