Dodaj do ulubionych

Skad sa Wasze koty?

26.10.06, 17:16
Zastanawiam sie troche, skad przywedrowaly Wasze koty do Waszych domow? Od
czego zalezy, ze w ogole decydujecie sie na przyjecie futrzanego przyjaciela
pod swoje dachy. Przypadek i traf? Czy dokladny plan wlacznie z ustaleniem
rasy? Kto byl po swojego kotka w schronisku, a kto zamawial go specjalnie?
Jezeli decydujecie sie na posiadanie kociaka to idac do schroniska zawsze jest
niespodzianka? Czy chcac na przyklad rudziaka, w koncowym efekcie mozna sie
zdecydowac na zupelnie innego osobnika ktory Was zauroczyl?
Pamietam, ze jeden z pokazywanych kotkow na forum wskoczyl do bagaznika
samochodu (to taka sliczna koteczka na czerwonym fotelu) i szczesliwie zostala
przyjeta.
Jakie sa Wasze historie?
Obserwuj wątek
      • mumunka Re: Skad sa Wasze koty? 07.11.06, 09:37
        Ja mojego kota mam przez przypadek /pers niebieski/Moja kuzynka miała kotkę no
        i w miocie jeden kotek był taki felerny, że nie nadawał się do
        sprzedaży.Zadzwoniła do mnie żebym jej kogoś poszukała, żeby trafił w dobre
        ręce. Ja nie byłam brana pod uwagę chociaż bardzo lubię koty ale ze względu na
        częste wyjazdy nie mogłam sobie pozwolić na zwierzaka. I zaczęłam szukać.
        Zaczęłam od moich sióstr a one mnie namówiły żebym to ja go wzięła a jak będę
        wyjeżdżac to one się nim zaopiekują. Jest już ze mną 19 lat właśnie 19 września
        odprawiłam mu urodziny. Jest już staruszkiem już nie może tak dokazywać jak
        kiedyś.Teraz to przez niego nigdzie nie mogę pojechać, bo gdybym go gdzieś
        zostawiła to on by nawet nie jadł i jest mi go szkoda.Wczoraj właśnie leżał na
        fotelu i się mył i naraz spadł z tego fotela na podłogę i dalej się mył
        wyglądało to komicznie ale on juz jest taki niepełnosprawny jak chodzi to tył
        mu się zatacza. Wszyscy pytają co ja zrobię jak go już nie będzie czy będę
        miała następnego a ja mówię napewno nie będzie to zaplanowane tylko jakiś znowu
        przypadek sprawi,że kot znajdzie się u mnie w domu.
    • lotoss Re: Skad sa Wasze koty? 26.10.06, 18:08
      Ja o kotach, Ty o dzdzownicach... to sie dogadalismy:). Myslalam, ze ktos malego
      kotka (przez Ciebie pieszczotliwie nazwanego wlasnie dzdzownica) chcial uzyc
      jako przynety na ryby. W sumie malo prawdopodbne, ale ja to sie juz niczemu nie
      zdziwie.
        • iza698 Re: Skad sa Wasze koty? 01.11.06, 15:32
          Nasza Chanelka jest z nami poniewaz musielismy zapełnić pustkę jaka była w naszym domu po zaginięciu kota(wypadł przez okno)I nie znaleźlismy go.Był pięknym persem wiec napewno ktos go przygarnął.Pojechałyśmy na giełde z myślą że ktoś znalazł nasza kotkę i będzie chciał ja sprzedać.Kotki oczywiście nie było ale zakupilismy następnego persika i tak Chanel jest z nami.To cudowna maskotka niezwykle spokojna i oddana (czasami za bardzo namolna:))Jeśli ktos ma persa z oklic Gorzowa to nawiążę kontakt..gdyż czekamy na ruję .
    • malina862 Re: Skad sa Wasze koty? 26.10.06, 21:13
      Luśka(13 letnia kocica)zwyczajnie z ogłoszenia.
      Filipek(najkochańszy!już nie żyje)sam nas sobie wybrał była mrozna zima, płakał
      pod dzwiami z siostrzyczką, po prostu wpychał sie z nią do mieszkania, Ona była
      bardziej nieśmiała wciągał ją za ogon.(pózniej sie dowiedzialam ze sasiadka z
      klatki obok chciala sie ich pozbyc a ze wiedziala ze w naszej klatce mieszkaja
      kociarze to nam je podrzucila)Oczywiscie został z nami siostra poszła do nowego
      bardzo dobrego domu, odaliśmy ja włascicielowi sklepu zoologicznego i zyje do
      dziś.Zuzia-ściagnełam ją z dachu była chora wycieńczona miała być tylko do póki
      jej nie podleczymy ale została u nas do śmiercii.Niunia-Jak uciekła nam zuzia
      (przez balkon)szukaliśmy ją po dworzu i pomyłkowo wziełyśmy niniue(była
      strasznie podobna) mieliśmy zaniesc ją na drugi dzień tam skad została wzieta
      ale była tak rozkoszna że nikt nie chciał tego zrobić. tydzien pozniej znalazła
      się Zuzia, nie lubiły się specjalnie.
      Kot klakier-ukradłam go,podobno nalezał do jednej dziewczyny mieszkajacej koło
      mojej szkoły wychudzony głodny z egzemą skórną,wyjatkowo milusi, przyniosłam go
      ze szkoły w plecaku


      No i najnowsza Klementynka 3 tygodnie temu znalazłam ją wparku koło swojej
      uczelni strasznie wygłodzoną i chorą do tego w ciązy mieliśmy poszukać jej
      domu po wyleczeniu jednak tak się nie stanie kotka zostanie z nami.Troche
      ztych wymianianych kotów już niestety nieżyje wiec nie myslcie sobie że mam w
      domu taki zwierzyniec.Obecnie są trzy dwie kotki i kocur

      Czy chcac na przyklad rudziaka, w koncowym efekcie mozna sie
      > zdecydowac na zupelnie innego osobnika ktory Was zauroczyl?
      Oczywiście że tak zawsze chcieliśmy swinksa a przez nasz dom przewijają się
      same dachowce do tego szaro- bure:):):):):):
      • malina862 Re: Skad sa Wasze koty? 26.10.06, 22:11
        Też się bardzo ciesze.Kotka zdrowa jest już członkeim naszej rodziny,musimy
        tylko jeszcze wyleczyć swierzbowiec uszny.Tak nas oczarowała że nikt nie myśli
        o jej oddadniu.Własnie moja mama wyznaje jej miłość:)Pozdrówka dla Ciebie i
        twojego zwierzyńca:-)
      • troll7777 z planety kota! jak mowi znana odzywka fali... 30.10.06, 21:57
        a jakze ..bylo sie w woysku - to sie wie!
        jak cie zapytali po ciemku: skad jestes? - to nie odpowiadales ze ze szczecina
        czy skas tam... bo by cie zaraz szczecina zabolala - ale oczywiscie ze z
        planety kota! hahah ahah!
        ehhh... byly wierszyki... i moze sa nadal.. np cytuje dla lzey ynlelygencji zeby
        wiedziala czego unikla:
        ja kot szaro-bury z ogonem zadarty do gory wyzszym niz palac kultury prosze
        szanownej fali o pozwolenie wyjscia z sali... fajne nie... duzo tego bylo... i
        jakbym juz zapomnial... ale jakby mi jakis pijany fiut wydarl sie ciemna noca
        nad glowa to pewnie bym sobie wzystko przypomnial! hehe... coz: moze was lze
        elyty kiedys to samo czeka w jakieys nowej berezie... kto wie?! no nie?! haha
        haha! ehhh... pieeeekne wspomnienia!!!!! haha haha!
    • echtom Re: Skad sa Wasze koty? 27.10.06, 08:06
      Ja mam same europejskie znajdy - wszystkie nieplanowane, bo kiedyś wolałam psy.
      Pufcia przyszła sama na szkolne boisko - miała 3 miesiące i jej mamę przejechał
      samochód. Wzięła ją siostrzenica palacza i zaniosła do kotłowni, a on przyniósł
      do nas, bo pomyślał, że dzieci będą chciały małego kotka. Rok później córka z
      koleżanką znalazły chorego kociaka wyrzuconego z samochodu. Zamierzałam go
      wyleczyć i wydać, ale gdy po miesiącu znalazł się poważny kandydat na
      właściciela, byłyśmy tak do Kamci przywiązane, że jest u nas do dziś. To miało
      być już pełne zakocenie i taki stan trwał przez sześć lat. Niestety, rok temu
      kolega męża przyniósł do nas dwumiesięcznego kocurka z przetrąconą łapą - nie
      udało się wydać Łapka w dobre ręce i został u nas. Mam nadzieję, że nic takiego
      mi się już nie przytrafi, bo trzy koty w mieszkaniu, nawet sporym, to jednak za
      dużo i one same nie czują się z tym komfortowo.
    • kirke18 Re: Skad sa Wasze koty? 27.10.06, 09:43
      Witam, pierwszą kotkę - Marcelinę zabrałam z radia, kiedy koleżanka przyniosła
      jesienią szarobure niszczęście, zagłodzone, malutkie... no nikt nie mógł wziąć,
      a to miały kanarka, a to psa, a to coś tam... Wzięłam pomimo, że
      jestem "psiowa", miałam królika, z którym Macycha żyła w zgodzie, nawet do
      klatki do niego właziła. Była ze mną 8 lat, umarła na raka sutka. Mój nowy mąż
      1,5 roku nie dał się namówić na wzięcie kota, w końcu (trochę podstępem) złamał
      się pod warunkiem, że to będzie taka kotka jak moich znajomy z Rumii- a więc
      syberyczyk. Znalazłam Katiuszkę przez ogłoszenie w necie, kupiłam z Konina. W
      styczniu będzie rok jak jest z nami. Spełniła moje marzenia, no i oczekiwania
      mężą- nie niszcy mebli, jest "psem w kociej skórze". Jest taka słodka, że mąż
      dosłownie nosi ją na rękach. Pracuję nad dokoceniem. Dla mnie mógłby być znajda
      spod bloku, marzę o nevce-chłopaku, a co Bóg nam da to się okaże. :-)
      Zdjęcia Katii na stronce w stopce, zobaczcie sami słodziaka :-)
    • jul-kot Re: z wody ... 27.10.06, 10:37
      Wtam,
      Moje dwa pierwsze koty, które potraktowałem poważnie, były z wody. Przyniósł je
      nasz syn z wyprawy na ryby. Ktoś wrzucił kocięta do stawu w celu utopienia,
      były tuż po urodzeniu, ślepe i z pępowinami. Nie wiem, ile ich było, udało się
      wyłowić dwa. Wykarmiliśmy je smoczkiem, wyrosły na piękne kocury. To było
      kilkanaście lat temu. Teraz pomagam kotom bezdomnym, biorę z ulicy chore i
      potrzebujące pomocy, leczę, sterylizuję, szukam im domów. Mam ich sporo, każdy
      ma swoją mniej lub bardziej tragiczną historię.
      Pozdrawiam, Juliusz.
      • wytuli Re: z wody ... 27.10.06, 10:55
        my marzylismy o rudzielcu i w zwiazku z tym mamy..... 1 szaroburego (potomka
        norwega), 1 trikolora, 1 bialoczarnego ;))))))), za okolo tydzien przyjezdza do
        nas rudzielec :)))
        A mial byc jeden, tylko jeden rudy :)))

        -----------------
        www.tuli.pl
      • ewa8a Re: z wody ... 28.10.06, 16:09
        jul-kot napisał:

        > Ktoś wrzucił kocięta do stawu w celu utopienia,
        były tuż po urodzeniu, ślepe i z pępowinami.
        > Wykarmiliśmy je smoczkiem, wyrosły na piękne kocury

        > Pozdrawiam, Juliusz.

        Ja także pozdrawiam.


          • jul-kot Re: z wody ... i nie tylko 31.10.06, 01:35
            Witam,
            Dziękuję i nawzajem. Co do moich kotów, już ustawiają się w kolejce. Na
            szczęście udaje mi się oddać jakiegoś od czasu do czasu, bo gdyby WSZYSTKIE
            rzuciły się na monitor, nie wyszedłbym z tego cało. I tak mam ich dużo ...
            A tak na serio, prawie wszystkie już śpią. Na parapecie śpi mój główny kot
            Pluskot, wielkie czarne kocisko, to jest ten uratowany z wody, ma teraz
            czternaście lat, jego brat już nie żyje. Na moim fotelu śpi kotka Duszka, którą
            zabrałem do domu z ulicy, przybłąkała się w czasie wielkich mrozów do kotów
            bezdomnych, które dokarmiam. Wyleczyłem ją z białaczki, teraz jest już zdrowa.
            Wygryzła mnie z fotela, siedzę na stołku obok. W pudełku śpi kot Puszek, który
            po wypadku, z połamanymi nogami i miednicą miał być uśpiony, bo jego
            właścicieli nie stać było na drogą operację. Zabraliśmy go z lecznicy w
            ostatniej chwili, bo żona podsłuchała rozmowę lekarza z drugiego telefonu. Po
            kilku operacjach jest już zdrowy, został u nas, żartuję czasem, że jest to
            najdroższy kot tej rasy. W klatce śpi trzymiesięczny dziki kocurek Smoczek,
            zabrałem go dziesięć dni temu z ulicy z kocim katarem. Już jest wyleczony, ale
            wymaga oswojenia, bo chowa się jeszcze po kątach.
            Reszta śpi gdzie popadnie, część na moim tapczanie, będę się musiał jakoś
            wcisnąć, kiedy będę kładł się spać.
            Jak widać, nie wszystkie moje koty są z wody, ale wszystkie są uratowane.
            Myślę, że mogę w ich imieniu serdecznie pozdrowić forumowe koty i ich opiekunów.
            Dobrze, że jesteście.
            Pozdrawiam, Juliusz.
            • knidyjka Re: Lili 31.10.06, 15:06
              skąd sie tacy ludzie- jak Jul biorą, to nie wiem ,
              ale dzięki Bogu ,że są.

              moja córka od zawsze marzyła o koteczku.
              W dzieciństwie, kiedy dużo chorowała, często o tym mówiła, ale warunki nie
              sprzyjały przygarnięciu zwierzątka.
              Były rybki ,chomik,ale ona skarżyła się ,że nie ma z kim rozmawiać.
              Kiedy kończyła studia, a sytuacja rodzinna bardzo się zmieniła, chciałam jej
              dać taki prezent ,który sprawiłby jej autentyczną radość i został na długo
              zapamiętany.
              W miejscu pracy zaczęłam interesować się zwierzątkami ,które ktoś chciał
              oddać.Zaczęłam również przegladać ogłoszenia prasowe.
              Wreszcie trafiłam na zdjęcie rudego kotka ,którego wizerunek przedstawiony
              przez dotychczasowych właścicieli, trafił do mojego serca, a zamieszczona
              fotografia dopełniła reszty.
              Zadzwoniłam do zniecierpliwionej właścicielki i okazało się ,iż jestem
              jedenastą osobą ,która zakochała się w rudasku.
              Niestety, już pierwszy chetny, zabrał kociaka z sobą.
              Nadal poszukiwałam zwierzaka -nie mogąc się zdecydować ,czy ma to być niewielki
              piesek czy kot.
              Przeciwko kandydaturze psa przemawiał uraz, jaki córka miała do psów
              i obowiązek wyprowadzania.
              To drugie byłoby trudne, kiedy wszyscy cały dzień przebywają poza
              domem.Otrzymywałam różne propozycje,chodziłam na wystawy ,oglądałam zwierzaczki
              ze schronisk.Gdybym mogła przygarnełabym je wszystkie albo została pracownikiem
              schroniska.
              Pracowałam jednak w banku i tam zgłosił się do mnie jeden
              z kolegów,do którego dotarły pogłoski o moich poszukiwaniach.
              Zaproponował kupno kotka - persa szynszylowego.
              Nie byłam zdecydowana na takiego kota, bojąc się trudności w jego pielęgnacji.
              Kolega niezrażony przyniósł mi album pełen zdjęć kotków i opowiedział historię
              ich narodzin.
              Ich mama mieszkająca w mieszkaniu jego krewnych-niesamowitych miłośników kotów-
              była rudą persiczką.
              Ich tatuś srebrno-biały pers szynszylowy był kocurkiem przywiezionym skądś tam,
              w celu prokreacji rudej kociczki.
              Nie wiem, dlaczego nie wybrano tatusia rasowego persa-z płaskim pyszczkiem jak
              mama.
              W wyniku spotkania, na świat przyszło czworo,rudych...martwych dzieci:(

              Po pewnym czasie doszło do ponownego spotkania dwojga.
              Nie wiem, dlaczego nie zmieniono dawcy nasienia, po tak smutnych skutkach.
              Tym razem na świat przyszło czworo dzieci:dwóch chłopców i dwie dziewczynki.
              Umaszczonych jak tatuś, majacych jednak bursztynowe oczka po mamusi.
              Niektóre z dzieci były bardziej biale, inne miały lekko złotą poświatę na
              futerku.
              Dzieci urodziły się 26 czerwca na Dzień Matki.
              Po tym fakcie, mamusię wysterylizowano.
              Pokazałam album córce,która zaskoczona moją decyzja o zgodzie na przygarnięcie
              nowego domownika, była przeszczęśliwa.Okazało się jednak ,że z czworga kocich
              dzieci zostało tylko dwoje, kocurek Maciuś i mała Lusia.Córka kupiła szybko
              pojemnik na kotka i umówiona z kolegą, pojechała po pracy aby go odebrać.Do
              końca nie była zdecydowana, czy ma to być kocurek czy koteczka.
              Kiedy weszła do mieszkania właścicieli zwierzyńca i zaczęła przyglądać się
              kotkom zwłaszcza dużemu Maciusiowi i bawić się z nim,do jej plecaka podeszła
              Lilusia obwąchując go ,potem przyszła kolej na buty córki ,kosz do
              transportu .Zaniepokojona ruda mama próbowała odgonić córkę,ciocia dachowiec
              leżąca spokojnie na balkonie również zbliżyła się do córki chcąc służyć pomocą
              odważnej Lilusi w razie niebezpieczeństwa.
              Ta jednak wyrażnie ,wybrała sobie córkę za mamę i śmiało weszła do koszyka.
              Nie pozostało nic innego, jak dokonać transakcji.
              W domu okazało się ,że kotek mimo zachęt jest tak bojażliwy ,że za nic nie chce
              opuścić swój schowek.Kiedy zrezygnowałysmy z lezenia brzuchami na dywanie i
              przywabiania go smakołykami,ciekawość kotka nie pozwoliła mu dłużej siedzieć w
              ukryciu i wreszcie wyszedł.
              O błedach jakie popełnialiśmy na początku ,wstyd pisać.
              Zwłaszcza o postanowieniu, iż nasza sypialnia będzie dla kota
              niedostępna.Spryskiwanie drzwi odstraszającymi środkami, zdało się na nic,skoro
              dotychczas wszystkie koty spały razem z babcią we wspólnym łóżku.Kot całe noce
              drapał w drzwi skazując nas i siebie na bezsenność.
              W końcu wygrał!
              Nasza sypialnia okazała się jego sypialnią.Początkowe przywiązanie do mnie,
              zmieniło się po moim przejściu na emeryturę, w wielką miłość do córki.
              Mówimy ,że kot szanuje tylko ludzi pracowitych.
              Okazał się kotem ,czystym ,dzielnym,bojażliwym ale odważnym kiedy
              trzeba,kochającym,wspólczującym,mądrym,wybrednym,ciekawym itd...
              Czasami sprawdzam czy już mu urosły skrzydełka.
              Jego umaszczenie trochę się zmieniło na bardziej srebrne,poza dwoma rudawymi
              plameczkami na główce i grzbiecie(mówimy ,że to ślad po pocałunkach
              mamusi).Kochamy go tak bardzo,że od dawna szukamy dla niej towarzyszki.
              Bo szczęście trzeba mnożyć.
            • ludwigvanbeethoven Re: z wody ... i nie tylko 31.10.06, 15:27
              Hej jul-kot!!!I tak wlasnie powinno wygladac zycie kotow i ich wlasciciela.My
              mamy teraz tylko jednego kota - Chestera - ktory ma 17,3 lat.To wyjatkowy
              paskud czasami bo ma takie zagrywki,ze wlos sie jezy.To kiedy kot spi i nie
              wolno na niego nawet dmuchnac i chodzimy na paluszkach zeby go nie obudzic,to
              juz staly punkt programu.Kiedy idziemy spac to oczywiscie kot wybiera sobie
              najlepsze gniazdo,a jak juz zapadnie w sen to nie wolno sie ruszyc-bo tak
              slodko spi.Poniewaz mamy kuwete w sypialni (zeby Chester nie musial schodzic
              noca po schodach do toalety na parterze)wiec zawsze kot musi zalatwiac swoje
              potrzeby kiedy zgasimy swiatlo.Czeka idealnie kiedy skoncze czytac i gdzies po
              6-7 min zaczyna sie drapanie w zwirku.I tylko raz sprobowalam rzucic w niego
              kapciem zeby sie pospieszyl...Ha ten numer nie przeszedl bo rano nastepnego
              dnia czyste ubrania przygotowane do wlozenia do szafy zostaly po prostu olane,
              a kot z zadowoleniem w oczach (ci ktorzy maja koty od stuleci wiedza o jakie
              spojrzenie chodzi)mi pokazal,ze rzucanie kapciem sie nie oplaca.Takich numerow
              mozna by jeszcze duzo.Drugi z moich kotow - prezent slubny od meza - Bandyta -
              woli mieszkac u tescia na drugim krancu naszego miasteczka.Jest pewnie wolnym
              duchem.Pozdrowienia raz jeszcze i prosze uglaskac wszystkie Koty oraz podrapac
              je za uchem od pobratymca Chestera.Wszystkiego najlepszego,z wyrazami szacunku
              dla Pana i Zony.Anja Pedersen
    • biljana Re: Skad sa Wasze koty? 27.10.06, 10:57
      Gucio sam do nas przyszedl. Jak bylismy na wsi, po prostu pewnego pieknego dnia
      sie pojawil no i wiadomo - musial z nami zostac:) Pojechal na kolanach mojej
      siostry do wawy. Jeszcze wtedy (7 tygodniowe kocie) byl grzeczny:)) wiec udalo
      sie go przewiezc bez transporterka. Teraz jest prawie poltorarocznym kocurkiem.
      Bardzo dostojnym:)) Ma ksywe wykształciuch vel inteligent:)
      To moj pierwszy kot. I nieplanowany :)

      Maja - planowana:) - jest z forum miau.pl Przyjechala do nas az z Elblaga. Aby
      mogla zamieszkac z nami, potrzebny byl caly lancuch ludzi dobrej woli.
      Poczawszy od Kordonii, ktora ja znalazla placzaca w piwncy, poprzez dobrych
      ludzi, ktorzy ja przywiezli do wawy. Jak Maja przyachala, ja bylam na urlopie,
      wiec koteczka musiala na mnie pare dni poczekac w domku tymczasowym u Sibii
      (tez z forum miau. W ogole polecam forum miau.pl jako zaglebie wspanialych
      kotow do pozyskania:)
      • piniur Re: Skad sa Wasze koty? 31.10.06, 13:06
        mam cztery, kazdy z innej strony swiata;Piniur spadł z sosny prosto w moje
        ramiona, Pusia pół persik, chumorzasta -wzięłam razona jej nieziemska urodą,
        Piegus-przywleczona przez dziecko i Malutki-wcale nie malutki, pełen pers rudo
        biały przywleczony przez drugie dziecko;do tego jeszcze dwa pieski tez
        przytargane w ramach ratowania zwierząt
    • default Re: Skad sa Wasze koty? 27.10.06, 11:02
      1) Zuzia - wygrzebany z przyszpitalnego śmietnika ok. 4 tygodniowy szkielecik z
      egzemą i świerzbem w uszach.
      2) Kicia - pewnego dnia weszła do nas przez okno i postanowiła zostać. Jak się
      okazało była w ciąży, stąd wziął się
      3)Czesław - urodzony w naszym domu przez Kicię
      4)Hubert - zdezorientowany mały kociak błąkający się po podmiejskim lesie
      5)Mały - urodzony przez kotkę "pracującą na etacie" w hurtowni mojego męża
      6)Zofia - z ogłoszenia na gazetowym forum "przygarnij, pomóż", podobno była
      wystawiona wraz z mamą i siostrzyczką w kartonie na śmietnik.
    • wrexham z lasu 27.10.06, 13:48
      znalezlismy ryska (jak sie pozniej okazalo ryske) razem z jej dwiema siostrami w
      lesie niedaleko czarnej hanczy; dla siostr znalezlismy domki, ryska nikt nie
      chcial, bo nie widzial na jedno oko, nie mial ogona (stad imie rys) i byl jakis
      taki wygiety w chinska osemke (cos z kregoslupem); wzielam go do wawy zlewajac
      obficie lzami bo moj maz nie chcial sie zgodzic (bo ma alergie, bo mamy psa, bo
      mamy trzydziestometrowe mieszkanko - no sami widzicie, marne wykrety po prostu);
      okazalo sie, ze milosc potrafila zwalczyc alergie, teraz moj maz nosi ryska na
      rekach i go przytula (wstyd doprawdy) kiedy tylko kot mu na to pozwoli; nie daj
      boze kot usnie na pralce - nie ma prania, bo kto ma sumienie budzic zwierze?
      (patrz watek na kocim zakatku); na poczatku myslalam, ze rysiek pozyje krociutko
      bo taki pokrzywiony i w ogole, ale jest juz z nami 5 lat i cieszy sie (tfu tf
      odpukac) dobrym zdrowiem; na wszelki wypadek nigdy go nie przeswietlilam bo sie
      balam co tam w srodku siedzi i co sie z czym zamienilo miejscami :)))
      rysio przesyla wam baranki moszczac sie wlasnie w swoim nowym poslanku wylozonym
      mieciutkim polarkowym kocykiem, mrrrrau :)) (rozanielona morducha wskazuje
      wyraznie, ze wyzlopal cale mleko z garnka, ktore zostawilam na kuchence, dran)
      wrex.
      • barba50 Ksikę z szosy 27.10.06, 17:09
        Syn podnósł malutką, płaczącą czarnobiałą kulkę z lewego pasa szosy gdańskiej w
        deszczową jesienną noc. Zauważył, że "coś" się na lewym pasie dzieje, auta
        hamują i coś omijają. Zatrzymał się. W pierwszej chwili chciał jedynie przenieść
        maleństwo na pobocze /wtedy nie byliśmy jeszcze kociolubni/, ale słusznie
        pomyślał, że przecież małe nie przeżyje. Przywiózł do domu. Mąż w pierwszej
        chwili protestował, dzwonił nawet po schroniskach... Ale kocio zostało. Wtedy
        wyglądało tak /mieściło się na ludzkiej dłoni/:
        img147.imageshack.us/img147/1346/ksikamalato4.jpg
        Bardzo szybko mąż przestał szukać miejsca dla kociny, jest tak samo zakochany w
        kotach jak my wszyscy. Od tego czasu minęły 4 lata.
        Półtora roku temu trafiły do nas dwa małe koty bure za sprawą spisku dzieciaków.
        Ale to już była po prostu adopcja. Teraz stado liczy trzy osobniki. Niestety
        chłopaczek Pepek czyli jedno z kotów burych jest bardzo chore:(((
        • monikate Kacunia z podwórkowego parkingu 27.10.06, 18:25
          Sąsiadka wyszła 9 lat temu na spacer z psem, późną jesienią, ok. godz.22.
          Pomiędzy samochodami schowała się czarno-biała kotka i wyła wniebogłosy. (Wet
          ocenił jej wiek na ok. 4 miesiące). Ponieważ sąsiadka jest psiowa, a ja zawsze
          chciałam mieć kota, uznałam to za znak z nieba :)
          • moonalisa Re:kotka Lula od rosyjskiej straganiarki 27.10.06, 21:41
            moja najstarsza kotka,zostala przyniesiona/jako dorosly juz kot/ pzrez rosyjska
            handlarkę,ktora uratowala jej zycie/łobuzy poobcinaly jej koniec ogona i
            paluszki/,a ze u mnie byly myszy...wzielam ja bez namysłu.kotka /szaro bura
            tygrysica/do dzis rzadzi w coim domu,nie wiadomo ile ma lat /ale u mnie jest
            juz 15 :)razem z nia mieszka jeszcze jej córka, czarno biala Bambina,i jej
            wnuczek kastrat Bielinek...przytulasek.Tak oto , szara LULA
            tygrysica /charakterna/ znalazla sie w moim domu.i bardzo dobrze,bo myszy do
            dzis by charcowaly!!!!!!!Po za tym to czlonek rodziny:)
            • lotoss ... ale macie rozne historie... 27.10.06, 22:54
              Jutro zanosze aplikacje o adopcje do schroniska. Najpierw mnie musza
              zaakceptowac, abym mogla zabrac od nich kociaki. Przy okazji, odbywa sie tez cos
              w rodzaju imprezki przebierancow. Pewno beda zwierzaki poprzebierane z okazji
              Halloween. Najbardziej obawiam sie decyzji... ech!
          • eva45 Re: Kacunia z podwórkowego parkingu 30.10.06, 22:52
            Też mam kota rasy Polski Parkingowy (PP), okazała się 3-miesięczną kotką, a miał
            być rasowy kot brytyjski. Znajoma znalazła to czrno-białe cudo właśnie na
            parkingu, a że miała już kota i psa oraz żółwia, szukała dla kotki dobrego domu.
            Kicia jest z nami już prawie 2 miesiące i zostanie na zawsze.
      • sabbatha Re: z lasu 30.10.06, 20:46
        nie daj
        > boze kot usnie na pralce - nie ma prania, bo kto ma sumienie budzic zwierze?
        > (patrz watek na kocim zakatku);

        moja Kicia ze schroniska (tak miala imie w papierach adopcyjnych;) spi na pralce
        i sie nie budzi nawet jak ta przeladowana skacze po lazience :P

        • gagapapa Re: z lasu 31.10.06, 12:05
          porzucone koty ta mają chyba! - moja druga kotka też dosć przez pierwszy rok
          spała jak zabita i na nic nie reagowała, a ona właśnie była czyjaś wcześniej i
          została wyrzucona.
    • sherman-doberman Re: Skad sa Wasze koty? 27.10.06, 23:30
      Jeden kot przychodził do nas wizytą od sąsiadów i pewnego dnia
      po prostu został i nie chciał tam wrócić. Sąsiad machnął ręką. Kot był rasowy.
      Drugi po prostu był w domu, kóry kupiliśmy. Właściciele ,sprzedawszy dom,
      wyprowadzili się, ale kota zostawili, bo nie chcieli go zabrać. Uznali, że za stary. Została z nami,
      trzykolorowa kotka, która miała prześliczny charakter.
      Pozostałe koty zostały kupione z wyboru po długich poszukiwaniach.
    • fisoso Moja kotka jest znad morza 28.10.06, 16:19
      Pojechałam na urlop nad morze i zakochałam się w córce miejscowej kotki.
      Gospodarze z chęcia mi ją oddali (była jeszcze mała), i wracałam z nią
      samochodem do domu ponad 300 kilometrów. Pewnie przez tę podróż w młodosci
      teraz jest trochę świrnięta...
    • ann_alice Re: Skad sa Wasze koty? 28.10.06, 18:08
      Mój - z ogłoszenia, przywieziony z miejscowości odległej o kilkadziesiąt
      kilometrów. Jako dziecko i nastolatka marzyłam o kocie, tata nigdy się nie
      zgadzał. Pierwszego sobie wyrzeźbiłam z gliny:) Ale po wyprowadzeniu się od
      rodziców, nie było szans, abym nie miałą wymarzonego zwierzaka.
      Kot mojej siostry (tata wyjechał do pracy, kot był tajemnicą, przeżył szok jak
      przyjechał i zastał kota)- przywieziony ze wsi - pocztą pantoflową
      dowiedziałyśmy się, że ktoś chętnie się pozbędzie kociaków. Biedna, maleńka
      kulka, z zaropiałym okiem, chora. Teraz - absolutnie pokręcony koci wariat,
      pomimo wykastrowania. Acha, jego największym wielbicielem jest...mój tata:)
    • lola211 Re: Skad sa Wasze koty? 28.10.06, 20:30
      Co prawda nie mam jej w domu, ale to rowniez "moja" kicia- znajda, uratowana
      kilkutygodniowa kotka, z zaawansowanym kocim katarem, przyprowadzona przez
      swoja matke na osrodek wczasowy- dzieci sie na nia natknely, ja z mama
      wzielysmy sie za jej leczenie i od tamtej pory jest w naszej rodzinie.Moja mama
      do tej pory kotow nie lubila, teraz jest to jej pupilka:).
      • brookie Re: Skad sa Wasze koty? 29.10.06, 05:38
        Jestescie kochani, nie wszyscy sa tak wrazliwi na cierpiace osamotnione
        zwierzaki.
        Feliksa- nasza pierwsza kotka na obczyznie. Po wprowadzeniu sie do nowego
        domku, strasznie zapragnelismy kotka ( w poprzednim mieszkaniu nie moglismy
        trzymac zwierzat). I stalo sie, ze znajomi znajomego mieli kotki do oddania w
        dobre rece. Znajomy wiec przywiozl taka malenka szaro- biala kulke. Zostala z
        nami 3 lata, potem niestety zaginela.
        Misty- corka Feliksy, ma 3 i pol roku i jest sliczna
        Mikunio- tego kocurka dostalam od sasiadki. Jej corka przyniosla go do domu a
        po dwoch dniach znudzona chciala go wyrzucic. Zabralam go do domu w ostatniej
        chwili. Byl malutki i strasznie wyglodzony- rzucal sie na suchy chleb!
        Przy nas wyrosl na pieknego kocura, zostal wysterylizowany i zginal.
        Moj syn do tej pory po za placze. My zreszta tez.
    • edycja_kopiuj_wklej Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 13:34
      A u mnie zupelnie inna historia. Decyzja o pojawieniu sie nowego lokatora-
      kotki, byla w 100% przemyslana i nasza domowniczka, kotka syberyjska Nika
      zostala sprowadzona az z Moskwy. A dlaczego az takie kombinacje?
      Mianowicie moj maz jest alergikiem, w tym na koty. Jednak bardzo dobrze znosi
      kontakt z kotami poldlugowlosymi.
      Poniewaz mimo alergii meza i majac na uwadze, zeby nasze dziecko miala kontakt
      z jakims "siersciuchem" postanowilismy miec kota rasy syberyjskiej. Oczywiscie,
      zeby to był prawdziwy syberyjczyk to wiadomo, ze tylko rasowy. Mamy
      zaprzyjazniona kolezanke, ktora ma hodowle brytyjczykow, wiec sluzyla ona nam
      wiedza i pomoca.
      Przed podjeciem decyzji sporo z mezem poczytalismy, przemyslelismy i
      stwierdzilismy, ze skoro chcemy miec kota rasowego to moze pomyslec o zalozeniu
      hodowli tych kotow. No i znowu poszedl w ruch internet i google :) Taka decyzja
      nie moze byc pochopna, trzeba wiedziec troche o kotach, genetyce, zaplanowac
      taka hodowle.
      Gdy już wiedzielismy, ze chcemy kotke do hodowli to oczywiscie najlepsza i
      najladniejsz ;) , a wlasciwie chodzilo o wprowadzenie nowej linii w Polsce,
      wiec za pomoca internetu znalezlismy dobra hodowle w Moskwie, skontaktowalismy
      sie, i zakupilismy malenstwo, ktore po 3 miesiacach do nas przyjechalo.
      A teraz jest juz duza kotka i ma swoje malenstwa.
      Oto ona z moja Zosia
      www.edith.ingwar.eu.org/zosia/slides/spiochy.jpg
      A to wszystkie maluchy ;)
      www.edith.ingwar.eu.org/zosia/slides/maluchy.jpg
    • kotbert Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 19:44
      Lucy, pękata i nieco arystokratyczna kota, wcielenie stoicyzmu, została wzięta od znajomych znajomych - kot od samego początku mi obiecany i bardzo wyczekiwany.
      Bieska - natrętna kulka energii, wzięta do towarzystwa Luśce trzy miesiące później ze schroniska, jako wcześniak, chory chyba na wszystkie możliwe choroby. Odchowana i wychuchana przez nas, odpłaca się takim przywiązaniem, że to po prostu wzruszające.
      Obie są największą radością naszego życia :)
    • adziuba Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 19:46
      Rudy - zawsze chciałam rudego kota, trafił zupełnie przez przypadek. Miałam
      kontakt z ludźmi, którzy chcieli oddać kota, jeśli dobrze pamiętam buro
      białego. Jednak rozmyślili się. W tym samym czasie kobitka chciała mi rudzielca
      oddać, ale podzękowałam bo już czekałam na tamtego. Jednak telefon zapisałam i
      parę tyg później jechaliśmy po Rudzielca. 3 miesiące później przybył drugi
      łobuz z miau.pl Ten zgrany duet jest z nami już ponad 3 lata. (oczywiście miał
      być TYLKO 1 kot bo mieszkanie za małe...) Aczkolwiek już doszliśmy do
      porozumienia, że jak zwiększą się "salony" to i stadko się zwiększy - marze o
      takim trio: MC, Norweg i Syberyjczyk...
    • danabr Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 19:49
      ze schroniska, z ogłoszeń "oddam w dobre ręce", bez patrzenia na urodę a tylko
      na to, że akurat to stworzonko potrzebuje domu...
      I potem słyszysz jak mruczy (głosno lub cichutko... zaleznie od temperamentu).
      Jest szczęśliwe. Ty też :)))
      • malwina991 Re: Skad sa Wasze koty? 02.11.06, 19:36
        Myszka śliczna czarnulka z białymi skarpetkami z piwnicy, Jasiu kocurek z
        charakterem ciągle próbujący dominować nad nami z schroniska. Te dwa cudowne
        zwierzątka pomogły mi przetrwac bardzo cięzkie chwile, śmiało mogę powiedzieć
        TO WSPANIALI PRZYJACIELE!!!
    • rzywwy1 Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 19:55
      Moja Kraksa to znaleziona bidulka bez jednego oka z ulicy Ozimskiej w Opolu.
      Jest ciągle chuda i szczuplutka mimo, że mam ją ponad 2 lata już, a ona sama
      miała około 3 miesięcy gdy ją złapałem, żeby nie wybiegła na ruchliwą jezdnię.
      Jest super kicią chociaż sika mi gdzie popadnie czasami (ostatnio obsikała
      umowę z Orange, z którą mam bardzo wiele kłopotów) i nie je za wiele nawet
      karmy dla wybrednych kotów:))
    • chanach Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 19:58
      Przez wiele lat koty towarzyszyły naszemu domowi, mieszkały sobie w ogrodzie i
      co jakiś czas rodziły sie nowe.
      A pierwszy kot "z zewnątrz" został przywieziony przez moją mamę - miał zastąpić
      kotce mojej babci utracone kocięta. Kotka go nie zaakceptowała i tak maleńki
      Mruczek został prezentem imieninowym dla mojej 6-letniej wtedy siostry, był z
      nami 9 lat i dwa lata temu na swoim ukochanym fotelu zakończył swój żywot.
      Moja kotka (Kulcia) została podrzucona (tak podejrzewamy, bo po prostu znalazła
      się pod naszym samochodem) w pewny deszczowy październikowy wieczór.
      Rok temu przybył do nas kocurek o miodowych oczach (dlatego nazywa się Miodek,
      co prawda jego oczy z wiekiem nabrały zielonego koloru, ale imię pozostało) -
      jego historia jest bardzo niezwykła - Miodka podrzucono mojemu tacie do
      samochodu, a ponieważ jest taki szary jak Kulcia i był wtedy podobnych
      rozmiarów (teraz jest dwa razy większy...), to mój tata szczelnie zamknął
      samochód i zadzwonił do domu z pytaniem, czy Kulcia jest z nami, gdy okazało
      się, że tak, to stwierdził, że wypuści tego kota, potem zmienił zdanie i
      przywiózł go do domu z zamiarem przekazania naszej sąsiadce, ale my dobrze
      wiedzieliśmy, że tata już nie będzie się umiał z nim rozstać, bo kociak słodki.
      A teraz się zastanawiamy, kiedy i jaką drogą przybędzie do nas kolejny kot...
    • monikamarkowiak Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 20:15
      A moja Carmelcia jest :
      1. z ogloszenia z Wyborczej "Kot czeka na czlowieka"
      2. Okazalo sie ze jest szlachcianka ;) bo urodzila sie na ulicy Wiejskiej z
      widokiem na Sejm Najjasniejszej Rzeczpospolitej :P
      :)
      • kaja1978 Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 20:54
        Moja Micia jest ze szkolnego podworka , siostra ja przytargala takie to bylo
        male zabiedzone kocisko. Tata wrog kotow powiedzial ze wykarmimy , wyleczymy i
        do ludzi oddamy. Teraz Micia jest z nami 6 lat i tata to jej wielki milosnik!
        Micia to kot swiatowy i obyty , najpierw przaprowadzila sie ze mna na wies, a
        potem z prawdziwym paszportem ( ze zdjeciem !) wyjechala za granice!Ale celnicy
        na granicy fote podziwiali a Micia dumnie wypinala piers na przednim siedzeniu
        auta!
        Teraz Micia pedzi z podworka germanskie koty, a jej milusi charakterek zachecil
        kolezanke do adopcji 2 kotow!I tak to pieknie nam sie rozrosla rodzina
        wielbicieli kociakow!
        Pozdrowienia od Mici dla Waszych Burasow !!
        • misia007 Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 21:15
          Ja napisałam ogólnikowo, ze moje wziete zostały z podwórka z powodow zdrowotnych
          ale jak czytam historie waszych to też wiecej napiszę.Wacus zwabił nas
          przerazliwym krzykiem w listopadowa noc 4 lata temu ale jak podbieglismy nie
          dawał juz oznak zycia.Wet go zreanimował i marne szanse dawał, bo kocina
          wyniszczona biegunka,bez sierści na tylnych nogach i ogonie marnie
          rokowała.Wacek się jednak nie dał i po tygodniu bylo wiadomo da radę.Czarka we
          wrzesniu dwa lata temu odegnała matka jak zapadł na KK, zeby jej inne dzieci nie
          pozarazał.Siedział na chodniku i się kiwał jak sierotka.Był w lepszej formie od
          Wacka ale ten katar ciągnął się 2 misiące.No i Nina w listopadzie bedzie rok jak
          porwalismy ją z podwórka, bo po przbytym kk zatakowalo jej oczy .Jedno ma ok ,na
          drugie troche widzi.Co ciekawe to wcale nie byla wdzięczna, z rozmarzeniem
          spogląda z okna na podwórko jak na raj utracony, nas trzyma na dystans ale za
          chlopakami szaleje.
          • agnisar Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 21:33
            A moje koty Maniek i Melek przyszly do nas jako szczesliwe kocieta z " dobrych domow". Co nie
            oznacza, ze los oszczedzil nam ciezkich przezyc: podejrzewamy, ze Melek ma korzenie
            makaroniarskie, bo wykazuje chorobliwe zainteresowanie wszelkimi linkami, sznurkami, nitkami. Byla
            operowana 2 razy z powodu utraty droznosci jelit na skutek pozarcia sznurka. Za drugim razem
            diagnoze postawilam sama i szybko podjelismy kroki, ale za pierwszym razem dlugo ja leczylismy na
            zapalenie gardla i byla bardzo oslabiona, kiedy odkrylismy prawdziwy powod jej cierpienia. Wyratowali
            ja lekarze z calodobowej kliniki na Schroegera, na Zoliborzu. Jestem im ogromnie wdzieczna za serce i
            profesjonalizm, na jaki nie mozemy liczyc my ludzie w placowkach NFZ...;-) Ekipa ktora tam pracuje to
            super ludzie, z Paniami recepcjonistkami oczywiscie wlacznie. PS jesli czyta mnie Kasia, dzieki ktorej
            uprzejmosci Melek jest u nas, to chetnie odnowie kontakt :-). pzdr,
          • paulina.galli Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 21:34
            Mam b. podobna historie jak sherman-doberman :)
            Kocisko (ok 11 lat teraz i 7.5 kg zywej wagi) zaczelo przylazic od sasiadow
            Pierwszy raz zawital chyba w Wigilie jakos tak 65 lat temu:)
            Szary buras - nie razsowy, co nie zmienia faktu ze sasiadka ma chyba zal do nas
            ze jej "ukradlismy " kota:-/
            No ale naprawde.... to kot wybral nas i jakos go specjalnie nie zachecalismy
            przeciez ;):):):):)
            Jest przemadry , sasiadka mieszka w innej klatce, my wogole w bloku (3
            pietrowym ale jednak domofon jest itp) a kocisko lubi spacery a potem czatuje
            zeby z kims dostac sie na klatke... potem skacze na klamke zeby mu otworzyc :)
            Ostatnio troche sie martwie bo nadal chce wychodzic a juz nie jest tak sprawny
            jak kiedys i... boje sie ze np nie ucieknie jakby co
            No ale co mam poradzic ... hrabia chce wyjsc i juz :) nie moge go zatrzymac
            wbrew jego woli w koncu to On jest panem samego siebie a nie my :)

            Aha - Felek wyglada tak - jest to ulubiona czynnosc naszego kota oprocz
            jedzenia :):):):):)

            www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=9b737d0c894ea761
            • elzbietasul5 Re: Skad sa Wasze koty? 30.10.06, 22:03
              Pierwszy KOT był ze wsi-"wciśnięty" na siłę przez dzieci z rodziny. Piękny,
              pręgowany RYŚ. Obraził się i odszedł lub zginął w wypadku gdzieś po 6 latach.
              Potem z tej samej rodziny przybył czarno-biały Filemon. Ten zginął po ok.2
              latach, prawdopodobnie w walce z kotami z podwórka. Do dwójki dołączyła czarna
              jak diabeł przybłęda z piwnicy, która przybiegała do mnie pierwsza, gdy rano
              wychodziłam wołać ww. kawalerów. To była Misia. Zmarła 6.12.2005r. po 10 latach
              wspólnego zamieszkiwania i ciężkich męczarniach, które jej sprawiłam
              korzystając z pomocy beznadziejnych lekarzy. Teraz w domu jest 9 kiciusiów. 6
              to dzieci Misi, 3 przygarnięte z działki, z czego 2 to rodzeństwo przywiezione
              w listopadzie 2003r. gdy podły człowiek zamordował matkę 5-tygodniowych
              maleńtasów, 1 przywieziony z tejże działki przed dwoma laty. Fikusia siedzi mi
              na kolanach i ręce - pomaga pisać, Borysek leży przytulony tuż obok, Smarkusia
              śpi na komputerze. Reszta w drugim pokoju.
              Gratuluję innym uczestnikom dyskusji pięknych zdjęć ulubieńców, szczególnie z
              Zosią. Śliczne maleństwa i to ludzkie i te kocie.
              Ela
    • beefcake Fiskus byl z piwnicy a Lulu jest z Wloch :) 30.10.06, 21:53
      Fiskus, moj cudowny czarny kocur z biala koloratka, ktory zmarl przedwczesnie na
      poczatku roku, zostal 12 lat temu znaleziony w piwnicy, do ktorej teoretycznie
      nie powinien byl moc wejsc - to byla dla nas wielka zagadka. Naatomiast dzis
      okolo 6 letnia Lulu "przesiadla sie" na nasza rodzine ze swoich wloskich
      opiekunow, kiedy przebywalismy u nich jesienia. Pomieszkuje troche na terenie
      Niemiec, troche w Polsce ale ma oczywiscie caly czas swoj wloski paszport.
      Wyglada nawet chyba jak rasowa wloszka - niziutka, glownie przez krotkie nozki ;o).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka