Dodaj do ulubionych

ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!!!!!!!

15.11.06, 10:46
Po przeczytaniu waszych odpowiedzi włosy mi na głowie stanęły i stoją do
dzisiaj..Kilku osobom dziękuję za dobre słowo i nie osądzanie po 1
pytaniu: "głupia ,nieodpowiedzialna itd.,itp".Esqual -dziękuję!Nie chcę
polemizować z częścią odpowiadających:/blue.berry ,wrexham..../,ponieważ nie
mogę pozwolić na obrażanie mnie , bo sama już nie wiem czy moja głupota
większa czy części "forowiczów" -sorry!A teraz kilka słów o mnie i mojej
suczce.Jest rasowym goldenem,ma 3,5 roku ,ja mam 2 dzieci i wszyscy kochamy
się jak wielka rodzina. Od 6 tyg.jej życia opiekuje się nią weterynarz z
powołania.Kupiłam ją od hodowcy,nie mamy rodowodu ,bo do niczego nie jest mi
potrzebny.Kupno psa było b.przemyślaną decyzją,zanim to zrobiłam przeczytałam
więcej o rasie niż nie jeden z Was!Teraz cierpliwie zbieram pieniążki na
szkolenie mojej suczki ,żeby kiedyś mogła pomagać dzieciom
niepełnosprawnym.Fakt moje pytanie było dość niefortunne,zadałam je w
sobotę ,kiedy kontakt z wet.był niemożliwy.termin dopuszczania był mi znany
chodziło mi tylko oto czy to 9 czy 10 dzień,jako pierwszy.A w ogóle temat
rozmnażania i przychodzenia na świat jest mi bliski u zwierząt i ludzi!Sama
przyjmuję dzieci na świat.Szkoda,że niektórzy z Was nie przemyśleli swojej
odpowiedzi,a określanie wielkości mojej głupoty świadczy tylko o niskim
poziomie kultury ,a i o wrażliwość te osoby nie posądzam.Mam tylko nadzieję,
że wskazane osoby nie mają zwierząt, bo skoro tak traktują ludzi, to jak
zwierzęta.No i to chyba tyle...Jeszcze jedno dopuszczając moją suczkę do psa
tej samej rasy nie chodzi mi o "trzepanie kasy" jak to jakiś życzliwy
określił , a na szczeniaki mam chętnych w całej swojej rodzinie, także
śpijcie spokojnie!! Obiecuję jednocześnie ,że jeżeli będziecie potrzebowali
porady dla siebie odnośnie narodzin to na swoim forum napewno Was potraktuję
łagodnie i z szacacunkiem, bo przecież każdy może NIE WIEDZIEĆ.Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • marie.walewska Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 11:12
      Elizo! Przykro mi to pisac, ale w moim odczuciu jestes nieodpowiedzialna. Chcesz, zeby szczeniaki
      miala Twoja suczka, ktora jest nie hodowlana. "Kupiłam ją od hodowcy,nie mamy rodowodu ,bo do
      niczego nie jest mi potrzebny" - owszem do tego, zeby Twoja suczka nie urodzila kundelkow. Chocby
      ich ojciec rowniez byl tak bardzo podobny do Goldena, to beda to kundle. Ta rasa w tej chwlili jest
      bardzo modna i bardzo ... zdegenerowana. Wlasnie ze wzgledu na ludzi nieodpowiedzialnych, jak
      nieprzymierzajac Ty, ktorzy rozmnazaja zwierzeta niehodowlane! Zrobilas swojej suni badania na
      dysplazje? Ma A 0/0? A pies, ktory ma zostac ojcem szczeniat? tez ma 1 grupe? A testy psychiczne? Czy
      oboje rodzice uzyskali od specjalistow oceny prawidlowosci wygladu i zachowania? Przez takich ludzi
      jak Ty miedzy innymi sa dziesiatki goldenopodobnych psow w schroniskach i wiele jeszcze ich sie tam
      znajdzie poki ta koszmarna moda nie minie. I tu nie chodzi o to, ze Ty konkretnie na tym nie zarobisz,
      ze masz chetnych na szczeniaki, chodzi o to, ze uczestniczysz w procederze, ktory wyrzadza kolosalne
      szkody zarowno psom jak i ludziom.
      Szczerze mowiac, IMO, powinnas wysterylizowac swoja niehodowlana suczke, a dla swojej rodziny
      poszukac goldenopodonych szczeniakow do adopcji.
      • eliza311 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 12:09
        WITAJ.CZY DOBRZE ROZUMIEM? Z 2 GOLDENÓW /NIE GOLDENOPODOBNYCH PSÓW/ KUPIONYCH U
        HODOWCY BEZ RODOWODU WYJDĄ/PRZEPRASZAM ZA WYRAŻENIE/ KUNDELKI?????????????NIE
        MA ZWIERZĄT ,ANI Z RESZTĄ LUDZI ZUPEŁNIE ZDROWYCH ,BEZ RYZYKA ZACHOROWANIA W
        DOWOLNYM WIEKU NA JAKĄKOLWIEK CHOROBĘ!CZY MAM ŻAŁOWAĆ ,ŻE URODZIŁAM DWOJE
        DZIECI ,WIEDZĄC ,ŻE NARAŻAM JE W 50% NA RYZYKO ZACHOROWANIA NA ALERGIĘ, NA
        KTÓRĄ CHORUJĘ JA??????????????TO JAKIEŚ BŁĘDNE KOŁO.POZDRAWIAM . A MOŻE
        WEŹMIECIE SIĘ ZA HODOWCÓW ,KTÓRZY/WIDZIAŁAM/ TRZYMAJĄ MŁODE W KOSZMARNYCH
        WARUNKACH ,NA NICH SOBIE POUŻYWAJCIE.
        • pierozek_monika Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 12:35
          nie krzycz (pisanie dużymi literami oznacza krzyk)
          nie musisz przepraszać za wyrażenie - kundelek - to nic obraźliwego czy gorszego.
          jak nie ma na coś dokumentów, to nie ma pewności, że to jest to co myślimy - że
          jest. Pies rasowy - to nie tylko wygląd.
          wiesz co alergia to nie jest taka choroba jak dysplazja i nie porównuj
          rozmnażania ludzi do rozmnażania zwierząt.
          Tyle tylko.
          • miezekatze_78 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 12:54
            Elizo droga, chcę Ci tylko uświadomić, że nie ma czegoś takiego jak pies/kot
            rasowy, ale bez rodowodu.
            Każdy uczciwy hodowca wystawia dla swoich zwierząt rodowody, bo to nie są żadne
            ceregiele, ani nie chodzi o snobowanie się, tylko takie są przepisy.

            Wiem, bo ostatnio kupowałam kota z dobrej hodowli, i rodowód jak najbardziej
            ma. Mimo tego, że ten rodowód, parafrazując Ciebie, do niczego mi potrzebny nie
            jest.
            Akurat moja kotka nie jest przeznaczona do hodowli, tylko do kochania i
            trzymania na kolankach, więc w rodowodzie jest zaznaczone, że nie jest
            przeznaczona do rozrodu. Co nie zmienia faktu, iż rodowód jest jak najbardziej
            ważny.

            A w Twoim wykonaniu, to będzie po prostu kolejna pseudohodowla.

            *****
            Kobiety są jak truskawki. Lubię na nie patrzeć, lubię czuć ich zapach, ale
            niespecjalnie mam ochotę je konsumować.
          • eliza311 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 12:59
            nie przepraszałam Moniko za słowo "kundelek", tylko za "wyjdzie".wiem ,że masz
            dobre intencje, wiem też co to alergia,tak dla Twojej wiadomości choruję
            również na RZS,ale nie chcę odchodzić od tematu "zwierzęta".a dzieci nasze czy
            psie /kocham je wszystkie i szanuję tak samo/ dziedziczą choroby tak samo.To
            tyle moim skromnym zdaniem.POZDRAWIAM spokojnie
            • pierozek_monika Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:13
              (teraz lepiej się czyta)
              dzieci może tak samo dziedziczą choroby, ale nie dotykają je w taki sam sposób.
              U dzieci bardzo fajnie się leczy dysplazję, bo ich rozwój wygląda trochę
              inaczej, wolniej rosną i kilkumiesięczne unieruchomienie stawów po pierwsze jest
              możliwe, a po drugie skuteczne.
              U psów takich możliwości nie ma. U psów dysplazja jest leczona (nawet trudno to
              nazwać leczona - raczej zatrzymywana) w bardzo traumatyczny dla psa sposób i
              drenujący dla kieszeni. Niestety albo się te pieniądze ma i pies cierpi (chociaż
              mamy nadzieję na poprawę) albo się psu skraca cierpienie poprzez eutanazję.
              Zawsze to duży ból dla opiekunów, którzy kochają zwierzę. Wiem, bo sama mam
              takiego dysplastyka. Mnie stać na jego leczenie, ale co on przeżył i my - to
              nasze :(((
              Alergia (zależy jaka) jest chorobą uprzykrzającą życie psu - ale nie w takim
              stopniu jak dysplazja. Często można coś na nią poradzić, czy to przez
              odczulanie, czy tez przez wyeliminowanie alergenu.
              Inaczej wyglądają decyzje rozmnażania genetycznie obciążonych osobników u ludzi
              i u zwierząt. Za siebie bierzemy pełną odpowiedzialność - nasze motywy i
              oczekiwania, sposoby pomocy są bardziej złożone. U psów - ta odpowiedzialność
              gdzieś ucieka.
              Dowiesz się, że potomstwo Twojej suki jest chore - pokryjesz dla każdego z nich
              (goldenki mają raczej liczne mioty) koszty leczenia i profilaktyki? Jeśli nie,
              czy jesteś pewna, że opiekunowie tę odpowiedzialność poniosą? Czy będzie ich na
              to stać? Czy będą (nie wiem jakie mają warunki mieszkaniowe) nosić chorego 35
              kilowego psa kilka miesięcy na rękach ze schodów? Czy będą mogli przerwać pracę,
              aby pilnować rekonwalescenta i jeździć z nim na zabiegi rehabilitacyjne?
              Ryzyko dysplazji nie - "jakieś jest" tylko jest duże.
        • cookiez Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:05
          eliza311 napisała:

          > WITAJ.CZY DOBRZE ROZUMIEM? Z 2 GOLDENÓW /NIE GOLDENOPODOBNYCH PSÓW/ KUPIONYCH U
          >
          > HODOWCY BEZ RODOWODU WYJDĄ/PRZEPRASZAM ZA WYRAŻENIE/ KUNDELKI?????????????

          *** Kundelkiem jest kazdy piesek nie posiadajacy rodowodu. No bo na jakiej niby podstawie chcesz stwierdzic rase psa bez rodowodu?! Widac, ze Twoje doswiadczenie nie jest jeszcze za wielkie...
        • seniorita_24 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:56
          Po pierwsze nie krzycz.
          Pretensje możesz mieć do hodowcy, że wprowadził cie w błąd. Koszt rodowodu to ok
          50 zł więc jeśli pies jest rodzice psa maja rodowody i licencje to nie powinno
          być przeszkód w wystawieniu tego dokumentu.
          Piszesz, że dużo wiesz i czytasz na temat psów - trudno uwierzyć, że nie
          znalazłaś informacji o tym, że zwierzę rasowe (pies czy kot) musi posiadac
          rodowód aby uznano je za przedstawiciela rasy.
        • wuefka Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 15:56
          > Z 2 GOLDENÓW /NIE GOLDENOPODOBNYCH PSÓW/ KUPIONYCH U
          > HODOWCY BEZ RODOWODU WYJDĄ/PRZEPRASZAM ZA WYRAŻENIE/ KUNDELKI?????????????

          Jeżeli ktoś sprzedaje psy bez rodowodu jako rasowe to nie jest już hodowcą.
          Używanie tego określenia wobec rozmnażaczy jest nadużyciem.
        • babka71 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 16.11.06, 12:30
          TEŻ WŁĄCZĘ CAPSA
          ELIZA MASZ DWOJE DZIECI PO CO CHCESZ MIEC DODATKOWE DZIECI SZCZENIAKI U SWOJEJ
          SUKI
          WYJASNIJ TAK NA ZDROWY ROZUM PO CO!!!!!?????????????????
          DLA PRZYJEMNOSCI ???
          Z POWODU RASY???
          DLATEGO , ŻE MASZ GŁUPIEGO WETA??
          A JAK NIE ZNAJDZIESZ CHETNYCH NA SZCZENIAKI TO CO ZROBISZ???
          TAK TEORETYCZNIE PYTAM??
          A JAK CI SUCZKA ZDECHNIE PODCZAS PORODU??
    • wrexham Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:00
      i tak zupelnie nic, ale to nic nie daly ci te przebrzydle odpowiedzi do
      myslenia? uczepilas sie slodkich i cieplych pozdrowien od alberta i wytuli bo
      tak bylo wygodniej? jesli pytalabym na forum internetowym o sprawy dotyczace
      ciazy, zamiast isc do specjalisty, nie zdziwilabym sie gdyby ktos stwierdzil, ze
      brak mi piatej klepki, wiec twoja zyczliwosc i wyrozumialosc w tym wzgledzie mi
      na nic; czy pomaganie dzieciom niepelnosprawnym ma usprawiedliwic twoj glupi
      pomysl bezsensownego rozmnazania? kundli jest pelno w schroniskach - pokieruj
      tam swoja rodzine, a przyczynisz sie do poprawy sytuacji kilku psow; o psach
      rasowych bez rodowodu (bo niepotrzebny), czyli kundli, wiele razy pisala chocby
      blue.berry;
      a wrazliwi to my jestesmy, ale nie tylko na los niechcianych zwierzat, ale
      rowniez na ludzka glupote; wiec przyczesz stojace wlosy i jeszcze raz wszystko
      przemysl;
      • eliza311 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:13
        wrexham napisała:

        > i tak zupelnie nic, ale to nic nie daly ci te przebrzydle odpowiedzi do
        > myslenia? uczepilas sie slodkich i cieplych pozdrowien od alberta i wytuli bo
        > tak bylo wygodniej? jesli pytalabym na forum internetowym o sprawy dotyczace
        > ciazy, zamiast isc do specjalisty, nie zdziwilabym sie gdyby ktos stwierdzil,
        z
        > e
        > brak mi piatej klepki, wiec twoja zyczliwosc i wyrozumialosc w tym wzgledzie
        mi
        > na nic; czy pomaganie dzieciom niepelnosprawnym ma usprawiedliwic twoj glupi
        > pomysl bezsensownego rozmnazania? kundli jest pelno w schroniskach - pokieruj
        > tam swoja rodzine, a przyczynisz sie do poprawy sytuacji kilku psow; o psach
        > rasowych bez rodowodu (bo niepotrzebny), czyli kundli, wiele razy pisala
        chocby
        > blue.berry;
        > a wrazliwi to my jestesmy, ale nie tylko na los niechcianych zwierzat, ale
        > rowniez na ludzka glupote; wiec przyczesz stojace wlosy i jeszcze raz wszystko
        > przemysl;
        oj, kulturą osobistą to Ty nie grzeszysz ,sama idź się przebadaj,pomimo,że
        chamstwo nie dziedziczne.A pomaganie dzieciom niepełnosprawnym, nic nie ma
        usprawiedliwić.A ja w schronisku pomagam i TOBIE TEŻ RADZĘ.
        • wrexham Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:38
          bardzo sie ciesze, ze ty, swoja kultura osobista, windujesz poziom tego forum
          tak wysoko; wlasciwie to jeszcze sie ciesze, ze, nie piszac wlasciwie nic
          strasznego, sprowokowalam cie do pokazania prawdziwej twarzy :);
          nie bede, jesli pozwolisz, twoim tanim sposobem szukac poklasku wymieniajac komu
          pomoglam, no bo zapewne nie pomoglam i w zyciu nie pomoge...
          nie zapowietrzaj sie tak nastepnym razem i jednak nie rozmnazaj swojej suki,
          dobry czlowieku
          • eliza311 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 14:31
            wrexham napisała:

            > bardzo sie ciesze, ze ty, swoja kultura osobista, windujesz poziom tego forum
            > tak wysoko; wlasciwie to jeszcze sie ciesze, ze, nie piszac wlasciwie nic
            > strasznego, sprowokowalam cie do pokazania prawdziwej twarzy :);
            > nie bede, jesli pozwolisz, twoim tanim sposobem szukac poklasku wymieniajac
            kom
            > u
            > pomoglam, no bo zapewne nie pomoglam i w zyciu nie pomoge...
            > nie zapowietrzaj sie tak nastepnym razem i jednak nie rozmnazaj swojej suki,
            > dobry czlowieku
            >
            Oj jak Ty nic nie rozumiesz,do zapowietrzenia mi baardzo daleko ,wyjątkowo
            spokojny ze mnie człowiek.A że prawda troszkę zabolała...O jakim poklasku Ty
            mówisz?/Chyba,że to wyrzut sumienia..
            • wrexham Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 14:38
              boli mnie bardzo, ze jestes taka oporna na argumenty, jesli nie moje, to chociaz
              zrownowazonej i kulturalnej blue.berry; moze jakos sie do tego ustosunkujesz
              merytorycznie zamiast sie ciskac bez sensu; w twoich postach jest wiecej
              chamstwa i zapowietrzenia niz jestes to sklonna przyznac; no, ale kamien z
              serca, ze jestes dobrym czlowiekiem chociaz, i takim spokojnym...
              nie rozmnazaj swojej suki - to jej przed niczym nie uchroni; hodowca zrobil cie
              w jajo, weterynarz robi cie w jajo - bron sie; zobacz co napisala blue.berry
    • blue.berry Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:03
      mimo że ze mna nie chcesz polemizowac (aczkolwiek nie wiem dlaczego - ja
      jedynie podwazylam sens zadawanie takiego pytania na tym forum) spytam jedynie
      o to czy twoja sunia ma przeswietlenie w kierunku dysplazji, czy pies ktorym
      bedziesz ja kryła ma przeswietlenie w kierunku dysplazji i czy wiesz jak bardzo
      rasa ta jest obciazona dysplazja? bo o ile mozna toczyc dyskusje na temat
      rasowy/rodowodowy i tak dalej, to dyskusji na temat zdrowy pies toczyc nie ma
      sensu.
    • biljana Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:19
      eliza, piszesz, ze masz dla przyszlego potomastwa Twojej suczki juz wbrane
      dobre domki, ok.
      ale skad wiesz ile pieskow sie urodzi? A jak 11 ? To co, tez masz tyle dobrych
      domkow w rodzinie czy tez bedziesz sprzedawac na allegro "okazyjnie rasowe
      goldeny" ?
      a nawiasem mowiac, skoro masz tylu chętnych na psy, to wspaniale! tyle pieskow
      juz urodzonych szuka domku, bedzie jak znalazl ;P
      • eliza311 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:38
        zastanawiam się jeszcze , ale odnoszę wrażenie ,że bawi Was anonimowe
        przepraszam opieprzanie!Dodam tylko ,że nic a nic nie robię bez porozumienia z
        wet. ,a to on ZALECIŁ,żeby Ją dopuścić. Co on też głupi? nieodpowiedzialny?bez
        pojęcia? Już widzę te odpowiedzi!Dlatego raz na zawsze opuszczam to forum ,a
        Wam życzę odwagi w realu.
          • eliza311 Re: sekunda - przeczytaj: 15.11.06, 13:49
            nie zalecił dopuszczenia jako dobrej recepty na..,powiedział,że dobrze gdybym
            ją teraz dopuściła/ma 3,5 roku/,bo pierwsze dopuszczenie po 4 r.życia nie jest
            zalecane,poza tym ciąża i poród uchroni ją przed chor .narz. rozrodczego m.in.
            nowotworem sutka.
            • pierozek_monika Re: sekunda - przeczytaj: 15.11.06, 13:53
              przeczytałaś dokładnie co tam pisze ? nie uchroni. Przed nowotworem układu
              rozrodczego uchroni tylko sterylizacja.
              Eliza proszę poszukaj jeszcze informacji u innych wetów, nie opieraj się na
              opinii jednego. Zobacz - tyle osób się tu wypowiedziało, w zasadzie jednomyślnie
              (chociaż różnego języka używając). A może coś w tym jest?
              Proszę poszukaj informacji i przemyśl to.
              • blue.berry Re: sekunda - przeczytaj: 15.11.06, 14:01
                porada twojego weterynarza jest mniej wiecej porownywalna do porady ginekologa
                ktory jako rozwiazanie bolesnych okresow daje radę "to proszę zajsc w ciażę,
                samo przejdzie".

                proponuje zajrzec tutaj:
                www.molosy.pl/klubmolosa/modules.php?name=News&file=article&sid=109
                a jesli ci sie nie chce to odpowiedni fragment przytoczę:
                "Urodzenie szczeniąt przez sukę nie zmniejsza ryzyka chorób układu rozrodczego,
                nie liwiduje także problemów ciąży urojonej. Z medycznego, etycznego i
                faktycznego punktu widzenia, nie ma powodów, dla których suka musiałaby
                odchować choć jeden miot w swoim życiu. Wiele osób uważa, iż pozbawiając swoje
                zwierzę "uciech seksualnych" albo "radości macierzyństwa" czyni mu krzywdę.
                Jest to całkowicie błędne przekonanie, gdyż zwierzęta nie uprawiają seksu dla
                przyjemności, a jedynie kierowane instynktem nakazującym im dążyć do
                przedłużania gatunku.
                Suka czy kotka nie "realizuje się" poprzez swoją seksualność czy posiadanie
                potomstwa. Wręcz przeciwnie - niedopuszczona do samca meczy się, zaś odchowanie
                młodych wyczerpuje fizycznie jej organizm. Samice, które wychowywały młode żyją
                krócej i mają gorszą kondycję, zwłaszcza jeśli rodziły młode zanim jeszcze same
                stały się w pełni dorosłe (tzn. zaszły w ciążę już podczas po pierwszej czy
                drugiej rui).
                Nie ma czegoś takiego jak więzi rodzinne pomiędzy zwierzętami. Po odchowaniu
                młodych matka zazwyczaj przegania je, bo od tej chwili są one konkurencją dla
                niej i jej kolejnego potomstwa, które może być już w drodze na świat. Jeśli
                spotka je po jakimś czasie nie rozpozna nawet, ze to jej dzieci. Zanim
                dopuścisz do tego, by Twoja suka/kotka miała "przynajmniej jeden miot",
                popracuj jako ochotnik przez jakiś czas w lokalnym schronisku dla bezdomnych
                zwierząt. Zobaczysz tam mnóstwo młodych i dorosłych psów i kotów, które co
                dzień są zabijane. Rozmnażając swoje zwierzę zwiększasz liczbę niepotrzebnych
                śmierci. Ludzi, którym chciałbyś oddać przychówek swojej pupilki lepiej namów
                na adopcję kociaka lub szczenięcia ze schroniska..."
                • mmk9 rada weta a rada gina, do berry 15.11.06, 14:42
                  Blue.berry, jest o wiele gorzej. Taka rada ginekologa może okazać sie sluszna,
                  mnie co prawda zaden nie radzil, ale efekt przypadkiem by wlaśnie taki. Rada
                  weta zaś, żeby tak, ot, pokryć suke jest po pierwsze debilna, po drugie
                  nieetyczna.
          • eliza311 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:53
            biljana napisała:

            > po pierwsze nie "opieprzam cie" tylko wyrażam swoją opinię.
            > a po drugie, tak, powiedzialabym Ci dokladnie to samo w realu :) no problem:)
            Akurat,wiesz mam ważniejsze sprawy na głowie,dajmy sobie spokój z tymi pożal
            się BOŻE dyskusjami.Już za długo dyskusja ciągnie się nie na temat.
            • biljana Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:55
              eliza311 napisała:

              > Akurat,wiesz mam ważniejsze sprawy na głowie,dajmy sobie spokój z tymi pożal
              > się BOŻE dyskusjami.Już za długo dyskusja ciągnie się nie na temat.


              to dlaczego założyłaś ten wątek? forum sprzyja dyskusjom:)
              ale ok, mozemy sobie dać z nimi spokój - tylko nie rozmnażaj suki
        • a_na Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 14:43
          eliza311 napisała:
          > zastanawiam się jeszcze , ale odnoszę wrażenie ,że bawi Was anonimowe
          > przepraszam opieprzanie!

          Nie sądzę aby kogokolwiek bawiła ludzka nieodpowiedzialność...a Ty jestes
          NIEODPOWIEDZIALNA i niestety nie masz za grosz wyobraźni...

          > Dodam tylko ,że nic a nic nie robię bez porozumienia z wet. ,a to on
          > ZALECIŁ,żeby Ją dopuścić. Co on też głupi? nieodpowiedzialny?bez
          > pojęcia?

          Niesety...ten wet to jakiś baaardzo starej daty,albo rzeczywiście
          niedouczony...współczuję Twojej suczce...

          > Wam życzę odwagi w realu.

          W każdej chwili powiem Ci to samo prosto w oczy!

          A tak na marginesie...ŻADEN porządny hodowca nie sprzedaje szczeniąt bez metryk!
          Widać mało przyłożyłaś się do zgłębienia tematu,skoro z własnej woli dałaś się
          nabrać...a skoro Twoja suka nie ma maetryki,to nie jest psam rasowym...co
          najwyżej w typie rasy...a takich psów ,naprawdę sporo, mozna znaleźć na
          stronach adopcyjnych...własnie dlatego,że komuś zachciało sie rozmnożyć jego
          śliczną pseudorasową suczkę...
          Piszesz,że pomagasz w schroniosku...i NIC Ci to nie dało do myślenia? Naprawdę
          NIC?!
    • agaciora Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 13:52
      >Kupiłam ją od hodowcy,nie mamy rodowodu ,bo do niczego nie jest mi
      potrzebny.Kupno psa było b.przemyślaną decyzją,zanim to zrobiłam przeczytałam
      więcej o rasie niż nie jeden z Was!

      ***Może i dużo przeczytałaś o rasie, ale niewiele zrozumiałaś skoro kupiłaś
      sobie nierasową suczkę (chyba że po przeczytaniu tylu informacji o rasie nie
      chciałaś kupić Golden Retrievera). Twoja suczka nie jest rasowa, jest psem w
      typie rasy. A dlaczego ? A dlatego:
      www.ols.vectranet.pl/~husky/rasowy/glowna.html
      I z tego powodu nie powinna być rozmnażana. I polecam zmienić weterynarza

      Agata
      www.emi.xt.pl
    • majenkir Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 14:01
      eliza311 napisała:
      > Kupiłam ją od hodowcy,nie mamy rodowodu ,bo do niczego nie jest mi
      > potrzebny.

      A do czego Ci potrzebne szczeniaki??

      > nie chodzi mi o "trzepanie kasy" jak to jakiś życzliwy
      > określił , a na szczeniaki mam chętnych w całej swojej rodzinie,

      Hehe, stara spiewka....
        • blue.berry do poczytania: 15.11.06, 14:09
          porada twojego weterynarza jest mniej wiecej porownywalna do porady ginekologa
          ktory jako rozwiazanie bolesnych okresow daje radę "to proszę zajsc w ciażę,
          samo przejdzie".

          proponuje zajrzec tutaj:
          www.molosy.pl/klubmolosa/modules.php?name=News&file=article&sid=109
          a jesli ci sie nie chce to odpowiedni fragment przytoczę:
          "Urodzenie szczeniąt przez sukę nie zmniejsza ryzyka chorób układu rozrodczego,
          nie liwiduje także problemów ciąży urojonej. Z medycznego, etycznego i
          faktycznego punktu widzenia, nie ma powodów, dla których suka musiałaby
          odchować choć jeden miot w swoim życiu. Wiele osób uważa, iż pozbawiając swoje
          zwierzę "uciech seksualnych" albo "radości macierzyństwa" czyni mu krzywdę.
          Jest to całkowicie błędne przekonanie, gdyż zwierzęta nie uprawiają seksu dla
          przyjemności, a jedynie kierowane instynktem nakazującym im dążyć do
          przedłużania gatunku.
          Suka czy kotka nie "realizuje się" poprzez swoją seksualność czy posiadanie
          potomstwa. Wręcz przeciwnie - niedopuszczona do samca meczy się, zaś odchowanie
          młodych wyczerpuje fizycznie jej organizm. Samice, które wychowywały młode żyją
          krócej i mają gorszą kondycję, zwłaszcza jeśli rodziły młode zanim jeszcze same
          stały się w pełni dorosłe (tzn. zaszły w ciążę już podczas po pierwszej czy
          drugiej rui).
          Nie ma czegoś takiego jak więzi rodzinne pomiędzy zwierzętami. Po odchowaniu
          młodych matka zazwyczaj przegania je, bo od tej chwili są one konkurencją dla
          niej i jej kolejnego potomstwa, które może być już w drodze na świat. Jeśli
          spotka je po jakimś czasie nie rozpozna nawet, ze to jej dzieci. Zanim
          dopuścisz do tego, by Twoja suka/kotka miała "przynajmniej jeden miot",
          popracuj jako ochotnik przez jakiś czas w lokalnym schronisku dla bezdomnych
          zwierząt. Zobaczysz tam mnóstwo młodych i dorosłych psów i kotów, które co
          dzień są zabijane. Rozmnażając swoje zwierzę zwiększasz liczbę niepotrzebnych
          śmierci. Ludzi, którym chciałbyś oddać przychówek swojej pupilki lepiej namów
          na adopcję kociaka lub szczenięcia ze schroniska..."
    • brrum Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 14:27
      Wiesz Elizo, ludzie, którzy sa na takim forum i kochają psy, na prawde nie mają interesu zeby wejsc tylko po to żeby pouzywac sobie na Tobie. Nasz psa bez rodowodu - wiec jest to pies w typie rasy golden, można niestety nazwac go kundelkiem - niestety- bo dla Ciebie jest obraźliwe. Tatus, także nie ma rodowodu tak ?? Wiec tak czy siak urodzą sie goldenopodobne psy, oby nigdy nie zajmowali sie nimi ludzie, którzy ratują je ze schorznisk....
      Jasne - trzeba myślec optymistycznie- ale błagam-
      • marie.walewska Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 14:57
        Elizo! Wyrzucasz wiekszosci forumowiczow chamstwo i brak wychowania, sama zas nie przestrzegasz
        podstawowych zasad kulturalnej wymiany zdan - nie odpowiadasz na pytania. Np na pytanie o badania
        na dysplazje i suni i reproduktora, ktore ja postawilam juz w 2 odpowiedzi na Twoj post, pozniej zas
        zostalo przez kilka osob powtorzone. Nie porownuj, prosze, kwesti dziedziczenia chorob u ludzi i
        zwierzat. Wielu ludzi ma bardzo silny imperatyw emocjonalny i intelektualny posiadania potomstwa i na
        tym tle moze swiadomie podjac decyzje o ryzyku przekazania choroby dziecku i ponoszeniu za to
        odpowiedzialnosci do konca zycia. Znam zreszta sporo ludzi, ktorzy wiedzac iz przekaza swojemu
        dziecku zrodlo cierpienia decyduja sie na adopcje. Jak sie ma do tego pies? Czy ty masz za swoja sunie
        ten imperatyw? Bo moze to jest tak naprawde istota calej tej niesympatycznej dyskusji - moze Ty po
        prostu marzysz o tym, zeby miec w domu slodkie malenstwa? Bo jesli chodzi o wzgledy racjonalne:
        rozmnozenie pieknych, wspanialych psow, czy zdrowie suki, to nie tedy droga. Jesli chodzi o zdrowie
        suni, to na prawde goraco Cie zachecam do skonsultowania czy ja dopuszczac (nie KIEDY, tylko CZY) z
        innymi weterynarzami. I postulowalabym tu, zebys znalazla mlodych, wyksztalconych, a nie starych,
        ktorzy holduja przesadom sprzed 50 lat. Pozdrawiam i zycze spokojnego przeczytania wszystkich
        odpowiedzi, przeanalizowania dlaczego tak wiele, bardzo roznych osob na Ciebie "napadlo",
        wyciagniecia z tego wnioskow i weryfikacji pogladow i postepowania.
      • marie.walewska Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 15:05
        To ja jeszcze dodam: www.goldenretriever.pl/do_adop.htm
        Z ostatnich 2 miesiecy 7 "goldenow" na jednej tylko stronie adopcyjnej. Nie daje Ci to do myslenia? A
        moze bys tak skrzyknela tych chetnych z Twojej rodziny i wspolnie byscie uratowali te psy? A Ty bys nie
        miala nic wspolnego z tym, ze za czas jakis Twoje ukochane maluch moga do nich dolaczyc?
    • tymulek Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 15:00
      to ja Cie bardzo przepraszam za zaszufladkowanie, ale to ze sposobu zapytanie
      nieco wyniknelo
      jestem przeciwnikiem rozmnazania psow nawet rasowych....bo zal patrzec jak
      potem szwendaja sie po ulicy, jesli rodzina jest chetna na szczeniaki to
      faktycznie bedziesz spokojniejsza o nie wiedzac komu oddajesz

      • mmk9 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 15:08
        W te chetną rodzinę to ja nie do końca wierzę. Poki jeszcze nie ma szczeniakow,
        albo mają tydzień, dwa... to tak. Rodzina i znajomi deklarują się "ach,
        kupię/wezmę od ciebie, tylko zatrzymaj dla mnie, na pewno , tiu tiu tiu. "
        Przerabiałam to. Kiedy zbliżała sie pora odbioru, to już nie mieli pieniędzy,
        albi nagle mieli inne psy, albo musieli się zastanowic, bo przecież rozumiesz,
        to trudna decyzja. Na szczęście moje szczeniaki mialy rodowod i sprzedawaly sie
        za granicę. Znajomym chciałam sprzedać taniej a moze i na kredyt, żeby widzieć
        co z maluchow wyroslo i ewentualnie ciągnąć na wystawy. U Twojej rodziny,
        Eliza, zaraz rozpleni sie alergia na psy, trudne warunki itp.
      • albert.flasz1 Re: Pani Elizo 15.11.06, 15:25
        Mnie to nie dotyczy. Psa w końcu uśpiłem i wziąłem się za hodowlę tarantull,
        skorpionów i skolopendr. Tu przynajmniej nie trzeba myśleć o smyczach,
        kagańcach, torebkach na kupki, rodowodach itd., itp., a kasa dużo lepsza, bo to
        jest "trendy"!
          • albert.flasz1 Re: Wyjaśniam 15.11.06, 15:41
            Psa (a raczej sukę "w typie" boksera, czyli, zdaniem niektórych kundli -
            "mieszańca") uśpiłem oponą. Po prostu, wyszedłem z nią na spacerek, znalazła
            oponę i przez dwie godziny robiła przedstawienie, aż się przechodnie oglądali.
            Teraz śpi a jak się obudzi to pewnie powie mi co o tym wszystkim myśli...:-DDDE
            • marie.walewska Re: Wyjaśniam 15.11.06, 15:47
              hehehe Coz za okropnie nie wygodna metoda usypiania psa. To juz zwykly kij nie jest trendy? Ja np.
              przy wspoldzialaniu sasiada co wieczor za pomoca solidnego draga usypiam owczarka i dobermana. W
              zupelnosci wystarcza. Poza tym polecam metode "dwa na raz" czlowiek sie tak nie zmacha, a 45 minut
              w zupelnosci wystarcza, zeby uspic dwa silne mlode zwierzeta.
              Ontarian! Powiedz mi, czy Ty oprocz dzdzownicy posiadasz hurtownie art. spozywczych? Bo ja sie
              martwie, ze jesli nie, to Ty zbankrutujesz dolewajac tu oliwy do ognia co chwile!

              albert.flasz1 napisał:

              > Psa (a raczej sukę "w typie" boksera, czyli, zdaniem niektórych kundli -
              > "mieszańca") uśpiłem oponą. Po prostu, wyszedłem z nią na spacerek, znalazła
              > oponę i przez dwie godziny robiła przedstawienie, aż się przechodnie oglądali.
              > Teraz śpi a jak się obudzi to pewnie powie mi co o tym wszystkim myśli...:-DDDE
        • blue.berry Re: Pani Elizo 15.11.06, 16:12
          albert.flasz1 napisał:
          > Mnie to nie dotyczy. Psa w końcu uśpiłem i wziąłem się za hodowlę tarantull,
          > skorpionów i skolopendr. Tu przynajmniej nie trzeba myśleć o smyczach,
          > kagańcach, torebkach na kupki, rodowodach itd., itp., a kasa dużo lepsza, bo
          > to jest "trendy"!

          i to my ponoć dowartościujemy sie pobytem na tym forum. jak również leczymy
          kompleksy....

          bravo panie albercie - przez ostatnie dwa dni dał pan piękny przegląd swoich
          przemyslen - biorąc pod uwage ze ponoc jest pan weterynarzem w
          wieku "mickiewiczowskim", czyli - powiedzmy, "czterdzieści i cztery" to można
          się nieźle ubawić....
    • edycja_kopiuj_wklej Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 16:10
      ---

      Niewiele pamiętam z miejsca, gdzie się urodziłem. Było ciasne i ciemne i nigdy
      nie bawiliśmy się z ludźmi. Pamiętam mamę i jej miękkie futro, ale chorowała i
      była bardzo chuda. Miała niewiele mleka dla mnie, moich sióstr i braci.
      Większość z nich nagle umarła i strasznie za nimi tęskniłem.
      Pamiętam dzień kiedy zabrano nas od mamy. Byłem taki smutny i wystraszony.
      Dopiero co pojawiły się u mnie pierwsze ząbki i jeszcze potrzebowałem mamy.
      Biedna mama, była taka chora i ludzie powiedzieli, że chcą wreszcie otrzymać
      pieniądze i że mają powyżej uszu bałaganu, który robiliśmy.
      Tak więc, któregos dnia załadowano nas do skrzyni i wywieziono.
      Zostalo nas tylko dwoje. Przytulaliśmy się do siebie i strasznie się baliśmy.
      Nikt nie przyszedł nas pocieszyć. Tak dużo było nowych obrazów, dźwięków i
      zapachów!

      Trafiliśmy do sklepu zoologicznego, gdzie były różne zwierzęta! Jedne gwizdały,
      inne miałczały, a jeszcze inne piszczały...
      Razem z siostrą zostaliśmy zamknięci w ciasnej klatce. Słyszeliśmy obok
      skomlenie innych szczeniąt.
      Widzieliśmy ludzi patrzących na nas - lubię tych małych ludzi - dzieci. Były
      takie słodkie i wesołe. I chciały się ze mną bawić!
      Dzień po dniu spędzalismy w małej klatce, czasem ludzie stukali w szybę, czasem
      ktoś nas podnosił i pokazywał ludziom. Niektórzy byli przyjacielsci i
      delikatni, inni sprawiali nam ból. Często słyszeliśmy jak mówią "Och, one są
      takie słodkie! Chcę jednego!", ale potem odchodzili.
      Moja siostra umarła następnej nocy, kiedy w sklepie było ciemno. Położyłem
      głowę na jej futerku i czułem jak życie opuszcza jej małe, chude ciałko.
      Kiedy rano wyciagali ją z klatki mówili, że była chora i powinna być sprzedana
      za niższą cenę i szybko opuścic sklep. Ja też miałem być sprzedany taniej.
      Nikt nie zwracał uwagi na mój cichy płacz, kiedy wyrzucili moją małą
      siostrzyczkę.

      Potem przyszła do sklepu rodzina i kupiła mnie! Co za szczęśliwy dzień! Teraz
      już wszystko będzie dobrze!
      To są bardzo mili ludzie. I naprawdę mnie chcieli! Kupili mi miskę i dobrą
      karmę, a mała dziewczynka nosiła mnie delikatnie. Tak bardzo ją kochałem! Jej
      mama i tata mówili, że jestem słodkim i dobrym pieskiem! Nazwali mnie Angel.
      Uwielbiałem lizać moich nowych ludzi. Bardzo się o mnie troszczyli. Byli
      kochający i czuli. Uczyli mnie co dobre, a co złe, dawali mi pyszne jedzenie i
      dużo, dużo miłości!
      Niczego więcej nie chciałem, jak tylko podobać się im. Bardzo kochałem małą
      dziewczynkę i uwielbiałem się z nią bawić.

      Potem poszliśmy do weterynarza. To było bardzo dziwne miejsce i bałem się.
      Dostałem kilka zastrzyków, ale moja mała dziewczynka trzymała mnie delikatnie i
      powiedziała, że wszystko będzie dobrze, więc się odprężyłem.
      Weterynarz musiał powiedzieć mojej rodzinie coś złego, bo wyglądali bardzo
      smutno. Słyszałem coś o ciężkich wadach, dysplazji i o moim sercu....
      Słyszałem jak powiedział coś o dzikich hodowcach i o tym, że moi rodzice nie
      byli badani. Nie wiedziałem co to znaczy, ale to było okropne patrzeć jak moja
      rodzina jest smutna. Ale nadal mnie kochali i ja kochałem ich tak bardzo!

      Miałem już 6 miesięcy. Inne szczenięta były krzepkie i rozbawione, a mnie każdy
      ruch sprawiał ból. Ból nigdy nie znikał. I ciężko mi było oddychać gdy tylko
      trochę pobawiłem sie z moją małą dziewczynką.
      Bardzo chciałem być silnym psem, ale po prostu nie dawałem rady.
      Kilka razy byłem u weterynarza, ale zawsze wizyta kończyła się
      słowami "genetyczne" i "nic nie można zrobić". A ja tylko chciałem czuć na
      skórze promienie słońca, biegać i bawić się z moją rodziną!

      Ostatnia noc była najgorsza. Nie mogłem nawet wstać i napić się wody, tylko
      krzyczałem z bólu...
      Próbowałem być silnym szczeniakiem, takim jak wiedziałem, że powinienem być,
      ale było to strasznie trudne. Pękało mi serce, gdy widziałem smutek
      dziewczynki, i gdy usłyszałem słowa mamy i taty "chyba już czas".
      Zanieśli mnie do samochodu. Wszyscy płakali. Byli tacy dziwni, a ja nie
      wiedziałem dlaczego. Czy byłem niegrzeczny? Próbowałem być dobry i kochający,
      co zrobiłem źle?
      Ach, gdyby tylko ten ból ustał. Nie mogłem nawet polizać łez na twarzy małej
      dziewczynki.
      Stół u weterynarza był taki zimny. Bałem się...
      Wszyscy ludzie płakali w moje futerko. Czułem jak bardzo mnie kochali. Z
      wysiłkiem polizałem ich ręce.
      Nawet weterynarz nie spieszył się dzisiaj i był bardzo serdeczny. Był
      delikatny. Mój ból się zmniejszył. Mała dziewczynka trzymała mnie delikatnie,
      lekkie ukłucie.... Dzieki Bogu, ból znika. Czuję głęboki spokój i wdzięczność.
      Sen: widzę moją mamę, moich braci i siostry na wielkiej, zielonej łące. Wołają
      do mnie, że tam nie ma bólu, tylko spokój i szczęście, więc mówię mojej
      ludzkiej rodzinie do widzenia w jedyny możliwy dla mnie sposób - lekkim
      machnięciem ogona i lekkim węszeniem. Chciałem z nimi spędzić wiele
      szczęśliwych lat... To nie powinno się stać! Zamiast tego przysporzyłem im
      tylko wielu zmartwień...
      - Widzisz - powiedział weterynarz - wiele szczeniąt nie pochodzi od porządnych
      hodowców.
      Ból zniknął i wiem, że minie wiele lat zanim ponownie zobaczę swoją ludzką
      rodzinę.
      A mogło być całkiem inaczej....
      Autor: J. Ellis, 1999
      • albert.flasz1 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 17:01
        Lucky pechowiec
        Opieka weterynaryjna

        Lucky był najbardziej pechowym psem na świecie. Naprawdę nie zasługiwał na swe
        imię. Ten mieszaniec, czteroletni pies, nie kastrowany, typu beagle, miał
        temperament, który sprawił mi wiele trosk. Być może jest on, spośród wszystkich
        zwierząt, jakie leczyłem tym, który stał się najtwardszym orzechem do
        zgryzienia. W pewnym, krótkim momencie myślałem nawet za jego przyczyną o
        zmianie zawodu.
        Łatwo powiedzieć...
        Porzuconego czy też uciekiniera, Lucky'ego znaleziono, na wpół martwego,
        błąkającego się na pustkowiu między dwiema jezdniami autostrady, zdanego na
        obojętność ludzi.
        W schronisku zauważono że był odrobinę skryty, lecz nic więcej. Przetrzymywano
        go, jak inne, w zagrodzie i wydawał się w sumie być dość łagodnym. Jego wygląd
        podrostka, jego oczy tryskające psotą, jego sposób trzymania głowy zdradzający
        tchórza oraz jego ogon między nogami natychmiast oczarowały Annie i Paula, dwoje
        młodych specjalistów, dość dobrze sytuowanych finansowo.
        Gdyby tylko choć trochę znali oni mowę ciała psów, zobaczyli by pośród tych
        ostatnich cech psa bardzo lękliwego, który nie wróżył nic dobrego szczególnie
        dla kogoś, kto o psach nie wie nic jak to było w ich przypadku.
        Dostali go niedrogo, lecz, od chwili wejścia w jego posiadanie ich życie
        przechyliło się w stronę psychozy i nie jest to za mocne słowo. Gdy tylko
        wychodzili z domu, Lucky zaczynał wyć a beagle jak on, psy biegające mają
        szczególnie rezonujący dźwięk głosu. Gdy szczekał, słyszała go cała ulica.
        W pierwszych dniach po adopcji Annie i Paul powracając z pracy znajdowali dom
        przewrócony „do góry nogami”. Prawdziwe pobojowisko. Podarł na kawałki poduszki
        z sofy i obrobił kłami nogi drewnianego stołu w salonie. Kartonowo – gipsowa
        ściana przy drzwiach wejściowych była podarta, niemal rozszarpana jego pazurami.
        Aby zapobiec zniszczeniu wszystkiego, Paul opróżnił jeden pokój, by go w nim
        zamykać na czas ich nieobecności. Zawezwał nawet swego pośrednika
        ubezpieczeniowego (nigdy nic nie wiadomo) by sprawdzić czy polisa pokrywa straty
        spowodowane przez psa. Nie w tym wypadku!
        Lucky kładł się wszędzie, na łóżkach i fotelach a gdy próbowano go z nich
        usunąć, pokazywał zęby i zaczynał warczeć. W dodatku był brudasem, Annie
        spędziła wiele czasu ścierając podłogi i zbierając jego odchody, które rozsiewał
        po całym domu.
        Gdy go wyprowadzali, był nieposkromiony, nie do opanowania. Alergicznie nie
        znosił smyczy. Był szczęśliwy jedynie w towarzystwie swych ziomków i gdy
        zobaczył psa, zapominał o wszystkich zasadach rządzących społeczeństwem ludzi.
        Ponadto, był „francuskim pieskiem” i jadał tylko dobre potrawy. Pewnego razu,
        zjadł cały surowy rostbef, pozostawiony przez nieuwagę na ladzie kuchennej. Dla
        niego chrupki nie istniały a przecież Annie kupowała najlepsze na rynku.
        Sprawił że ich życie stało się piekłem. Niezdyscyplinowany, „charakterny”,
        dominujący, onieśmielający, krętacz, czasem wręcz zły, Lucky był prawdziwym
        postrachem, potworem między ludźmi. Umiał przy okazji sprawiać że go kochano,
        jednak wyłącznie wtedy, gdy on tego chciał. Te krótkie chwile nie wystarczały
        jednak by przebaczono mu resztę.
        Tak, Annie i Paul źle trafili z Luckym.
        Annie przyszła do mnie sama na konsultację, gdyż od kiedy go posiadali, Lucky
        wymiotował. Z początku, cztery do pięciu razy w tygodniu, później wreszcie około
        dziesięciu razy. Miał także częste napady biegunki. Od wielu tygodni brakowało
        mu zapału do życia i wydawało się że schudł. Wciąż był tak samo przerażający,
        jednak coś było nie tak.
        Wchodząc do kliniki zaczął wyć i rzucać się w szelkach. Ciągnął smycz ze
        wszystkich sił by zbliżyć się do drugiego psa, siedzącego obok swego pana w
        drugim końcu poczekalni. Annie nie mogła go utrzymać, więc rzucił się w głąb
        pomieszczenia. Przy okazji przewrócił stolik, na którym stała duża tropikalna
        roślina. Doniczka się stłukła i wilgotna ziemia rozsypała się na podłodze.
        Wszędzie było jej pełno.
        Próbując go powstrzymać mężczyzna, który tam był pośliznął się i upadł na plecy,
        prosto w ziemię. Michelle, moja asystentka zaczęła krzyczeć na Lucky'ego, który
        ze swej strony zaczął wyć. Annie osunęła się na krzesło i przyglądała się scenie
        ogłuszona, całkowicie rozbita przez tego psa, którego w zasadzie powinna nazwać
        Apokalipsą. W kilka sekund moja poczekalnia stała się prawdziwą strefą
        katastrofy żywiołowej.
        Udało mi się powstrzymać huragan i podczas gdy Michelle trzymała Lucky'ego na
        smyczy, wszedłem z Annie do gabinetu. Marzyłem tylko o jednym: nie musieć
        hospitalizować tego zwierzęcia. Nie wydawał się tak bardzo chory i właśnie
        dostarczył nam na to dowodów lecz Annie, zadyszana nalegała bym go pozostawił.
        Lucky, mimo że wydawał się porywczy był bardzo chory. Podejrzewałem chorobę
        wątroby lub żołądka, lecz dla pewności trzeba było go poobserwować oraz
        przeprowadzić dokładniejsze badania.
        To nie był mój szczęśliwy dzień i Lucky miał zostać. Nigdy już nie wrócił do domu.
        Hospitalizować i leczyć zwierzę takie, jak Lucky jest przekleństwem każdego
        weterynarza. Czynności i zabiegi, jakich wymagają badania oraz leczenie są
        prawie niemożliwe w przypadku psa o jego temperamencie. Lucky nie należał do
        rodzaju pozwalających manipulować sobą, dotykać siebie, kłuć lub przywiązywać;
        tymczasem, w jego przypadku wszystkie te zabiegi były wskazane. Zwierzęta nie
        rozumieją tego, co z nimi robimy i w wielu przypadkach nasze wysiłki, jak bardzo
        nie były by chwalebne, tylko pogarszają ich stan.
        Przywiązałem go w gabinecie zabiegowym w miejscu, gdzie mogłem łatwo śledzić
        postęp jego choroby. Szczekał przez cały dzień a klienci byli porażeni jego
        ogłuszającym wyciem. Zwierzęta w klinice stały się bardzo strachliwe, nerwowe,
        nawet agresywne. Obecność Lucky'ego złamała ogólną harmonię kliniki.
        Aby pobrać próby do badań lub podać leki trzeba było łapać go na lasso i
        nakładać kaganiec. To niemal codzienne ćwiczenie wyczerpywało mnie. Do wlewów
        trzeba było założyć mu dożylny cewnik, co w przypadku Lucky'ego nie było to
        łatwe. Szamotał się tylko, musiałem więc wielokrotnie wkłuwać się w żyłę
        dogłowową znajdującą się na każdej tylnej łapie, zanim wreszcie mi się udawało.
        Jego naczynia stały się prawdziwym sitem.
        Izolacja w klinice oraz choroba odebrały mu apetyt. Z początku jeszcze troszkę
        jadł, lecz później już nie. Michelle, moja asystentka przygotowywała mu kurczaka
        lub kawałki wołowiny. Odwracał nos od całej reszty.
        Próbowałem go oswoić lecz nic z tego, opierał mi się. Nawet Michelle, choć
        przyzwyczajonej do zwierząt, również się nie udało. Każdego razu, gdy zbliżała
        się do niego warczał by trzymać ją na odległość, jeżąc kark.
        Lucky był oporny, hardy, był prawdziwym psem i mimo wszystko, lubiłem go właśnie
        za to. Nie był tak naprawdę zły; po prostu źle trafił. Urodził się w złym
        środowisku. Prześwietlenie wykazało jakąś masę u podstawy wątroby a analizy krwi
        wykazywały poważne zmiany wielu jej parametrów. Obawiałem się nowotworu ale nie
        byłem pewien. By potwierdzić diagnozę zasugerowałem wysłanie Lucky'ego do
        specjalisty, jednak Annie odmówiła. Nie chciała jeździć i obawiała się zbyt
        wygórowanych honorariów. Poprosiła mnie bym kontynuował oraz bym robił jak
        najlepiej do czasu, gdy podejmie decyzję.
        Po kilku dniach w klinice osłabiony chorobą i hospitalizacją, Lucky zaczął
        tracić równowagę. Jego boki zapadły się a jego oczy, dawniej tryskające i pełne
        psoty stały się tak samo matowe jak jego futro.
        Wezwałem Annie by poinformować ją o postępie choroby Lucky'ego. Próbowałem
        uzmysłowić jej że być może zbliża się koniec i że lepiej byłoby nie upierać się
        przy jego leczeniu. Odpowiedziała mi tonem pełnym lęku i drżącym głosem że nie
        jest jeszcze gotowa na zakończenie jego cierpień.
        W następnych dniach stan Lucky'ego załamał się. Rzadko wstawał i przestał
        szczekać. Był już tylko cieniem. Klinika stała się dziwnie cicha.
        Annie przyszła zobaczyć go i wykorzystałem jej wizytę, by po
        • albert.flasz1 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 15.11.06, 17:06
          W następnych dniach stan Lucky'ego załamał się. Rzadko wstawał i przestał
          szczekać. Był już tylko cieniem. Klinika stała się dziwnie cicha.
          Annie przyszła zobaczyć go i wykorzystałem jej wizytę, by po raz kolejny
          powiadomić ją o moich obawach. Wreszcie, zadowolona faktem, że spróbowano zrobić
          niemożliwe, zadecydowała ku mej wielkiej uldze eutanazję Lucky'ego.
          Uregulowała rachunek z płaczem i przeprosinami. Michelle próbowała ją pocieszyć
          podając jej papierowe chustki. Flegmatyczny, patrzyłem na tę scenę, którą
          widziałem już setki razy.
          Annie przyszła uścisnąć mi dłoń w podziękowaniu. Przed odejściem, z uczuciem
          dumy w oczach powiedziała mi że trzeba kochać zwierzęta, by znosić tyle trudów
          oraz wydawać na nie tyle pieniędzy. Zgodziłem się z nią dość przekonującym
          skinieniem głowy i powróciłem na zaplecze zobaczyć Lucky'ego.
          Michelle tymczasem przygotowała strzykawkę z wyzwoleniem.
          Usiadłem i patrzyłem na Lucky'ego przez długą chwilę, łagodnie, by go nie
          przerazić. On również patrzył na mnie leżąc na boku, zaledwie sen w
          społeczeństwie ludzi.
          Zbliżyłem się powoli i, ku memu wielkiemu zdziwieniu po raz pierwszy pozwolił mi
          się pogłaskać.
          To był mój szczęśliwy dzień.
          Lucky już nie mógł i bez wątpienia dlatego pozwolił to sobie zrobić, jednak ja
          wolałem wierzyć, że był wdzięczny za wszystkie wysiłki, jakie zrobiłem.
          Uśpiłem Lucky'ego myśląc, że wreszcie dla niego również był to szczęśliwy dzień.

          Charles Danten
          www.angryvet.org/francais/02_auteur/lucky.htm
    • dorcik_wk ELIZA - przeczytaj... 15.11.06, 16:34
      Nie jestem w temacie od początku i powoli staram się przebrnąć przez oba wątki,
      ale:
      1. rasowy=rodowodowy, a skoro nie masz rodowodu, to masz TYLKO psa w typie rasy
      chyba, ze masz metrykę - wtedy tez jest rasowy, ale jeśli hodowca nie dał Ci
      metryki, to nie był to prawdziwy hodowca tylko chodoffca.
      2. dopuszczanie suki dla zdrowia to jakiś mit - poczytaj dokładnie wypowiedzi
      weterynarzy, skonsultuj to z inymi, jak Ci radzą ludzie na tym forum.
      3. Zarówno blue.berry, jak i pierozek.monika mają RASOWE psy, czyli z
      rodowodem :-) i wiedzą co piszą. I nie tylko one na tym forum.
      4. zapewniam Cię, że kazdy kto ma rasowego=rodowodowego psa, wie baaardzo dużo
      o rasie. Skoro masz "rasową" Goldenkę to zapraszam do dyskusji :-) Czy
      przebadałaś soją sukę przed dopuszczeniem? Masz rtg bioder i łokci, badanie
      oczu na PRA i serca (przydaloby się badanie pochwy na bakterie i inne badania
      drobniejsze)? Nie? To nie masz pojęcia o rasie, o chorobach przenoszonych przez
      rozmnażanie nierasowych Goldenów itd.

      Życzę całej Twojej rodzinie i znajomym, którzy wezmą od Ciebie nierasowego
      Goldena, zeby nie musieli jeździć po wetach i robic operacji np bioder za
      bajońskie kwoty, ani leczyć oczu, czy cierpieć, gdy Goldek w wieku 2 lat
      odejdzie z powodu choroby serca...
      • venus22 Re: ELIZA - przeczytaj... 16.11.06, 02:55
        tez nie czytalam ale pytam -
        masz porobione potrzebne badania pod katem zdrowia twojej suki?
        nie maja wad genetycznych?
        co zrobisz jak ci sie urodzi 11 albo wiecej szczeniakow?
        i dobrze radze - zmien weta.

        Venus
          • po.prostu.ona Re: ELIZA - przeczytaj...o rodowodzie i rasie 16.11.06, 08:44
            Pozwolę sobie zacytować wypowiedź, która co prawda w oryginale dotyczyła kota,
            ale jest tak samo prawdziwa wobec psów:

            "Pies rasowy bez rodowodu to coś tak samo nieistniejącego jak mercedes bez
            prawa do dowodu rejestracyjnego czy diament bez certyfikatu."

            Psów nierasowych pełne są schroniska, umierają tam. Dziwię się, że ktoś rzekomo
            pomagający w schronisku chce rozmnażać nierasową sukę tylko dlatego, że wygląda
            jak golden.
            Te szczenięta też przyszły na świat, bo komuś marzyła się hodowla. Swą
            nieodpowiedzialnością i bezmyślnością skazał je na śmierć.

            tiny.pl/rkt7
            tiny.pl/rktr


        • pierozek_monika Re: ELIZA - przeczytaj... 16.11.06, 08:39
          w którejś linijce na początku eliza napisała po południu, że chyba zmieni weta....
          Są różni weci. Co ma począć człowiek, któremu weterynarz - autorytet (no jak
          kilka lat leczy zwierzęta i dobrze mu to wychodzi, to autorytet) zaleca. Skąd
          taka osoba ma wiedzieć, że można być w jednym dobrym ale w drugim mieć
          przestarzałą wiedzę, własne poglądy rzutujące na zalecenia?
          Przedwczoraj koleżanka odebrała telefon, dzwonił gościu żeby jej pies pokrył
          jego niepapierową suczkę. Koleżankę poleciła jej własna pani weterynarz, podała
          numer i zarekomendowała, że pies kryje wszystkie suczki, mają doświadczenie itd,
          co jest totalną bzdurą. Pani weterynarz ma hodowlę psów tej samej rasy co
          dziewczyna....

          Od siebie dodam - mam 2 psy. Jeden rasowy, a drugi kundelek - obustronna
          dysplazja, spowodowane dysplazją zerwane więzadło krzyżowe w kolanie, odrzucony
          implant tego więzadła, zwyrodniały staw kolanowy.....no sierotka taka biedna.
          Jest piękny, jego rodzice też prawdopodobnie tacy byli. Komuś zachciało się
          szczeniąt. Być może urodziło się ich więcej niż oczekiwali... Być może ktoś
          pomyślał, że ryzyko chorób zawsze jest i nie jest to powód do rezygnacji z
          rozmnożenia. A może tylko niedopilnowana suka.... teraz to już nieistotne, cały
          ciężar jego choroby i tak spadł na nas.



    • annb dajcie spokoj tej pani 16.11.06, 08:45
      bo ta pani zdania nie zmieni
      ma misje,
      ma cel
      ma psa
      i go wykorzysta

      pomimo podlania wszystkiego sentymentalno_infantylnym sosem-pieniązki, dzieci,
      opieka weterynaryjna (IMHO weterynarz to obowiazek nie zaszczyt)
      tej pani musi sie widac zwrocic koszt zakupu i utrzymania kundla
      tak bywa
      nie rozumiem czemu ludzie nie napiszą wprost-mam psa i chce na nim zarobi
      zamiast dorabiac ideologię
      przynajmniej byliby wiarygodni
    • majenkir Eliza, 16.11.06, 16:08
      masz prawo czuc sie zaszczuta, bo wielu tu ludzi (ze mna wlacznie :P)
      naskoczylo na Ciebie. Ale przeczytaj ten watek raz jeszcze tak, jakby to ktos
      inny go napisal. I wtedy przekonasz sie, ze mamy racje. Wet wprowadzil Cie w
      blad, pewnie liczy na zyski przy prowadzeniu ciazy, porodzie, szczenietach...
      Dlaczego nie chcesz posluchac ludzi, ktorzy NIC nie zyskaja jesli odwioda Cie
      od tego zamiaru? Dlaczego myslisz to robia...?

      Poza tym, odchowanie szczeniat to wydatki, CIEZKA PRACA, nieprzespane noce, itp.
      Czy bedziesz miala na to wszystko czas przy dwojce dzieci?
      Przemysl to raz jeszcze...
      • ontarian Re: Eliza, 16.11.06, 16:25
        majenkir napisała:

        > inny go napisal. I wtedy przekonasz sie, ze mamy racje. Wet wprowadzil Cie w
        > blad, pewnie liczy na zyski przy prowadzeniu ciazy, porodzie, szczenietach...
        tak samo jak ci co kase na rodowodach robia
        w ich interesie lezy, zeby durnoty ludziom wmawiac
        ze bez rodowodu, to nie rasowy
        a ja mam tylko dwa pytanka?
        1.kiedy wlasciwie te papierki wprowadzono?
        2.czy przed wprowadzeniem papierkow nie bylo psow rasowych?

        > Dlaczego nie chcesz posluchac ludzi, ktorzy NIC nie zyskaja jesli odwioda Cie
        > od tego zamiaru? Dlaczego myslisz to robia...?
        po co ma glupich rad sluchac?

        > Poza tym, odchowanie szczeniat to wydatki, CIEZKA PRACA, nieprzespane noce,
        > itp
        najwyrazniej sama zielonego pojecia o tym wszystkim nie masz

        > Czy bedziesz miala na to wszystko czas przy dwojce dzieci?
        a co cie jej czas obchodzi?

        > Przemysl to raz jeszcze...
        ona juz przemyslala, i sie zdecydowala
        a wam gucio do tego
        • annb gucio nie gucio 17.11.06, 08:12
          bo moze byc tak ze ktos obdarowany szczeniakiem za chwilę bedzie zbieral na
          leczenie tego psa
          wiec nie taki znowu gucio nie nasz
        • ronja2 Re: Eliza, 28.11.06, 14:34
          ontarian napisał:
          > tak samo jak ci co kase na rodowodach robia
          > w ich interesie lezy, zeby durnoty ludziom wmawiac
          > ze bez rodowodu, to nie rasowy
          > a ja mam tylko dwa pytanka?
          > 1.kiedy wlasciwie te papierki wprowadzono?
          > 2.czy przed wprowadzeniem papierkow nie bylo psow rasowych?

          bez rodowodu to nie rasowy... jak to jest? Mój goldek ma rodowodowych rodziców
          (tatko to nawet jakiś medalista). On sam rodowodu nie posiada bo właściciele
          mamy nie zgłosili miotu do Ziązku Kynologicznego. Takiej potrzeby nie było.
          Wszyscy chętni na szczeniaki chcieli mieć w domu psa, nie jego metrykę. Dla
          mnie najważniejszy jest fakt że pies jest po zdrowych rodzicach (jego matkę
          znam odkąd przywieziono ją z hodowli)i sam jest okazem zdrowia. Czy w związku z
          tym Maniek nie jest rasowy?

          P.S. Tak do końca guzik obchodzi mnie jego rasowość - Maniek jest
          najcudowniejszym psem pod słońcem - Domorosłym dogoterapeutą rodzinnym.
          • wrexham Re: Eliza, 28.11.06, 15:07
            mam nadzieje, ze na twoj post odpowie ktos, kto na hodowli sie zna, ale czy
            mozna nie zglaszac miotu do zwiazku? to, ile razy suka ma szczeniaki nie
            pozostaje bez wplywu na jej zdrowie, jesli eksploatuje sie ja zbytnio to juz
            jest wbrew przepisom hodowlanym, czyli, ze hodowca postepuje tak by zwiekszyc
            swe zyski i nie dba do konca o zdrowie suki; chce zarobic kosztem zdrowia
            zwierzecia, a to juz stawia pod znakiem zapytania jego profesjonalizm i sens
            popierania jego dzialanosci przez kupowanie od niego szczeniakow;
            • ronja2 Re: Eliza, 28.11.06, 15:13
              suka ma 3 lata, szczeniaki miała po raz pierwszy i najprawdopodobniej ostatni -
              o nadmiernej eksploatacji nie ma więc mowy. O wielkich zyskach też raczej mówić
              tu nie możemy.

          • a_na Re: Eliza, 28.11.06, 15:18
            ronja2 napisała:
            > bez rodowodu to nie rasowy... jak to jest? Mój goldek ma rodowodowych
            rodziców (tatko to nawet jakiś medalista). On sam rodowodu nie posiada bo
            właściciele mamy nie zgłosili miotu do Ziązku Kynologicznego. Takiej potrzeby
            nie było.

            A to ciekawe...potrzeby nie było...czyli co,lewy miot?czy suka nie miała
            uprawień hodowlanych? czy nie miała badań?
            Tak czy owak to jaknajgorzej śwadczy o "hodowcach"...a raczej pseudohodowcach...

            > Wszyscy chętni na szczeniaki chcieli mieć w domu psa, nie jego metrykę.

            Blablabla...

            > Czy w związku z tym Maniek nie jest rasowy?

            NIE jest - jest psem w typie rasy,ponieważ NIE ma udokumentowanego pochodzenia.

            > P.S. Tak do końca guzik obchodzi mnie jego rasowość

            Już padło to pytanie...czemu w takim razie nie wzięłaś psiaka ze schronu? Tam
            też są "rasowe" psiaki.
            • albert.flasz1 Re: Eliza, 28.11.06, 15:26
              a_na napisała:


              > A to ciekawe...potrzeby nie było...czyli co,lewy miot?czy suka nie miała
              > uprawień hodowlanych? czy nie miała badań?
              > Tak czy owak to jaknajgorzej śwadczy o "hodowcach"...a raczej pseudohodowcach..

              A co Cię to obchodzi? Przeszkadza?

              > Blablabla...

              Blablabla...

              > > Czy w związku z tym Maniek nie jest rasowy?
              >
              > NIE jest - jest psem w typie rasy,ponieważ NIE ma udokumentowanego pochodzenia.
              >
              > > P.S. Tak do końca guzik obchodzi mnie jego rasowość
              >
              > Już padło to pytanie...czemu w takim razie nie wzięłaś psiaka ze schronu? Tam
              > też są "rasowe" psiaki.

              Bo takich tam jeszcze nie ma, prawdziwi hodowcy wolą "chów towarowy" a moda nie
              nadąża za "chciejstwem"... Coś przeszkadza???
              • a_na Re: Eliza, 28.11.06, 15:38
                albert.flasz1 napisał:
                > Coś przeszkadza???

                Tak - przeszkadza tarktowanie psów jako żródła dochodów,produkowanie na ilość
                pseudorasowych szczeniąt,z których bardzo wiele ląduje potem w schroniskach..w
                najlepszym przypadku...bo okazuje się,że wyrasta z nich nie to,co niało
                wyrosnąć...

                Tobie jak widać nie przeszkadza...no cóż...
                • albert.flasz1 Re: Eliza, 28.11.06, 15:43
                  Więc weź się za hodowlę skorpionów, tarantull i skolopendr - też ładne, też w
                  sumie nikomu do niczego niepotrzebne, a jaka kasa!...
                  "moda nie nadąża za "chciejstwem"... " - Albo odwrotnie. Łeee!:-P
                  • a_na Re: Eliza, 28.11.06, 15:47
                    albert.flasz1 napisał:
                    > Więc weź się za hodowlę skorpionów, tarantull i skolopendr - też ładne, też w
                    > sumie nikomu do niczego niepotrzebne, a jaka kasa!...

                    Nie mierz innych swoją miarą...

                    > "moda nie nadąża za "chciejstwem"... " - Albo odwrotnie. Łeee!:-P

                    Napisz to pseudohodowcom....nie mnie.... :-P
                • ronja2 Re: Eliza, 29.11.06, 09:22
                  a_na napisała:
                  > Tak - przeszkadza tarktowanie psów jako żródła dochodów,produkowanie na ilość
                  > pseudorasowych szczeniąt,z których bardzo wiele ląduje potem w
                  schroniskach..w
                  > najlepszym przypadku...bo okazuje się,że wyrasta z nich nie to,co niało
                  > wyrosnąć...

                  Droga a_no, miałam przyjemność spotkać goldki z "doskonałych" hodowli:
                  1) rekomendowana przez związek hodowla domowa (właścicel to sędzia ze związku)
                  okazała się być na wskroś hodowlą kojcową. Przywieziony zeń piesek był koloru
                  szarego i wymagał natychmiastowej wizyty u weterynarza za względu na zapalenie
                  uszu.
                  2) kolejna hodowla: pieski z metrykami po medalistach... ble, ble, ble... wolne
                  od dysplazji (A) i co? U pieska wystapiła dysplazja - według weta wrodzona.
                  Właścicielka ma niezłe "klocki"
                  3) śliczny goldek po doskonałych rodzicach - niestety barwa szaty
                  dyskwalifikuje z każdej wystawy. Ale metryka jest. A jakże!

                  Mój pies pochodzi od ludzi których znam bardzo dobrze. Jesteśmy w stałym
                  kontakcie. Jego matkę znam od szczeniaka. Przy jednej suni, psa rodzinno-
                  kanapowego trudno mówić o hodowli i chęci zysku. Poza tym samo słowo hodowla
                  kojarzy mi się bardzo negtywnie (fabryczka dla zysku). Niestety, prawda jest
                  taka że to właśnie te cudownych hodowli produkują psy bez opamiętania wyłącznie
                  dla zysków. Bo jaką jest hodowla gdzie produkuje się kila ras? Czy takiego
                  właściciela nazwiesz miłośnikiem rasy? jeśli tak - to której? Tej której psów
                  ma więcej, czy tej, która największy przychód generuje?
                  Jakie masz podstawy do wydania oceny "pseudohodowcy" ludziom, o których
                  kompletnie nic nie wiesz. Nie wiesz jak traktowana jest ich suka, jak
                  traktowane były jej szcenięta.
                  Odbierając psa dostałam wszystkie wskazówki dotyczące opieki nad szczeniakiem,
                  adres weterynarza który opiekuje się miotem od początku. Gdyby wszyscy tak
                  opiekowali się psami jak ci ludzie nie musiałabyś obawiać się pseudohodowców.
                  Nie zamierzam rozwodzić się nad wyższością psów rodowodowych nad tymi bez
                  papierów, czy odwrotnie. To trochę jak udowadnianie wyższości Świąt Bożego
                  Narodzenia nad Świetami Wielkiej Nocy.
                  Prawda jest taka, że legalne hodowle polecane przez związek niejednokrotnie
                  produkują buble.
                  Pozdrwiam.

                  • a_na Re: Eliza, 29.11.06, 10:25
                    ronja2 napisała:
                    > Droga a_no, miałam przyjemność spotkać goldki z "doskonałych" hodowli:
                    > 1) rekomendowana przez związek hodowla domowa (właścicel to sędzia ze
                    związku) okazała się być na wskroś hodowlą kojcową. Przywieziony zeń piesek był
                    koloru szarego i wymagał natychmiastowej wizyty u weterynarza za względu na
                    zapalenie uszu.

                    Po pierwsze - nie twierdzę,że każda hodowla legalna jest cacy - bo niestety,są
                    właśnie też i takie "kwiatki"...

                    Skoro ta hodowla nie spodobała się kupującemu,to nie należało tam psa
                    kupować,po prostu.

                    > 2) kolejna hodowla: pieski z metrykami po medalistach... ble, ble, ble...
                    wolne od dysplazji (A) i co? U pieska wystapiła dysplazja - według weta
                    wrodzona. Właścicielka ma niezłe "klocki"

                    Chyba mało wiesz o dysplazji... i o tym,że nawet po rodzicach z A może urodzić
                    się dysplastyczne szczenię. Poza tym dysplazja bywa tez nabyta...

                    > 3) śliczny goldek po doskonałych rodzicach - niestety barwa szaty
                    > dyskwalifikuje z każdej wystawy. Ale metryka jest. A jakże!

                    No i? Co w związku z tym? Wady umaszczenia się zdarzają - takie szczenię jest
                    po prostu niewystawowe i powinno zostać sprzedane jako tzw."pet"

                    > Mój pies pochodzi od ludzi których znam bardzo dobrze. Jesteśmy w stałym
                    > kontakcie. Jego matkę znam od szczeniaka. Przy jednej suni, psa rodzinno-
                    > kanapowego trudno mówić o hodowli i chęci zysku.

                    Suuuper...ale nadal nie widzę ŻADNRGO powodu,żeby taka sukę rozmnażać...

                    > Poza tym samo słowo hodowla kojarzy mi się bardzo negtywnie (fabryczka dla
                    zysku). Niestety, prawda jest taka że to właśnie te cudownych hodowli produkują
                    psy bez opamiętania wyłącznie dla zysków.

                    Widzisz...bo są hodowle i Hodowle...

                    > Bo jaką jest hodowla gdzie produkuje się kila ras? Czy takiego
                    > właściciela nazwiesz miłośnikiem rasy? jeśli tak - to której? Tej której psów
                    > ma więcej, czy tej, która największy przychód generuje?

                    Tam,gdzie "produkuje" się szczenięta,to już nie prawdziwa hodowla z
                    zamiłowania...niestety...nawet jeśli działa pod patronatem Związku...


                    > Jakie masz podstawy do wydania oceny "pseudohodowcy" ludziom, o których
                    > kompletnie nic nie wiesz. Nie wiesz jak traktowana jest ich suka, jak
                    > traktowane były jej szcenięta.

                    Co dalej nie zmienia faktu,że nie widzę ŻADNYCH podstaw do powoływania na świat
                    kolejnych o-mało-co-rasowych szczeniaków.
                    • ronja2 Re: Eliza, 29.11.06, 11:15
                      Widzę, że jesteś kolejną osobą działającą według zasady:
                      "nas nic nie przekona że białe jest białe, a czarne jest czarne".
                      Cóż - tak bywa.
                      Idąc dalej Twoim tokiem myślenia, większość goldów powinno utracić prawo
                      bycia "rasowymi" ponieważ rasa powstała do celów myśliwskich. Każdy pies
                      wykorzystywany do innych celów trochę odbiega od początkowych założeń. Czyż
                      nie?
                      • a_na Re: Eliza, 29.11.06, 16:44
                        ronja2 napisała:
                        > Idąc dalej Twoim tokiem myślenia, większość goldów powinno utracić prawo
                        > bycia "rasowymi" ponieważ rasa powstała do celów myśliwskich. Każdy pies
                        > wykorzystywany do innych celów trochę odbiega od początkowych założeń. Czyż
                        > nie?

                        NIE.
                        Pies rasowy to pies o udokumentowanym pochodzeniu - użytkowość danego psa to
                        inna sprawa.
          • esqual Re: Eliza, 28.11.06, 15:55
            Dla mnie wlasciciel hodowli z ktorej masz Manka dzialal wbrew logice..Dlaczego
            ten miot nie byl zgloszony??Nasuwa sie jedna mysl,ze ktores z rodzicow nie
            mialo uprawnien hodowlanych.Byc moze byl to juz kolejny miot w danym roku(to
            jest zabronione przez zwiazek..)O karcie kopulacyjnej czy odbiorze miotow chyba
            nie ma co rozmawiac..Szczerze to mysle ,ze wszystkim chetnym ,rowniez tobie
            zalezalo na zdobyciu taniego modnego psa,majac w nosie ewentualne pozniejsze
            nastepstwa.
    • esqual Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 19.11.06, 07:59
      Odchodzac od tematu postu..Po przeczytaniu wiekszosci watkow odnosi sie
      wrazenie,ze jest to forum wylacznie psow rasowych.
      Jest jeszcze jedna rzecz ktora mnie bardzo zawsze zastanawiala.W ogloszeniach
      czesto pada ,szczenieta bez rodowodu po rodowodowych rodzicach.
      Oczywiscie chodzi tu o lewe krycia(dla przyp.suka hodowlana moze byc kryta
      tylko raz w roku..).Martwi mnie fakt,ze zwiazki kynologiczne w Polsce,ktorych
      oddzialy sa w wiekszosci miast,nie reaguja na takowe anonse.Przeciez to glownie
      one powinny walczyc z takowym procederem.
      • mmk9 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 19.11.06, 09:03
        Jest niezupelnie tak jak myślisz. "Rodowodowi rodzice" to nie znaczy "psy
        hodowlane z ZKwP". Może być i tak, ZKwP to nie niebo i nie sami święci tam
        działają. Choć dla mnie absurdem byloby kryć suke na lewo, wycieńczać ją
        tańszymi szczeniakami bez rodowodu, co nie pozostanie bez wplywu na jej dalsza
        przydatnośc, kiedy w następnej cieczce mogę znowu mieć miot metrykowy. Jak Zwi
        ązek ma wedlug ciebie reagować ? Nie ma zakazu rozmnażania ani"rasowych bez
        rodowodu" ani kundli z dziada pradziada.
        Wracając do tematu. "Rodowodowi rodzice" to są psy kupione z metryką, ktorym
        ewentualnie wyrobiono rodowod, a potem albo sie nie chcialo wystawiać, albo :
        1. Piesek na wystawie ugryzl sedziego i zostal wywalony z ringu
        2. Na wystawie okazalo sie, że piesek nie za bardzo odpowiada wzorcowi
        3. Okazalo sie, że piesek posiada wady fizyczne typu dysplazja, choroby oczu itp
        4. Rodowodowy ojciec owszem, spelnia mniej wiecej wymogi, ale nie jest wybitny
        i nie ma chętnych z suczkami do krycia, wiec niech sie zabawi z niehodowlaną.
        I to jest cala tajemnica "rodowodowych rodzicow szczeniąt bez metryki". Jak
        widać, istnieje teoretyczna możliwość trafienia na wyhodowanego w ten sposob
        bardzo dobrego w typie i zdrowego szczeniaka , chyba lepiej jednak zagrać w grę
        liczbową.
        Co do wrażenia, ze jest to forum psow rasowych... No cóż, moze pojawią się i
        posty o treści :" Mam suczkę kundelka, chcialabym ją pokryć, sorry "dopuścić",
        czy mam wybrać pieska kudlatego jak ona czy lepiej krótkowlosego "... Pewnie
        istnieją ludzie ciekawi i takiej "hodowli", w końcu to wolny kraj, no i jeszcze
        ciągle jest w nim więcej ludzi niż psów.

        • esqual Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 19.11.06, 14:43
          w slowie rodowodowi rodzice,chodzilo mi o psy z uprawnieniami hodowlanymi
          (przyp.suka po min trzech wyst.pies reproduktor jak obok..)Co do reagowania to
          jest bardzo prosta metoda,zadzwonic do potencjalnego ogloszeniodawcy.Oczywiscie
          jest to zbyt trudne,podobnie jak kontrole niektorych hodowli,gdzie psy "rasowe"
          trzymane sa w podlych warunkach.Utopia
          • mmk9 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 19.11.06, 16:09
            Myśle, że jeśli wykroczenie przeciw regulaminowi hodowlanemu jest zgloszone do
            jakiegoś sadu koleżeńskiego czy tp, to jakaś procedura musi ruszyć. Powtarzam,
            produkcja nierasowych szczeniąt od suki hodowlanej wydaje mi się absurdem, co
            innego "lewe" użycie reproduktora. Teoretycznie grozi ono skresleniem z listy
            reproduktorow, ale praktycznie raczej nie da sie udowodnić, że to nie
            przypadek, a celowa dzialalnośc.
    • agataj16 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 19.11.06, 11:19
      Kiedyś też tak myślałam, ale przeszłam się do schroniska. I stwierdziłam, że
      jeśli moja rodzina chce mieć w moim przypadku kociaki to niech je weźmie ze
      schroniska, bo tam już są i cierpią.

      Chyba tak samo jest chyba z psami. Co z tego, ze Twoje szczeniaki będą
      ładniejsze, skoro zabierają dom tym biedniejszym?

      Nie chcę Cię obrażać, bo kiedyś też miałam takie poglądy jak Ty:].
      • szopiczka Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 29.11.06, 15:21
        nie wiem czy sie orientujesz ale wydajac na swiat nowe psiaki kundelki(kazdy
        pies nawet porodowodowy ale bez swojej metryki jest kundelkiem)zabierasz
        potencjalne domy psom ze schronisk ktore w niczym nie sa gorsze od tych ktore Ty
        chcesz wyprodukowac...kilka dni temu natrafilam na 5 ogloszen gdzie ktos chce
        oddac labko goldeny bo ludzie doszli do wniosku ze jednak ten pies nie zachowuje
        sie strikte kanapowo szczeka chce sie bawic biegac potrzebuje ruchu a oni
        mysleli ze to bedzie tylko laleczka ktora 24 na 24 bedzie cicho lezec na kanapie...

        nie sposob przeczytac wszystkich postow w tym temacie ale pomysl czy w
        przyszlosci takze i twoje psiaki nie trafia do schroniska...skod wiesz ze mimo
        wszytsko nie znudza sie ludziom ktorym oddasz szczenieta?male jest piekne ale co
        pozniej?polecam najpierw wybrac sie di schroniska na pewno zmienisz zdanie i
        sama znajdziesz domy wsrod znajomych dla tych biednych porzuconych psiakow...one
        tez kiedys mialy byc kochane bo ktos z identycznego powodu co Ty rozmnozyl ich
        mamusie...

        jesli jestes zainteresowana ogloszeniami o ktorych pisalam skontaktuj sie ze mna
        mailowo...porozmawiaj z ludzmi ktorzy chca od Ciebie szczenieta...nawet razem
        wybierzcie sie do schroniska naprawde watpie abys dalej chciala skrzywdzic swoja
        sunie...

        pozdrawiam
        Sylwia
          • szopiczka Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 29.11.06, 15:44
            a kto tu przesadza?a pozniejsze schorzenia zwiazane z hormonami?czesciej na
            ropomacicze choruja sunie ktore raz mialy szczenieta niz ich nie mialy...a co to
            ropomacicze i z czym sie wiaze chyba nie musze pisac?

            wielu weterynarzy nazywa juz to psiom chorobom cywilizacyjna...nie ma co ryzykac
            dla ludzkiego widzi mi sie...tym bardziej ze jest to sunia niehodowlana jest
            mieszancem pewnie i nie badana w kierunku chorob genetycznych wiec hmm...sensu
            nie widze w rozmnazaniu takich psiakow skoro obok tyle podobnych czeka na domy
    • tessciowa_27 Re: ELIZA o dopuszczeniu swojej suczki!!!!!!!!!!! 29.11.06, 20:22
      Kiedy czytam takie krucjaty przeciwko właścicielowi, którego prywatną sprawą
      jest kwestia krycia jego własnej suki to normalnie szlag mnie trafia. Do tej
      pory, za kazdym razem gdy pojawia się jakiekolwiek pytanie w tej kwestii,
      natychmiast pojawia się ogromna ilośc osób, która najpierw w formie prośby
      odwodzi od zamiaru krycia, a kończy na uszczypliwości, obrażaniu i agresji.
      Po pierwsze to na prawdę prywatna sprawa właściciela, a nie rozszczekanych
      (przepraszam) orędowników psiego szczęścia. Może właśnie Ci ludzie myślą nad
      tym co robią? Może jednak nie należy na nich naskakiwać, bo i po co. Jeśli mają
      komu oddać szczeniaki, bo najpier zebrali zamówienia to świetnie o nich
      świadczy. Może do cholery nie każdego stać na kupno psa z papierami, może nie
      wszystkich stać na to by jeżdzić na wystawy? Czy ktoś się nad tym zastanawiał?
      Czy jeśli mamy psa bez papierów, ale po papierowych rodzicach i kryje on taką
      samą sukę to do diabła jakim cudem wychodza kundle? Może tak czasem trochę
      genetyki by się przydało. Teraz o kosztach: pies z papierami - ok. 1000 zł,
      wyrobienie rodowodu ok 150 zł, 3 wystawy - 3 x ok 100 zł (ale nie wiadomo czy
      na tych 3 uda się zdobyć odpowiednie oceny, jeśli nie koszt wzrasta),
      prześwietlenie HD ok 150 zł, krycie - szczeniak lub jego równowartość. No i co?
      Oczywiście zaraz pojawią się głosy, że można wziąść psa ze schroniska, ale do
      jasnej anielki, nie każdy chce mieć burka z przeszłością. Kto z Was -
      orędowników zdaje sobie sprawę ile kosztuje doprowadznie takiego psa po
      przejściach do pewnej normalności? Ile trzeba czasu, pracy i pieniędzy? Do
      diabła pies ze schroniska jest psem diablo trudnym, tym bardziej że nie jest
      tam przygotowywany (patrz szkolony, uczony, socjalizowany) do adopcji.
      Niektórzy nie dysponują odpowiednią wiedzą by podołać wychowaniu takiego psa.
      Nie mówię, że nie należy brać psów ze schroniska, wręcz przeciwnie należy się
      im ciepły dom i kochany właściciel. Tylko przy podejściu w tym kraju do ogólnie
      pojętego szkolenia psów schroniskowych to na prawdę może być kiepskie
      rozwiązanie dla przeciętnego Kowalskiego. Przypominam o przypadku dobermana
      opisywanego na dogomanii, staffordów - sprawa w gazetach, rodezjana
      agresywnego - ostania, pogryzień przez psy wzięte z dobrego serca, psów
      lękowych z którymi praca jest ogromnie ciężka itd, itp. Nie cierpię oszołomstwa
      pod każdą postacią, a w obecnej chwili jest ono na tym forum rozpowszechnione
      do granic mozliwości. Nic tylko psy z papierami albo ze schroniska. Całość
      wypowiedzi coponiektórych świadczy li tylko o pieniactwu autora, braku wiedzy
      merytorycznej oraz wścibstwu. Moje zdanie jest takie - to co robi właściciel z
      własnym psem to jego i tylko jego sprawa, chyba, że działa na szkodę
      zwierzęciu - zaniedbuje, znęca się lub w inny sposób umyślnie powoduje
      zaniżenie standartu życia tegoż zwierzaka.