kasia.m116
11.12.06, 09:17
Piszę ponieważ nie wiem czy mój przypadek był pierwszym czy jednym z wielu.
Mój pies miał 12 lat i był chory. Weterynarz powiedział, że jedynym ratunkiem
jest operacja. Wierząc w opinię weterynarza zgodziłam się ale ustaliłam, że w
przypadku gdyby w trakcie operacji okazało się że stan jest bardzo zły to się
ze mną skontaktuje, aby ustalić dalszy tryb postępowania. Faktycznie
zadzwonił i powiedział, że nie jest za dobrze ale doradził, że On dałby psu
szansę. Znów zaufałam i zgodziłam się. Psa miałam odebrać z lecznicy
stojącego na własnych nogach po 4-5 godzinach, niestety nie odebrałam go
wtedy. Odebrałam go po 7.5 godzinach ledwo się poruszającego, opierającego
się o ściany aby ustać na nogach, ale lekarz powiedział że z czasem dojdzie
do siebie. Zabrałam go samochodem koleżanki i prawie wniosłam do domu (a był
to owczarek niemiecki). Pies bardzo cierpiał wciąż jęczał, więc zadzwoniłam
do lecznicy tam weterynarz (już inny)powiedział, że po operacji to normalne i
że dostał środek przeciwbólowy. Znów zaufałam weterynarzowi. Potem Maksiu
tylko spał i jęczał a nad ranem po nocy pełnej cierpienia zdechł. Rano
weterynarz nie był zainteresowany przyjazdem, aby zabrać mojego psa do
lecznicy w celu utylizacji (mimo, że wcześniej rozmawiałam z weterynarzem o
ewentualnym uśpieniu w domu i tym czy wtedy zabierze zwłoki psa ze sobą -
wtedy usłyszałam pozytywną odpowiedź). Nagle uświadomiłam sobie, że dobrze
być człowiekiem bo żaden szpital nie wypisze człowieka po zabiegu w takim
stanie jak mnie oddano mojego psa i nikt nie pozwoliłby aby człowiek tak
bardzo cierpiał.
Dlatego mam radę dla wszystkich właścicieli psów i innych zwierzą zaufajcie
tylko i wyłącznie swojej intuicji gdyż tak naprawdę tylko wam naprawdę zależy
na dobru waszych zwierząt.
Powyższa opinia dot. lecznicy dla zwierząt w Siemianowicach przy ul. Klonowej
9.