Jak sobie radzić u weter. z "niedotykalską"?

29.10.05, 21:56
Czy nie uważacie, że lekarzami weterynarii nie powinny być osoby, które się
po prostu BOJĄ psów?
Moja suczka jest typową "niedotykalską" księżniczką. Nie pozwala się dtykać
nikomu prócz naszej rodziny. Lubi też starsze osoby (w jej wieku :P). Mamy
taką kobitkę weterynarkę, która ma leczyć moją Dzimbę. Jest jednak rpbolem -
kiedy kobieta widzijak Dzimba się zachowuje (szczeka, warczy) , od razu chowa
ręce itp. Przecież pies wyczuwa taką bojaźń i wykorzystuje ją, prawda??


Jak ta kobieta ma zamiar sprawdzić jej temp., pobrać krew?? Skoro moja
jamniorka dotknąć się nie da...

PS. Kagańców na jej rozmiar nie ma, może to od szampana? :P
    • majenkir Re: Jak sobie radzić u weter. z "niedotykalską"? 29.10.05, 23:47

      dzimba napisała:
      > PS. Kagańców na jej rozmiar nie ma,

      Wszystko jest, wystarczy poszukac ;). Dziwie sie, ze w gabinecie nie ma takich
      kagancow dla co bardziej niesfornych pacjentow.

      www.leerburg.com/clothmuzzle.htm
      • etta2 Re: Jak sobie radzić u weter. z "niedotykalską"? 30.10.05, 17:39
        Masz rację, Majenkir. Ja też mam taką nietykalską, która z zębiskami podczas
        badań u weta wyskakiwała (pudel miniatura z długim i chudym ryjkiem). Założyli
        jej tzw. "namordnik" - opaska z tkaniny na rzepa. Ponieważ leczenie trwało
        jakiś czas, nawet zabieg się odbył, psina przyzwyczaiła się do "oprawców" i
        skończyły się kłopoty.
    • avasawaszkiewicz Re: Jak sobie radzić u weter. z "niedotykalską"? 31.10.05, 09:47
      Tutaj sprawa nie jest tak prosta.
      Na ogół nasi pupile w lecznicach bardzo się stresują. Często zachowują się
      nieobliczalnie. Poporstu nie wiedzą co się dzieje, tłum obcych ludzi, tu go
      boli, tu dziwnie pachnie, tu ukłucie, złe wspomnienia, ach trzeba się bronić i
      stąd jak najszybciej uciekać.
      Po jednych agresji możemy się spodziewać po innych nie. Zwierzaki stoją
      spokojnie do czasu kiedy ręka nie śmignie przed ich nosem i wtedy chaps. Lekarz
      jednak musi zbadać wszystkie pociechy. Jeśli wiec któryś psiak nas pogryzie nie
      zbadamy już następnego pacjenta, żeby nie wiem jaki był spokojny. Nie
      wspominając już o tym, że możemy również tracąć ścięgna, unerwienie, czy
      chociażby paleć nie móc później wykonywać zawodu. Tutaj ryzyko jest zbyt
      wielkie aby tzw hojrakować.
      Nie chodzi więc o to, że Pani doktor się boi psów. Gdyby tak było wierzcie mi
      nie wykonywałaby tego zawodu bo niby jak. Koty na ogół są jeszcze groźniejsze,
      nie wspominając o gryzoniach, które biedaki nic nie rozumieją, że się im pomaga
      i gryzą gdzie popadnie :).
      Na każdego są jednak sposoby i jakoś trzeba sobie radzić. Większość lecznic
      posiada więc specjalistyczne sprzęty, które pomagają nam pracować ale tak
      naprawdę to własciciele powinni umożliwić nam zbadanie ich zwierzaka. Podobnie
      jest u ludzkich lekarzy. To nie pediatra urzera się z dzieckiem tylko rodzic
      choć tu sytuacja nie jest zbyt porównywalna czy tak niebezpieczna. Dzieci
      naszczęście nie gryzą tak mocno jak psy :) i trochę można im wytłumaczyć po co
      się do lekarza trafiło. Jak sama wiesz psom nie da się tego wytłumaczyć.
      Wasza Pani doktor nawet jeśłi nie ma specjalnego kagańca może użyć opaski na
      pyszczek, lub też próbować się z psiakiem zaprzyjaźnić. A może poprostu
      znjadźcie Panią weterynarz, która jest starsza.
      Czasami ze względu na takie psiaki dokonuje się wizyt domowych gdzie psy czują
      się bezpieczne i dają sobie coś zrobić. Czasami jednak jest na odwrót pies jest
      przecież na swoim terytorium wiec może być jeszcze groźniejszy niż w lecznicy.
      Wszystko zależy od pacjęta. To Wy właściciele znacie swoje pociechy i
      powinniście lekarzowi pomóc. Ten musi w krótkim czasie ocenić psiaka jego
      charakter, temperament i podjąć badanie. Przy okazji nie można zapominać, że
      czesto włąściciele mówią to spokojny piesek, spokojny nigdy nikogo nie ugryzł i
      po fakcie tez tak mówia z tym, że wówczas już " nigdy wcześniej nikogo nie
      ugryzł" ale to już jest za późno :).
      Zrozumcie nas proszę - ava
    • rezurekcja Re: Jak sobie radzić u weter. z "niedotykalską"? 31.10.05, 11:51
      Ja zazwyczaj wychodze z gabinetu. MOj pies z reguly wtedy glupieje, pokornieje
      i mozna mu cokolwiek zrobic. Oczywiscie, lekarzowi zawsze pomaga przynamniej
      jena osoba, bo moj pies to 34 kilogramy bardzo energicznego owczarka
      poniemieckeigo walczacego w obrone wlasnej.
      Sposob nie zawsze skutkuje. Odkryty przypadkiem.
      Inny sposob: przetrzymac psa w poczekalni ze 2 godziny. Zesztywnieje ze
      strachu/napiecia i nie broni sie zbytnio przed medycyna. Przynajmenij moj tak ma.
      U okulisty bardzo proste czynnosci wykonuje na swoim psie ja.

      A Twoja lekarka cofa rece przypuszczalnie w odruchu warunkowym. Nasz treser
      tez sie cofal, kiedy pies chcial powiedziec "zabierz te łapy". Po co narazac
      sie na pogryzienie.
      DOdam, ze treser kazal zdejmowac namordnik na czas zajęć, wiec wiedzial, co robi.
      • trusiaa Re: Jak sobie radzić u weter. z "niedotykalską"? 22.11.05, 10:41
        Moja 5 miesięczna sunia była u lekarza dopiero dwa razy - i ten pierwszy raz
        wypadł fatalnie. Psina trafiła mi się bojaźliwa, a tu na dodatek taki stres.
        Najpierw było miło, ale gdy doktor dowiedziała się, że psu zdarza się
        podszczypywać obce osoby - zmieniła front o 180 stopni - zabroniła mi podać psu
        smaczek (przypominam - pierwsza wizyta!) i bardzo energicznie zabrała się do
        mierzenia psu temperatury (trafiła dopiero za trzecim razem - to musiało
        boleć!) - kiedy mała zaczęła się prężyć i wyginać (ale nie warczała ani nie
        gryzła) pani doktor surowo mnie upomniała, że pies nie może się tak zachowywać
        i powinien być bity smyczą po tyłku! Potem jeszcze szczepionka przeciw
        wściekliźnie i do domu.
        Następnym razem okazało się, że można inaczej. Ta sama lecznica, ale inna
        doktor. Nasz pies nie był szarpany, ani przytrzymywany na siłę. Pani doktor
        usiadła koło suki na podłodze (ja również) i spokojnie do niej przemawiała, aż
        pies się odprężył i sam podszedł polizać ją po ręce. Dalsze badanie odbyło się
        bez przeszkód. (Były też smaczki). Czyli można, ale cierpliwie i spokojnie.
        • pierozek_monika Re: Jak sobie radzić u weter. z "niedotykalską"? 22.11.05, 10:47
          jestem zszokowana!
          To mi przypomina nieprzyjemną pielęgniarkę, która pobierała córeczce dawno temu
          krew. Ale to już na inne forum.
          Jak widać nie każdy ma powołanie do wykonywanego zawodu.

          Co do mojego psa - boi się bidulek wizyt, ale pozwala zrobić wszystko wokół
          siebie, weterynarz zawsze przed i po zbadaniu obgłaska psa, mówi do niego
          uspokajająco i daje spakołyki (tylko mój pies jest tak zestresowany, że nie chce
          ich :-) )
Pełna wersja