Dodaj do ulubionych

straszna lecznica

18.10.05, 17:44
Straszna dla zwierzat i dla ludzi. Miesci sie przy Belskiej 6. Trafila tam
kotka mojej Babci. Ciagnace sie tygodniami leczenie nie dawalo rezultatow,
wiec Babcia postanowila odebrac zwierze i przeniesc do innej kliniki. Nie
pozwolono jej.... Tak, okazuje sie, ze 89letniej staruszce mozna nie pozwolic
odebrac swojego zwierzecia. Poszlysmy wiec tam dzis razem. Okazalo sie, ze za
pozno. Kot zdechl kilka dni temu. Duzurna pani doktor nie chciala ujawnic nam
informacji, co bylo przyczyna. Nie bylo tez niczego takiego, jak historia
leczenia tego zwierzecia. Ciala tez nie ma, bo jak nas poinformowano juz
zostalo zutylizowane. Kiedy zrozpaczona, zaplakana Babcia wychlipala
"chcialam ja zabrac, bo slyszalam, ze tu zle odzywiaja zwierzeta" uslyszala
gromkie :"prosze stad wyjsc natychmiast". Natychmiast nie moglysmy tego
zrobic, bo Babcia poczula sie slabo i musiala usiasc. Kiedy usilowalam
werbalnie "spacyfikowac" atakujaca moja babcie Pania doktor, dowiedzialam
sie, ze jesli za minute stad nie wyjdziemy, zostanie wezwana ochrona. Dobrze,
wtedy ja wezwe policje. Dopiero to uciszylo Pania doktor.
ta historia juz jest za nami, ale czy nalezy to tak zostawic?
Obserwuj wątek
    • aganiok32 Re: straszna lecznica 18.10.05, 18:59
      Okropne....współczuję :(
      • mechanior Re: straszna lecznica 18.10.05, 19:38
        Ja kiedyś w podobnej sytuacji rzuciłem "Wetem" o glebę , ale dziś mówi mi dzień
        dobry więc chyba uległ poprawie.
    • bisbal Re: straszna lecznica 18.10.05, 20:05
      Bardzo mi przykro, że musiałyście doświadczyć takiego chamstwa. Niestety, wiele
      osób zostaje weterynarzami (lub lekarzami) bez powołania. Myślę, że nie ma
      osoby, która nie spotkała się z chamstwem lekarzy lub weterynarzy.
      To jest nie do wiary, że nikt nie zadzwonił z informacją, że kotek zmarł.
      A ta weterynarz to widzisz czuła się bezkarna, bo to wasz kotek zmarł i ona nie
      miała nic do stracenia. To strasznie przykre.
      • covu Re: straszna lecznica 19.10.05, 19:56
        nie zostawiaj tego tak!!!
        napisz do tozu... do jakiejs gazety... moze faktu... oni lubia takie rzeczy...
        aluchaj musi sie ktos tym zajac... oni nie maja prawa odmowic ci zabrania
        zwierzaka jesli jest twoj...
        musisz cos z tym zrobic bo beda sie powtarzac takie historie...


        bardzo wspolczuje... naprawde...
      • krystyna05 Re: straszna lecznica 21.10.05, 17:42

        kasiaszczypa to akurat świetny pseudonim dla autorki tego internetowego
        paszkwilu. Szczypie i gryzie co popadnie nie myśląc o konsekwencjach.
        Znam sprawę tej kotki i wygląda ona tak jak opisuje pani Anna Ponimasz. Od lat
        leczę u niej swoje zwierzęta – dużego psa i dwa koty. Dzięki profilaktyce i
        szybkiej reakcji w potrzebie pani Anny Ponimasz moje zwierzęta mimo wieku –
        14,13 i 8 lat – są w świetnej kondycji. Pies miał operowany duży tłuszczak i daj
        mi Boże takiego operatora gdybym miała się operować. Opieka i troskliwość wyjątkowa.
        Jestem świadkiem prawie codziennym bezpłatnej pomocy pani Anny Ponimasz dla
        zwierząt nie tylko bezdomnych. Pani Anna pomaga też zwierzętom w domach ludzi,
        którzy mają kilka zwierząt i nie mają pieniędzy ani możliwości dowiezienia ich
        do lecznicy – przywozi leki, czyści uszy, podłącza kroplówki. Jest weterynarzem
        z powołania.
        Leczy czasami za darmo a często "na zeszyt" bo komuś trzeba pomóc a na razie nie
        ma pieniędzy.
        To ja wczoraj z leśnych działek przywiozłam do pani Ani kotkę, trikolor, chorą i
        tak chudą, że głaskałam szkielet. Ma około 6 tygodni i miauczeniem błagała mnie
        o ratunek, wspinając się na mnie i płacząc. Pani Anna Ponimasz przyjęła ją bez
        słowa i ucieszyła się, że ją przywiozłam. Umyła chore oczka, uszy i dała
        nawadniającą kroplówkę. Ta kocina jest cudna i czeka ją życie i dobra przyszłość.
        Pani Anna Ponimasz jest dobrodziejstwem dla zwierząt wielu ludzi. Dziękuję jej
        za wszystko.
        Wstyd szkalować ludzi, których działalności się w ogóle nie zna.
        Mam nadzieję, że pani Anna nie zostawi tak tej sprawy. Myślę, że powinna podać
        sprawę do sądu za zniesławienie lecznicy i swojej osoby.
        A propos, babcię tej "wnuczki" znają wszyscy kociarze bo jej pomagają ale o
        "wnuczce" wszyscy usłyszeli po raz pierwszy – nigdy nie mówiła osobom jej
        pomagającym, że ma wnuczkę. DZIWNE!
        krysia

    • wrexham Re: straszna lecznica 18.10.05, 21:31
      kasiu, jak to zostawic? nie zostawiac!!!!!! - pierwszy krok juz zrobilas,
      napisz jeszcze jakie to miasto bo takie zdarzenia wymagaja bezwzglednego
      napietnowania; moze ktos jeszcze ci poradzi jakies kroki prawne, bo ja nic nie
      wiem, ale na pewno cos da sie zrobic; nie mozna tego tak zostawic - gdyby mnie
      sie cos takiego przydarzylo (tfu tfu odpukac) to chybabym stala pod ta lecznica
      z transparentem; napisz to jeszcze na forum zwierzaki i koty - antyreklama w
      tych czasach to najwieksza kara - nie bedzie klientow niebedzie kaski, a ludzie
      sie boja o swoje zwierzaki i na pewno tam nie pojda jak sie dowiedza co sie
      stalo;
      pozdrawiam marta
      • kasiaszczypa Re: straszna lecznica 19.10.05, 13:17
        Ta "lecznica" miesci sie w Warszawie przy Belskiej 6. A to forum zwierzaki i
        koty to gdzie?
        pozdrawiam serdecznie
        K.
        • wrexham juz umiescilam na forum koty link do tematu 19.10.05, 14:05
          • wrexham ale kurde nikt sie nie wypowiedzial jeszcze... 19.10.05, 14:11
            • kasiaszczypa Re: ale kurde nikt sie nie wypowiedzial jeszcze.. 19.10.05, 14:29
              dzieki bardzo
            • wrexham Re: ale kurde nikt sie nie wypowiedzial jeszcze.. 19.10.05, 16:28
              kasiu to linka dla ciebie do forum koty
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=10264
    • restauran-t Re: straszna lecznica 18.10.05, 22:04
      Powinnas zainteresować tematem media lokalne.
      Koniecznie!!
      niech wyjaśnią sprawę.
      Czy to czasem nie jest w Poznaniu???
      • kakui no wlasnie 18.10.05, 22:09
        w jakim miescie? nie napisalas ...
    • aganiok32 Re: straszna lecznica 19.10.05, 09:27
      No coż...weterynarz w moim mieście posiada psa, który jest jego "wizytówką".
      Pies jest zapasiony, ma powykręcane stawy, ledwo chodzi. Oczy - po zabiegach
      ropieją strasznie, pies prawie nie widzi. Na dodatek ów pan wypuszcza go na
      ulicę bez opieki ( a mieszka przy głównej drodze w naszym mieście, na której
      panuje ogromny ruch). Pies sobie chodzi, straszy ludzi ( to naprawdę ogromny
      egzemplarz). Ponieważ ja już znam pieska, to się go nie boję, ale są ludzie,
      którzy uciekają na drugą stronę ulicy. Przykro na to wszystko patrzeć, żal mi
      tego psa bardzo....
    • cleo_1 Re: straszna lecznica 19.10.05, 11:52
      Boze! Jak strasznie musiala sie czuc Twoja Babcia, biedna, biedna kobieta i
      biedny kotek! Jakis koszmar. Ja bym chyba wydrapala oczy pani doktor. Podaj,
      gdzie to jest, koniecznie. Dowiedz sie w lokalnym TOZ co mozesz z tym zrobic.
      Masz jakies dowod, ze oddalas tam kotka?
      • kasiaszczypa straszna lecznica jest wWarsazwie przy Belskiej 6 19.10.05, 13:33
        Rozmawialam z wlascicielka tego miejsca liczac jeszcze, ze moze jest tak, ze ma
        fatalna pracownice i zareaguje na to, co sie dzieje w jej firmie. Jest jednak
        zupelnie swiadoma i wszystko wydarzylo sie przy jej poparciu. Powiedziala mi,
        ze ten kot trafil tam jako bezdomny, a to ze przychodzila Starsza Pani w
        odwiedziny o niczym nie swiadczy i dla niej ten kot byl bezdomny!!!!!!! Pani
        chyba potrzebny jest psychiatra albo lepiej weterynarz jej klasy i serca. Serce
        mi sie sciska na mysl o tym, co oni mogli tam wyprawiac z ta kicia. Czlowiek
        jest niestety istota o wyjatkowo parszywych predyspozycjach.
        • cleo_1 Re: straszna lecznica jest wWarsazwie przy Belski 19.10.05, 13:48
          Straszna sytuacja. Masz racje, az mi sie plakac chce, jak sobie pomysle, co
          taka... (nie bede sie wyrazac) mogla wczesniej robic z ta biedna kicia. Boze.
          Co to za czlowiek ten lekarz? Przeciez musi byc jakis sposob, zeby ja ukarac?
        • annskr Re: straszna lecznica jest wWarsazwie przy Belski 19.10.05, 15:39
          Przekleiłam na miau - może faktycznie zgłosić do nadzoru wetarynaryjnego?
          forum.miau.pl/lecznica-vt33883.html
          • beali Re:zgłosiłabym to!!! 19.10.05, 21:57
            Zgłosiłabym ten fakt do nadzoru weterynaryjnego bez dwóch zdań!
            To jest oburzające do cholery.I tacy pseudo weci mają nadal leczyć zwierzaki,krzywdzić następne i ludzi,którzy je kochają.Jestem pewna,że to co się tam wyprawia przeszłoby wszelkie nasze wyobrażenia,bo mnie już włos zjezył sie na głowie i poziom adrenaliny gwałtownie podskoczył.Co więcej,mimo iz jestem z Krakowa wielokrotnie w necie,na forach spotykałam się z lecznicą na Belskiej w Warszawie.To,co wydarzyło się nie może ujść tej lecznicy płazem -dla innych zwierząt,dla ich miłosników.
            • fruuu Re:zgłosiłabym to!!! 19.10.05, 23:01
              na miau (link już ktoś podał) zaczyna się ofensywa :D
              piszcie do nich, pytajcie o wyjaśnienia, nie dawajcie spokoju. ktoś tu musi
              ponieść konsekwencje! mail do lecznicy: veticus@wp.pl, adres strony:
              veticus.webpark.pl/, mają księgę gości, która bije w bardzo pochwalne
              tony. można się wpisać co o tym myślicie.
              • fruuu Re:zgłosiłabym to!!! 19.10.05, 23:02
                zły link, juz daję poprawny: veticus.webpark.pl
                • beali Re:zgłosiłabym to!!! 20.10.05, 08:23
                  Tutaj mozna dopisać swoje zdanie na temat tej lecznicy,czyli najlepiej opisać całą sytuację leksykot.top.hell.pl/koty/zdrowie/wetlista/warszawa.shtml
                  i tu też
                  www.vetopedia.pl/index.php?mod=lecznice&start=11&search=Warszawa&p_sr=1&catg=search
                  • kasiaszczypa Re:zgłosiłabym to!!! 20.10.05, 13:50
                    Niezle, dopiero, kiedy weszlam na strone lezcnicy-kostnicy zobaczylam jaka ma
                    urocza nazwe "Eticus"!!!!!. Pisze wlasnie do TOZ-u i Okregowej Izby
                    Weterynaryjnej. Zwroce sie do lokalnych mediow, zeby to monitorowaly. Moze ktos
                    ma jakichs znajomych dziennikarzy? Dziennikarka, z ktora rozmawialam w tej
                    sprawie, zrobila rozeznanie wsrod lokalnej spolecznosci. Okazalo sie, ze z
                    okolicznych osiedli nikt nie chodzi do tej lecznicy, bo kraza straszne
                    opowiesci, co tam sie dzieje. Podobno kiedys w czasie operacji chirurgicznej
                    pies z otawrta rana brzucha spadl ze stolu, oczywiscie nie przezyl tego. Maly
                    chlopiec przyniosl na Belska golabka ze zlamanym skrzydlem, pani weterynarz
                    uspila nie wiele myslac ptaszka i o to na oczach dziecka! Szukam kontaktu do
                    ludzi, ktorzy mieli fatalne doswiadczenia z Belska. Wydaje mi sie, ze powinno
                    sie zamknac ta lecznice.
                    • rezurekcja Dichtung und Wahrheit 21.10.05, 14:27
                      czyli prawda i zmyslenie

                      kasiaszczypa napisała:

                      > sprawie, zrobila rozeznanie wsrod lokalnej spolecznosci. Okazalo sie, ze z
                      > okolicznych osiedli nikt nie chodzi do tej lecznicy, bo kraza straszne
                      > opowiesci, co tam sie dzieje.

                      Dla mnie jednak wiarygodne sa tylko wlasne doswiadczenia. To, ze kraza straszne
                      wiesci, nie znaczy, ze sa one prawdziwe.

                      > Podobno kiedys w czasie operacji chirurgicznej
                      > pies z otawrta rana brzucha spadl ze stolu, oczywiscie nie przezyl tego.

                      poprosimy o wypowiedz wlasciciela tego psa. Skad o tym wie. Byl przy tym?

                      > Szukam kontaktu do
                      > ludzi, ktorzy mieli fatalne doswiadczenia z Belska.

                      Zainteresuj sie tez tymi, ktorzy maja dobre doswiadczenia.
                      Tak dla rownowagi, bo kazdy kij ma dwa konce.

                      Na czyje nazwisko zapisany byl kot?
                    • marek-oleksy Re:zgłosiłabym to!!! 21.10.05, 14:32
                      Zapewne dobrze się bawisz wypisując te wszystkie bzdury. Kłopot w tym że ja
                      mieszkam właśnie w tej okolicy i od początku istnienia tej lecznicy do niej
                      chodze z moim psem. Ta lecznica ma bardzo dobrą opinię i o ile wiem to sąsiedzi
                      mający zwierzęta też tam chodzą. Lekarze są uprzejmi i dali się wielokrotnie
                      poznać jako dobrzy fachowcy.
        • gonia722 Re: straszna lecznica jest wWarsazwie przy Belski 25.10.05, 17:55
          bardzo szkoda ze nie zainteresowałas sie wcześniej sprawą kici i nie poszłaś z
          babcią
          jak słysze coś takiego to mnie szlag trafia
          myślę, ze wcale nie musisz tego tak zostawiac a właśnie nagłościć sprawę
          niestety w wielu przypadkach nie liczą się z osobami starszymi
          a może koteczka została uśpiona od razu? wszystko jest mozliwe ale skoro była
          bezdomna...
          trzymaj sie
          karunia
    • fruuu Re: straszna lecznica 19.10.05, 15:13
      o boże, złóż doniesienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. to musi pod
      jakiś paragraf podpadać. samo to że nei wydano wam ciała to już jest
      przestępstwo, nawet pod kradziż/porwanie można podciągnąć skoro nei ma
      dokumentacji medycznej że kot nie żyje.
      • ameli133 Re: straszna lecznica 19.10.05, 15:19
        Serdecznie współczuje Twojej babci, Tobie i temu biednemu kotkowi...
        Zamieśc moze ostrzeżenie o tej lecznicy na forum Warszawa - sporo ludzi tam
        zaglada moga wiec powiadomic znajomych ktorzy posiadaja zwierzaki o tym jaka
        jest ta lecznica...
        pozdrawiam
        • antonina.cz Re: straszna lecznica 20.10.05, 08:50
          Horror. Cieszę się, że cokolwiek próbujesz zrobisz - trzymaj się! I ukłony dla
          Twojej Babci.
      • magdajeden Re: straszna lecznica 25.10.05, 13:08
        fruuu, zagalopowałas się trochę w tej histerii, tu jest mowa o kocie a nie o
        człowieku!
    • anna.jozwik Re: straszna lecznica 20.10.05, 13:41
      Aż mi sie nie chce wierzyć w to wszystko. Opowieść rodem z horroru. Ale żeby
      osądzić i osarżyć, dobrze byłoby też wysłuchac co tamte lekarki mają na swoją
      obronę. Wydaje mi się nieprawdopodobne, aby nie była prowadzona dokumentacja
      leczenia - wedle prawa weterynaryjnego każdy lekarz wet. jest zobowiazany
      prowadzić dokumentację historii choroby i leczenia.
      Ze swej stroby bardzo Wam współczuję takiego smutnego i zarazam nieprzyjemnego
      finału tej całej historii. Jesłi chcecie dochodzić swoich praw jak również
      chcecie oskarżyć lekarzy z tamtej lecznicy o... --> prosze zastanowić się o co?
      To najwłaściwszym miejscem gdzie możecie złożyć skargę, jest Okręgowy Rzecznik
      Odpowiedzialności Zawodowej. Namiary na Rzecznika podaję tu:

      Warszawska Izba Lekarsko-Weterynaryjna
      Warszawa 02-776
      ul. Nowoursynowska 159

      tel/fax 853 09 28

      Okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej
      dr. Stanisław Jaroszyński
      rzecznik@wilw.waw.pl

      Biuro Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej
      czynne poniedziałek - piątek w godzinach:
      od 10:00 do 14:00

      Po złozeniu skargi odbędą się przesłuchania stron, nastepnie Rzecznik kieruje
      sprawę do Sądu Lekarsko-Weterynaryjnego. W podanych przeze mnie namiarach jest
      nuemr telefonu, pod którym można dowiedziec się wiecej szczegółów.
      • kasiaszczypa Re: straszna lecznica 20.10.05, 14:15
        Dziekuje Pani uprzejmie za wszystkie namiary. Jezeli chodzi o oskarzenia, to
        oczywiscie przemyslalam je i nie szafuje pochopnie slowami. Probowalam
        rozmawiac z Pania, ktora jest dyrektorem tej kliniki, pania Anna P. Liczylam,
        ze to co przytrafilo sie Babci i mnie, bylo wina dyzurnej pani weterynarz, a
        nie sposobu dzialania tej kliniki. Liczylam, ze Pani Dyrektor bedzie zaskoczona
        na wiesc, co dzieje sie w jej firmie, a ja uslysze, ze dolozono wszelkich
        staran, aby dopomoc chorej koteczce, ale niestety nie udalo sie. Pani jednak
        doskonale wiedziala, co sie stalo i nie widziala powodu, dla ktorego mialaby
        informowac Babcie o smierci kota. Stwierdzila, ze to byl bezdomny kot, a
        odwiedzajaca go co kilka dni Babcia byla odwiedzajaca, a nie wlascicielka.....
        Jeszcze raz dziekuje za namiary.
        • wrexham Re: straszna lecznica 20.10.05, 14:20
          kasiu, an forum miau jakas pani zaoferowala pomoc w domaganiu sie swoich praw i
          jesli dobrze rozumiem to na drodze prawnej - podala swoj nr telefonu, przejrzyj
          ten watek, ktoras z forumowiczek zamiescila link do niego
          pozdrawiam
          • wrexham na wszelki wypadek zamieszczam link dla ciebie 20.10.05, 14:22
            forum.miau.pl/lecznica-vt33883.html
            • wrexham Re: na wszelki wypadek zamieszczam link dla ciebi 20.10.05, 14:24
              forum.miau.pl/lecznica-vt33883.html
              • wrexham sorki nie ma numeru ale kontakt przez forum 20.10.05, 14:26
    • myszylda Straszna naiwność lub... straszna podłość 20.10.05, 20:56
      Mam prosbę do Administratora tego Forum - sprawdzić, czy nie pochodzi większość postów z jednego IP, z tego samego, z którego wysłano pierwszy post. Nie chce się wierzyć, żeby aż tyle osób dało się nabrać na takie jawne bzdury i pozwoliły sobie na ostre wypowiedzi, nie mając pojęcia o sprawie. Znam tę lecznicę od samego początku jej istnienia i dobrze wiem, jaka ona jest i jacy tam pracują ludzie. Wiem również, że dobrą opinię o niej mam nie tylko ja. Wygląda mi cała ta historia na jakąś nagonkę. Dziś wieczorem właśnie byłam na Bełskiej z kotem i dowiedziałam się o tym wszystkim. Nikt o zdrowym rozsądku w to nie uwierzy. Przy mnie starsza pani przyniosła zagłodzone kocię z działek, koci szkielecik. Pani doktor nawet nie zapytała, kto zapłaci za leczenie i wyżywienie, lecz od razu zabrała się za mycie uszy i zrobiła kroplówkę. TAKIE RZECZY SĄ TAM NA PORZĄDKU DZIENNYM! Jesli ktoś naprawdę tym się interesuje, niech wejdzie do lecznicy i sam zobaczy, jaka tam atmosfera. I przy okazji zobaczy to biało-czarno-rude kocię, na dowód, że nie bujam.
      • pierozek_monika Re: Straszna naiwność lub... straszna podłość 20.10.05, 21:24
        jeśli znasz tą lecznicę, to może podaj jej namiar na ten wątek, może ktoś z jej
        pracowników przedstawi swoją wersję wydarzeń.
        • fruuu Re: Straszna naiwność lub... straszna podłość 20.10.05, 21:59
          Lecznica wie o tym wątku. Napisałam do nich żeby ustosunkowali się do zarzutów.
          Obiecali dziś odpisać.
          • fruuu Re: Mail od lecznicy 20.10.05, 22:09
            Mam nadzieję, że lecznica się nie obrazi jeżeli przekleję tu list w tej sprawie
            który otrzymałam. Uważam, że mają prawo się wypowiedzieć w tej sprawie dlatego
            wklejam:

            Szanowna Pani!

            Jestem zbulwersowana informacją, którą przeczytałam w naszej poczcie. Zamiast
            słów podziękowania, czytam same kłamstwa. Niestety, muszę się do tego
            ustosunkować.
            Kotkę, o której mowa, operowano (sterylizowano) w innej lecznicy na bezpłatny
            talon, jaki przysługuje bezpańskim zwierzętom. Do nas przyniósł ją pan K. H.,
            który jest znanym nam opiekunem wielu bezpańskich kotów i któremu wielokrotnie
            bezpłatnie pomagaliśmy. Miedzy innymi on przyniósł do naszej lecznicy strasznie
            pokiereszowanego kota, którego zoperowaliśmy, wyleczyliśmy i który mimo 16 roku
            życia jest naszą wizytówka, mieszka w lecznicy i wita wszystkich pacjentów. Z
            miłości do zwierząt i z prawdziwego powołania zajmujemy się charytatywnie
            opieką nad zwierzętami po przejściach (zgłaszamy najbardziej drastyczne
            przypadki do TOZ-u), szukamy im nowych domów (o czym mogą zaświadczyć nasi
            klienci i nowi właściciele zwierząt).
            Kotka w dniu przyjęcia była w stanie agonalnym i tylko przetoczenie krwi nie
            spowodowało jej natychmiastowego zgonu. Została w naszej lecznicy otoczona
            fachową i troskliwą opieką. Po kilku dniach zgłosiła się opiekunka społeczna
            wraz ze starszą panią, twierdząc, że chce uzyskać informacje o kotce, bo to ta
            starsza pani jest jej opiekunką. Została poinformowana o stanie zwierzęcia, o
            rokowaniach, sugerowaliśmy, aby skontaktowała się z lekarzem, który operował
            zwierzę. Uzyskała również informacje o kosztach leczenia (które nigdy nie
            zostały pokryte, nie płacono również za pobyt zwierzęcia w lecznicy ani za jego
            wyżywienie). Wówczas usłyszałam, że kotem zajmuje się pan K. H. (co zresztą
            było zgodne z prawdą) i one nie będą uczestniczyć w kosztach leczenia (bo to on
            zawiózł kotkę na zabieg i teraz on jest za nią odpowiedzialny). One chcą
            jedynie ją odwiedzać.
            Ze względu na zawansowany wiek starszej pani (wówczas nie pojawiła się wnuczka
            (!!!) i nic o jej istnieniu nie wiedzieliśmy) wyraziłam na to zgodę (czego
            dziś żałuję). Panie były 3-4 razy. W tym czasie w lecznicy przebywały na
            leczeniu dwa inne koty i ich właściciele byli świadkami naszych ogromnych
            starań o życie i zdrowie tego zwierzęcia. Wyrazili nawet chęć chociaż częściowo
            uczestniczyć w kosztach leczenia i byli zbulwersowani postawą odwiedzających.
            Kotka mimo ogromnych starań niestety nie przeżyła. Sekcyjnie okazało się, że
            był popełniony błąd w czasie operacji (tragiczna w skutkach pomyłka, z którą
            jednak my nie mieliśmy nic wspólnego). W kilka dni po zgonie zwierzęcia zjawiła
            się wnuczka wraz z babcią. Mojej pracownicy, która przez wiele dni zajmowała
            się kotką z pełną troską i poświęceniem, zrobiła karczemną awanturę, z użyciem
            inwektyw. W obecności babci usiłowała roztrząsać przyczynę zgonu kotki, zaczęła
            grozić policją (tak jakby lekarka była czemuś winna?!). I wówczas padł
            argument, że jeżeli nie opuści lecznicy (awanturująca się wnuczka), to wezwiemy
            ochronę. Sytuacja wyglądała więc zupełnie inaczej niż opisana przez p. Kasię
            (wnuczka).
            W telefonicznej rozmowie ze mną (bo nigdy nie miałam wątpliwej przyjemności
            poznać p. Kasi osobiście) usiłowała wymóc na mnie wiarę w oskarżenia dotyczące
            mojej pracownicy. Na moją prośbę o bezpośrednie skonfrontowanie jej słów z
            relacją pracownicy, odmówiła spotkania. Tym samym nie mam powodu nie wierzyć
            swojej pracownicy.
            Dla mnie nie istnieje problem, kto jest odpowiedzialny za kota, bo zostało to
            jasno i w obecności świadków powiedziane. Z panem K. H. miałam stały kontakt i
            to wraz z nim decydowaliśmy o dalszych losach zwierzęcia.
            Panie za naszą dobroć odpłaciły nam złem i pomówieniami (myślę, że to głównie
            wpływ wnuczki, która stara się zaistnieć medialnie i stać się w oczach babci
            ważną postacią, nie bacząc na krzywdę niewinnych osób).
            Wiele osób było świadkami naszych starań o zdrowie kota i wyrozumiałości wobec
            starszej Pani. Nasza lecznica jest otwarta dla opiekunów bezdomnych zwierząt, o
            czym mogą oni gremialnie zaświadczyć.
            W nawiązaniu do treści listu, który otrzymałam, zastanawiam się nad tym, czy te
            sprawę należy tak pozostawić? Może powinnam wraz z moją pracownicą wytoczyć
            sprawę o zniesławienie, podważenie dobrej opinii lecznicy? A może powinnam
            przestać pomagać bezdomnym zwierzętom, by nie być narażoną na taką wdzięczność,
            jaką pokazała wnuczka-Kasia?

            Z poważaniem
            Anna Ponimasz
            • wrexham Re: Mail od lecznicy 20.10.05, 22:34
              no to teraz mamy wypowiedzi dwu stron; zastanawia mnie tylko to, ze w
              wypowiedzi kasi czuc zal, natomiast w wypowiedzi pani z lecznicy tylko zapiekla
              wscieklosc - ja wiem jak potrafia zachowywac sie weterynarze - kiedys
              pobierajac krew mojemu kotu zrobili rzeznie i nie pobrali jej wystarczajaco
              duzo co uniemozliwilo zrobienie prawidlowych badan - zadzwonilam i powiedzialam
              o tym - wsciekla wetka zapytala: no dobrze to co wlasciwie chce pani uslyszec
              ode mnie? a zwykle "przepraszam" prosze pani; i troche wiecej szacunku dla
              opiekuna, ktory zwykle bywa traktowany jak zawracajacy d... kretyn; oczywiscie
              nie wszyscy sa tacy, ale pani "kerowniczka" powinna sie cieszyc, ze ktos dal
              jej szanse wypowiedzenia sie na ten temat, a nie "niestety sie ustosunkowac" -
              to wszystko czyni jej wypowiedz dla mnie niewiarygodna;
              • myszylda Re: Mail od lecznicy 20.10.05, 23:03
                Wściekłość? Raczej rozgoryczenie. Po takich pomówieniach nic dziwnego.
            • beali Re: Mail od lecznicy 20.10.05, 22:53
              Przeczytałam wklejony email,przeanalizowałam wątek i cóż,ale argumenty podane przez panią wet z lecznicy na Bełskiej wydają się być mocne i przekonujące,przy tym takie normalne i zupełnie niewydumane.Ktos ma miau napisał,że kazdy kij ma dwa końce i taka jest prawda,a dla mnie nauczka,aby nie dać się ponieść emocjom,czytając cokolwiek w necie,czego nie jestem w stanie zweryfikować.
              Ciekawa jestem,jak rozwinie się sprawa i jak ustosunkuje się autorka wątku do licznych argumentów lekarki z Belskiej.
            • pierozek_monika Re: Mail od lecznicy 21.10.05, 00:24
              no tak.... to wiele wyjaśnia.
              Mam nadzieję, ze jednak wszystko się dobrze ułoży, bo wyszło z tego jakieś
              wielkie nieporozumienie, chyba jednak nieco krzywdzące dla lecznicy jeśli
              sprawy mają się tak jak opisane w liście.
            • bisbal Re: Mail od lecznicy 21.10.05, 00:47
              Z postu weterynarz zroumiałam, że kotka trafiła w stanie agonalnym po błędzie
              przy sterylizacji. Bardzo jestem ciekawa, jaki to był błąd i czy zostaną
              wyciągnięte konsekwencje wobec chirurga.
            • kasiaszczypa Re: Mail od lecznicy - prawda "wnuczki sztuczki" 24.10.05, 23:03
              Witam raz jeszcze. Jak napisalam w poprzednim liscie, nie reagowalam, bo nie
              codziennie korzystam z internetu. Pomyslalam z reszta, ze sprawa zostala
              dostatecznie omowiona i teraz nalezy polecic sprawdzenie jej instytucjom do
              tego powolanych. Jesli to byl jednostkowy przypadek i moja Babcia miala pecha,
              lecznicy znieslawienie nie grozi.
              Postaram najdokladniej odpowiedziec na list nadany przez lecznice, nie bede sie
              rozwodzila na temat mojej sytuacji rodzinnej. Powiem tylko, ze nie mam potrzeby
              wydawac sie nikomu troskliwa wnuczka, bo nie stoja za tym zadne benefity.
              To prawda, ze kotka byla operowana w innej lecznicy i na Belska trafila w
              bardzo zlym stanie. To prawda, ze przyniosl ja tam pan H. Pan H. jest znajomym
              Babci, dzialaczem jakiejs fundacji na rzecz zwierzat. Nie wiem jakiej. Kiedy
              kotka przechodzila ciezko ruje, zaoferowal swa pomoc Babci.(dzieki tej
              fundacji, jak powiedziala mi Babcia, koszty mialy byc znacznie nizsze). Po
              operacji stan kotki pogarszal sie w zastraszajacym tempie. Pan H. poczuwajac
              sie do odpowiedzialnosci zawiozl kotke na Belska. Nie wiem, czy Babcia mu
              towarzyszyla, czy nie. Babcia ze wzgledu na wiek i chwiejny stan zdrowia nie
              zawsze moze wychodzic z domu. Wiem natomiast, ze zjawila sie w lecznicy
              najszybciej jak mogla. O chorobie kotki dowiedzialam sie, kiedy zwierze bylo
              tam juz pare dni. Wtedy zadzwonilam do lecznicy.
              Z tego co mowila Babcia wynikalo, ze operacja zostala przeprowadzona w ruji.
              Pan H twierdzi, ze po. Z tego, co napisala w mailu Pani z lecznicy, to wlasnie
              wykazala sekcja. Wtedy jednak, kiedy zadzwonilam do lecznicy po raz pierwszy,
              poinformowano mnie, ze u kotki wykryto mocznice. Wowczas rozmowa nie wrozyla w
              zadnym stopniu takiego finalu sprawy, jaki mial miejsce. Rozmawialam z bardzo
              mila Pania, ktora nie miala watpliwosci co do tego, czyj to jest kot. Nie
              pytalam o bezdomnego kota, tylko o kota mojej Babci. Dowiedzialam sie, ze nie
              jest najlepiej, ze kotka jest ciagle w zlym stanie, ktory na szczescie sie nie
              pogarsza, ale tez nie poprawia na tyle, ze mozna ja zabrac. Poproslam o
              zawiadomienie mnie w razie potrzeby pokrycia kosztow jakiegos potrzebnego
              zabiegu. Pani powiedziala, ze kotka dostaje antybiotyk, i narazie jest na
              obserwacji. Powiedziala rowniez, ze niczego konkretnego nie moze obiecac, ze
              wie jak bardzo Babcia sie denerwuje i ze weterynarze dokladaja wszelkich
              staran, zeby kotke uratowac. Powiedziala rowniez, ze kotka miala transfuzje
              krwi, za ktora zaplacil pan H.oraz ze pan H. poczuwa sie do odpowiedzialnosci
              za ta nieudana operacje.
              W mailu z lecznicy napisano: "W kilka dni po zgonie zwierze˛cia zjawi?a
              sie˛ wnuczka wraz z babcia˛. Mojej pracownicy, która przez wiele dni zajmowa?a
              > sie˛ kotka˛ z pe?na˛ troska˛ i pos´wie˛ceniem, zrobi?a karczemna˛ awanture˛,
              z uz˙yciem inwektyw."
              Kiedy Babcia zapytala, czy moze wejsc do kotki uslyszalysmy :"Juz nie ma po
              co". Babcia rozplakala sie natychmiast, pytala dlaczego, co sie stalo, czy ktos
              przy tym byl, gdzie jest cialo kotki. Pani weterynarz powiedziala, ze zwloki
              zostaly zutylizowane i nie bedzie udzielac zadnych informacji. To sprowokowalo
              moj stanowczy ton i zadanie odpowiedzi, ale nie bylo w tym zadnych inwektyw.
              Wtedy Pani weterynarz powiedziala, ze nie powie nic ze wzgledu na stan zdrowia
              Babci, ze moze to powiedziec mnie. Za chwile jednak z tego zrezygnowala,
              poniewaz Babcia zanoszac sie od placzu, wykrztusila cedzac sylaby, "chcialam ja
              zabrac, bo slyszalam, ze tu zle karmia zwierzeta". Wtedy Pani weterynarz, juz
              bez troski o zdrowie Babci wskazla palcem drzwi i zirytowana wykrzyknela
              "prosze stad wyjsc!".
              Nie usilowalam, jak napisala Pani z lecznicy "roztrza˛sac" przyczyny zgonu
              kotki, ale ja poznac. Takie bylo zyczenie Babci i to ona pytala. Nie wiem jakby
              wplynela na jej stan informacja o przyczynie zgonu. Odmowa udzielenia jej
              natomiast bardzo ja zdenerwowala i byla powodem silniejszego placzu.
              W liscie z lecznicy napisano: " zacze˛?a grozic´ policja˛ (tak jakby lekarka
              by?a czemus´ winna?!). I wówczas pad? argument, z˙e jez˙eli nie opus´ci
              lecznicy (awanturuja˛ca sie˛ wnuczka), to wezwiemy ochrone˛"
              Nie prawda. Kiedy Pani doktor krzyknela na Babcie "prosze stad wyjsc",
              podeszlam do niej i powiedzialam, bardzo podniesionym ze zdenerwowania tonem",
              zeby sie zastanowila co wyprawia i ze nie wyjdziemy stad, dopuki nie dostaniemy
              jakiejs informacji. Zaproponowalam, zeby wydrukowala historie leczenia kotki,
              skoro nie ma ochoty nam niczego wyjasniac. Wtedy uslyszalam, ze niczego nie
              bedzie drukowac i jesli za minute nie opuscimy lecznicy, wezwie ochrone. I
              dopiero wtedy powiedzialam, ze jesli to zrobi, ja zadzwonie po policje. To
              ostudzilo Pania weterynarz. Powiedziala, ze jesli zaplace 300 zlotych, to
              mozemy porozmawiac.
              W tej sytuacji na prawde nie mialam zadnych podstaw, zeby uznac za zasadne
              przekazywanie jakichkolwiek pieniedzy.
              Co do stwierdzenia z maila opisujacego nasza rozmowe telefoniczna: "
              W telefonicznej rozmowie ze mna˛ (bo nigdy nie mia?am wa˛tpliwej przyjemnos´ci
              poznac´ p. Kasi osobis´cie) usi?owa?a wymóc na mnie wiare˛ w oskarz˙enia
              dotycza˛ce mojej pracownicy. Na moja˛ pros´be˛ o bezpos´rednie skonfrontowanie
              jej s?ów z relacja˛ pracownicy, odmówi?a spotkania. Tym samym nie mam powodu
              nie wierzyc´ swojej pracownicy."
              Zadzwonilam do Pani, ktora prowadzi lecznice bez zlych intencji. Tak na prawde
              chcialam uspokoic sumienie i uslyszec, ze o kotke bardzo sie starano, a poranny
              incydent byl wina charakteru weterynarz, na ktora sie natknelysmy z Babcia, a
              nie stylu w jakim dziala ta lecznica. Z miejsca uslyszalam, ze nie ma mowy o
              zadnym tlumaczeniu, bo ten kot trafil do lecznicy jako bezdomny, a Babcia byla
              jedynie odwiedzajaca. Upor w nieudzielaniu informacji wydal sie juz przekraczac
              granice absurdu. Nie widzac sensu takich dywagacji, zapytalam , czy Pani Anna
              chce uslyszec, jak zostalysmy potraktowane z Babcia przez jej pracownice. Pani
              Anna powiedziala, ze nie jest zainteresowana moim opisem, ze zna sprawe i nie
              ma powodu nie wierzyc swojej pracownicy oraz, ze jesli chce cos powiedziec to
              zaprasza mnie na konfrontacje z pracownica. Powiedzialam "ja teraz do Pani
              dzwonie i prosze, zeby mnie Pani wysluchala, czy Pani kategorycznie odmawia?"
              Dodalam tez, ze nagrywam ta wypowiedz. Wtedy Pani Anna rozlaczyla sie.
              Tyle z drobiazgowych wyjasnien, co do przebiegu sprawy. Watek moich "medialnych
              zapedow" wytoczony w liscie szefowej lecznicy oraz dywagacje obroncow lecznicy
              na temat "szczypania" rowniez. Slowotworcze zapedy typu "niezla sztuczka z
              wnuczki" moim zdaniem sa nie na miejscu i odbieraja powazny ton wypowiedziom.
              Nie chodzi chyba o to kto kogo przegada, ale o to, ze miala miejsce paskudna
              sytuacja i warto by bylo, zeby znalazla szczesliwy final, np. w rozwianiu
              watpliwosci co do tego jaka jest prawda o tej historii. Jestem dosc zajeta
              osoba i nie mam przyjemnosci w szkalowaniu jakiejs lecznicy weterynaryjnej. Nie
              byloby tej sprawy, gdybysmy z Babcia dostaly odpowiedz na chyba zrozumiale
              pytanie, czemu kot zdechl. Prawdopodobnie usilowalabym wtedy dowiedziec sie,
              dlaczego nikt nie raczyl zawiadomic Babci ani mnie. Jezeli uslyszalabym, ze tak
              jak Pani Anna pisze w mailu, jako wlasciciel wystepuje w kartotece lecznicy Pan
              H., zrozumialbym. Tylko ze wtedy nie zasadne bylaby prosba o uiszczenie zaplaty
              w imieniu Babci, tak jak to mialo miejsce.
            • magdajeden Re: Mail od lecznicy 25.10.05, 13:15
              no i wszystko jasne.
              bezpodstawne pomówienia.
              • kasiaszczypa Re: Mail od lecznicy 25.10.05, 15:10
                Magdo Jeden, czy stwierdzenie o bezpodstawnych pomowieniach napisalas po
                przeczytaniu mojej odpowiedzi? Podpowiem, ze tytul maila, ktory ja zamieszcza
                to "re:mail od lecznicy- prawda "wnuczki sztuczki". pozdrawiam
                • magdajeden Re: Mail od lecznicy 25.10.05, 15:26
                  przeczytałam wszystko. prawdy tu w necie nikt nie dojdzie, ale mnie argumenty
                  wlaścicielki lecznicy przekonują.
                  ale mylić może się każdy ;)
                  • kasiaszczypa Re: Mail od lecznicy 25.10.05, 15:51
                    oczywiscie, zapytalam, bo tytul twojego postu swiadczy o tym, ze moja odpowiedz
                    na ten mail przeoczylas; gdybys ja przeczytala, prawdopodobnie nie napisalabys
                    tak radykalnej opinii.W mailu nie feruje wyrokow, ani pomowien. Przedstawiam
                    fakty. Moze az nazbyt dokladnie i czytanie tego dlugiego tekstu moze zmeczyc.

                    magdajeden napisa?a:

                    > przeczyta?am wszystko. prawdy tu w necie nikt nie dojdzie, ale mnie argumenty
                    > wlas´cicielki lecznicy przekonuja˛.
                    > ale mylic´ moz˙e sie˛ kaz˙dy ;)
            • indira Re: Mail od lecznicy 26.10.05, 20:14
              Niech Pani od razu wytoczy sprawę tej krzykaczce. Zwierzęta nie mogą byc pozbawione pomocy przez kogokolwiek z ludzi.
      • marek-oleksy Re: Straszna naiwność lub... straszna podłość 21.10.05, 14:27
        zgadzam się. Też znam tą klinikę od dawna i wiem że pracują tam dobrzy fachowcy
        z duszą podchodzący do zwierząt. Internet to niebezpieczna broń w ręku
        niezrównoważonych psychicznie ludzi
    • myszylda Ależ sztuczka z tej wnuczki 21.10.05, 10:45
      Moi drodzy perwsi naiwni, kto teraz będzie to wzsystko odkręcał? Smrodu
      narobili wszędzie gzdie się da, no to lu! Odpokutować!
      • beali Re: Ależ sztuczka z tej wnuczki 21.10.05, 11:17
        No teraz Ty nie przesadzaj i proszę weź pod uwagę,że wielu ludzi powaznie traktuje to forum i do głowy im nie przyszłoby,by ktoś wypisywał bzdety wyssane z palca.Mamy się uderzyć w piersi czy jak?To niestety internet,a że może przynieść szkody,to przecież wiadomo.Nawet,gdyby email pani wet nie zawierał samej prawdy,to i tak nikt nie mógłby spodziewac się innej jego treści,choć jak juz wczoraj napisałam dla mnie wyjasnienia tam zawarte brzmią wiarygodnie-o ile cokolwiek teraz przeczytanego w necie będzie dla mnie wiarygodne.Poza tym,jeśli lecznica ma swoich zwolenników,cieszy się wśród nich dobrą sławą,nie powinno jej to zaszkodzić.Kiedy przeczytałam,co ktoś wypisał w necie/tekst ogólnie dostepny/ na temat mojego weta/bardzo dobry weterynarz/,zupełnie nie wpłynęło to na mnie,co więcej polecam znajomym tego pana doktora,jako jednego z najlepszych,a on jakoś nie cierpi na brak pacjentów.
        • myszylda Re: Ależ sztuczka z tej wnuczki 21.10.05, 11:48
          Broń Boże, nie mam na myśli bicia się w piersi. Tylko uważam, że ci, którzy bez
          większego zastanowienia się i bez próby wyjaśnienia pospieszyli
          rozprzestrzenić "gorące" wiadomości, powinni teraz w tych samych miejscach
          gdzie to zrobili, zamieścić chociażby linijkę, wyrazić chociażby cień
          wątpliwości. Inaczej wychodzi jak w gazetach: oszczerstwo na pierwszej stronie
          wielkimi literami, sprostowanie zaś - na 14 stronie na dole drobną czcioneczką.
          Zgodzisz się, że cała sprawa jest ohydna. I całkiem mi nie chodzi o frekwencję
          w lecznicy, a o to, jaką wstrętną rzeczą jest lenistwo umysłowe i gotowość
          owczym pędem opluć każdego, na kogo wskażą.
          • endomorph1 Re: Ależ sztuczka z tej wnuczki 21.10.05, 12:00
            łatwo jest sie zapienić i rzucać oskarżeniami. Ludzie nakrecają się bo nie raz
            słyszeli podobne historie. A gdzie jest autorka wątku i czemu nie broni swojego
            stanowiska skoro jest taka pewna swoich racji??
          • beali Re: Ależ sztuczka z tej wnuczki 21.10.05, 13:15
            Tak,zgodzę się z tym,że powinno się zamieścić tę linijkę.
            Poza tym większa częśc osób spokojnie podeszła do sprawy i tylko dzięki nim,znalazł się tutaj emial wetki,a że niektórzy zareagowali zbyt emocjonalnie,to tak czy inaczej ludzkim jest mylić się.Oczywiście między innymi siebie mam na mysli,cobyś nie pomyslała,że nigdy nie zmuszam do pracy mojego leniwego mózgu.
            Dobra,teraz dam mu odpocząć,bo zmęczył się okrutnie.
            A co z Kasiąszczypą?
        • rezurekcja o lecznicach i pacjentach 21.10.05, 14:18
          beali napisała:

          > I do głowy im nie przyszłoby,by ktoś wypisywał bzdety wyssane z palca.

          wiesz, czasem ludzie to samo widza zupelnie inaczej. Nerwy, rozgoryczenie, zal
          zabierja rozsadek.
          W slynnym Multiwecie bylam kiedys swiadkiem awantury wywolanej przez dwie
          wlascicielki wlasnie padlego psa (zszedl w lecznicy na stole). Pies byl
          operowany gdzie indziej, kobiety przyniosly go do Multiwetu, bo stan byl
          kiepski i chcialy porady lekarskiej, ale pies juz nie doczekal. Wiec nie
          obylo sie bez rzucania wyzwiskami, ze mordercy, ze nie umieja leczyc, ze na
          pohybel, ze prokurator itd. Panie recepcjonistki usilowaly im wytlumaczyc, ze
          nie zawsze lekarz jest w stanie pomoc, ze stan psa byl fatalny, ze...
          Dowiedzialy sie, ze sa chamkami i powinny sie zamknac.
          Wlascicielki wyszly trzaskajac drzwiami.

          > Kiedy przeczytałam,co ktoś wypisał w necie/tekst ogólnie dostepny/ na t
          > emat mojego weta/bardzo dobry weterynarz/,zupełnie nie wpłynęło to na mnie,co
          więcej polecam znajomym tego pana doktora,jako jednego z najlepszych,a on jakoś
          > nie cierpi na brak pacjentów.

          bo tak to jest.
          Poczytaj liste dobry i zlych ginekologow. O kazdym lekarzu przeciwstawne opinie.
          Jednemu pasuje, drugiemu nie.
          W przyadku weterynarzy jest dokladnie tak samo.
          Chociaz powiem,ze niemile opinie o pewnej lecznicy zrujnowaly moej zaufanie
          dotamtajszych lekarzy. Chociaz czytalam tez sporo pozytywnych opinii, a
          pacjentow tam zawsze jest troche.

          Na dodatek kazdy z nas sie myli. Lekarz czy weterynarz tez.
          • wrexham Re: o lecznicach i pacjentach 21.10.05, 14:42
            ja bym poczekala na bicie sie w piersi z odpowiedzia kasi, bo wierze, ze sie do
            tego ustosunkuje; teraz na to wychodzi, ze co kto napisze, to juz trzeba mu
            przyznac racje: napisala kasia - wszyscy sie oburzali; napisala lecznica -
            wszyscy klada uszy po sobie, tak jakby sie nie spodziewali, ze wetka bedzie
            bronila swoich racji; w teorie spisku myszy jakos nie wierze - moze dlatego, ze
            nie przyszloby mi do glowy zrobic cos podobnego; w przypadku smierci kogos
            bliskiego w naszych glowach dzieja sie rozne rzeczy, weci sa po to zeby
            zrozumiec i probowac wytlumaczyc, wzglednie sie nie odzywac jesli sa
            bezpodstawnie oskarzani (mam na mysli sytuacje konfrontacji - z kims
            rozchwianym emocjonalnie nie ma sensu dyskutowac); straszenie ochrona czy
            czymkolwiek jest ponizej pasa; wierze, ze jesli czlowiek normalny czasem
            zachowa sie nienormalnie, ale zostanie potraktowany ze spokojem to bedzie w
            stanie po ochlonieciu - przyjsc i przeprosic i konflikt sam zniknie; natomiast
            jesli ktos go bedzie jeszcze w takiej sytuacji straszyl i wyzywal to za nic nie
            przyzna siedo bledu bo bedzie sie czul urazony i tyle;
            bardzo prosze kasie o odpowiedz na te zarzuty, ktore tu zostaly umieszczone, bo
            nie wierze, ze klinika byla bez winy, i ze da sie to udowodnic;
    • jul-kot Re: straszna lecznica? czekamy ... 21.10.05, 15:16
      Witam!
      To przykre ... Zwykle nie zabieram głosu w przepychankach, ale tu zrobię
      wyjątek. Drobny, bo nie będę się przepychał.

      Przykra sprawa. Błąd lekarza dotyczący kota bez opieki, a więc może
      ekserymenty. Piszę >może< i proszę brać to pod uwagę, może, bo zwykle
      sterylizacje kończą się dobrze. Złe traktowanie opiekunów kota. Może to ich
      wymysł, a może nie. Łatwiej się bronić atakując. Skąd ochrona w lecznicy? To
      też ciekawa sprawa. Lecznicy nikt tu nie broni, może jej nikt nie zna? Nikt,
      oprócz jednej Pani, która nie zna nikogo na tym forum i chce sprawdzać ID
      stałych bywalców? A może to pracownik tej lecznicy? Nie zabierała do tej pory
      głosu NIGDZIE ... Może.

      Nikogo nie osądzam, bo nie znam prawdy. Może wypowie się ktoś, kto korzysta z
      tamtej lecznicy? Chętnie posłuchamy, a właściwie przeczytamy. Ja wiem jedno.
      Kot przyniesiony do lecznicy musi mieć opiekę i ta opieka powinna być
      odczuwalna. Inaczej rozmywa się sprawa odpowiedzialności lekarza za jego
      postępowanie, pisałem już kiedyś o problemie wyegzekwowania tej
      odpowiedzialności, nie jest to czasem łatwe.
      Ja nie zostawiam chorych kotów w lecznicy, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy
      może sobie na to pozwolić. Co możemy zrobić? Moim zdaniem wiedzieć jak
      najwięcej, żeby argumentami w dyskusji z lekarzem nie były tylko inwektywy, a z
      drugiej strony, żeby lekarz miał tę świadomość, że ze swoich działań ma
      obowiązek się wytłumaczyć. Mam do tego prawo, bo to ja płacę za te działania.
      Wytłumaczenie to jedno, a czy zwierzę przeżyje, to drugie. Przykład?

      Kot znajomej po zatkaniu, wyszyciu cewki i kroplówce:
      Na następny dzień:
      ... Panie Doktorze, kot nie siusia ...
      I na następny:
      ... kot od dwóch dni nie siusia ...
      Odpowiedź:
      Jak się wlało to się musi wylać! Może siusia gdzieś w kącie!
      ... Kot jest w klatce, ma podścielone prześcieradło ...
      ................................

      Kot nie przeżył, umarł pod kroplówką z furosemidem, którą wreszcie wymusiliśmy.

      Nie napiszę, jaka to warszawska lecznica i jaki lekarz. Skończyło się solidną
      awanturą i częściowym zwrotem pieniędzy za "usługi". Nie składaliśmy skargi do
      Izby, kot i tak już nie odżyje.
      Nie pisałem o tym obszernie na forum, wspomniałem kiedyś. Ja załatwiam swoje
      sprawy sam. Ale nie uważam, żeby pisanie o błędach lekarskich, albo o
      przykładach złego traktowania pacjentów czy ich opiekunów było czymś
      niewłaściwym. Musimy mieć świadomość, że to się zdarza, a lekarze muszą się
      liczyć z tym, że są oceniani. Każdy może przedstawić swoją opinię, również
      pozytywną w sprawie takiej jak ta.
      No więc czekamy ...
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • fruuu Re: straszna lecznica? czekamy ... 21.10.05, 15:39
        osoby znające lecznicę wypowiadają się też tutaj -
        forum.miau.pl/viewtopic.php?t=33883 zapraszam do lektury. Wkleiłam też
        wczoraj odpowiedź lecznicy na zarzuty. Mam nadzieję, że autorka wątku wypowie
        się jeszce w tym temacie bo z wyjaśnień lecznicy wynika między innymi że jej
        babcia wcale nie była właścicielką kotki i nie mieli podstaw aby jej
        jakichkolwiek informacji udzielać.
        Co do ochrony w lecznicy to chyba nie mieli na myśli pracownika na miejscu
        tylko tzw. patrol interwencyjny wzywany pilocikiem. Dla mnie to nic dziwnego,
        że mają taką ochronę, kazdy sklep osiedlowy ma więc czemu nie lecznica?
        • rezurekcja ale 21.10.05, 15:49
          fruuu napisała:

          > osoby znające lecznicę wypowiadają się też tutaj -

          owszem, one sie wypowiadaja, ale jakos nie widze,zeby te lecznice znaly.
          Raczej reaguja tak, jak my w pierwszych postach.
          • fruuu Re: ale 21.10.05, 16:17
            wypowiedziały się conajmniej 4 osoby znające osobiście lecznice i/lub p.Anię
        • fruuu Re: straszna lecznica? czekamy ... 21.10.05, 16:16
          wypowiedziały się conajmniej 4 osoby znające osobiście lecznice i/lub p.Anię
          • rezurekcja czekamy ... na konkretne wypowiedzi 21.10.05, 16:30
            fruuu napisała:

            > wypowiedziały się conajmniej 4 osoby znające osobiście lecznice i/lub p.Anię

            doczytalam sie tylko wyrazow oburzenia.
            Nie przeczytalam zadnych konkretow z wlasnych doswiadczen potwierdzajacych
            opinie internatuki kasiaszczypa lub jej zaprzeczajacych.
            • rezurekcja przepraszam nie zauwazylam nastepnych stron 21.10.05, 16:43
              faktycznie mowia ci, co wiedza.
              Bo na pierwszej tylko emocje zadnych konkretow oprocz adresow internwcyjnych.
              Przepraszam za gapiostwo.
              • krystyna05 Re: przepraszam nie zauwazylam nastepnych stron 21.10.05, 17:51

                kasiaszczypa to akurat świetny pseudonim dla autorki tego internetowego
                paszkwilu. Szczypie i gryzie co popadnie nie myśląc o konsekwencjach.
                Znam sprawę tej kotki i wygląda ona tak jak opisuje pani Anna Ponimasz. Od lat
                leczę u niej swoje zwierzęta – dużego psa i dwa koty. Dzięki profilaktyce i
                szybkiej reakcji w potrzebie pani Anny Ponimasz moje zwierzęta mimo wieku –
                14,13 i 8 lat – są w świetnej kondycji. Pies miał operowany duży tłuszczak i daj
                mi Boże takiego operatora gdybym miała się operować. Opieka i troskliwość wyjątkowa.
                Jestem świadkiem prawie codziennym bezpłatnej pomocy pani Anny Ponimasz dla
                zwierząt nie tylko bezdomnych. Pani Anna pomaga też zwierzętom w domach ludzi,
                którzy mają kilka zwierząt i nie mają pieniędzy ani możliwości dowiezienia ich
                do lecznicy – przywozi leki, czyści uszy, podłącza kroplówki. Jest weterynarzem
                z powołania.
                Leczy czasami za darmo a często "na zeszyt" bo komuś trzeba pomóc a na razie nie
                ma pieniędzy.
                To ja wczoraj z leśnych działek przywiozłam do pani Ani kotkę, trikolor, chorą i
                tak chudą, że głaskałam szkielet. Ma około 6 tygodni i miauczeniem błagała mnie
                o ratunek, wspinając się na mnie i płacząc. Pani Anna Ponimasz przyjęła ją bez
                słowa i ucieszyła się, że ją przywiozłam. Umyła chore oczka, uszy i dała
                nawadniającą kroplówkę. Ta kocina jest cudna i czeka ją życie i dobra przyszłość.
                Pani Anna Ponimasz jest dobrodziejstwem dla zwierząt wielu ludzi. Dziękuję jej
                za wszystko.
                Wstyd szkalować ludzi, których działalności się w ogóle nie zna.
                Mam nadzieję, że pani Anna nie zostawi tak tej sprawy. Myślę, że powinna podać
                sprawę do sądu za zniesławienie lecznicy i swojej osoby.
                A propos, babcię tej "wnuczki" znają wszyscy kociarze bo jej pomagają ale o
                "wnuczce" wszyscy usłyszeli po raz pierwszy – nigdy nie mówiła osobom jej
                pomagającym, że ma wnuczkę. DZIWNE!
                krysia

      • myszylda Re: straszna lecznica? czekamy ... 21.10.05, 21:13
        jul-kot napisał:"Lecznicy nikt tu nie broni, może jej nikt nie zna? Nikt,
        > oprócz jednej Pani, która nie zna nikogo na tym forum i chce sprawdzać ID
        > stałych bywalców? A może to pracownik tej lecznicy? Nie zabierała do tej pory
        > głosu NIGDZIE ... Może".

        Myli się Pan, nie jestem ani pracownicą, ani nawet krewną żadnej z pracownic. Dowiedziałam się o kłamliwym tekście i pogróżkach od takich samych stałych klientek jak ja, w lecznicy. A gdy zobaczyłam tekst na własne oczy, po prostu zachciało mi się je przetrzeć. Gdybym nawet nie znała co to za lecznica, nie dałabym pełnej wiary napisanemu. Przecież tam nic nie trzyma się kupy! Na przykład, w tekście nie ma ani słowa o tym, że za leczenie była pobierana opłata. Jest to zbyt mocny argument, żeby go pominąć w takiej polemice. A jeśli opłaty nie było, to z jakiej by racji w lecznicy na siłę zatrzymywano chore zwierzę i nie oddano go właścicielce na jej żądanie? No i tak się okazało, że nikt za kota nie płacił.
        Nie chciałoby się ubiegać do metod tej pani, ale słyszałam coś, co może objaśnić całe to zamieszanie. Jak sie mówi, za co kupiłam, za to sprzedaję. Moja znajoma powiedziała, że babcię zawsze uważano za samotną, ona od lat wychodzi z domu z panią z opieki społecznej, której miała zamiar zostawić mieszkanie w podziękowanie za opiekę. I w tym momencie po wieloletniej nieobecności pojawiła się wnuczka. Dalej - przypuszczenie mojej znajomej: że wnuczka zachciała wszystkim udowodnić, jakie ma czułe serduszko i jak dzielnie potrafi obronić babcię. Czy nie motyw?
        No i bardzo mnie zdziwiło, że Pan dzieli uczestników forum na "bywalców" i "nikogo tu nie znających". Teraz już znam, a niektórych nawet lubię. Jeśli kogoś obraziłam, bardzo przepraszam. Przyznaję się, że też się uniosłam.
        • wrexham Re: straszna lecznica? czekamy ... 21.10.05, 21:38
          o ile do tej pory bylam sklonna (choc niechetnie) przyznac ci czesciowo racje,
          o tyle po tej osobistej wycieczce, ktora probujesz usprawiedliwic odplacaniem
          pieknym za nadobne, mysle, ze nie jestes lepsza od tych, ktorych potepiasz;
          wszyscy jestesmy tacy sami i chyba powinnas juz zakonczyc swoja swieta wojne,
          bo nikt juz nie atakuje jelsli sie jeszcze nie zorientowalas, a niektorzy juz
          nawet zlozyli samokrytyke (byc moze slusznie - nie wiem bo nie zobaczylam
          jeszcze odpowiedzi kasi); wstrzymajmy sie z komentarzami tego typu dopoki kasia
          nie odpowie - mysle, ze ma do tego prawo;
        • beali Re: straszna lecznica? czekamy ... 21.10.05, 21:38
          Myszylda,sorry ale muszę to napisać.Dlaczego walczysz tą samą bronią,co autorka wątku? Po co opisujesz jakieś rodzinne sprawy wnuczki,babci-usłyszane gdzieś tam,masz pełny obraz ich rodzinnej sytuacji? Nie i sama twierdzisz,że nie chciałoby się uciekac do...a robisz to. Po wszystkim,co się tutaj stało,myślę,że jeśli na czymkolwiek nam zalezy,to na faktach i prawdzie dotyczacych całego zajścia w lecznicy,a nie domniemanych motywach,którymi mogła kierować się wnuczka idąc tam z babcią.
          Pounosiliśmy się,zbulwersowali,niejedno wyjaśnili ,a teraz czekamy na ustosunkowanie się osoby odpowiedzialnej za wywołanie tej burzy i jak mówią,tam skąd pochodzę 'psinco'.
          • myszylda Re: straszna lecznica? czekamy ... 21.10.05, 23:59
            OK, zgadzam się, nie było to zbyt fair. Powiem tylko, że męczy mnie to wszystko. Usiłuję dojść do przyczyny, a więc wydała mi się interesująca również opinia osóby, która w tym środowisku siedzi. Jakaś sprężyna tu powinna być. Oczywiście, poczekajmy spokojnie na wyjaśnienia Kasi.
            • magdalenakalinowska A mi to co napisała lecznica wydaje się naciągane 22.10.05, 09:41
              Śledzę ten wątek od początku.
              Najpierw się oburzyłam na lcznicę, potem na kasięszczypę...
              A potem zaczęłam się zastanawiać.
              Historia przytoczona na obronę przez lecznicę jest co najmniej dziwna.
              No bo bezpański kot, pan X, nagłe pojawienie się "opiekunki"?????
              Bez sensu, brak tu logiki i prostego ciągu przyczynowo skutkowego.
              No bo niby po co Kasia miałaby wymyślać tą historię.... Kot był nie jej, nic
              jej nie zobowiązywało do płacenia - więc chęć uniknięcia kosztów nie może być
              tu motywem.
              Odwiedzanie kota?!?! Zastrzeganie "ja nie płacę"?!?!
              Skoro pan X zajmował się kotem to po co informować resztę świata o
              kosztach?!?! - żeby naciagnąć?!?!
              To, że koszty nie zostały pokryte również nie obciąża Kasi ani babci, skoro to
              nie one (wg lecznicy) zajmowały się kotem - to zarzut do pana X.
              A co do chęci zaistnienia w mediach Kasi - bzzzdura (widział już ktoś jakiś
              program tv o tym?!?!) Bo niby z czym tu do mediów - ludzie nie bądźcie śmieszni.
              A i nie wierzę, że obcy ludzie - właściciele innych kotów - chcieli płacić za
              leczenie cudzego zwierzaka, któremu nikt nie odmawia leczenia (gdyby było
              inaczej to uwierzyłabym, ale skoro kot pomimo braku wpłat był leczony nie
              wierzę) - zbyt ciężkie czasy Pani dokmtor - nie każdy ma lecznicę i tyle
              pieniędzy, że stać go na takie gesty. Dziś każdy szanuje każdy grosz.
              A wogóle to z pani maila wynika, że leczycie tylko koty:/
              Taka uwaga.
              Acha, jeszcze jedno - sama Pani kręci na siebie bat - nie ten ton wypowiedzi.
              Gdyż to zbyt agresywny ton maila skłonił mnie do zastanowienia się nad
              wiarygodnością Pani wypowiedzi.
              Może Pani czuć żal, złość - ale Pani wypowiedź zieje nienawiścią.
              Dlatego uważam, że Pani kłamie, lub co najmniej bardzo mija się z prawdą:/
              Nie przyznaję tą wypowiedzią racji kasi, ani komukolwiek. Nie.
              Po prostu podważam to co Pani napisała. Tyle.
              • teresa20051 Re: A mi to co napisała lecznica wydaje się nacią 22.10.05, 10:25

                Opowiastka p. Kasi Szczypa o operowanym na Bełskiej psie, który z otwartym
                brzuchem spadł ze stołu i skonał, świadczy o podłości i ignorancji autorki.
                Trzeba wiedzieć, że przy każdej operacji brzucha zwierze w narkozie jest
                przywiązywane do stołu operacyjnego i nie ma żadnej możliwości "upadku". Tu
                uwidacznia się czytelnie intencja szkalującej bezpodstawnie p. Kasi.
                Wygląda na to, że p. Kasia będzie miała duży kłopot z odszkodowaniem.
                Teresa
              • teresa20051 Re: A mi to co napisała lecznica wydaje się nacią 22.10.05, 10:28

                Nikt z atakujących lecznicę zwierząt na Bełskiej należącą do pani Anny Ponimasz
                nie mówi o tym, że ośmioletnia kotka była poddana sterylizacji w innej lecznicy
                dla zwierząt i przyniesiona do pani Anny w bardzo złym stanie i pani Anna
                Ponimasz zamiast "umyć ręce" podjęła się prawie konającemu zwierzęciu ratować
                życie. Natomiast właśnie właścicielka kotki "umyła ręce" mówiąc, że znajomy,
                który zawiózł kotkę na zabieg i przywiózł w tym stanie na Bełską odpowiada za
                zwierzę – czyli zrzekła się praw właścicielki, nie ponosząc również żadnych
                kosztów. Część zapłacił ten znajomy, a resztę z dobrego serca pani Anna
                Ponimasz. Pomimo transfuzji krwi, kroplówki i innych leków nie udało się
                ośmioletniej kotki uratować. I uważam za wielkie świństwo kampanię oszczerstw
                skierowaną przeciw pani Annie Ponimasz, która bardzo pomaga zwierzętom
                bezdomnym, porzuconym lub stanowiącym własność ludzi ubogich. Bywam w tej
                przychodni od momentu jej założenia i to często bo mam pozbierana bezdomne koty
                w domu i karmię bezdomne w bliskiej okolicy.
                Gromkie wyrazy potępienia i straszenie prokuratorem są obrzydliwe i niepoważne
                bez zapoznania się ze stanem faktycznym i opierają się na jednostronnym
                kłamliwym opisie. Noszą natomiast znamiona szkalowania, za które grożą sankcje
                karne.
                Ewa
                • wrexham Re: A mi to co napisała lecznica wydaje się nacią 22.10.05, 11:06
                  bardzo sie tu, mysle, wszyscy cieszymy, ze dwie panie piszace z jednego
                  komputerka (teresa 20051), zabraly glos w sprawie i bronia lecznicy, ale po
                  pierwsze: w jednym zdaniu potepiajac straszenie - w nastepnym same strasza
                  (ludzie opamietajcie sie, bo to juz jest nudne), a po drugie sprawa jest juz
                  daleko poza tym etapem i teraz czekamy (nawiasem mowiac niepojokaco dlugo) na
                  odpowiedz kasi;
              • wrexham Re: A mi to co napisała lecznica wydaje się nacią 22.10.05, 11:22
                ciesze sie magda, ze tez zwrocilas uwage na ton wypowiedzi w liscie od
                lecznicy, bo on przeciez naprawde byl nieodpowiedni: pokrzywdzony, dobry
                czlowiek broni sie naczej - nie musi pryskac jadem (to stawia pod znakiem
                zapytania jego dobroc); poza tym przeciez nikt nie atakowal personalnie pani
                wlascicielki - wystapila ona jedynie w zmiance o telefonicznej rozmowie, nic
                wiecej - tymczasem wszyscy wlasnie jej zaciekle bronia - byc moze rzeczywiscie
                pomaga zwierzetom za wlasne pieniadze - nie mozemy tego kwestionowac (nawiasem
                mowiac nie tylko koty tam lecza - mieszkam niedaleko i widzialam ogloszenie z
                prosba o pomoc dla psa po wypadku, rozwieszona na drzewach, a leczonego w tej
                lecznicy); kasia opisywala sytuacje w ktorej brala udzial pracownica wiec
                wlascicielka nie bedac nawet obecna nie mogla w niczym zawinic - przestancie
                wiec kierowac sie tym co ona robi i w jakiej lecznicy wczesniej pracowala - to
                dosc mgliste przeslanki do oceniania dzialalnosci jej pracownikow; z zaistniala
                sytuacja poradzila sobie po fakcie tak jak umiala - moze kochac zwierzeta
                czujac jednoczesnie uzasadniona niechec do gatunku ludzkiego (sama tak mam);
                moze stad taka wscieklosc w tonie listu, ktora jednak uczynila go
                niewiarygodnym dla mnie i widze, ze nie tylko; przy okazji mysle, ze magda ma
                racje - analiza o ktora sie pokusila, brzmi rozsadnie - troche to bez sensu z
                tym placeniem za nie swojego kota, kiedy placic nie trzeba wcale bo lecznica
                pokrywa koszty...
                • rezurekcja ton 24.10.05, 14:41
                  wrexham napisała:

                  > ciesze sie magda, ze tez zwrocilas uwage na ton wypowiedzi w liscie od
                  > lecznicy, bo on przeciez naprawde byl nieodpowiedni: pokrzywdzony, dobry
                  > czlowiek broni sie naczej - nie musi pryskac jadem (to stawia pod znakiem
                  > zapytania jego dobroc);


                  wrexham, dla mnie natomiast to byl raczej ton poirytowaia niz jadu czy
                  zlosci. Poirytowania, ktore jest dla mnie zrozumiale.
                  • wrexham Re: ton 24.10.05, 15:13
                    kazdy interpretuje po swojemu i inaczej rozumie pewne sygnaly; byc moze, ze
                    irytacja wziela gore nad smutna refleksja nad niesprawiedliwym swiatem;
                    tak, to jest mozliwe; nie kazdy musi byc znowu taki refleksyjny :)
                    obiektywna ocena tonu faktycznie jest trudna, ale moje subiektywne wrazenie
                    niestety jednoznaczne i niezmienione
                    pozdrawiam
    • jul-kot Re: straszna lecznica 23.10.05, 03:05
      Witam!
      No tak ... Trochę zostałem wywołany do tablicy przez Panią Myszyldę, a trochę
      też sam chcę dodać, bo przemyślałem sprawę. Przede wszystkim, ja nie dzielę
      uczestników forum na starych i nowych, zauważyłem tylko, że Pani zarzuciła
      tendencyjność i nieautentyczność wypowiedziom osób znanych mi na forum, żądała
      Pani nawet sprawdzania ich ID od admina. Po co, Pani też nikt nie sprawdzał. No
      niezupełnie, sprawdziłem ja, co Pani do tej pory napisała ...

      Przeczytałem forum, jedno i drugie, sprawa niby wyjaśniona, lecznica jest niby
      w porządku, ale jakiś niepokój pozostał. Przychodzi do głowy takie stare
      powiedzenie: operacja się udała, ale pacjent umarł.
      Kotka umarła wskutek błędu przy operacji. To wykazała sekcja i ja w to wierzę.
      Wierzę też, że lekarze starali się kotkę uratować. Dlaczego wobec tego doszło
      do awantury, co przyznają obie strony, co więcej jedna chciała wzywać ochronę,
      druga policję, a więc obie uważały, że mają rację?
      No więc dlaczego? Dla mnie nie ulega wątpliwości, że owa babcia była
      karmicielką tej bezdomnej kotki, a więc czuła się jej właścicielką. Ów Pan XY
      przyniósł ją tylko do lecznicy, pomagał staruszce, ja też noszę czasem koty do
      lecznic różnym staruszkom, wiadomo, dlaczego. Tyle że lekarze, do których je
      noszę nie mają wątpliwości, czyj to jest kot. Dlaczego wobec tego w omawianym
      przypadku lekarz tylko W DRODZE ŁASKI zgodził się na wizyty karmicielki u JEJ
      zwierzęcia? Dlaczego nie zawiadomił o śmierci, nawet gdy przyszła osobiście?

      Ja się mogę tylko domyślać. Może chodziło o wyciszenie sprawy nieudanej
      operacji, w imie fałszywie rozumianej solidarności zawodowej? Kota do śmieci,
      babcię spławić i sprawy nie ma? Zakrzyczeć, może sobie pójdzie, popłacze w domu
      i już nie wróci? A jednak wróciła i to nie sama, czasem babcie są uparte. A
      więc wzywamy ochronę, niech pokaże babci, gdzie jest jej miejsce ...
      Ktoś pytał, jaki to błąd popełniono przy operacji, w poprzedniej lecznicy.
      Jakoś nikt nie pytał, gdzie ona się mieści, a może warto? Ja nie zapytam, bo
      odkąd miasto Warszawa wprowadziło program darmowych sterylizacji kotów
      bezdomnych takie sytuacje są na porządku dziennym. Darmowe, a więc muszą być
      tanie. Tanie, a więc metoda oszczędnościowa przez małe nacięcie. Stosuje się ją
      masowo wobec kotów bezdomnych w schroniskach, a ostatnio jak wyżej. Na
      początku, na moim terenie prawie wszystkie kotki bezdomne z łapanki, bez
      sprecyzowanego opiekuna nie przeżyły sterylizacji. Może na nich dopiero się
      uczono ...
      Dyskutowaliśmy kiedyś z lekarzem weterynarii, który forsował taki właśnie
      program walki z bezdomnością: masowe szybkie sterylizacje kotów bezdomnych w
      każdym wieku, przez małe nacięcie, bez usuwania macicy, wypuszczanych zaraz po
      zabiegu. Kiedy zapytałem o możliwe komplikacje, dostałem odpowiedź, że należy
      myśleć głową, a nie sercem. Co z tego, że jakiś procent kotek umrze wkrótce po
      zabiegu, reszta i tak pożyje krótko, zapewne nie dożyje do ropomacicza. Liczy
      się efekt, kotów bezdomnych będzie mniej.
      Być może, cel zostanie osiągnięty. A może lepiej po prostu wybić koty bezdomne,
      cel też zostanie osiągnięty, a będą mniej cierpiały?
      A tamta kotka? Być może była operowana przez małe nacięcie. Być może popełniono
      jeden z typowych błędów tej metody, przerwanie naczynia, moczowodu, przebicie
      jelita lub pęcherza. To zwykle kończy się zapaleniem otrzewnej i śmiercią, bo
      wyraźne objawy występują późno ...
      Może dowiemy się tego, a może nie. To nie ma znaczenia, nie pierwsza to kotka i
      nie ostatnia.
      Pozdrawiam, Juliusz.

      p.s.

      I jeszce jedno. Myślę, że autorka wątku być może już się nie odezwie, bo
      została tutaj zakrzyczana. List Pani Doktor Ani nie przekonał mnie o właściwym
      postępowaniu lecznicy w tej sprawie. Nie przekonał o wyłącznej winie babci czy
      Kasi w tej awanturze, która wogóle nie powinna mieć miejsca. Gdyby babcia przy
      pierwszej wizycie po śmierci kotki została taktownie o tym fakcie zawiadomiona,
      być może nie byłoby całej afery.
      Według Kasi lekarka, której osoba została sprytnie usunięta w cień ( tutaj
      pisze się tylko o Pani Ani, która w awanturze udziału nie brała ) , więc ta
      lekarka która znikła chciała wezwać ochronę dla spacyfikowania dwóch kobiet, w
      tym jednej staruszki, klientek lecznicy. O ile wiem, ochrona osiedlowa
      zajmowała się jak dotychczas ochroną mienia. To coś nowego, może się
      upowszechni?
      Co więcej, według Pani Doktor Ani to lekarka była druga w tym wyścigu na
      patrole. Jak wynika z listu zagroziła wezwaniem patrolu ochrony dopiero gdy
      klientki chciały wezwać policję. Czy ta ochrona miała spacyfikować również
      patrol policji?
      Nie zapytam, jakich środków użyłby patrol ochrony ( gdyby jednak policja
      przyjechała jako druga ) aby wyrzucić z lecznicy obie panie. Nie pytam, jaki
      wpływ miałoby to na zdrowie tej prawie dziewięćdziesięcioletniej staruszki.
      Napiszę tylko, że ja bym nie zaryzykował, bo zamiast procesu o zniesławienie
      mógłby być konieczny inny proces.
      I jeszcze tak na marginesie. Przeczytajcie jeszcze raz wypowiedzi Kasi. Podaje
      tylko fakty. Na czym miałoby polegać to zniesławienie?
      Pozdrawiam, Juliusz.

      • myszylda Cytat z noty prawnej 23.10.05, 12:40
        Nie chciałam już zabierac tu glosu, ale przeglądając służbowo stronę INTERGAS S.A. znalazłam cudowną notę prawną (link na dole tamtej strony). Pasuje tu jak ulał:
        "Każda osoba przeglądająca strony niniejszej domeny musi być świadoma, że zawarte na nich informacje mogą być niekompletne, mogą zawierać błędy lub być nieaktualne. Przed podjęciem jakichkolwiek działań na podstawie informacji zawartych na stronach tej domeny, należy najpierw je zweryfikować".
        Jul-kocie, moim zdaniem masz dużo racji co do programu darmowej sterylizacji, ale Twoje pojęcie o faktach jest nieco dziwne. Literatura piękna też opisuje fakty i wydarzenia, tyle że one nigdy nie miały miejsca w rzeczywistości.
        Dobrze, już mnie nie ma.
        • myszylda Re: Cytat z noty prawnej 23.10.05, 12:44
          Przepraszam, pomylilam się. Strona INVESTGAS SA
          • bisbal Re: Cytat z noty prawnej 23.10.05, 22:52
            Czy myszylda jest rzecznikiem tej przychodni?
      • g.i.jane Re: kastracja metodą małego cięcia 24.10.05, 21:40
        Witaj Juliuszu,
        W jednym nie mogę się z Tobą zgodzić. Moim zdaniem nie metoda kastracji jest tu
        winna tylko ludzie, którzy nie potrafią jej stosować. Jeśli konował weźmie się
        do roboty to nawet jeśli rozerżnie kotkę na pół to i tak może robotę schrzanić.
        Chyba mogłabym się założyć, że kastracji u tej biednej kotki nie robił chirurg
        tylko wet, któremu się wydawało, że umie operować.
        Moje 4 kotki były kastrowane tą metodą i wszyskie mają się świetnie, po żadnej
        operacji nie było najmniejszych powikłań.
        Pozdrowienia
    • jul-kot Re: straszna lecznica 24.10.05, 03:54
      Witam!
      Co do faktów, niektóre są bezsporne, zgodne co do nich są obie strony. Weźmy
      fakty z listu Pani Doktor Ani, co do których, Droga Pani Myszyldo, nie ma Pani
      chyba zastrzeżeń:
      1. Staruszka, opiekunka chorej kotki była w lecznicy traktowana delikatnie
      mówiąc jak intruz, niedelikatnie wolę nie pisać jak,
      2. Nie zawiadomiono jej o śmierci jej kotki, odmówiono podania przyczyny zgonu,
      grożono obciążeniem kosztami leczenia,
      3. Aby ukrócić jej dociekliwość usiłowano wyrzucić ją z lecznicy,
      4. W awanturze, jaka głównie z powyższych powodów powstała grożono bądź co bądź
      klientkom lecznicy użyciem patrolu interwencyjnego osiłków w celu wyrzucenia
      ich siłą,
      5. W liście grożono procesem o zniesławienie, a moim zdaniem w świetle tylko
      powyższych faktów lecznica wystarczająco zniesławia się sama i sama psuje sobie
      dobrą opinię.
      Nie otrzymałem odpowiedzi na moje pytania, które mogłyby uściślić inne fakty,
      nie spodziewałem się zresztą tych odpowiedzi, byłyby zbyt krępujące ...

      Ja też nie miałem zamiaru zabierać już głosu, ale jeszcze coś dodam. Zacytuję
      tekst umieszczony na drzwiach pewnego lokalu:

      „ Niniejszym pragnę najuprzejmiej przeprosić Pana XYZ za niewłaściwe
      potraktowanie przez mojego pracownika. W najmniejszym stopniu nie
      usprawiedliwia go fakt, że miał wyjątkowo ciężki dzień w swojej wysoko
      stresującej pracy i zawiodły go nerwy.
      Nasz zespół dołoży wszelkich starań, aby podobny pożałowania godny incydent
      nigdy się już nie powtórzył.
      Przepraszamy naszego klienta oraz wszystkie inne osoby, u których owo zdarzenie
      mogło podważyć zaufanie do naszej dotychczas wysoko ocenianej firmy.
      Z poważaniem, Szef.”

      Ostatnio śniło mi się, że jestem dyrektorem budki z piwem przy trasie szybkiego
      ruchu Warszawa-Katowice. Jeden z moich kelnerów kopnął w kostkę klienta, który
      twierdził, że piwo było nieświeże. Może i było, a może nie. Beczka już była
      pusta i sprawdzenie było niemożliwe. Na wszelki wypadek napisałem jednak ten
      list z przeprosinami, w końcu słowo przepraszam nic nie kosztuje, a dobre imię
      firmy warte jest sporo ...

      Wróćmy do rzeczywistości. Zrzekam się wszelkich praw autorskich do tego tekstu,
      który mi się przyśnił i zgadzam się na jego dowolne wykorzystanie przez
      zainteresowane tym osoby.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • maga_luisa Re: straszna lecznica 24.10.05, 16:03
        Od chwili zamieszczenia listu szefowej lecznicy pani kasiaszczypa nie odezwała
        się.
        Moim zdaniem nic więcej nie trzeba, aby powziąć własne zdanie o tej teorii.
        • wrexham Re: straszna lecznica 24.10.05, 16:56
          wlasne, czyli takie, ze kasia nagadala bzdur? bo moim zdaniem to dopoki kasia
          sie nie odezwie, wyciaganie jakichkolwiek wnioskow nalezaloby zawiesic; wlasnie
          dlatego, ze sie nie odezwala, bo nie wiadomo z jakich przyczyn milczy;
          • kasiaszczypa Re: straszna lecznica 24.10.05, 17:24
            Witam wszystkich. Nie odzywalam sie, bo nie codziennie loguje sie do internetu.
            Przeczytalam mail z listem od lecznicy. Dosc niesamowity i w duzej czesci
            nieprawdziwy. Chetnie dokladnie na ten list odpisze, zrobie to jeszcze dzis,
            ale bede mogla dopiero wieczorem. Teraz musze leciec na spotkanie.
            Narazie po krotce: nie straszylam pani weterynarz policja - kiedy pani
            weterynarz wykrzyknela, ze jesli nie wyjdziemy za minute, wezwie ochrone,
            powiedzialam "prosze bardzo, ale wtedy ja wezwe policje". Pani wyprosi najpierw
            nie mnie, tylko wlasnie babcie, wskazujac szerokim gestem palcem na drzwi,
            kiedy babcia wylkala, ze chciala zabrac kotke, bo slyszala, ze tu zle
            dokarmiaja zwierzeta. Pozdrawiam i wracam do forum wieczorem. Naprawde teraz
            nie moge.
            • bisbal Re: straszna lecznica 24.10.05, 19:40
              Kasiu, może Ty będziesz mogła przybliżyć nam sprawę popełnionego błędu w
              lecznicy, w której była przeprowadzona sterylizacja?
              • bisbal Re: straszna lecznica 24.10.05, 19:51
                Tak w ogóle to najbardziej w tym wszystkim interesuje mnie strona medyczna tego
                wszystkiego. Ok, Pan przynosi kotkę w stanie agonalnym, rozumiem, że wspomina o
                niedawnym zabiegu sterylizacji. Pani weterynarz napisała, że dopiero po sekcji
                zwłok stwierdzono błąd przy operacji. Z tego, co tu powiedziano, kotka nie
                umarła na stole operacyjnym, a chyba tylko operacyjnie można naprawić
                wcześniejszy błąd przy poprzedniej operacji. Rozumiem, że pomimo starań kotkę
                nie można było uratować. Interesuje mnie natomiast, czy nie można zdiagnozować
                błędu popełnionego przy operacji nie-operacyjnie. Czy przy np. prześwieleniu
                takie błędy nie wychodzą?
                Ciekawa jestem, czy wobec owego chirurga winnego błędu zostaną wyciągnięte
                jakieś konsekwencje. Dziwi mnie trochę fakt, że w całej tej dyskusji zapomniano
                o samej kotce, która zmarła w wyniku błędu.
              • kasiaszczypa Re: straszna lecznica 24.10.05, 23:16
                Nie wiem na czym polegal ten blad. Dowiedzialam sie o calej historii, kiedy
                kotka byla juz na Belskiej. Babcia opowiadala ta historie na biezaco swojej
                znajomej, ktora jest dzialaczka na rzecz zwierzat i Ona zajmie sie ta sprawa.
                Bedzie potrafila to zrobic chyba lepiej niz ja. Szczerze mowiac jestem mocno
                zdruzgotana charakterem i trescia listow, ktore pojawily sie po mailu lecznicy.

                bisbal napisa?a:

                > Kasiu, moz˙e Ty be˛dziesz mog?a przybliz˙yc´ nam sprawe˛ pope?nionego b?e˛du
                w
                > lecznicy, w której by?a przeprowadzona sterylizacja?
                • wrexham Re: straszna lecznica 24.10.05, 23:24
                  uff, dzieki za ten list - wiedzialam, ze cos bylo nie tak - nie mam powodu ci
                  nie wierzyc
                  pozdrawiam marta
                  • kasiaszczypa Re: straszna lecznica 25.10.05, 00:01
                    Dzieki bardzo.Pozdrawiam rowniez.
                    PS. Tak jak napisalam w odpowiedzi na pytanie dotyczace lecznicy, w ktorej byla
                    przeprowadzana sterylizacja, sprawa zainteresowala sie znajoma Babci, ktora
                    jest dzialaczka na rzecz zwierzat. Ona chyba zajmie sie tym lepiej niz ja. Te
                    wszystkie listy obroncow lecznicy przy Belskiej, ktore pojawily sie wraz z
                    mailem od Pani Anny, ich ton, charakter i poziom mocno mnie podlamaly i
                    zdegustowaly.

                    wrexham napisa?a:

                    > uff, dzieki za ten list - wiedzialam, ze cos bylo nie tak - nie mam powodu ci
                    > nie wierzyc
                    > pozdrawiam marta
                    • beali Re: straszna lecznica 25.10.05, 08:06
                      Dobrze,że pojawiłaś się-wszyscy czekaliśmy i choć
                      jak napisała Fruu, przez net nikt nie jest w stanie stwierdzić,że było jak napisałaś,czy inaczej,Twoje ustosunkowanie się do emaila wetki było tu potrzebne.Nie masz powodu czuc się zdruzgotaną,bo zdajesz chyba sobie sprawę,że poruszając jakikolwiek temat w internecie/a ten jest wyjątkowo nieprzyjemny,/każdy tym samym musi liczyć się z różnymi odpowiedziami.Ja równiez mam nadzieję,że dojdzie do wyjaśnienia wszystkiego i dowiemy się o tym.
                      • kasiaszczypa Re: straszna lecznica 25.10.05, 12:40
                        moze nie mam powodu, ale jednak jestem i zdruzgotana i zniesmaczona charakterem
                        wypowiedzi na temat szczypania, tytulem "sztuczka z wnuczki".....klasa tych
                        wypowiedzi bardzo przypomina styl obslugi w lecznicy. Zastanawiam sie, czy
                        autorkami sa dwie pracownice lecznicy, czy tez klientom lecznicy ten
                        specyficzny kanon kultury udzielil sie jakos.
                        • beali Re: straszna lecznica 25.10.05, 14:47
                          Ja cały czas powtarzam,że to net.Kiedyś brałam udział w dyskusji na jednym z forów,ostra dyskusja polityczna,dwa obozy.Chciałam coś sprawdzić i używałam bardzo kontrowersyjnego nicka.Prawie wszyscy adwersarze wykorzystywali go do przeróznych przytyków,nie mając często solidnej przeciwwagi dla moich argumentów.Przypuszczałam,że tak będzie i było;-)
                        • aluszta Re: straszna lecznica 26.10.05, 14:18
                          Czytam, czytam i czytam ...
                          Kaska, o co ci wlasciwie chodzi??
                          Z twoich wypowiedzi wynika, ze bynajmniej nie o kota. O babcie? ... chyba tez
                          nie. Moim zdaniem cierpi twoja duma, ponieważ za aroganckie zachowanie zostalas
                          wyproszona z lecznicy. Proponuje zatem, abys wykazala się odrobina umiejetnosci
                          racjonalnej oceny sytuacji, zdjela maske osoby zatroskanej losem zwierzecia i w
                          inny sposób dawala upust swoim emocjom a nie szkalowala lecznice na forum, na
                          ktorym latwo jest podsycic emocje innych i wywolac burze!!

                          • kasiaszczypa Re: straszna lecznica 26.10.05, 18:56
                            Droga Aluszto, jesli zwracasz sie bezposrednio do mnie i z taka latwoscia
                            ferujesz wyrok, badz laskawa przedstawic sie.Latwo jest wypisywac oskarzenia,
                            kryjac sie pod maska pseudomnimu...skoro juz tak bardzo chcesz rozmawiac o
                            maskach i latwosci pisania na forum.
                            Nie rozumiem, bylas swiadkiem sytuacji, w ktorej zachowalam sie agresywnie i
                            ktos mnie skads wyprosil?
                          • kasiaszczypa to forum "weterynaria", czy "psychoanaliza"? 26.10.05, 19:07
                            Odpowiedz na mail Aluszty byla moja ostatnia reakcja na osobiste wycieczki. Po
                            pojawieniu sie maila z lecznicy dziwnym trafem charakter listow zmienil sie
                            diametralnie. Przestal dotyczyc sprawy kota i lecznicy, a zaczal: mojej
                            sytuacji rodzinnej, mojego nazwiska, analizy mojego charakteru i ukrytych
                            medialnych pragnien. Na dodatek poziom tych wypowiedzi jest tozsamy ze
                            sposobem, w jaki zostalam potraktowana w lecznicy. Ten styl nie odpowiada mi i
                            rezygnuje niniejszym z partnerstwa w tego typu dyskusjach. Wszystkich
                            zainteresowanych sprawa kota i lecznicy oczywiscie poinformuje z przyjemnoscia
                            o obrocie sprawy. Pozdrawiam
                • fruuu Re: straszna lecznica 24.10.05, 23:39
                  sprawa jest poważna i nie do rozstrzygnięcia na forum. nie znamy ciebie, kilka
                  osób zna lecznicę i/lub p.Anię ale większość bioracych udział w dyskusji
                  pierwszy raz pewnie słyszy o tej lecznicy. to co piszesz wygląda wiarygodnie,
                  tak samo jak to co pisze lecznica. do obu wypowiedzi można się przyczepić i w
                  obu są sensowne argumenty. możemy do upadłego tu dyskutować kto ma rację i nic
                  to nie da. ze swojej strony mam nadzieję, że sprawa zostanie wyjaśniona i
                  dowiemy się jaki jest jej finał.
    • jul-kot Re: straszna lecznica 25.10.05, 12:13
      Witam!
      Do g.i.jane, o metodzie sterylizacji:
      Witaj, w tym jednym też jesteśmy prawie zgodni. Przede wszystkim ja
      pisałem „być może”. Pisałem, że być może popełniono jeden z typowych błędów tej
      być może zastosowanej metody. Nie pisałem, że popełnił go świetny chirurg.
      Oczywiście partacz, który dla pieniędzy bierze się za takie operacje popełnia
      te błędy często, zdarzają się one jednak i doświadczonym chirurgom, bo ta
      metoda jest bardziej urazowa niż tradycyjna. To nie jest wyłącznie moje zdanie,
      uważają tak również fachowcy. Pewien znany w Warszawie lekarz, który z racji
      swojej funkcji wykonywał te zabiegi masowo miał sterylizować kilka moich kotek.
      Zapytany o metodę odpowiedział, że już tak nie sterylizuje ze względu na jej
      wysoką urazowość. Zgadza się z tym również lekarz, o którym wcześniej
      wspomniałem. Powiedział też: „ ... ile kotek dziennie mogę wysterylizować
      metodą tradycyjną? kilka? dziesięć? A tą „oszczędnościową” – sto.” Myślę, że
      trochę przesadził, ale coś w tym jest.
      Problem częstych komplikacji pooperacyjnych pojawił się w Warszawie wraz z
      programem masowych sterylizacji kotek bezdomnych opłacanych przez Miasto. Jak
      pisałem, muszą być tanie. Wykonują je wydzielone lecznice na talony wydawane w
      dzielnicach. Nie twierdzę, że te lecznice są złe. Obawiam się tylko tego, o
      czym Ty napisałaś. Tego, że ze względu na masowość są do tego przyuczani mało
      doświadczeni weterynarze. Stąd bierze się być może duża ilość zgonów kotek w
      tym pierwszym okresie (program działa od kilku miesięcy), a że tak jest, wiem z
      całą pewnością, bo docierają do nas skargi opiekunów zwierząt.
      Fachowcom również zdarzają się błędy przy tej metodzie. Kilka kotek moich
      znajomych zmarło wskutek takich komplikacji. Ty miałaś szczęście, ale czy Twoim
      kotkom usunięto również macice? Często przy tej metodzie nie usuwa się dla
      oszczędności pracy i czasu. Jeśli nie usunięto, kotkom nadal zagraża
      ropomacicze.

      Ktoś pytał, czy kotkę z komplikacjami po sterylizacji można uratować. Znam
      tylko jeden przypadek wyleczenia nieoperacyjnego. Kotka miała pozostawiony zbyt
      długi kikut macicy i wywiązał się stan zapalny. Była przez wiele miesięcy
      leczona antybiotykami i środkami podnoszącymi odporność. Zwykle ponowna
      operacja jest konieczna i jeśli nastąpi szybko, kotka ma jakieś szanse. Czasem
      jednak nie jest to szybko albo nie następuje wcale, bo często opiekun czeka, aż
      kotce samo się „poprawi” , a czasem utwierdza go w tym i lekarz. Potem leczy
      się objawowo stan zapalny otrzewnej a kotka po pewnym czasie umiera, bo
      wewnętrznego krwotoku albo przebicia jelit czy pęcherza nie wyleczy się
      antybiotykami. Praktycznie jeśli kotka na następny dzień po operacji nie chodzi
      normalnie, nie je lub nie siusia powinno się zabrać ją do lekarza. Komplikacje
      mogą ujawnić się w ciągu kilku pierwszych dni po operacji.
      Spotkałem się z paskudną praktyką proponowania darmowej sekcji zmarłego kota
      przez weterynarza, który robił operację. Pozwala mu to ukryć swoje ewidentne
      błędy, bo drugiej sekcji zainteresowany zwykle już nie robi. A gdyby nawet
      zrobił ...

      To tyle na temat, teraz może coś dla odprężenia.
      Poprzednio zapomniałem napisać, że kelner z mojego snu, który tak nieuprzejmie
      potraktował klienta miał po tym zajściu wybite dwa zęby i naderwane ucho, bo
      najwyraźniej nasz klient kopania w kostkę nie lubił. Rozpowiadał potem na
      trasie, że w naszej firmie biją. Uznałem, że zamiast procesu o zniesławienie,
      którego wynik byłby niepewny, a rozdmuchanie całej sprawy dla firmy
      niekorzystne lepiej już wypocić cytowany wcześniej tekst przeprosin. Teraz
      frekwencja ...
      Wystarczy, opowiadam jakieś bzdury, chcę napisać jedno, piszę coś innego. Może
      przydałby się tutaj ktoś, kto potrafi tłumaczyć sny ...
      Pozdrawiam, Juliusz.

      • pierozek_monika Re: straszna lecznica 25.10.05, 12:34
        ja tylko dokonam syntezy :)))):
        ">Uznałem, że zamiast procesu o zniesławienie,
        > którego wynik byłby niepewny, a rozdmuchanie całej sprawy dla firmy
        > niekorzystne lepiej już wypocić cytowany wcześniej tekst przeprosin. "

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka